Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Sylwestrze, jako wiersz, oryginalny, obrazujący zjawiska podoba mi się, natomiast jako dyskutant, wchodzisz dokładnie w opisaną przez Schopenhauera pierwszą zasadę erystyki, czyli doprowadzenie tezy przeciwnika do absurdu i wykazanie jej błędności.  Temat zmiany płci może być dla wielu bolesny, a dla mnie osobiście delikatny. Pozdrawiam. Marek   

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Marku, nie miałem zamiaru nikogo urazić. Mam taki sam szacunek dla wszystkich ludzi, niezależnie od koloru skóry, wyznawanej religii czy orientacji seksualnej. Na jego utratę z mojej strony, naprawdę trzeba sobie dobrze zasłużyć, choć przyznaję, z wiekiem staję się coraz bardziej drażliwy (wrażliwy?). Myślę, że znaczny wpływ ma na to nachalna, niezwykle agresywna propaganda i nieustanne maglowanie i modelowanie naszej płciowości począwszy od przedszkola niemal po sam grób. Po pierwsze, nie wierzę absolutnie w bezinteresowność takich działań. Po drugie, nie uważam że te działania naprawdę służą osobom, które mają problem z samookreśleniem, lub którym natura spłatała ewidentnego psikusa. Zamiast konkretnej pomocy ich problemy zostają wyciągane na powierzchnię i szeroko roztrząsane, co w przypadku wrażliwych jednostek, będących w stanie jeszcze względnie logicznie ocenić swoje położenie, musi być dotkliwie frustrujące i stresujące. Po trzecie, kreuje się fałszywe przekonanie o możliwości wyboru, co tworzy coraz większy chaos w pojmowaniu świata i obrazu człowieka w świecie, jednocześnie poszerzając rzesze, które mają problem w odnalezieniu się w nim i samookreśleniu. Ponoć homoseksualizm nie jest chorobą zakaźną. Moim zdaniem może być i pracują nad tym rzesze specjalistów, żeby rozprzestrzeniał się jak najbardziej. Pracują oczywiście za pieniądze i tak do końca nie wiadomo dlaczego, a jeśli nie wiadomo, to... wiadomo.

Zwróć uwagę, jeszcze dziesięć lat temu mówiło się, że ludzi o orientacji homoseksualnej jest ok. 2-4%, czyli co najmniej dwóch na stu znajomych powinno być gejami. Ok, zgoda, ale dzisiaj mówi się już o ok. 10%! Przepraszam Cię bardzo, ale rozglądając się wokoło mam wątpliwości co do tych badań, są to raczej prognozy, które przy obecnej intensywności indoktrynacji i przy założeniu, że różnego typu orientacje seksualne można jednak zaszczepiać w ludzkiej psychice, może wkrótce stać się faktem.

Jeszcze na koniec. Ludzi z zaburzeniami psychicznymi też (bo uważam, że to jest rzeczywista wartość) jest ok 4%. Czy widać jakieś szersze akcje mające na celu ułatwienie im życia w społeczeństwie? Bardzo sporadyczne. Jest też grupa ludzi, którym seksualność jest zupełnie obca. Choć identyfikują się jako mężczyźni lub kobiety, po prostu nie mają potrzeb seksualnych. Jest ich też ok 2% populacji, jeśli dobrze pamiętam. Słyszałeś coś o nich? Raczej nie są na topie. No cóż dziewictwo przestało być cnotą.

Więc jeszcze raz, z całym szacunkiem dla istoty ludzkiej, dla każdego człowieka, niezależnie od tego czy jest mężczyzną, czy kobietą, czy jest zdrowy, czy chory, czy ma takie czy inne poglądy i jak poradził sobie z darem własnego życia, uważam, że nie możemy zamknąć oczu na to co się dzieję. Wątpię żeby udało się powstrzymać to szaleństwo zanim doprowadzi do jakiejś większej katastrofy, ale myślę że można próbować... no i zawsze lepiej zostać wierszem niż koniem ;)

Z nadzieją, że nie dotknąłem Cię bardziej tym komentarzem niż wierszem, pozdrawiam serdecznie :)

 

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Sylwestrze, polityczna otoczka, nachalna propaganda,  wszechobecna poprawność polityczna  są mi znane i i tutaj podzielam Twoje stanowisko. Jest to przeciągniecie wahadła ze strony stuprocentowego potępienia i penalizacji na stronę bardziej niż akceptacji.  W tym całym  zamieszaniu wielu ludzi,w tym polityków, chce coś zyskać, a to coś to, jak wiemy, władza i kasa. 

