Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

- poranek znudzonego emeryta 2 -

.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

~~

Wiosenne podrygi, przy nocnych przymrozkach

- i jak tu się ubrać na spacer?

W słowach domowników podejrzana troska

- czy aby nie wrócę znów z ... kacem ..

 

No, bo jeśli przemarznę, to wejdę do baru

- rozgrzeję tam ciało i duszę.

Tak to przecież bywa, a zwłaszcza na starość

- gdy dorwą cię jakieś katusze.

 

Nie marudź dziewucho nad wiekowym gościem

- co zerka spod oka na ciebie.

Zapewne od dawna na "seksownym" poście 

.. ty sama - jak zwykle ... "w potrzebie".

 

Wypiję co trzeba, by rozgrzać swe kości

- posiedzę tu jeszcze chwileczkę.

Gdy barman już zacznie wydziwiać i złościć

- zamówię strzemienną wódeczkę.

 

Powrócę do domu, do kapci, fotela

- wnet przysnę przed telewizorem.

Bo sen po "spacerze" dość szybko rozbiera

- a inni? ... niech mielą ozorem ..

~~

Edytowane przez bronmus45
zmieniono tytuł / dodano kolejne dwie zwrotki (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

niebieskie ptaki

.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

~~

W miłosnym zaślepieniu

tworzymy związki małżeńskie,

fruwając w niebiosach uniesień.

 

Zmęczeni sobą, odpadamy,

jak piórka zgubione w locie ..

~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

~

Pannie Andzi z miejscowości Trzciana

usiadł młodzian śliczny na kolanach.

A było to w Kobiet Święto

- Andzia jest wręcz wniebowziętą.

Był pijany, a nie ... że kochana.

 

~~

Pani Andzia z miejscowości Drobie

miała kaca, zaraz po Dniu Kobiet.

Obchodziła go hucznie

- rano poszła na Jutrznię;

więc z chrzcielnicy golnęła też sobie.

???

- a, co - musiała się jakoś ratować ...

Edytowane przez bronmus45
zmiana czcionki (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

przedwiosenne fascynacje

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

~

Zieleń traw maluje przestrzennie dokoła,

pąki liści zwiastują, że rodzi się nowe,

a kwiaty coraz śmielej porastają łąki.

 

Sarny, jelenie, łosie - inne leśne ssaki,

zmieniają swoje futra na już nieco lżejsze,

czy też rodzą się właśnie zajączki i dziki.

 

Sikorek pierwsze trele, dudnienie dzięciołów,

owadów śmiałe loty, biegające żuki

- wszystko to sprawia, że i w nas się budzi

chęć odnowy, by wzmocnić wiązadła z naturą.

 

I nie ma na co czekać, trzeba wziąć się w garście

- wiosenną dietą zgubić nadmiar tłuszczu z zimy,

ruch na świeżym powietrzu, słoneczne promienie,

pomogą nam uzyskać, do czego dążymy ...

 

