Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

Fotka wykonana z okna mojego mieszkania. U dołu obrazka widać dach bloku znajdującego się po drugiej stronie ulicy i dopiero nad nim strome zadaszenie i wieżę kościelną, oraz balony przelatujące podczas pokazów, odbywających się co roku w Szczecinku.

Opublikowano

Felek pił wódkę we wsi Babięta

- o tym wieczorze nie chce pamiętać.

Pokłócił się z teściami

- wychodząc trzasnął drzwiami

... i "podprowadził" im dwa cielęta

Opublikowano

ONA

~

Jesteś mi milszą od najmilszych tłumów;
jesteś tym właśnie - błyskiem dla rozumu.
Bez ciebie czuję się niedopieszczony
- jako mężczyzna po wyjeździe żony -

Najbardziej wtedy, gdyś jeszcze cnotliwa,
nie napoczęta, lecz już pożądliwa.
Stoisz na stole, kusząc swoją treścią
a moje oczy twą figurę pieszczą.

Moja Finlandio - flaszko ukochana
- zapewne jesteś mi od szczęścia daną - 

Opublikowano

akrostychem w niemoc

~

SMOG

Ma się dobrze

Opałem spalanym

Gromadzony

 

~~

PŁUCA

Łakną

Ucieczki

Czadem

Atakowane

 

~~~

ZDROWIE

Dostatecznie

Rujnowane

Oczywistymi

Wadami

Instalacji

Energetycznych

 

~~~~

WINNI

Istniejącej

Niemal od zawsze

Niemocy

Inaczej ją oceniają

Opublikowano

sosna na drodze x 250.jpg

.

złamane drzewo

październikowym wichrem

- stuletnia sosna

 

zniszczone gniazda ptaków

i ich stałe siedlisko

Opublikowano (edytowane)

komedia pomyłek ...

 

... facet z wstrętnym ryłem

stoi na czele czegoś, co winno być opoką.

 

Tymczasem on tym chwieje, ile sił mu starcza

- dla własnej prywaty. Bo on kocha władzę.

 

Proszę o tym pomyśleć. Dobrze wszystkim radzę ...

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Im kury szczać prowadzać ... 

(parafraza z J. Piłsudski)

~

Niedzielnym marszem ku zbawieniu

- swej władzy, a nie duszy,

kroczą dostojnie do kościoła.

 

Prawdziwą twarz chowają w cieniu

- by innych obecnością wzruszyć.

Przed księżmi pochylając czoła.

 

Przed księżmi, a nie przed Bogiem,

który by pewno batogiem 

- choć litościwy - pogonił.

 

Ja bym nad nimi ni łzy nie uronił,

bo ich pozoranctwo widać w każdej chwili

- wystarczy jedynie powieki rozchylić,

by ujrzeć wartość tych, co rządzą nami.

 

Ci, co im jeszcze wierzą - marni rozumami ...

~

Edytowane przez bronmus45
literka "c" dodana do słowa "pochylają" (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

A B C D E F G H I J K L Ł M N O P R S T U W Z Ż

abecadlik - kolejne słowa tekstu (lub jedynie spójniki) odpowiadają kolejnym literom (niepełnego tutaj) alfabetu.
~
Anioł, bądź czarny diabełek
- ewentualnie figlarny gnom -
hołubić i jednać krotochwilami
lubią łakomych maluczkich.

Nauką o przetrwaniu
radują starsze towarzystwo
- uchlane widocznie z żalu ...
~

Opublikowano

~

Pewnemu chłopu ze wsi Babięta

Urząd Skarbowy depcze po piętach.

Podatki dla niego obce

- sam stacza się na manowce.

Traci forsę na płatne dziewczęta.

Opublikowano

karłowaty kabotyn kierujący krajem

komicznie kłopotliwą kreaturą

 

każdy kto kontruje kreatywne konstrukcje królika 

kończy karą kompromitującą

katastrofalne kombinacje kodeksowe

 

kryzysowy kosztorys

kipi kabaretową kadencją kacyka

kadzącego kakofonią kaczej kiełbasy

 

konieczne kajdanki 

Opublikowano

abecadlik - kolejne słowa tekstu (lub jedynie spójniki) odpowiadają kolejnym literom (niepełnego tutaj) alfabetu.
~
Agent, będący czeladnikiem dezinformacji,
emanuje faktycznie głównie hasłami
indoktrynacji jałowego kunsztu laika,
łączącego miernotę naiwniaka, 
oraz prostackie rozumowanie społeczności,
tworzącej umowną wartość zespołową.
Żenujące ...
~

Opublikowano (edytowane)

~

Felek dom kupił w miejscowości Babki

- by nie nabrudzić, nabył nowe klapki.

Dom ruderą się okazał

- czyste klapki w nim pomazał.

Chałupę spalił. Nie zostawił szczapki ...

~

Edytowane przez bronmus45
interpunkcja (wyświetl historię edycji)
Opublikowano
Gdybym to ja miał ...
 
