Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na  kanwie  ostatnich  doświadczeń  proponuję  użycie  wierszy klasyków jako  materiału  do własnych  prób twórczego  wyżycia  się  w formie wiersza przetworzonego - czy to  podobnego w formie, stylu , czy w treści.  

Poniżej  przykład .

Pewnie warto w tym  miejscu wspomnieć  o ograniczeniach  wynikających  z praw autorskich  literatów    zbliżonych do współczesności. 

Opublikowano

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski:
Polały się łzy me czyste, rzęsiste…

 

Adam  Mickiewicz, 

 

Co, gdy spytasz o nas splączę, złowię ?  

Wieczornej  ciszy szepnę, przyrzeknę,  

Nocy ciemnościom  błysnę, roziskrzę,  

Chłodu poranek  rozpalę, ocalę.

Co, gdy spytasz o nas splączę, złowię, ?   

 

Opublikowano

Widzę, że nie bardzo masz chętnych do współpracy - a szkoda - bo według mnie bardzo fajnie piszesz. Przedstawię Ci tu zatem moją "przeróbkę" Ody do młodości, pisaną kilka lat temu i gdzieś tutaj też na pewno jest. Tylko mi się nie chce szukać, bo wtedy podałbym link do niej. Nagryzmoliłem tyle samo strof, co w oryginale, więc trochę miejsca tu zajmę:

...

ODA DO WIECZNOŚCI

(wg Jarosława "Zbawcy" K.)


Bez serc, bez ducha - same szkieletory;
Wy tłumni! Dodajcie skrzydeł!
Moherowym wzlecę światłem
W księżycowy cień bladej zmory
Kędy moich snów upiory
Z rzeczywistością dzisiaj tu splotłem
Nie przestrzegając żadnych, człowieczych prawideł...
.
Niechaj kogo duch zamroczy
Schyli dziś ku mnie całą swoją postać
Zechcąc zapewne tak na wieki zostać
Lecz nie potrafi. Z bólu się zatoczy...
Wieczności! Ty nad moim wzlatuj duchem
Busolą myśli mej steruj
Lecz też z każdym moim ruchem
Kieruj ku władzy mnie, kieruj..!!!
.
Patrzę w przyszłość - kędy władza ku mnie kroczy
Poprzez wątpiących niezmierzone tłumy
Strach moją wolę jednak wnet zamroczył..!
Cóż to..?!.. Władza znów się w cień oddala
Jakaś siła, jakaś fala
Gna ją precz. Ja chcę gonić
Nie potrafię... Pomóżcie jej bronić!
Z moich zaś wnętrzy ciągle zło się toczy...
.
Wieczności..! Dla mnie nektar władzy
Wtedy słodki, gdy smak jej samotnie kosztuję
Więc serce dla rozumu natenczas dziękuje
zaspokojoną chucią sławy, smaku sadzy...
Które to ciągle z piekieł Pan mój mi serwuje
Tu na ziemskie padoły w moje ręce kładzie
Swoją władzę. By kotły wciąż piekieł rozpalać
Moje i Jego smaki w pełni zadowalać.
.
Dzieckiem - wraz z bratem - księżyc żem zwojował
Młodzieńcem studiując prawo
Wielem Dzieł wszelkich Lenina wertował;
One wciąż były moich nauk nawą...
Dążyłem, gdzie to czerwień kolorem nadziei
Łamiąc po drodze nieprzychylność ludu
Genami patrząc w naddniestrzańskie knieje
By tu i tam wielkich dokonywać cudów
.
Hej..!!! wraz z towarzyszy radzieckich zamiarem
Opaszmy ziemię koliskiem..!
Rozpalmy piekła nowym ogniskiem
Lenin nam Bogiem i Carem..!
Dalej, myśli z posad rozumu
Nowym chcę pchnąć cię torem
Aby Stalina, Putina wzorem
Panować nad ciemnią tłumów...
.
A, tutaj w kraju, gdzie zamęt panuje;
Skłócę wnet jednych z drugimi
Więc tego świata już nikt nie zratuje
Świat ich niech piekłem się staje
Ja zaprowadzę tu nowe zwyczaje
Przestaną być ludźmi wolnymi...
.
W ich to umysłach zapadnie noc głucha
Dobra żywioły gasnąć będą stale
Wolność nieznaną dlań pozostanie
Dla niej nie wskrzeszą dziś ducha
Słyszę wciąż nowe wołanie;
Ze mną rozpocząć chcą bale...
.
Pryska już dawne zwątpienie
W moją to zbawczą moc woli
Jam Lucyfera na Ziemi wcielenie;
Dla was ku wiecznej niedoli...

