Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Apap noc zmienił się w apap dzień – oba działają przez 12 godzin i z czasem to one zaczęły wyznaczać mu dobowy rytm. Pozostałe pory dnia urozmaicały inne specyfiki; serce, trawienie, koncentracja, pamięć... wątroba – tak – wątroba znosiła to najgorzej. Wiedział, że to wszystko tylko przyspiesza koniec, ale nie mógł pogodzić się z rolą formy pośredniej pomiędzy człowiekiem a trupem – „dopóki będę mógł stać – postoję, o litość prosił nie będę” to zdanie stało się jego jedyną religią w ostatnich latach życia.
Z tego właśnie powodu zawsze dwojako odbierał informacje o śmierci kolejnego z jego znajomych – „on umarł, ja żyję – to znaczy, że moja teoria się sprawdza”. Nie tylko teoria śmierci, ale przede wszystkim teoria życia. Od zawsze żył po swojemu, miał swój system wartości i swój pogląd na coś, co zwykło się nazywać sensem życia.
I tak, kiedy wszystkich ogarnął szał patriotycznego uniesienia walki o ojczyznę (honor i boga), on poszedł na wojnę z ciekawości – to duża przygoda, a poza tym wiedział, że nie miałby życia, gdyby tego nie zrobił (w pewnych kwestiach nawet on był konformistą). Żegnał więc kolejnych kumpli - którzy w swojej naiwności wierzyli, że ich śmierć coś pomoże - samemu starając się nie wychylać.
Wojna zmienia ludzi. Czasami zmienia po prostu żywych w martwych, ale takie przemiany – chociaż najłatwiejsze - są najmniej ciekawe. Równie łatwo jest oszaleć, czy znieczulić się, ale jego zawsze interesowali ludzie, którzy – nawet na wojnie - odnajdowali swój Cel.
Z tamtego okresu najsilniej utkwił mu w pamięci chłopak - Krzysiek czy Kamil, jakoś na K. Podziwia go do dziś. Krzysiek traktował tę wojnę jak przeznaczenie, jak miłość, którą każdy musi przeżyć, żeby stać się Prawdziwym. On wiedział, że musi zginąć w obronie ojczyzny. Józef już wtedy zazdrościł mu tej pewności. Do teraz uważa, że Krzysiek był szczęśliwy umierając – spełniał swoje przeznaczenie.
W Marku natomiast podziwiał wytrwałość – jak tylko dowiedział się, że zostali zdradzeni, przysiągł, że jeżeli tylko przeżyje – zemści się. I mścił się okrutnie – po wojnie wyjechał do Anglii, a wkrótce potem tamtejszą opinią publiczną wstrząsnęły doniesienia o brutalnych morderstwach, niewyjaśnionych pożarach (szkół, szpitali, fabryk) i masowych – najczęściej śmiertelnych – zatruciach. Po paru miesiącach podobne rzeczy zaczęły dziać się we Francji. Raz tylko udało mu się porozmawiać z Markiem – na pytanie, dlaczego morduje również niewinnych, odpowiedział, że oni też byli niewinni i że ludzie muszą ponosić konsekwencje swoich wyborów – nie tylko zgodzili się, aby ich państwami rządzili ci kłamcy (którzy nas zdradzili) ale swoją biernością wyrazili na to zgodę. Mówił, że obywatele państwa wyrządzającego krzywdę, są tak samo winni jak rządzący i w równej mierze zasłużyli na karę. Przez 40 lat ogrom jego zemsty niemalże dorównał złu, jakie mścił. Pewnego dnia wysadził się na środku zatłoczonego placu. Do niedawna Józef myślał, że to sumienie, teraz jednak wiedział, że on również zdecydował się odejść po swojemu.
Jednak po tamtych czasach i ludziach, zostało mgliste zaledwie wspomnienie. Wszystko wróciło, gdy wczoraj spotkał ostatniego z żyjących przyjaciół.
Władek zawsze był naiwny; jego psychice wojna nie wyrządziła praktycznie żadnych szkód – przetrwał ją gapiąc się w zdjęcie ukochanej i snując plany na przyszłość. Które zresztą sumiennie zrealizował.

