Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Godność dziecka,

to jego spokój,

to jego Święty Spokój!

Przestańcie zmuszać je

do zajmowania się tym, 

czym zajmować się nie chce!

Nie przeszkadzajcie mu

w pasji poznawania świata, 

w dojrzewaniu do poczucia Piękna,

to Ono, anie hormony

wykluczy poczucie obrzydliwości -

nieuniknionego następstwa manipulacji i przemocy,

której tak nachalnie się dopuszczacie!

W imię własnych zboczonych doznań

sięgacie po czystość dzieci,

niszcząc ich godność na zawsze!

Tego świata nie obchodzą już dzieci,

żyje chwilą zboczonej radości!

Ale piękno, to Bóg,

i On przypomni o Sobie!

 

Janusz Józef Adamczyk

Opublikowano

@light_2019 Witam, nie wiem, czy znasz program proponowany przez WHO (czytałem i zapytałem, kto go opracował? Otrzymałem odpowiedź wymijającą, żadnego nazwiska naukowca, żadnej nazwy ośrodka naukowego, na których się powoływano); w/w program, to czysta manipulacja i przemoc wobec dzieci, to gwałcenie praw naturalnego rozwoju dziecka (na marginesie dodam, że specjalizowałem się - doktorat - w psychologii rozwojowej dzieci i młodzieży), to totalne zaburzenie ich rozwoju psychicznego i osobowościowego, to światowy skandal! To program zboczeńców, któremu przyklaskuje dzisiejszy świat, spragniony coraz bardziej ekstremalnych bodźców! Pozdrawiam.

Opublikowano

@Jacek_K Witam Panie Jacku, dziękuję za zainteresowanie tematem. Istnieją, także w Polsce, naukowe (podkreślam - naukowe!) prace psychologiczne i psychiatryczne na temat rozwoju erotycznego dzieci; prace te (poprzedzone wieloletnimi badaniami) nie są sprzeczne z pracami zagranicznymi, dlatego wszyscy poważni (a nie karierowicze, którzy za awans, za pieniądze są zdolni sfałszować wyniki badań) naukowcy, w skali całego świata,  zajmują podobne stanowisko tak w sprawie gender, jak i w sprawie LGBT, czy programu edukacji seksualnej dzieci i młodzieży zalecanego przez WHO, - stanowisko ich jest jednoznacznie NEGATYWNE, ci bardziej odważni wręcz wyśmiewają twórców i propagatorów tychże programów, a wyśmiewają dlatego, że nie mają one żadnych podstaw naukowych, są czystą ideologią! Zgodnie z wynikami badań, zainteresowanie małych dzieci "seksem" jest minimalne, - szczątkowo-przygodowe, i szybko mija! Wyjątek stanowią dzieci niedorozwinięte intelektualnie, u tych dzieci zainteresowanie jest większe i trwa dłużej. WHO żąda, aby zainteresowanie "seksem" maksymalnie rozbudzać i zmuszać dzieci do czynienia użytku z tej sfery, a więc jest to niespotykana do tej pory przemoc psychiczna wobec małoletnich dzieci, przemoc skierowana w stronę bardzo delikatnej, intymnej i ważnej sfery życia człowieka; odważni profesorowie mówią wprost: "Chodzi o świeże mięso dla pedofilów i zboczeńców. 

Pozdrawiam Pana serdecznie.

Opublikowano

@Kot Witam Panie Kocie (broń Boże bez intencji obrażenia Pana), problem w tym, że do prawidłowego, satysfakcjonującego współżycia płciowego trzeba dorosnąć, przede wszystkim dorosnąć psychicznie, o czym, ani WHO, ani LGBT ANI SŁOWA! Dojrzałość psychiczna jest podstawą odczuwania prawdziwego sensu współżycia płciowego, odczuwania jego piękna i doznawania satysfakcji. To, co proponują WHO i LGBT, to czysto zwierzęcy seks, który nie ma nic wspólnego z poczuciem człowieczeństwa w akcie płciowym, dlatego też niektórzy psychologowie i psychiatrzy ( do których i ja należę) twierdzą wprost: "Chodzi o świeże mięso dla pedofilów i zboczeńców." 