.

P.S - tekst ten zapewne był dopracowywany, ale skopiowałem z dawnego notatnika i jest jaki jest, czyli w wersji pierwotnej

Pozdrawiam. Mam nadzieję że się nie obrazisz, jeśli akurat byłbyś fanem "dobrej zmiany".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

gorączka ciała

- to już dreszcz podniecenia

- to od serca żar

Opublikowano

 

Świat umieliśmy kiedyś na wyrywki:
- był tak mały, że się mieścił w uścisku dwu rąk,
tak łatwy, że się dawał opisać uśmiechem,
tak zwykły, jak w modlitwie echo starych prawd

Nie witała historia zwycięską fanfarą:
- sypnęła w oczy brudny piach.
Przed nami były drogi dalekie i ślepe,
zatrute studnie, gorzki chleb.

Nasz łup wojenny to wiedza o świecie:
- jest tak wielki, że się mieści w uścisku dwu rąk,
tak trudny, że się daje opisać uśmiechem,
tak dziwny, jak w modlitwie echo starych prawd.
 
Wisława Szymborska,     [***] Świat umieliśmy kiedyś...   

 

Żniwo zbieraliśmy kiedyś dosłownie:
- było tak proste, że liczył się każdy kłos,
tak małe, że  potrzebowało dłoni,
tak bliskie,  jak błękit odbity w oczach.
 
Nie czekały mielące tryby postępu:

- zamknęły usta sztucznym  nawozem.

Trafiliśmy na półki pustych kalorii, tanich barwników,

przeterminowanych konserwantów.

 

Nasze języki odkryły smak początku :

- jest tak skomplikowany, że liczy się każdy kłos,

tak wielki, że potrzebuje dłoni,

tak daleki,  jak błękit odbity w oczach.

 

Jemall

 

 

Opublikowano
W autobusie
pomiędzy pracownikami
myślę o podjęciu pracy.
...Bo cóż to za praca - umierać...
A co to za praca - rodzić...
Rodzonym być
i umieranym
być.
...A choćby zwykły kaszel -
jakiż to znój.
...A odjechać ?
...A przybyć ?
Myślę o podjęciu pracy.
Przecięto już bilety.
Jadę.
Kołysze mnie -
kto wie -
ostatni dach nad głową -
autobus linii \\"C\\".
 
Cetka  Autor: Agnieszka Osiecka
 
 
 

Na dysku

między  folderami

rozwijam  aplikację.

...Cóż to takiego - tworzyć...

A cóż to takiego - skasować...

Być tworzonym

i kasowanym

być.

...A nawet zwyczajne okna-

jaki to odmęt.

...A rozruch ?

...A aktualizacja ?

Rozwijam  aplikację.

Rośnie wydajność.

Ściągam.

Pracuję  w tle-

kto wie-

ostatni dostęp do Ciebie-

dysk C:\

 

Jemall

 

 

 

Opublikowano

Gdybym miał lat dwadzieścia pięć 
I nieprzytomną moją głowę, 
A w głowie nieba jedną piędź 
I jedno oko lazurowe, 

Może pod okno twoje znów 
Przyniósłbym wierną mą niewolę, 
Może bym szukał innych słów, 
Tak jak się szuka wiatru w polu, 

Lecz że już nie mam dawnych lat, 
A lazur białym śniegiem opadł, 
Opuszczam ciebie, idę w świat, 
W nieunikniony mój listopad. 

W zamarłym lesie brodzę sam, 
Do ust przyciskam srebrny grzebień 
I niewymyślną polkę gram, 
I nie oglądam się za siebie.

 

Autor: Jan Brzechwa;    Polka

 

 

Gdybym tak  zgodnie z przepisami 

Jechał pod górę na zakręcie,

Ciągłej linii nie mając za nic

Licząc,  że  głupim sprzyja  szczęście,

 

Może spokojnej drogi bieg 

Dałby mi chwilę  ukojenia,

Może by znikł uparty lęk

z mych snów  napitych od cierpienia?

 

Lecz nie dbam o jutrzejszy dzień, 

gra w mojej polce kolorowo:

wyścig na drodze, śmierci cień,

oczy zamknięte odruchowo.