Mnie chodzi wyłącznie o sposób argumentacji, bo jestem fanem Erystyki Schopenhauera i widzę, jak kuszący jest ten sposób pierwszy, który opisałem. 

Sam wiersz, jego oryginalność, co dla mnie jest najważniejsze,  jest przy tym świetny:).

Pozdrawiam i miłej niedzieli. Marek

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Każdy mający odrobinę pojęcia o koncepcji cnót, przynajmniej w "judeo-greko-chrześcijańskiej" strefie kulturowej, powinien wiedzieć, że skojarzenie dziewictwa jako cnoty i sprowadzenie cnotliwości do określonego stosunku, i prowadzenia życia seksualnego, było oznaką upadku pojmowania cnót. Jeśli obecnie dziewictwo nie jest postrzegane jako cnota, to niekoniecznie jest dobre, ale na pewno lepsze, niż sprowadzenie właściwych cech ludzkich (czyli cnót) do tego, by nie uczestniczyć w życiu seksualnym. 

Alasdair M. pozdrawia gorąco.

 

A dopatrywanie się katastrofy w tym, że są ludzie, którzy, głupiej lub mądrzej, bawią się swoim ciałem mówi, wiele o poglądach osoby, mniej o świecie, względem którego ma takie, a nie inne poglądy. I mówi źle. Zwłaszcza, gdy osoba ta żyje w świecie, który coraz bardziej choruje na deficyt wody pitnej, a zmiany które najpewniej dokonuje cały czas człowiek jako gatunek sytuacji nie poprawią.

 

No, ale to bardzo ludzkie niepokoić się transseksualistami po operacji i homoseksualistami, gdy za parędziesiąt lat możemy wyginąć. 

Edytowane przez jan122 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję i się cieszę, bo na prawdę nie chciałem nikogo urazić.

Wzajemnie :)

Dzięki :)

No  cóż, od pewnego czasu uważam, że nie ma rzeczy oczywistych.

Wielkie dzięki.

Również pozdrawiam

Ale wiesz, że odpowiadasz samemu sobie?

Nie mniej dziękuję za obecność i pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie. Raczej jest tak, że napisałeś świetny wiersz, a potem rozprzestrzeniasz intelektualną francę, zgodnie z którą katastrofą jest to, że ktoś może dobrowolnie poddać się amputacji penisa i konstrukcji pochwy czy co się tam konstruuję. I że homoseksualizm to choroba, rozprzestrzenia się zakaźnie. No i ja, obdarzony własnym smakiem stwierdzam, że to franca.

 

Zaczynasz sprawiać wrażenie osoby, która wykonuje ruch (pisze coś), po czym oczekuję, że inni będą wykonywali tylko takie ruchy, jakie jemu się podobają. Dziwne szachy.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No cóż, dziękuję Ci za świetny wiersz, trochę mi przykro, że się nie rozumiemy, ale ustalmy, że mamy jeszcze jaką taką wolność i każdemu z nas wolno mieć własne zdanie. I niech to zdanie mówi za nas o nas, a nie atakujmy się na wzajem. Ok? Bo w tym momencie mógłbym powiedzieć, że mój komentarz przeczytałeś bez jakiegokolwiek zrozumienia (chociaż myślę, że jesteś człowiekiem inteligentnym), bez próby wejście w moje intencje (czyli z góry z negatywnym nastawieniem do mnie) i atakujesz jego autora zupełnie bezpodstawnie. Różnica poglądów nie musi wykluczać wzajemnej koegzystencji, ale musi być dobra wola po obu stronach.