Pozdrawiam Pana.

Opublikowano

@Janusz Józef Adamczyk dziękuję Panu za ten manifest, to są zboczone czasy dla dzieci, wymusza się na nich zbyt wiele i za szybko. Prostym przykładem jest iluzja optyczna, pokazująca zarazem parę jak i 9 delfinów. Dzieci widzą wyłącznie delfiny.

 

Od dwóch lat trwa mój spór z przyjacielem o to dokąd zmierza edukacja seksualna. On twierdzi, że do akceptacji pedofilii, ja twierdzę, może naiwnie, że ten świat nie może być aż tak pojebany żeby akceptować, nieakceptowalne...

 

Wkleję jeszcze nie dokończony tekst, który narusza temat pedofilii i próbę przekroczenia granicy moralno-etycznej.

 

 

Miałem tak już od zawsze. Od zawsze zależało mi na szczerej rozmowie i byłem przeszczęśliwy jak ktoś z kim rozmawiałem, miał akurat dobry humor i mogliśmy po-śmieszkować. Tak, duże dziecko ze mnie, ale potrafię rozróżnić dziecko od dorosłej osoby. 

Potrzeba miłości u dzieci, nie ma podłoży seksualnych, to odróżnia dziecko od osoby wchodzącej w wiek dojrzewania, gdzie strefy te powoli się "budzą". 

Jest to bardzo niebezpieczny okres i pierwsze doświadczenia seksualne potrafią odcisnąć się na ich dorosłym życiu przez naprawdę długi czas, a nawet do końca życia. Sugeruję jednak poczekać, pomimo że chuja aż rozsadza

(tak głównie chłopcy w tym śmiesznym-naście wieku, chcą "zaruchać". Dziewczyny, pomimo całego tego "globalnego gówna", nadal są w mniejszości, przepraszam Panie "feministki" za tę informację i proszę nie walczcie o równouprawnienie chociaż w tym przypadku). 

Jeżeli para nastolatków wspólnie odkrywa seksualność nie nazwę tego zboczeniem. Jakby ktoś miał wątpliwości, to na szczęście ludzkość ustaliła pewne granice wiekowe i od osiemnastu lat jesteś odpowiedzialny za swoje czyny i uznany w świetle prawa za osobę pełnoletnią, a niekiedy nawet od szesnastu.

Tragedia zdarza się wtedy, kiedy nastoletnia osoba miała kontakt seksualny na długo przed wiekiem dojrzewania i chyba nie muszę dodawać, że nie z własnej chęci. 

Jeżeli jakiś napalony osobnik (16-120 lat) jednak myśli o tym, żeby naruszyć wyznaczone granice wiekowe, powinien iść szybciutko do psychologa lub psychiatry! 

Nie chcę nawet się domyślać jak bardzo skrzywiony umysł musi mieć pedofil i czym on się kur** tłumaczy. To trzeba starać się leczyć i temu zapobiegać! 

Nie wiem czy homoseksualistą się rodzisz, ale jeżeli ktoś stwierdzi, że pedofile również nie mają wpływu na swoją "orientację seksualną" i nie ma to podłoży psychologicznych (jakieś strasznej traumy i całej masy "katalizatorów skrzywień" społecznych) oraz niepodważalnie to udowodni, to może mnie ten "naukowiec" osobiście zastrzelić, bo nie chcę żyć na takim świecie! 

Natomiast, wolałbym żyć w świecie, gdzie ujawniony pedofil spotyka się wyłącznie z politowaniem i tolerancją. 

Kogo wolicie? Ujawnionego czy skrytego pedofila? Walczącego nie dość, że z chorymi żądzami, to jeszcze odseparowaniem społecznym i lękiem przed sięgnięciem o pomoc, który spowodowany jest również lękiem przed społeczeństwem. Pisząc to, zastanawiam się czy społeczeństwo i okrucieństwo cywilizacyjne nie jest częściowo przyczyną ich zboczenia. Dla pedofila koło się zamyka i powoli otwiera się furtka psychopaty, pedofila zabójcy i gwałciciela, aż mi się niedobrze robi na samą myśl...