 

Słowacki las przeszyty bólem,

Piasek  przysypie z czasem wszystko;

By ze mnie znikł bezduszny dureń

Szukać daleko mam czy blisko?

 

Jemall

 

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-wypadek-na-slowacji-bedzie-areszt-dla-kierowcow-porsche-ferr,nId,2639267

 

 

Opublikowano

Witaj. Tak sobie myślę, że lepiej byłoby gdybyś proponował nieco krótsze teksty "do obróbki". Chętniej się w Twoją propozycję wtedy "pobawię". Nad dłuższymi nie chce już mi się głowić . Pozdrawiam.

gify kubuś puchatek

 

Opublikowano

~
Obok p.Tuwima i jego "całujcie mnie ..."
.
Bajkopisarzom wszystkich opcji
opisujący swymi słowy
co tylko im się we łbach kopci;
ubliżające rozumowi.
Tak dziś wieczorem ja im piszę
- niech się wczytają tu przez lupę -
matołki, ćwoki, nuworysze
- całujcie wy mnie wszyscy w... jupę

~

Opublikowano (edytowane)

Jemall

 

Jechał górnik pod ziemię z kaskiem i latarenką,    
Nie ułomek, to prawda,  jednak ze sztuczną ręką.

 

Która  pamiątką  była z dawnej epoki, kiedy 
zwyczaj miał by ją wsadzać tam,  gdzie nie ma potrzeby.

 

Gdy dojechał do przodka zabłyszczały mu oczy,
Czuł że dzisiaj urobek pewnie normę  przekroczy!

 

Nie chciał wiedzieć że  Skarbek szeptać zaczął do ucha 
Że w niedzielę wypada odpoczywać - nie słuchał. 

 

Ujął kilof za trzonek z wielką mocą i kpiną
Jednak  mu sztuczną  rękę  duch kopalni  zawinął.

 

Wkurzył się nie na żarty przodownik wydobycia
Bez tej części żyć nie chciał - pewnie wróci do  picia!

 

Świat  mu wnet zawirował,  w oczach czerwone płatki!
Z czego  będzie żyć żona? Z czego maleńkie dziatki?

 

A duszydło rechocze, grozi nowym zaklęciem:
Będziesz miał więcej dutków, kiedy będziesz na rencie!

 

Gwarka twarzy się skurczyła,  w swojej naturze czarnej
Zdetonował dynamit , skutki były koszmarne!

 

Kiedy pierwszy ratownik po tygodniu tam  dotarł 
Nic nie  znalazł prócz ręki, sztucznej ręki bez chłopa.

 

Jest na półce w muzeum,  mały napis pod spodem:
Pamiętaj by odpocząć,  możesz skończysz ze smrodem!

 

 

 

 

 

Bolesław Leśmian, Ballada dziadowska

 

Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą,                                              
Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.     


Szedł skądkolwiek gdziekolwiek - byle zażyć wywczasu,                     
Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu. 

 

Stał i patrzał tym białkiem, co w nim pełno czerwieni, 
Oj da-dana, da-dana! - jak się strumień strumieni! 

 

Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca, 
Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica. 

 

Nie wiedziała, jak pieścić - nie wiedziała, jak nęcić? 
Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić? 

 

Wytrzeszczyła nań oczy - szmaragdowe płoszydła - 
I objęła za nogi - pokuśnica obrzydła. 

 

Całowała uczenie, i łechtliwie i czule, 
Oj da-dana, da-dana! - tę drewnianą, tę kulę! 

 

Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy, 
Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy. 

 

Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby, 
Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby! 

 

"Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną? 
Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano? 

 

Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia, 
Ty, wymoczku rusalny - ty, chorobo strumienia ! 

 

Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu? 
Oj da-dana, da-dana ! - umrę chyba ze śmiechu !" - 

 

Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą! 
"Pójdźże ze mną, dziadoku - dziaduleńku -dziadygo ! 

 

Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali, 
Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali. 

 

Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne, 
Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!" 

 

Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą 
Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą. 

 

Nim się zdążył obejrzeć - już miał falę na grzbiecie - 
Nim się zdołał przeżegnać - już nie było go w świecie! 

 

Zakłębiły się nurty - wyrównała się woda, 
Znikła torba dziadowska i łysina i broda ! 

 

Jeno kloc ten chodziwy - owa kula drewniana 
Wypłynęła zwycięsko - oj da-dana, da-dana! 

 

Wypłynęła - niczyja, nie należna nikomu, 
Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu! 

 

Brnęła tędy - owędy szukająca swej drogi, 
Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi! 

