Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak mogłam myśleć
że ciało się tylko starzeje?

 

mówią, że nic nie może 
stać na przeszkodzie życiu, nic
- w końcu jest tak wielkie i dobre
i nic nie warte

 

być może technologia to wszystko,
wszystko - to nic
wszystko przemija

 

podobno jestem tylko na chwilę
na chwilę - trwasz? jesteś piękna?

 

chwila stępi umysł
umysł tnie technologię
technologia trzyma życie na chwilę

Opublikowano

Bardzo smutny wiersz @Sztach.Eta

 

Zadała Peelka wiele pytań, to moim zdaniem, taka niepewność, strach, lęk. Żaden człowiek nie jest przygotowany do poszczególnych etapów w jego życiu, choć może się wiele dowiedzieć, obserwując inne osoby. Ale różnie reagujemy, różnie przychodzi akceptacja, może w ogóle nie nadejść:

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie do wiary, ale tak, tak... 

 

No tu bym polemizowała. Ale to wymaga głębszych przemyśleń. Choć nie, może i takich głębszych - ludzie są piękni, twarze dzieci, młodych osób, osób w średnim wieku i starszych -maja w sobie wiele piękna. Trzeba tylko umieć je dojrzeć i być dojrzałym, aby to dostrzec. Pozdrawiam. J. 

Opublikowano (edytowane)

Technologia napędza życie i sprawia, że żyje się tak szybko. Wszytko dzisiaj można mieć od zaraz, wszystko jest na cito. Skoro wszystko można mieć od zaraz to ludzkość wpada w trybiki maszyny, która wymaga wykonania czegoś jak najszybciej. To takie błędne koło, które gdzieś już tutaj opisałem.

 

Oczywiście nie każda technologia jest złem, broń Panie Boże, niemniej jednak zauważam coraz większe tempo życia, narzucone przez nią. 

 

Dobrze jest zatrzymać się na chwilę, bo ta chwila może okazać się przełomowa w naszym życiu. :)

Edytowane przez Wędrowiec.1984 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, pisałeś Wędrowcze i to dziś pisałeś, ale już nie wiem gdzie. Poszukam, bo to cieakawe jest, jak ludzkie mózgi odbierają rzeczywistośc, jak funkcjonują. Napisaliśmy komentarze do jednego wiersza i jakze są one różne, na co innego Ty zwróciłeśuwagę, na co innego ja. Dlatego świat jest taki ciekawy, choć życie trudne, co wynika np. z wiersza @Sztach.Eta

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Justyno, jeśli chodzi o chwilę - trwasz? jesteś piękna? - to jest to nawiązanie do "Fausta" Goethego, ale fajnie, że wiersz zaczyna żyć swoim życiem.

Pozdrawiam,

Sztacheta

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Wędrowcze, tak, to wszystko i nic, ale to nic. Straszny banał tego wiersza.

Fakt, dobrze się zatrzymać, ale z tym przełomem, to w większości chyba tylko pobożne życzenie. Zresztą, widzimy co chcemy, a nie to, co jest i w tym upatruję ten przełom. Ale śmierć, to takie duże słowo, nawet w zestawieniu z przełomem naszego życia.

