Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

.

Odrywam duszę od ciała

 

... myślami

 

oddalonymi od chwili, którą mam

pod stopami

 

niczyje ciało, bez czucia

głodna dusza

 

bez śladu

wykrusza się

 

czas.

 

.

.

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Odnajduję się w tym wierszu, Duszko. Nie wiem, czy myślę podobnie jak Ty, ale bardzo do mnie przemawia. Szczególnie poruszyły mnie słowa "bez śladu wykrusza się czas". Mam jednak nadzieję, że to tylko pozór - upływający czas zostawia jednak ślad. 

 

Nawiązując z lekka do wiersza @8fun : diamencik! :)

 

Pozdrawiam!

 

P.S. Znalazłam wreszcie słowo, które w moim odczuciu określa Twoją poezję: subtelność... 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

A wiersz jest raczej o niemocy :) Ale właśnie chyba z takiego stanu, na krawędzi jego wytrzymałości, rodzi się znowu moc... Dziękuję za czytanie i reakcję. :) Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ciesze się, że słyszysz i czujesz ten wiersz :) I zgadzam się z tobą, czas zawsze zostawia jakiś ślad, tylko jego głębokość i świadomość może być różna... A ta subtelność, o której piszesz, wynika chyba z mojego onieśmielenia słowem, jego mocą, dlatego piszę jakby z rozwagą i "ostrożnie". Dziękuję za otwarte podzielenie się wrażeniami i miłe słowa. :) Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, "bolesność" też może się spodobać - jeśli jest "dobra" i wyzwala siłę... Dziękuję, że naprowadziłaś mnie na tę myśl i tak oceniłaś też moją miniaturkę. :) Pozdrawiam miło.

.

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

W niewielu słowach, a tak dużo ważnego i dobrego powiedziałaś mi o moim wierszu i też trochę o sobie samej - dziękuje Ci za to :)

Również ściskam i miłego dnia :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...