 

Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu, 
Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu! 

 

I we żwawych poskokach podyrdała przez fale. 
Oj da-dana. da-dana! - w te zaświaty - oddale! 

 

Edytowane przez Jemall
edycja (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

przebudzenie
czy śniłem o  motylu?
czy motyl śni o mnie?
J

 

 

Śniłem kiedyś, że jestem motylem, i teraz nie wiem już, czy jestem Czuang-tsy, który śnił, że jest motylem, czy też jestem motylem, który śni, że jest Czuang-tsy. 

 

Czuang-tsy

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano


Kimźeś się wyłonił?
Polonusem maciupełkiem.
Czyżeś posiadł jakieś znamion czary?
Orlej mleczności nabrzmiałe rezerwuary.
Wszak pomieszkujesz gdzie to czasami?
Między  niskoskumuplowanymi swojakami.
Z jakiego niekraju, nieplanety?
W Polanów niepospolitej rzeczy.
Czymże ta rzecz,  rzekniesz narzeczem?
Mą kądzielą i moim jest mieczem.
Jakże zdobytą została, jak się uchronić zdołała?
Życiem zapłacona, stracona, od zagłady uchroniona.
Czyś ją rozcałował po kryjomu, nocą?
Niestraciłem co chciałem, miłości mocą.
Jaką to ufność  żywisz?
Do  Polski, tu się nie zdziwisz. 
Jakie są twe imienne dla niej imiona?
Pociągliwie arcycudne małe on i ona.
Co pożyczkobiorczo od niej dostałeś, ugrałeś?
Żywot oddawszy i całą resztę niemałą, niemałą.

 

J

 

 

 


Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony, 
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie, 
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łakocie 
I podwójnym niekotem ściga cień zielony. 

A ty płotem, kociugo, chwiej, 
A ty kotem, płociugo, hej! 

Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia 
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa, 
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa 
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia. 

A ty płotem, kociugo, chwiej, 
A ty kotem, płociugo, hej
!

 

Julian Tuwim

 

Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk „Wlazł kotek na płotek” (wiersz klasyka

Opublikowano

Oczywiście na kanwie: 

 

- Kto ty jesteś? 
- Polak mały. 
- Jaki znak twój? 
- Orzeł biały. 
- Gdzie ty mieszkasz? 
- Między swemi. 
- W jakim kraju? 
- W polskiej ziemi. 
- Czem ta ziemia? 
- Mą ojczyzną. 
- Czem zdobyta? 
- Krwią i blizną. 
- Czy ją kochasz? 
- Kocham szczerze. 
- A w co wierzysz? 
- W Polskę wierzę. 
- Coś ty dla niej? 
- Wdzięczne dziécię. 
- Coś jej winien? 
- Oddać życie. 

 

Katechizm polskiego dziecka
 Władysław Bełza.

Opublikowano (edytowane)

Kim ty jesteś?

- pierwszym sortem

Jaki gest twój?

- butem w mordę

Gdzie przebywasz?

- wśród kiboli

Co cię cieszy?

- gdy go boli

Co masz w ręku?

- kawał kija

Jak użyjesz?

- dam mu w ryja

Komu służysz?

- politykom

Dzięki czemu?

- narkotykom

Kto je daje?

- oni sami

Jak ich nazwiesz?

- są chamami ...

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

I słowa zalotne,

i po co przewrotne,

i nie ma we mnie żalu.

Ja marzę na jawie

Spełniło się... prawie -

i po balu

J

 

 

I oczy wil­got­ne, 
i ser­ce sa­mot­ne, 
i nie wiem, co ro­bić da­lej. 
Ja chciał­bym gdzieś w le­sie 
(a niech mnie roz­nie­sie!) - 
umrzeć z żalu. 