Ja jako rodzic, długo bym się nad tym nie zastanawiał. Otworzył bym im nawet kółko Anonimowych Pedofoli, tylko po to, żeby nie byli naprawdę Anonimowi. Nie, nie będę żartował o tym co by tam mówili, bo w tym temacie nie jest mi do śmiechu.

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Rastu Dzień dobry Panu

przepraszam, że dopiero po 10 godzinach od Pana "wpisu" usiłuję odpowiedzieć, proszę mi wybaczyć, mimo podeszłego wieku (73 lata) mam dużo różnych zajęć (głównie na polu kultury), które bardzo mnie absorbują. Przede wszystkim bardzo dziękuje Panu za zauważenie mojego "Manifestu..." i zabranie głosu w tej sprawie. Podziwiam Pana za odwagę publicznego wyrażania PRAWDY, tak, taka jest właśnie PRAWDA o sferze seksualnej dzieci i młodzieży; ośmielam się na takie jednoznaczne określenie Pańskich słów, albowiem wiele lat poświęciłem (studia magisterskie i doktoranckie) na poznawanie psychologii wieku dziecięcego i wieku dorastania (w tym zakresie się specjalizowałem) i dalej interesuję się tą tematyką, a zatem poznałem dogłębnie ten wiek rozwojowy człowieka tak, jako naukowiec, a także jako ojciec dwóch synów i dwu córek (bliźniaczek).

Gender, tzw. standardy WHO i żądania LGBT kierowane w stronę dzieci i młodzieży nie mają absolutnie nic wspólnego, ani z psychologią, ani z psychiatrią, ani z pedagogiką, a przez odważnych naukowców (np. u nas - Nalaskowski czy Lew-Starowicz) są z całą mocą krytykowane, a nawet wyśmiewane. Należę do tych ludzi, którzy publicznie zabierają głos na poruszany przez nas temat, mówię wprost: Banda zboczeńców próbuje zapanować nad światem; dramatem naszych czasów jest to, że zboczeńcy szczególnie mocno upodobali sobie dzieci, których świat nie bierze w obronę, a wręcz odwrotnie - wydaje się sprzyjać zboczeńcom! 

Myślę, że nie powinniśmy milczeć, mimo, że czasami człowiek odnosi takie wrażenie, że walczy z wiatrakami; sam się zastanawiałem, czy zamieszczać tutaj (i w innych miejscach) ten mój "Manifest...", czy dać sobie spokój w obawie o bycie wyśmianym, co, niestety, rzeczywiście ma miejsce, ale są też i pozytywne reakcje ludzi, czego przykładem jest Pański głos.

Jeszcze raz bardzo dziękuję Panu za niezwykle wartościową wypowiedź.
Pozdrawiam. Janusz 

Opublikowano

Panie Januszu skoro napisał Pan wiersz, który w dodatku jest manifestem i manifestacją Pana dziedziny wiedzy i nauki, nie tylko jako naukowiec, ale też jako Ojciec to w takim razie, moim skromnym zdaniem, powinien Pan opisać problem śmiało i na tyle prostym językiem żeby dotarł do szerokiego grona czytelników. Gdybym miał wątpliwości to bym płątał się w ambiwalentnych odpowiedziach, tyle, że czasami lepiej powiedzieć stanowczo, że się w jakimś temacie nie zgadzamy, skoro tak nakazuje Nam rozsądek i Serce. Cieszył bym się, jeżeli temat który Pan rozpoczął, został rozwinięty, nawet w charakterze sporu gdzie obie strony używają argumentów jak również własnego zdania, byle było ono przemyślane. Łatwo jest dziecku namieszać w głowie, wszystko ma swój czas, tylko gdzie jest granica wiekowa? Co do aborcji toczył się zajadły spór i gdzieś tą granicę ustalono, tylko ciężko określić kiedy rodzi się świadomość płodu. Kiedy powinniśmy uświadamiać dzieci o prokreacji i jak to opisać? Ja sądzę że seks może być zwierzęcy lub opisany jak unia dwóch ciał. To niestety my budujemy rzeczywistość w której żyjemy. Nie mam pojęcia, ale 3 lata to aburd, tak samo jak 7. Jakieś sugestie? Mnie uczono wychowania w rodzinie (czytaj wychowania seksualnego) w gimnazjum, poniekąd sądzę, że odrobinkę za późno, ale naprawdę dobrze objaśniono temat i postawiło fundament zrozumienia, a zburzyło zapędy szpanowania, tym kto już to robił. Miałem 13 lat i jestem wdzięczny Pani od biologi i matce, Naszej koleżanki z klasy!

