Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Życie i śmierć.

Byt i niebyt.

Światło i ciemność.

Dobro i zło.

Co to oznacza ?

Czy można być jednocześnie po obydwu stronach ?

Czy można żyć i jednocześnie być martwym ?

Jeśli w Twoich żyłach płynie krew i jednocześnie Twoja uczucia są martwe to czy istniejesz ?

Czy trudno do tego doprowadzić ? Poświęcasz komuś całe życie i ta osoba z niego znika, lecz życie sie nie kończy. Niesamowity paradoks, który szydzi z sensu ezgystencji. Łatwiej żyć z poczuciem istnienia osoby, która Cię dopełnia, lecz równie łatwo ją stracić. Ot i kolejny paradoks. Ironia. Szyderstwo. Budzisz się co dzień, żyjesz i potem oddajesz się w sen. Ale w pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że nie umiesz odpowiedzieć na podstawowe pytanie.

Pytanie, które pada częściej niż jakiekolwiek inne.

Dlaczego?

I na to najpowszechniejsze na świecie pytanie nie znasz odpowiedzi. Z czasem nawet przestajesz jej szukać. Przyzwyczajasz się do tego, ze odpowiedzi nie znasz.

Czy to koniec szeroko rozumianego sensu?

Sensu życia ?

W końcu dla każdego sens ma coś na co istnieje wyjaśnienie. Skoro w pewnym momencie nie wiesz dlaczego każdego dnia odprawiasz rytuał codzienności to jaki sens ma ów rytuał?

Odpowiedź na to jest kluczem do przyszłości. Sam odpowiedzi nie znam, ale mam nadzieję, ze gdy zaznam objawienia w postaci odpowiedzi na najpowszechniejsze pytanie jakie świat słyszał to zaznam w duchu spokoju

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano (edytowane)

Jeżeli życie bazowało by na zasadzie przyczynowo skutkowej to w takim razie musielibyśmy wykluczyć wszystkie okropności dla których nie ma prostego wytłumaczenia. Może po prostu patrzymy zbyt blisko,nie dostrzegamy nic poza życiem, nic co było przedtem i nic co będzie po nim. Załóżmy że było coś wcześniej i bedzie coś po nim,ale to coś to już kolejne życie. Okropna wizja skoro jesteśmy tak przywiązani do siebie za życia. Może krąg życia jest bardzo skomplikowany i nie mamy innego wyboru niż brać w nim udział, jedynym wyborem jaki mamy to starać się szukać,ale nie sensu życia tylko tych prawdziwych siebie. Najgorsze to przestać pytać, skoro nie ma łatwej odpowiedzi...

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...