Władysław Broniewski

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • 1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.   Bogini   Idziesz do mnie całkiem goła, jak wyrwana z sennych marzeń, jak z obrazu Salvadora, kształt wyłania się z miraży.   Już się zbliżasz całkiem naga, rozebrana aż do pragnień, jak ta druga Goi Maja, rozłożona na obrazie.   Ty rozkładasz się doszczętnie, na kawałki i pierwiastki, tłum wyznawców zaraz klęknie, przecież ci nie robi łaski.   Wieloręka, wielousta, wielonoga, wielocipa, celem twoim jest rozpusta i w tej celi się zamykasz.   Z niej wychodzi z tobą zgoła prawda twoja, również naga: W każdym palcu złoty dolar, a opornych biczem smagasz.   Klub obleśnych hedonistów ciągle bije ci pokłony, pośród innych bożków jesteś wciąż ich bóstwem ulubionym.       2. Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga twego nadaremno.   Imię   Pseudonimy, anonimy, imion brzmienia i wibracje, gdy się z nimi oswoimy, to się stają naszym światem.   Tym prawdziwym lub fałszywym, upragnionym lub niechcianym, jednak tylko dla nas żywych, przez nas samych nazywanym.   Chociaż byłeś Bezimienny, dla tych, którzy żyć nie mogą bez nazwania spraw codziennych, nas nazwałeś Swoją Drogą.   Pozwoliłeś też nam wołać odtąd Ciebie po Imieniu, przykazałeś przy tym jednak, by nie wzywać na daremno.   Buntownicze tłumy rosną, co nikogo nie chcą słuchać, na językach mają wolność, zniewalacze noszą w uszach.   Odrzucają Twoje ścieżki, własne rąbią sobie sami. Zbyt daleko już odeszli, chociaż błądzą, idą dalej.   Twoje Imię deformują na sposobów bardzo wiele Choć je często przywołują, częściej w łóżku niż w kościele.   Czasem w żarcie lub w zawiści, bez szacunku, przez przypadek, bardzo często z błahych przyczyn albo też bez przyczyn żadnych.     3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.   Święto   Różne rodzaje są świętowania. Takie, po którym chce się do pracy, ale też takie, po którym rana dnia następnego boli i drażni.   Ten, kto wybiera swojego pana, nie zawsze panu swojemu służy, różne bywają więc świętowania wśród bardzo różnie błądzących ludzi.   Ze światłocieni mgieł się wyłania wniosek najpewniej zupełnie słuszny, każdy ma takie świąt świętowania, jakiego pana i jak mu służy.     4. Czcij ojca swego i matkę swoją.   Byłem kochany, wiem to na pewno, bez słów podniosłych, gorących wyznań. Gdy pochłaniała zwykła codzienność, uczucia proste kryły się w czynach.   To nie był wcale świat doskonały, tkwiła skórzana w nim dyscyplina. Gdy sprawy kiepski obrót przybrały,  o pasie sobie ktoś przypominał.   Byłem kochany, więc było łatwiej znosić cierpienia i niedostatki,  okazać miłość ojcu i matce. Szacunek był czymś zupełnie jasnym.   Dziś patrzę na świat słabnącym wzrokiem, rzadki włos jeży mi się na głowie, gdy wokół rosną zabójcze matki, nie chcący dzieci przyszli ojcowie.       5. Nie zabijaj.   Zbrodnia   Nie powiedziałeś: Nie zabijaj brata, rodziców swoich, ani dziecka swego. Nie powiedziałeś: Nie zabijaj starca, schorzałego, nad grobem stojącego.   Nie powiedziałeś: Nie zabijaj siebie, bo to tak bardzo było oczywiste, gdy powiedziałeś: Nie zabijaj, przecież napiętnowałeś morderstwa już wszystkie.   Z własnych wyborów nie Twoje anioły świat urządzają, gotują nam przyszłość. By go przestawić w śmierciolubne tory, zamordowano naszą oczywistość.     6. Nie cudzołóż.   Kałuża nieczystości   Twoje oczy są takie błękitne,  niczym wody najczystsze pod niebem.  Twoje usta czerwienią wciąż kwitną, przyciągają spojrzenie do siebie.   Jego oczy są czarne jak noce, rozgwieżdżone i pełne tajemnic, lecz gdy wasze spojrzenia los plącze, to marzeniom już blisko do pełni.   Zapragnęłaś tych ramion i dłoni, ich szorstkiego dotyku na ciele, twoje piersi oddechem już gonią, za uściskiem, spełnionym marzeniem.   On ma żonę i dzieci dorosłe, ale nie jest do końca szczęśliwy. Tobie ufa, to przecież jest proste, choć jest tutaj, to ciągle jest z nimi.   Modre oczy z rozkoszy już mrużysz,  twoje ciało dreszczami zadrżało, w przyjemności nieczystej kałuży właśnie rodzi się zamęt i chaos.      7. Nie kradnij   O własności   Pojęcie własności w przewrotnym świecie wciąż się rozmywa w przeróżne formy. Co jest już czyjeś, może być przecież tego, co władzę ma tworzyć umowy.   Biednieją ubodzy, bogaci się mniejszość,  zmieniają się tylko tryby systemu, sprawniejsze co roku w tym, by nie uszło fiskalne przestępstwo komuś biednemu.   Bogatych nie wzrusza, tak bardzo prawo, choć wisi nad nimi również siekiera, zazwyczaj przychodzi im raczej łatwo swoje pomnażać, cudze odbierać.   Pojęcie własności bywa też złudne, bywają w dzierżawie dobra przechodnie, niestety, czasami bywa też trudne, ponieważ obciążać może i pognieść.    Choć kradną biedni, kradną bogaci, to wszystkim wybije jedna godzina, ten tylko w niej wygra i nic nie straci, kto dobra zostawił albo ich nie miał.   Gdy wokół hołdują tłumnie zyskowi jak echo powraca znów prawda stara, że mogą jedynie dusze uzdrowić uczciwe ciężarki i równa miara.     8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.   Słowo   Słowo ciągle ma swój ciężar, choć przytłacza je dziś obraz, co rozbiera się do zera dla popędu myśli dobra.   To nie zawsze jednak działa, chociaż mózgi obraz chłoną. Słowo może krzepić ciała i umysłów być ochroną.   Prawda czasem jednak boli. Rani niczym podłe kłamstwo. Trzeba zawsze dobrej woli, by opisać coś, co zaszło.   Słowo może być pomyłką, drzazgą wbitą w żywą tkankę. Może być igraszką zwykłą, lub być może zagmatwane.   Może jeszcze lecieć lekko lub uderzać twardym młotem. Lepiej zważyć je więc przeto, niż zatrzymać w locie potem.    Czasem lepiej nic nie mówić, niż się dzielić gorzką prawdą. Lepiej się ku Słowu zwrócić, niż powielać każde kłamstwo.          
    • @MIROSŁAW C. Dziękuję :)
    • @Marek.zak1 To prawda, Marku, miłość bywa ślepa i zupełnie nie liczy się z logiką. Czasem rzuca wyzwanie wszelkim kryteriom, stąd potem biorą się takie 'romanse' wozu z limuzyną. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie :) @LessLoveDziękuję :)
    • @Czarek Płatak dla mnie ten wiersz jest tęsknotą za światem, gdzie natura wiodła prym. Na pierwszy plan wysuwa się łąka, rudzik, mniszek itd. Ten sielski obrazek tak bardzo wtopił się w ten  "betonowy świat", że zanikł nieomal, pozostawiając nieogarniony żal i poczucie utraty czegoś ważnego...Bardzo ciekawy wiersz Czarku...ale wiadomo u Ciebie tylko takie niebanalne, jedyne w swoim rodzaju