PS: Jestem trochę Sancho Pansa z dystansem do wiatraków, kimkolwiek by te wiatraki nie były :) 

Opublikowano

Witam,

jeszcze raz wyrazy szacunku dla Pana za zainteresowanie tym tematem i bardzo rozsądne wypowiedzi! Tak, ma Pan rację - trzeba działać, i tak też czynię. Już na drugi dzień po podpisaniu karty LGBT przez Trzaskowskiego napisałem naukowy artykuł, który wysłałem do czasopisma "Wychowawca" (ukazującego się od wielu lat w Krakowie), które, moim zdaniem, jest najbardziej profesjonalnym czasopismem, jeśli chodzi o wychowanie dzieci i młodzieży; niestety, ale chwilę wcześniej zamieszczono w tym czasopiśmie bardzo podobny artykuł jednego z krakowskich naukowców, a więc dublowanie treści nie miało sensu. Zaniosłem więc ten artykuł do redakcji jednego z lokalnych czasopism, czekam na ewentualne go wydrukowanie i dyskusję (gdy się ukaże).

Jeszcze raz dziękuję Panu za posty ad. mojego "Manifestu..." i pozdrawiam serdecznie.

Janusz

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Spacji zabrakło ;) Przepraszam, musiałam wskazać palcem,

każdy ma swoje zboczenia, jedni wyłapują mankamenty w tekstach, inni indoktrynują dzieci :)

Wiem, że temat poważny, ale jakoś się nie mogłam powstrzymać, więc jeszcze raz - proszę o wybaczenie :)

 

Wracając do tematu - fajnie, że ktoś się tego podjął.

Nie chcę oceniać tego tekstu pod względem literackim, gdyż, jak głosi tytuł jest to przede wszystkim manifest,

w mniejszym stopniu wiersz, ale parę słów od siebie chciałabym zostawić.

 

Osobiście uważam, że w edukacji seksualnej nie ma niczego złego,

o ile jest ona dobrowolna i skorelowana z wiekiem młodego człowieka, jego psychicznym rozwojem.

Jeśli dziecko ma pytania dotyczące seksualności, interesuje się nią, powinno mieć możliwość zaspokojenia swojej ciekawości, ale nic na siłę. Żadnych obligatoryjnych zajęć "z seksu", zwłaszcza w przedszkolach i latach wczesnoszkolnych, pamiętam, że w tym wieku w ogóle nie interesowałam się płciowością. Poza tym, nie wiem, jak jest teraz, ale za moich czasów w szkole była biologia, na której poznawało się budowę i funkcję układu rozrodczego człowieka, mówiło się też o współżyciu i dojrzewaniu, różnych jego aspektach. W związku z tym edukacja seksualna nie jest chyba każdemu do szczęścia potrzebna, choć pewnie w jakiś sposób może pozwolić rozszerzyć wiedzę, ale też wiedzę tę można znaleźć we własnym zakresie, i ja tak robię przez całe życie, właściwie :)

 

Pozdrawiam :)

 

D.

Edytowane przez Deonix_ (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Deonix_ Witam,

myślę, że wszystko, co nie poniża godności człowieka, nie jest przemocą i wulgarnością, ma sens; niestety w tej tzw. edukacji seksualnej jest stanowczo za dużo przemocy psychicznej, zwłaszcza wobec małych dzieci; samo operowanie pojęciem "seks" wobec dzieci i młodzieży jest ich poniżaniem; istnieje przecież takie pojęcie, jak "erotyzm", którym operowano w czasach nawet tzw. komunizmu, który zbyt mocno nie przejmował się "godnością człowieka" w szerokim znaczeniu tego pojęcia. Pojęcie "seks" kojarzy się nam bardzie z prostytucją, zboczeniem, wyuzdaniem, orgiami, a nie z niezwykle delikatną, skomplikowaną i bardzo ważną sferą ludzkiego życia. Dla mnie, jako psychopedagoga, ojca czwórki dzieci i poety, to, co proponuje WHO, a za nią LGBT, jest potwornie wulgarne i bardziej rani psychikę dzieci, niż ją "edukuje".
Bardzo dziękuję za zainteresowanie się tematem i pozdrawiam.