... twarz Humphrey'a Bogart'a,
muskuły ze skał
- to i panna Marta
zgodziłaby się pewnie na moją ofertę.
 
Wręczyłbym jej zatem pokaźną kopertę
z zawartością wiadomą, liczoną w tysiącach.
 
Moja krew, co teraz aż wrze od gorąca,
znalazłaby lekarstwo w jej krągłych ramionach.
 
Lecz cóż - jam nie Humphrey Bogart - także niebogaty,
więc panna Marta ze mną nie pójdzie do chaty,
by zaspokoić żądzę mojego pragnienia ...
 
Więc kończę marzeń strofy. Żegnam. Do widzenia.
~
Opublikowano

Kto tu zawinił?

Winne pędy winorośli

- tak  orzekł rozumek ośli

gdy już najadł się do syta.

 

Osioł leżał, a kopyta

skierowane wprost do nieba

nie wiedziały, co potrzeba,

by znów niosły osła postać.

 

Nie mógł temu nijak sprostać

- bo pijany był zwyczajnie.

 

Było mu z tym nawet fajnie,

gdyby nie pragnienie picia.

 

Cóż, bez wody nie ma życia,

więc gramoli się biedaczek

- ujrzał bowiem stadko kaczek,

a gdzie kaczki, tam i woda.

 

Najpierw głowa, a z nią broda ..

 

Dotarł w końcu do jeziora

- a najwyższa była pora,

bo już skołowaciał cały.

 

Wszystkie osły się zeń śmiały,

bo zataczał się pokraka

po tej uczcie w winnych krzakach ...

~

Opublikowano (edytowane)

~

Panu Felkowi w Babimoście

zjawił się jakiś guz na chwoście.

Poszedł z nim do lekarza

i zaczął się obnażać ...

 

Wy mi tu gówien nie przynoście!!!

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

~

Ktoś, kto nas - Polskę - przez kolejne wieki

nie zauważa - przymyka powieki,

nie jest już godzien TRWAĆ w pozycji Boga.

 

Mnie już przed Tobą nie zamąci trwoga ...

~

Opublikowano

Każdy niech zapisuje tak, jak sam to lubi
- jeden chce tworzyć rymy, drugi wierszem białym.
Nie każdy z nas to przecież niebiański cherubin
co wszystko chce układać według boskiej chwały.

Ja, na ten przykład wolę słuchać składnych rymów,
niż głowić się nad treścią jakiejś wolnej mowy.
Często jej nie rozumiem, tak jak homonimów
nie zrozumie tu obcy. Nawet ich połowy ...

~~
Wielu z nas przejawia wielką ochotę 
do zapisywania swoich spostrzeżeń.


Wyobrażamy sobie, 
że tylko nasze odczuwanie poetyckiego piękna 
jest tym właściwym.


Nie chcemy przyjąć do akceptacji
odmienne od swojego postrzeganie świata.


Gdy tymczasem ci inni 
czują się pomiędzy nami równie obco ...

Opublikowano

~

Zbyt często nasze łzy są jedynym czyściwem dla oczu, aby trzeźwiej spojrzeć na dziejące się wokół nas sprawy - bronmus45

~

Krętymi ścieżkami krążą moje myśli,

wokół spraw tu i teraz dziejących się w kraju.

Zawsze, odkąd pamiętam swe dorosłe życie,

nie były obojętne w moim to zwyczaju ...

.

Teraz jednak, gdy widzę poczynania władzy,

która rości pretensje do swojej prawości,

ogarnia mnie żal dumnych lat osiemdziesiątych,

straconych nadaremnie w dzisiejszej podłości ...

.

Jesień mojego życia, którą budowałem

wraz z milionami innych w owych, trudnych latach,

stała się kłopotliwym wręcz skonfundowaniem,

że Polak dla bliźniego jest wcieleniem kata ...

.

To się dzieje przez takich, jak Kaczyński z Ziobro,

wspomaganych ochoczo przez Macierewicza,

dla których chory umysł z wybujałym EGO

karmi wciąż Polskę fałszem. Moherów zachwyca ...

.

Opublikowano

http://www.e-gify.pl/gify/rozne/jedzenie_i_picie/jedzenie_i_picie46.gif

.

Pijmy za zdrowie, nie na zatracenie

Zatracić pamięć, marne tłumaczenie

Z kacem do pracy, pożytku nic z Ciebie

Pij w dni urlopu - jak będziesz w potrzebie

.

Pilnuję siebie, kolesiów nie słucham

Zanim się sparzę, już na zimne dmucham

Radzę tak Tobie, lecz nie dla mnie rada

Być abstynentem? No, to już przesada...

.

P.S - można czytać "fte i wefte" - całymi wersami - od początku do końca, lub od niego zaczynając (do początku)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

~

Okolice Szczecinka

przeurocze lasami i jeziorami

z miejskim Trzesiecko

gęstym od żagli w sezonie

.

Tu latem jeden łabędź

dla jednego turysty

.

Rzeczka Niezdobna

z niego wypływająca

łączy go z olbrzymim Wielimiem

po drugiej stronie miasta

~




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...