Będziemy też żałować, jeżeli prześpimy

ten okres życiodajny, który raz do roku

puka do naszych sumień. Czas dotrzymać kroku ...

~~~

Edytowane przez bronmus45
dodano tytuł (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

marzeniami jesień czyni wiosnę

~~

Dobre czasy dawno prysły

- jesień życia w zimę wchodzi

(mój organizm mocno skisły),

a jam przecież nie czarodziej.

 

Lat już (...)dziesiąt na tym świecie

(raz pod wozem, raz na wozie),

radość krótka - sami wiecie,

no a reszta? W smutku pozie ..

 

Jak co roku - wkrótce wiosna

- czas porządki zrobić w sobie,

jeśli coś tam niesie los nam

- to i ja tak pewno zrobię.

 

Toksynami myśli strute

bedę chciał wyplenić z głowy,

a w ich miejsce żwawą nutę

tam posieję. Będę zdrowy ..

~~

Opublikowano

gdybacze


(...) z woli bożej my skazani 
na te męki i ... gdybanie, 
co byłoby, gdyby było 
tak, jak chcemy .. 

Swoją siłą nie umiemy dysponować 
więc słuchamy nawiedzonych - Boże prowadź 
tam gdzie wiedzie na zatratę, 
ten, co myśli ma rogate, 
spokrewnione z Lucyperem. 

On był dla mnie i jest zerem (...) 

P.S. - Lucyfer – niosący światło / Lucyper – we współczesnej oraz późnośredniowiecznej myśli chrześcijańskiej jeden z upadłych aniołów.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To cholernie dużo roboty ... ale spróbuję - bo to po kolei każdy wpis / publikację trzeba byłoby zmieniać.

Dzięki za sugestię.

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wydaje mi sie, że każdy "czas" potrafi być na swój sposób dobry - jeśli w nim zasiejemy "żywe ziarno", a nim czy też jego nośnikiem są przede wszystkim nasze myśli... Podoba mi się ten konstruktywny zwrot wypowiedzi na końcu Twojego wiersza. Pozdrawiam :)

Opublikowano

pacany wszystkich krajów - bójcie się!!!

~~

Wiosną, jak co roku (prawie)

marzyć mi się będzie zmiana;

że to nie mnie będą "dziabać"

- jeno ja "dziabnę" pacana,

który to nam kit wciąż wciska

i miast chleba chce igrzyska.

 

Igrzysk płomień już rozniecił

wśród narodów, nam sąsiedzkich,

a sam władzę sobie sklecił

na wzór wschodni, wręcz sowiecki.

 

"Dziabać" tu zamierzam słowem

- ganiąc jego pustą mowę ...

~~

Opublikowano (edytowane)

WOŁANIE .. (z cyklu "Warkocze myśli")

!.!.!

Zwodzonym mostem pór roku

zima odchodzi i powraca,

zanim słońce stopi jej pazerność.

 

W samym środku tygla przyrody

gatunek homo sapiens

szuka dla siebie wygodnego miejsca

- często wbrew odwiecznym prawom natury.

 

Zima i smog w jednej z par przyczyny i skutku.

 

Homo sapiens dokłada tutaj do pieca

- w rzeczywistości i przenośni,

wspomagając ową parę w ich morderczym zamiarze.

 

Życie na ziemi zmierza coraz szybciej ku zagładzie ...

 

!...!...!

.

Edytowane przez bronmus45
oczywisty błąd / literówka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

rada znudzonego emeryta

.
W marcowym słońcu pozbądź się w końcu
nadmiernych tłuszczu zwałów.
Wyjdź na spacerek, wyjedź rowerem
- gdy jeszcze tego mało
panie zabawiaj (tu - seks uprawiaj),
pokaż, że jesteś chłopem.
Bądź ciągle wesół, bozbądź się stresu
- podążaj owym tropem,
a troski twoje, z pełnym spokojem
znikną tuż przed urlopem ..

~~

Opublikowano (edytowane)

- dla dobra wielu, dla wspólnej rodziny ...

~~

Rozbłyskiem jaźni z głębi podświadomej

wychynął obraz przez niewiel sekund.

Ten zmienił wiele w wątpiącym człowieku

- teraz przedstawia zwycięstwa ikonę,

która to będzie prowadzić do celu.

 

Takich przypadków nie ma w świecie wielu,

lecz ten z milionów zapewne wybrany,

wnet dążyć będzie, aby ziścić plany

swego zamiaru, właśnie zrodzonego.

 

Nie jest zadaniem z rodzaju łatwego,

bowiem oczyścić zamierza sumienia

swoich rodaków, aby zniewolenia

w które popadli za sprawą hultai

pozbyć się wreszczie. Tejże, podłej zgrai

nie czas darować ich wszelkie przewiny

 

- dla dobra wielu, dla wspólnej rodziny ...

~~

Edytowane przez bronmus45
zmiana tytułu publikacji (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

- zakalec życia -

.
Kroczę wciąż swoją ścieżką wśród szarzyzny życia;
czasem promyczek szczęścia muśnie mnie niedbale
- częściej mroźne podmuchy. Ten losu zakalec
bywa wielce niestrawny. Towar nie do zbycia.
.
Nie podążałem z wiatrem dla własnej wygody,
ceniąc bardziej tą prawdę, którą w sobie noszę.
Wielu ją odrzucało jak zdarte kalosze,
liżąc buty cwaniaczkom. Dla mnie antypody.
.
W późnej jesieni życia nie żałuję wcale,
że właśnie taką drogę wybrałem w młodości.
Moje stare, sterane owym życiem kości
spoczną kiedyś w spokoju, pewne swoich zalet ..

.

Edytowane przez bronmus45
zamiana słowa "bardzo" na "wielce" (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

~ piąta pora roku ~

 

Marzec nadal potrąca o struny zimowe,

zmrożone często nocą przy blasku księżyca,

lecz mimo to pozwala już sobą zachwycać,

rzeźbiąc w gałęziach pąki. Te już całkiem nowe

oznaki przyjścia wiosny, cieszą oczy ludzi.

 

No, a kwiecień zapewne wkrótce też rozbudzi

szczebioty wielu ptaków, moszczących swe gniazda.

 

Wśród tych wszystkich świeżości krząta się i gazda*,

sposobiąc swe obejście, by wiosnę powitać.

Tuż obok jego domu pierwiosnek zakwita

wypełniając nadzieją na dorodne lato.

 

Bądźmy wszyscy tej myśli i dziękujmy za to

- komu, to niech już każdy sam sobie wyceni.

 

A teraz do roboty!!! Nie czas, by się lenić!!!

...

gazda* - gospodarz (gwara góralska)

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