Opublikowano

@Janusz Józef Adamczyk To rzeczywiście zgroza, żeby dzieci dowiadywały się, że seks i masturbacja to przyjemność i nie muszą z tego powodu się biczować, pogardzać sobą i bać się piekła!!! Do czego to dochodzi!!! Nie daj Bóg zaakceptują swoje ciała i będą pozbawione poczucia winy z tego powodu, że mają penisa albo waginę!!! Ba, mogą się jeszcze nauczyć, że ludzie są różni i nie należy ich z tego powodu dyskryminować, bić, więzić, zabijać!!! Ponadto przeczytałem, że w tym programie ma się dzieci uczyć, że ich ciało należy do nich i nikt nie ma prawa wymuszać na nich seksu, a seks ma być czymś co do czego obie strony się zgadzają!!! I co na to mężowie, którzy będą chcieli posiąść swą żonę, kiedy ona np. nie ma na to ochoty?!!! No przecież taki chłop będzie zestresowany i jeszcze z tego powodu pobije małżonkę (do czego przecież ma również pełne prawo, w myśl niepisanej zasady popieranej przez patriarchalno katolicki model rodziny). Pomyślmy też o księżach, przecież takie uświadomione dzieci drastycznie mogą zamknąć drzwi wielu duchownym, a przecież ksiądz też człowiek!!! Ogółem to skandal, żeby dzieciom uświadamiać, że to XXI wiek, i uczyć je akceptacji własnego ciała, szacunku do niego i szacunku do ciał innych ludzi!!! A jeszcze mówić im, że seks to przyjemność, coś normalnego i nie należy z tego powodu mieć poczucia winy!!! Przecież poczucie winy to fundament naszego ukochanego Kościoła Katolickiego!!! Bez poczucia winy może kościół utracić wiele ze swojej władzy!!! Przecież My, starsze pokolenia dobrze wiemy, że seks to nie jest przyjemność a obowiązek!!! Powinniśmy uczyć dzieci w duchu tradycyjnym, że np. masturbacja to okropne zło, i jak nie daj Boże, poczują z tego tytułu odrobinę przyjemności, to powinny się przynajmniej zdrowo wybiczować, polać ręce wrzątkiem, zanurzyć we wrzącym oleju i czym prędzej pobiec do konfesjonału, żeby nie pomijając żadnego szczegółu wyznać wszystko spowiednikowi. Skandal, uczenie dzieci akceptacji, szacunku, odpowiedzialności!!! Do czego to prowadzi? Otóż do kompletnego zdziczenia, którego wyrazem jest dowcip, jaki niedawno usłyszałem, a który pozwolę sobie przytoczyć, otóż:  Jakiego batonika nie lubi ksiądz? - Pawełka z adwokatem... Tak, tak, do tego już doszło, dowcipy o księżach się opowiada... nie to co kiedyś, jak ksiądz szedł, to ludzie czapki zdejmowali i kłaniali się nisko. A dziś? Kompletne zdziczenie! Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

Ja np. jeszcze w liceum napisałem taki karygodny wierszyk, za który brzydzę się sobą do dziś:

 

Ja na przykład, mili państwo,

lubię w bilard nocą grać.

Choć to świństwo jest i draństwo,

nie odpuszczę, wasza mać!

 

Już mi za to piekłem groził

na religii w szkole ksiądz,

kazał modlić się do Bozi,

żeby mi nie odjął rąk.

 

A ja dalej, jak ten osioł,

noc za nocą w bilard gram.

Co mi tam piekielny kocioł,

gdy radochę z tego mam. 

