Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Może to trochę dziwne, ale pamiętam te legendarne wiosła z teledysków i koncertów grup muzycznych. Nazwa? Nie pamiętam, lecz słyszałem i trochę czytałem... Mieli swój prąd rzeki, własny i prywatny polot, lekki i żywy. Nigdy nie nauczyłem się tego rytmu, ich rytmu. Jednak posiadam nowszy, i niekoniecznie lepszy, który sprawia, że samotnymi krokami na ciemnej i mokrej ulicy, coś sobie wystukuję. Trochę jak rzeźbiarze w drewnie, lub mozolnie- w betonie, buduję kolejne stopnie do otchłani. To wszystkie dzieje się oczywiście w mojej głowie, dlatego nie rozprawiam i nie prawię o tym, tak publicznie. I stąd te samotne kroki.

Ostatnio pogoda nie rozpieszcza. Musiałem zostać w domu, bo przecież zimno, deszcz i choroba murowana... Pomagałem rozbierać starą szafę. Ściągałem z wyższych półek stare ubrania, szale zimowe, skórzane rękawiczki, a z niższych skarpetki i bieliznę, która może się jeszcze przydać. Wszystko trafiło do kartonowych pudeł, nie na wieczność, lecz do wizyty w nowym sklepie. Wtedy nadszedł czas na karkołomne czynności- wyłamać drzwiczki do wnętrza szafy i rozebrać, co ostało.Nie pieściłem się czule i poszło szybko, a że została tylko dykta ze sklejki we wnętrzu, powstał z tego tytuł. I stąd te wiosła.

Przecież nie każdego wielkiego artystę, lub w ogóle twórcę, było stać na te największe i najpiękniejsze wiosła. A nurt rzeki pozostawał niezmienny, szarpiąc na lewo i prawo ubytkami duszy, bądź zranionego serca. Mimo wszystko grali dalej, robili co mogli-aby dać upust emocjom. Byli też skrajniejsi, co wyrzucali uczucia...A ja mam tylko dyktę ze starej szafy i przestarzałe: ,,bądź" - bądź i działaj.

Choć czasem twórcy źle rozumieją te słowa, zamieniając to na ,,błądź".

 

Ciało krwawi na ostatniej z dróg

zostawia krwawe ślady, a tłum

depcze i tańczy nie wiedząc

czy serce lub ze stóp..

 

Mogę więc chodzić, tańczyć i bawić słowo, lub ze słowem. Człowiek ma tę nieprzeniknioną wartość, że zawsze zapomina o najważniejszym. I kiedy już stoi poraniony przy ostatnim zakręcie, niewidzialny duszek zapala żarówkę. Pojawia się wtedy całe życie w jednym słowie. Mój nieznajomy przyjaciel pokazał mi ,,słowo" i tu, muszę przyznać, zrobił mi niezłego psikusa. Słowo przecież jest wszystkim, na każdym zakręcie i na każdej drodze. A ja przecież mam wybierać! I tak sobie stoję po samotnych krokach, z dyktą pod pachą i o poranionych stopach.. Oczywiście zapomniałem napisać, że zapomniałem o igłach ze sklejki. Tak jak wtedy o słowie, a teraz mam wybierać...

I poszedłem rytmicznym krokiem do domu. Dłuższą drogą, jeszcze ciemniejszą, aby więcej do bandażowania było. Bo przecież coś już było, a teraz czas na słowa....

 

 

Opublikowano

Zapraszam do czytania i korygowania błędów. Zastanawiam się, czy warto z mojej strony pisać takie opowiadania, czy ma to jakiś sens. 

Jest to moje pierwsze opowiadanie, napisane na spokojnie przy kawie. Na pewno się ubabrałem i nie rozwinąłem wszystkiego tak, jak powinienem ;)

Pozdrawiam. NN

Opublikowano

Bardzo fajnie mi się czytało. Niestety jestem od kilku dni w pogłębiającej się rozterce i nie potrafię osiągnąć pełnego skupienia. Coś mi umyka, nie mogę przez to właściwie ocenić twojego opowiadania :(

 

Napiszę więcej gdy już dojdę do siebie.

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jeżeli daje Ci to jakąś satysfakcję - zdecydowanie warto. Dobrze się czyta, mnie wciągnęło. Po dykcie spodziewałem się, że sponiewiera, ale okazało się, że to nie o taką dyktę chodzi. Dobre spostrzeżenie z tym "bądź" - trafiło w me gusta. Co nie zagrało to "starą" szafę i "stare" ubrania tak blisko siebie i niepotrzebnie udziwnione "ostało" zamiast prostego "zostało" (zwłaszcza, że jeśli piszesz "ostało", to powinno wystąpić z "się", tak mi się wydaje). Plus spacja parę razy się nie kliknęła, ale to szczegół. Nie zmarnowałem tu czasu.

 

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...