Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Katastrofa

 

betonowane umysły karmione odżywkami utwardzającymi

szybko dojrzewają tworząc niebezpieczną masę

zastygającą w formie absolutnych racji

 

podczas kontaktu z obcym ciałem

wyzwala prze moc

od której puchną oczy i wytraca się godność

 

uwaga

nadchodzi z coraz większą pewnością

tupiąc ciężkimi butami

 

przyszłość

spokojnie czeka niczego nie podejrzewając

gdyby miała dar przepowiadania przeszłości

nigdy byśmy jej nie poznali

Opublikowano

Ciekawie, katastrofa humanitarna zaczyna się w umysłach. Troszkę nie rozumiem (w sensie gramatycznym) tego wyzwala... może brakuje się? A może powinno być wyzwalają (te absolutne racje)?

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

podczas kontaktu z obcym ciałem

wyzwalają prze moc - ?

 

albo:

 

podczas kontaktu z obcym ciałem

wyzwala się prze moc - ?

 

- tylko wtedy masz dwa razy się w jednej zwrotce.

Opublikowano

kolejny świetny tekst

pobawiłem się wersyfikacją:

 

"betonowane umysły

karmione odżywkami utwardzającymi

szybko dojrzewają

tworząc niebezpieczną masę

zastygającą w formie absolutnych racji

 

podczas kontaktu z obcym ciałem

wyzwala prze moc

od której puchną oczy 

i wytraca się godność

 

uwaga

nadchodzi z coraz większą pewnością

tupiąc ciężkimi butami

 

przyszłość

spokojnie czeka

niczego nie podejrzewając

 

gdyby miała dar przepowiadania przeszłości 

nigdy byśmy jej nie poznali"

 

Twoje teksty zyskują przy ponownym czytaniu

Gratuluję wiersza.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

ten wiersz jest jak zbiór kilku świetnych sentencji, a ponieważ cenię S.J.Leca

dorzucę też dwie jego. Wiersz jest naprawdę tego wart:

"Czasem sztywna postawa jest wynikiem paraliżu". 

"Gdy racje są kruche, usztywnia się stanowisko."

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...