 

 

@Janusz Józef Adamczyk "Pojęcie "seks" kojarzy się nam bardzie z prostytucją, zboczeniem, wyuzdaniem, orgiami, " - ze wstydem, ale jednak muszę przyznać, że słowo seks mi się z tym nie kojarzy... No cóż, widocznie muszę jeszcze nad sobą popracować, nikt nie jest doskonały.

Edytowane przez Krakelura (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

U mnie samo słowo "seks" nie wywołuje takich skojarzeń,

choć pewnie dla osoby, która je słyszy po raz pierwszy (dziecka) jest czymś nowym, egzotycznym,

może nawet trochę dziwnym. Ale wulgarne wg mnie nie jest - z tym że - podkreślam - wg mnie.

No właśnie nie wiem, co oni dokładnie obecnie proponują. Jakiś czas temu w "Warto rozmawiać"

Ujrzałam materiały "edukacyjne", które pojawiły się na zajęciach w niektórych szkołach.

Jeśli treści związane z seksualnością człowieka miałyby się pojawiać w ramach edukacji seksualnej w takiej formie,

jaka została ukazana w tym programie, to ja jestem temu przeciwna:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Deonix_ Ja to bym po prostu chciał, żeby było tak jak jest, czyli tradycyjnie. Chciałbym, żeby moje dziecko było wychowane tak jak ja, tak jak My, starsze i zdrowe pokolenia, czyli w duchu poczucia winy, wstydu, poniżenia, pogardy do samego siebie i własnego ciała, w poczuciu grzechu, pod wiecznie pochmurnym niebem, spoza którego przeziera ponury, srogi i gniewny wzrok wiecznie obrażonego i pogniewanego Boga, który jest Miłością. Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

@Krakelura @Janusz Józef Adamczyk witam,troszeczkę odbiegając od głównego nurtu. U nas w szkole uczy się tolerancji, ale trochę w inny sposób. Przez pierwsze kilka lat dzieci zajmowaly się małym bobasem, poznawali jego zachowania, potrzeby,itp. Program ten miał wzbudzić wrażliwość i empatię. Jak się zbliżyć, żeby nie wystraszyć, jakim tonem rozmawiać, jak dotykać, itp. Nauka przez  szacunek do człowieka zaczęła się od przewijania 3 msc niemowlaka, a skończyła się na poznawaniu kilkuletniego urwisa. Ta sama matka przychodziła ze swoim dzieckiem, raz w tygodniu na 90 minut, przez kilka lat.Program wyprosili rodzice, autorem jest naukowiec z Kanady. Nasi nastolatkowie są teraz najlepszymi nianiami

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

, dzieci ich uwielbiają. Pierwsze lekcje wychowania seksualnego nastąpiły po tym kanadyjskim programie. Szacunek do człowieka, jego przestrzeni i niewinności, jako punkt wyjściowy.

 

Druga sprawa, kiedyś znajomy ksiądz powiedział mi, że w seminarium można było znaleźć dużo opracowań Alfreda Kinseya. Proszę się wypowiedzieć....jak to możliwe, że ktoś zrobił takie badania. Kto zmierzył czas trwania orgazmu u dzieci... Dlaczego podrzucano to księżom. Noszę te pytania w głowie. Wiem, że nie łączy się to bezpośrednio z Pana mądrym manifestem, ale ciężko mi to wszystko zrozumieć.

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Dag Dzień dobry - wraz z niskim pokłonem i wielkim szacunkiem dla Pani, wszak Pani odpowiedź na mój "Manifest..." jest naprawdę bezcenna, mam nadzieję, że Wszyscy tutaj "reagujący" na w/w "Manifest..." zauważą ją i z głębokim namysłem przeczytają. Godne wielokrotnego podkreślenia jest użyte przez Pani słowo - SZACUNEK DO CZŁOWIEKA. Właśnie to, co u nas próbują wyczyniać tzw. seksedukatorzy, jest zaprzeczeniem tej ogólnoludzkiej wartości, jaką jest SZACUNEK DO CZŁOWIEKA; podstęp i przemoc wobec dzieci (nawet przedszkolaków) jest godna potępienia, a nawet ukarania, ale jakoś nikt, ani z władz, ani z kręgów naukowych (z wyjątkiem jednego naukowca, który delikatnie skrytykował poczynania LGBT, za co natychmiast zawieszono go w pracy na uczelni) nie kwapi się do wyraźniejszej krytyki w/w antyludzkich poczynań seksedukatorów. 

