Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A już najbardziej rozwalił mnie tekst w ktorym to bezdomny za ostatnie pieniądze kupuje bilet ! Litości :-) 

 

Opublikowano

Myślenie (i życie !) schematami donikąd prowadzi. Może był typowym menelem, a może nietypowym np.chorym , nie trzymającym moczu (wiem, to głupio brzmi, szczególnie w kontekście ostatnich reklam ;) ) brudnym bo nie miał się gdzie umyć itd. Ja tam ufam Deonix, bo ona go widziała jak tez widziała tę panią.

 Wprawdzie Deo gdzieś nadmieniała, że nie jest osobą za bardzo empatyczną, ale to nieprawidłowa samoocena :) 

 

Gość Przemyslaw Prus
Opublikowano (edytowane)

@Gosława taaa bo przecież Pan Kanar jest numerem jeden na liście jego zmartwień. Mrozy, krótsze dni i do tego najpiękniejsze ze świąt romantycznie się robi, ale i tak czasem trzeba uważać w osądach swoich. Najlepiej w ogóle żadnych nie czyniąc. Tak tylko w kwestii przypomnienia.

 

 

 

 

Edytowane przez Przemyslaw Prus (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@iwonaroma robienie z siebie samarytanina mnie np wkurza bardzo  Niby wszyscy jesteśmy tacy szlachetni i uczynni, wrażliwi na cudzą krzywdę a jednak przechodzimy w pośpiechu obok ludzkich tragedii 

Niektórzy nie życzą sobie pomocnej dłoni 

 

@Przemyslaw Prus myślę że zbyt pochopnie mnie oceniłeś :-) 

Opublikowano

@Gosława to nie chodzi o to, żeby usiąść na tronie z dobrych uczynków, wyścielonym empatią. 

To chodzi o to, że nawet najbardziej zacpana osoba, pijak....są dalej ludźmi. 

Ten sam gatunek. Nie zmieniajmy tego, błagam. Gdyby któryś z moich pracowników powiedział mi, że się spóźnił, bo bezdomny brzydko pachniał...dałabym mu lepszy xmas bonus. Oni i tak że mną grają w te klocki

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  Dużo zależy od własnych przeżyć....staram się zrozumieć również Twój punkt widzenia.

Na świecie muszą być osoby o różnych poglądach. Mój chyba znasz.

Gość Przemyslaw Prus
Opublikowano

@Gosława w tym przypadku to było do ogółu i żadna ocena z mojej strony nie padła- tylko takie tam rozmemłane kluchy ;)

Opublikowano (edytowane)

@Gosława Gdyby Kotanski robił wszystko z ukrycia, to gowno by zrobil...

Czasami nie można po cichu, trzeba powkurwiac się i krzyczeć.

Do świętości mam daleko, mam w dupie co ludzie o mnie myślą....ale nie ci, którzy tej pomocy potrzebują. Full F... stop

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@calluna tak się składa że mam kolegę Pana Stasia który od wielu lat mieszka na ulicy 

Naprawdę nie trzeba mi przypominać że bezdomni są też ludźmi 

Jestem  człowiekiem i też mam prawo do wyrażania niechęci wobec brudu, smrodu i zasrania

Mądrzy odpowiedzialni szukają pomocy np w Monarze 

Są też tacy którzy nie życzą sobie pomocnej dłoni i z własnej nieprzymuszonej woli wegetują bo tego życiem nazwać nie można 

Opublikowano

@Gosława tak, wszystko ok. Pan Stasiu, itp...ale kurwix mnie bierze, jak myślę ile razy bezdomny musiał wyjść z busa bo nie mial biletu a napiepszal deszcz. U nas nie wejdziesz inaczej jak od strony kierowcy.

Tylko że u nas ludzie sa dobrymi padd i zawsze ktoś pomocny się znajdzie....już zakończona rozmowa ok? Dużo nas w tej kwestii dzieli, może coś kiedyś połączy....

Opublikowano

@calluna czy Ty uważasz że jestem osobą która wyrzuciłaby kogokolwiek z autobusu bo np śmierdzi?

To że głośno myślę nie znaczy wcale że tak robię 

Miłego dnia

Gość Przemyslaw Prus
Opublikowano (edytowane)

wsiadł do autobusu człowiek z fekaliami na głowie nikt go nie poratuje nikt mu nic nie powie tylko się każdy gapi, krząta i wącha... i już. Nie, nie bawi mnie to - odważny ten co będzie wiedział jak postąpić tak, że może i jeden ktoś łzę uroni, a na pewno tak, że nikt nie napisze oburzonego wiersza. Te nieoburzone i tak kiepsko się sprzedają. 

@Gosława @calluna kurtyna?!

Edytowane przez Przemyslaw Prus (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Przemyslaw Prus nie, zdecydowanie nie. Padło pytanie, mam odpowiedź.

@Gosława myślę, że niestety tak...wysadzilabys go...nazwalas go Pan Śmierdziel...nie wymagaj ode mnie zrozumienia. Energię lokuję gdzie indziej. 

Opublikowano (edytowane)

@light "

 

" Najbardziej wkurza mnie taka hipokryzja 

Bo biedny bezdomny pijany to trzeba zrozumieć i poczekać na kolejny autobus 

Nieważne że się do pracy spóźnimy 

Ważne że Pan śmierdziel przejedzie się w ciepłym autobusie :-) 

Pytanie dlaczego nie siedzi w tym czasie w np noclegowni?

Odpowiedź bo woli się napić :-) " 

 

Do serca by przytuliła, co...chyba Tobie się p.......wystawiłeś serca tam, teraz widzę..czyli wszystko wiadomo.

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

"To że głośno myślę nie znaczy wcale że tak robię 

Miłego dnia" 

 
Nie wiem jak u was ale u nas są łaźnie dla bezdomnych więc umycie się nie jest Bóg wie jakim problemem. Tak, jestem złym człowiekiem. 
Obwiń mnie jeszcze za Holokaust. 
Przykro mi ale nienawidzę smrodu, mam odruchy wymiotne i nie daje rady jeździć z brudasami. Pozbycie się takiego z autobusu mz jest idealnym rozwiązaniem. Nie widzę w tym nic niewłaściwego tak samo jak taka obsrana osoba nie widzi nic niewłaściwego w swojej postawie. 

@calluna

 

Edytowane przez light (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Witam wszystkich - o co w tej poezji chodzi...żeby co pokazać  - wstyd...

                                                                                                                                          Pozd.

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...