Miłego dnia

 

P.S: A cytowałeś własny komentarz :)

 

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Sylwku jeszcze tylko dopowiem:

                    Społeczeństwom  obecnie na siłę wciskana jest ideologia lgtb w sposób wręcz taki jaki hitlerowcy dochodzili do władzy - czyli czysty nazizm. Ona ma znacznie głębszy cel - zniszczenie społeczeństw przez wywołanie strachu a w następstwie podporządkowanie ludzi określonej grupie przestępczej uzurpującej sobie władzę nad narodami. Jest to prawdziwa "tęczowa zaraza", którą należy zniszczyć w zanadrzu.

                    Jeśli na wyższych uczelniach uniemożliwia się wykłady ludziom mającym inne poglądy  (przykłady PW UW UJ itd..) i dyscyplinuje się wykładowców  - to jest coś na rzeczy. Studiowałem w latach 70 i wtedy komuna (mimo , że walczyła z "warchołami z Radomia") dopuszczała wykłady ludzi mający inne zapatrywanie na świat. Nikt nie bał się dyskusji,  dziś - kneblowanie ust, groźby itd. Młodzi ludzie studenci mają sami otwarte głowy i potrafią dobrze wybrać.

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Oby, ale jak widzisz po powyższych kilku komentarzach, podział się pogłębia i następuje radykalizacja po obu stronach. Napięcie ciągle rośnie co w końcu może doprowadzić do wzmiankowanej przeze mnie katastrofy. I nawet opryski z kosmosu już nie pomogą.

Dzięki za obecność i również pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

O! To widzę, że masz misję! Czyli jesteś misjonarzem?!

Widzisz, nieco wcześniej, ja piszę o inżynierii umysłów, a Ty mi wyjeżdżasz z penisami i pochwami. Błeee...

Przez Twoje komentarze przebija bardzo wysoki poziom agresji. Zawsze mnie ciekawiło jak ludzie nawołujący do tolerancji mogą być tak okrutnie nietolerancyjni.

W każdym razie chyba już rozumiem skąd wzięła się Twoja frustracja. Prawdopodobnie początkowo nie zrozumiałeś dobrze wiersza, potem przeczytałeś komentarz i zrozumiałeś wiersz, chociaż nie zrozumiałeś komentarza. Tak, to może być frustrujące, ale po co od razu personalne ataki? (Też mi się zdarza zrozumieć coś opacznie, ale nie winię za to Autora) Jedyne co nimi osiągasz, to przekreślasz siebie jako czytelnika, czyli potencjalnego odbiorcę. I kto dał Ci prawo cenzurować, lub chociażby wpływać na to co ktoś inny ma pisać, mówić, czy myśleć. Kto daje Ci prawo straszyć mnie zawężeniem kręgu moich czytelników tylko do mojej skromnej osoby, ba, straszyć mnie uniemożliwieniem mi publikowania moich przemyśleń? "Lub jaśniej: dalej zrobię wiele, żebyś najwyżej Ty tak myślał.", to może tylko oznaczać próbę ograniczenia mojego prawa do dzielenia się myślami z innymi. Czyż nie? Kto Ci daje prawo straszenia kogokolwiek? Co?

Oczywiście możesz robić co ci się rzewnie podoba, albo inaczej, co uważasz za słuszne, ale proszę zapoznaj się może z regulaminem tego forum. Jest tam jeden punkt, który mówi, że oceniamy i krytykujemy tutaj utwory, a nie ich Autorów. Myślę, że przekroczyłeś pewną granicę, której nie powinno się przekraczać.

Zdrowia!

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Osobiście nie uważam się za alfę i omegę, a rozmowy z ludźmi, często też o odmiennych poglądach, sporo wniosły i, myślę, ciągle wnoszą do mojego postrzegania rzeczywistości. Jest w tym jakiś sens, tylko, tak jak napisał Jacek, MUSI być szacunek dla adwersarza po obu stronach. Inaczej się nie da, lepiej opuścić pole czystym, niż zachlanym błotem. Sorry, że za Jacka odpowiadam :)

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...