      Jeśli chodzi o wspomniane przez Panią wyniki badań, które dostarczono księżom, to, w/g mnie, są to poczynania bardzo silnego lobby pedofilskiego w dzisiejszym świecie, po prostu zboczeńcy - w kręgach których są fachowcy ze wszystkich profesji - doskonale się zorganizowali i wzajemnie sobie pomagają; trudno uwierzyć w to, co mówią ci, którzy podejmują trud przeciwdziałania temu lobby, np. adoptuje się małe dzieci w celu hodowania (dosłownie - hodowania) ich do seksualnego wykorzystywania! TO JEST PRZERAŻAJĄCY KOSZMAR WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA, koszmar polegający na tym, że zboczeńcy są co najmniej kilka kroków do przodu przed tymi, którzy próbują ich ścigać. WIEM JEDNO, TYM MALEŃKIM NIEWINNYM DZIECIOM NALEŻY SIĘ OBRONA! NIE WOLNO MILCZEĆ, TRZEBA DZIAŁAĆ!

Jeszcze raz bardzo dziękuję Pani za tak profesjonalne i wnikliwe podejście do poruszanego tutaj tematu. 

Pozdrawiam serdecznie.
Janusz

 

@Krakelura Podstawą zdrowych relacji między ludzkich jest POCZUCIE GODNOŚCI CZŁOWIEKA, GODNOŚCI WŁASNEJ I GODNOŚCI INNYCH, jeśli tego poczucia nie ma, to jest ZWIERZĘCOŚĆ, która to właśnie zaczyna dominować w kręgach tzw. nowoczesnego społeczeństwa, ale jeśli kogoś to urządza, to jego sprawa, jednak jeśli chodzi o wychowanie dzieci i młodzieży, to propagowanie ZWIERZĘCOŚCI nigdy nie kończyło się dobrze.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Link do programu, który poprzedza u nas edukację seksualną. Moim zdaniem, kolejność obowiązkowa. Szacunek do bezbronnych, empatia, zrozumienie odpowiedzialności za drugiego czlowieka- zagadnienia konieczne dla świadomości młodego człowieka, w tym niestabilnym świecie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Zbędny sarkazm, pisałam o formie, nie o treści.

O wszystkim można rozmawiać, ale należy to robić kulturalnie i z taktem.

Na zajęciach z edukacji seksualnej, na które ja uczęszczałam rozmawialiśmy o różnych sprawach,

m.in. o homoseksualizmie, masturbacji, antykoncepcji, aborcji. I nie wydaje mi się, aby komukolwiek wtedy towarzyszyło poczucie winy, wstydu, poniżenia, pogardy do samego siebie i własnego ciała, jak Pan to ujął.

Ale rozmawialiśmy jak normalni, kulturalni ludzie, a nie prostaccy degeneraci.

 

Przykro mi, ale  wulgarne nazwy narządów płciowych, niesmaczne ilustracje

i niewłaściwe pod względem merytorycznym definicje w książkach do edukacji seksualnej są dla mnie nie do przyjęcia.

 

I nie ma to nic wspólnego z religią, więc proszę nie mieszać do tego Boga i nie sprawiać niepotrzebnie przykrości chrześcijanom czytającym pańską wypowiedź. Tyle ode mnie.

 

D.

To ciekawe, co opisujesz.

Osobiście jednak nie jestem przekonana do tego typu eksperymentów, bo nastolatkowie są różni,

nie wszyscy mają "pedagogiczne podejście". Ja mam ponadto jakąś niewytłumaczalną awersję do małych dzieci, po prostu.

Nie byłabym szczęśliwa, gdybym miała się nimi opiekować. Stąd na takie zajęcia raczej nie chciałabym chodzić.

 

Odnośnie tej tabelki - bardzo dziwne. Masz może jakiegoś linka do tego artykułu?

Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej na temat tych badań.

 

Pozdrawiam,

 

D.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...