~~~ o trzy grosze za dużo ~~~

 

Płomień żądzy już przygasł między parą kochanków
- wśród popiołów wnet zrodzi się nowe -
gdy za drzwiami sypialni, z zatrzaśniętą tu klamką
spotkasz miłą (na oko) osobę.

W szczebiotaniu zalotnym wić będziecie swe gniazdko
by chuć uszła w niebiosa rozkoszy,
głębia uczuć jest tutaj miedzy wami namiastką
- każde z was ma za sobą pęk "koszy" -

Więc nie przejmuj się zbytnio, nie bierz sobie do serca
tej przelotnej miłostki fizycznej,
bo i tak wyjdziesz na to, że ty jesteś oszczercą

- koniec lekcji, tej nieco ... klasycznej -

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Liczba π zwana Ludolfiną
&
Panna Ludolfina chciała zwiedzić Koło
- lecz nie miała mapy. Potarła więc czoło ..
.. sczerwieniały powabne jej lice
- 2piR wyznaczyło granice
no i teraz zwiedza (bary). Na wesoło ..

&&
Matematyk z gminy Miasteczko
miał zakola. Zaczął łysieć (deczko)
Zechciał zmierzyć ich pole
- wstawił wzór, tak jak w kole.
Z pi.Rkwadrat wyszło .. weszki dziecko.

Opublikowano

Pijar, bajer, populizm vs kampania przedwyborcza

~

Bajer, to mocna strona czyjegoś sukcesu

w kampanii przedwyborczej. Jak w każdej reklamie

- i tu ktoś liczy na to, że rozwagę złamie,

powodując - po czasie - bardzo wiele stresu.

 

~~

Gdy owo łajno nieświadomie łykasz

to już w sens jego wartości nie wnikasz.

Dajesz się wodzić komuś za nos właśnie,

a ten się cieszy, że wcisnął ci baśnie,

które odrzuci precz rozumny człowiek.

 

Czy też o Tobie ktoś tak kiedyś powie?

 

~~~

Nie licz na żadną pomoc owych bajerantów

- ci prócz fałszu, obłudy i zwyczajnych kantów,

nie są w stanie ni chwili przeżyć w chwale cnoty.

 

Tak też i obce dla nich są twoje kłopoty.

.

Opublikowano

~

w ersatzu szczęśliwości

 

Obłokami marzeń wzlatuję w przestworza,

gdzie oglądam obrazy rajskich wspaniałości

- sycąc zmysły ersatzem na co dzień mi danym.

 

Kontempluję wpół sennie. Dziś życia obroża

wciąż mnie więzi, a szczęście w niej nie chce zagościć.

Czyżby za grzechy innych jestem wciąż karany?

 

Prawością w świecie ziemskim nie zbudujesz raju

- coraz mocniej myśl owa wrasta w pokolenia,

by wciąż dążyć do bogactw - nie patrząc sumienia,

lecz żyć jak inni ludzie - ci, co wszystko mają ..

~~~




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
    • Oklej Eli lej, Elko   Oklej, umilaj, ukop. A pokój Ali mój, Elko!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...