Pozdrawiam,

Sztacheta.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @KOBIETA W sensie kocha/nie kocha? Czyli na zgodę kilka razy dziennie?
    • Momenty świetliste. Astralne błyski… Wyłaniam się znikąd. Z warstwy porzuconego czasu. Z kazachskich stepów, w których tkwiłem korzeniami stworzenia. W domu tym. W ostatnim skrawku zieleni.   Wśród ścian drewnianych. Przegniłych. Wśród okien wychodzących w przestwór nieistnienia…   Ojciec leżał pijany w obskurnym świetle żarówki. Na podłodze usłanej okruchami czerstwego chleba i grudkami zaschniętego błota. Leżał na wznak jak trup blady. Jak woskowa kukła. Sztywna, nieruchoma kłoda.   W pokoju tym. W kuchni...   … wszędzie odór rozkładu….   I wszędzie szarość dnia wpełzająca natrętnie wszelkimi szparami nieba.   Gdzieś spomiędzy chmur ciężkich od mroku. Od zwalającego się z hukiem deszczu.   I wtedy nastąpiło wniebowstąpienie. Na skraju.   Oślepiające zstąpienie z niebiesiech.   Coś na kształt nuklearnego grzyba.   Taka próba sięgnięcia mackami złotego tronu tego, co się w nim rozsiadł bezczelnie na szczycie tajemnicy czasu.   Wiesz o czym mówię? Bo mówię do ciebie. Więc nie odwracaj się.   Nie ignoruj. Nie traktuj tego jak powietrze!   Patrz na mnie!   Spójrz i współczuj. I płacz. I niech ten płacz niesie się echem na wskroś ciągnących się strumieni zimnego wiatru.   I tego wiatru szarpiącego za poły koszuli, za włosy. Tego wiatru wyjącego szaleńczą nostalgią unicestwienia.   Skąd tutaj tyle mroczności i smutku?   Korzenie wyrosły z wystygłej już dawno filiżanki herbaty. Gałęzie. Na stole. Na parapecie. Obrosłe mchem krzesła i pufy. Szuflady wypełnione kurzem i pyłem zapomnienia.   Książki zwalone na stos pod sufit wyrosły…   Gdzie ty jesteś? Nie ma cię, mimo że jesteś wszędzie...   Lecz cóż robił i robi wciąż tam mój ojciec? To lękiem wyrosły obraz. Nawarstwiony przez lata.   Szare niebo. Pochmurne.   Szara równina nasiąknięta wilgocią.   I to wszystko skurczone w oczekiwaniu, jakby szykujące się do skoku. Do gardła, aby je rozgryźć kłami. Rozszarpać…   Mój ojciec… Nie! To Sołżenicyn pełzający w skurczu boleści.   Wijący się w szponach atakującego raka. W pożerającej go okrutnej śmierci…   Uciekł jednej w łagrowych ostępach, wpadając prosto w ramiona następnej.   Gdzieś w szare mury rakowej kliniki.   „Panie! Czy tu się umiera?” Zapytał go jeden ze współcierpiących.   „Nie wiem” – odparł. – „Nie wiem… „ - już bardziej senny…   Szare, woskowe twarze wokół. Wykrzywione cierpieniem. Trwogą i nadciągającym nieubłaganie kresem.   Wokół trupy. Żyjące jeszcze, ale umierające za życia woskowe manekiny. Skórzane toboły leżące w milczącym spazmie agonii. Na skraju łóżek. Zgięte w znaki zapytania. Albo nieruchomo pod kołdrą. Nieruchome podłużne kształty…   Spójrz na mnie! Ja jestem tam. Daleko. Idący ku kresowi. Ku końcowej metamorfozie kształtu. Ku zmierzchowi obszytemu zasłoną nocy.   Spadam wciąż z bardzo wysoka w te zimne obszary. W objęcia niczyje. W niczyje ramiona i szepty przymilne ust przywartych do mojego ucha…   Kto tak tu szepcze nietrudzenie. Majaczy?   Widzę ciebie w przywidzeniach.   W majakach sennej maligny. W zapowiedzi śmierci.   Strasznie to wszystko bez logiki i sensu. Strasznie otumanione niemocą jesiennego mroku, w której jedynie wróble, gołębie… Wrony kraczą i kruki…   I chłód cmentarny niesie się z daleka. Spomiędzy rzeźb i krzyży.   Spomiędzy płyt marmurowych, lastryko. Z kamienia…   Idzie powoli, taplając się w błocie. W kałużach, w których chmury kłębią się nisko… Tak bardzo nisko, że aż zawadzają o wszystko. O wszystko…   Ach, to ty!   Podajesz mi rękę skostniałą.   Podajesz mi usta do pocałunku, zimne, lodowe bryłki. Nieruchome, oślizłe kamienie. Omszone zapomnieniem i ciszą…   Idziemy w niebyt. W śmierć idziemy pod rękę. Zakochani. Zakochani...   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-22)    
    • @FaLcorN   mmm …jakie to zabawne, taka sztuczna opozycyjność;)  ja również nie lubię.!  i często zmieniam zdanie;) nawet kilka razy dziennie;)   
    • @KOBIETA kocham kwitnące śliwy, w takiej scenerii miałam pierwsza randkę:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...