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Chwała absolutna rządzi życiem moim wędruję po śniegu mistycznym padołem jęki przeraźliwe od rana wydaję jakbym raz za razem pchał serce nahajem. Myśli łomotania głowa już nie słucha wręcz zalewa pamięć rozogniona jucha i choć nie notuję wizji rozpalonych strofy żarem kwitną od zewnętrznej strony. Wrota ust ściśnięte oczy zacieśnione ręce zaplątane chronią uszy moje a z rany na piersiach w odwrotnym zwierciadle czytam moje myśli wypalone zgrabnie. Furia wściekła truje przeszywa na wylot nie pchaj mnie do nieba to nie moja chwila daj jeszcze pochodzić po stołecznym kole i palcami bębnić po zimnym cokole. Otworzę sarkofag stół pęknięty schowam w górę w dół znów pędzi na złamanie głowa przy wezgłowiu wiszą prorocze miraże jakby boski legion opuścił ołtarze. Moje słowa chłoną od odwrotnej strony i wychodzą strofy nieucieleśnione bo kiedy buzdygan z furii barki kłuje Szaman mi cytuje że ja się raduję. Obłęd już mnie skręca i wyciska troski a on opowiada że to napój boski słuchać już nie mogę myśli ściskam szmatą a on podpowiada liturgiczną szatą. A ja wciąż powtarzam jak ta kazalnica w mojej duszy chaos walczy eremita krzyczę o wolności gardło biedne zdzieram Ellenai mnie ciszy bo dziś jest niedziela. W głąb ziemi odchodzę w duszy wiersz zamykam to mnie tylko zbawi o co nikt nie pyta sarkofag zamknięty rycerz w zbroi darzy ludzki świat zamykam kur zapiał trzy razy.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          @Robert Witold Gorzkowski  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...