Ale wczorajsze spotkanie z Józefem obudziło w nim wątpliwości, zmusiło do krytycznego spojrzenia na swoje życie i na to, czego w nim dokonał.
Stał więc przed witryną jakiegoś sklepu udając wielkie zainteresowanie czymś, co powinno znajdować się po drugiej stronie (obaj bali się takiego spotkania, więc bezpieczniej było po prostu się nie zauważyć) a w rzeczywistości próbując dostrzec w swoim życiu rzeczy, które pozwoliłyby mu spojrzeć z dumą w oczy staremu rywalowi. Ale im dłużej myślał tym większe ogarniało go przygnębienie. Miłość, która pozwoliła mu przetrwać wojnę, sama jej nie przetrwała; i chociaż wzięli ślub i początkowo byli nawet szczęśliwi, po kilku latach wszystko się wypaliło. Żyli z dnia na dzień, wychowując dzieci i usilnie, ale niestety bezskutecznie, próbując zachować pozory (przed sobą, bo nikogo innego to nie interesowało). Z czasem wspomnienie tamtego szczęścia stało się zaledwie wspomnieniem pięknego snu i taką samą zresztą miało wartość. Dzieci dorosły, żona (bo słowa „Ania” przestał używać jeszcze na kilka lat przed jej śmiercią) niezauważalnie odeszła. Został sam w swoim pokoju (nikt z nim nie chciał mieszkać z powodu smrodu, który towarzyszył jego częstemu moczeniu się w łóżko). Czasami uproszone przez rodziców wnuki zabierały go na spacer czy zakupy – starał się cieszyć tym chwilami spędzanym z kochającą rodziną, jednak wiedział, że niecierpliwe, pytające miny malujące się na twarzach domowników, nie wynikają z chęci usłyszenia kolejnej historyjki.
Chciał być szczęśliwy, ale nie umiał się okłamywać – wiedział jak dużym ciężarem jest dla swojej rodziny i że moralność, którą im wpajał przez te wszystkie lata, nie pozwoli im oddać go do „umieralni” i wiedział, jaką cenę za to płacą, jaką cenę on płaci.
Któregoś dnia na jego parapecie przysiadł wróbel; stary człowiek, który od pewnego czasu usilnie próbował przestać rozróżniać sen od jawy, zdawał się słyszeć jego głos, namawiający go, żeby wreszcie uczynił to, o czym od dawana myślał… nawet to mu się nie udało, zmarł na zawał (pewnie z przejęcia) w drodze na balkon.

Informacja o śmierci Władka była ostatnią rzeczą, którą usłyszał w życiu. Wygrał – przeżył wszystkich, to on miał Rację. Teraz pozostało mu spełnienie ostatniego marzenia, kaprys, na który tylko zwycięzcy mogą sobie pozwolić – sam zadecydował kiedy i jak umrze.

Opublikowano

No - całkiem niezły pomysł.
Kilka drobiazgów mnie nieco razi:
1) pamięć...Wątroba - pamięć... Wątroba
2) to dużo przygoda - to duża przygoda (?)
3) Żegnał więc kolejnych kumpli, którzy w swojej naiwności wierzyli, że ich śmierć coś pomoże, samemu starając się nie wychylać. (Oni starali się nie wychylać?)
4) Któregoś dnia na jego parapecie przysiadł wróbel, stary człowiek, który od pewnego czasu (...)
hmm Któregoś dnia na jego parapecie przysiadł wróbel; stary człowiek, który od pewnego czasu (...)

Pozdrawiam
Wuren

Opublikowano

te wielkie litery - może "koniec" niepotrzebnie, ale "prawdziwym" musiałem jakoś podkreślić... jeszcze pokombinuję (dopiero zaczynam w tej materii :)) )
Wuren - dzięki za korekty i podziwiam wprawne oko :))

pozdrawiam

Opublikowano

Mój Boże, aż nie wiem jak komentarz zacząć.
Bardzo to głębokie, a jednocześnie nie przetragizowane. W emocje te można uwierzyć, bez zastrzeżeń, bez skrzywienia. Winszuję kunsztu takiego oddania myśli.

Dwa zdania, jak dla mnie, perełki: "Wojna zmienia ludzi. Czasami zmienia po prostu żywych w martwych, ale takie przemiany – chociaż najłatwiejsze - są najmniej ciekawe." oraz "Miłość, która pozwoliła mu przetrwać wojnę, sama jej nie przetrwała"

W pewnej chwili poplątało mi się kto jest Józefem a kto Władkiem, warto to trochę doszlifować, niemniej nie zakłóca to zbytnio odbioru tekstu, i odpowiedzi na pytanie postawione w tytule. Naprawdę porządny utwór. Wzruszyłem się nawet trochę.

Za stronę techniczą 7/10 (podciągnięte nieco przez te perełki)
Za merytoryczną 8/10.

Opublikowano

co do tych imion - najchetniej to bym w odóle sie ich z tekstu pozbyl... wolalbym zeby bohaterowie pozostali anoinmowi... ale nie mialem pomyslu jak to zrobic, wiec wyszlo jak wyszlo... jak wymysle cos lepszego to poprawie :)

pozdrawiam

  • 6 miesięcy temu...
Opublikowano

Więc tak, wg mnie cała ta istora jest przesadzona i to bardzo. Od pierwszego zdania po ostatnie towarzyszy nam smierc i tylko ona. W połowie zaczyna byc nudno. Zastanawia mnie tez pate rzeczy:
1. Jeżeli po odejściu żony nasz bohater zostaje sam, jak opisujesz mieszka w swoim małym pokoiku, to dlaczego puźniej piszesz o domownikach, któzy mają dość słuchania jego historii?
2. "Przez 40 lat ogrom jego zemsty niemalże dorównał złu, jakie mścił." - to zdanie jest bez sensu.
3. "Wygrał – przeżył wszystkich, to on miał Rację." - czy celem kogo kolwiek jest przezyć swoich znajomych?? A jeżeli nawet ktoś chciałby to czy stawia to sobie za wręcz cel zyciowy. Cuż to za cel zyciowy???
4. na początku to zdanie z apapem odrazu zniecheciło mnie do tego tekstu, wiem że nie miałeś zapewne tego na myśli, ale przybrało to charakter reklamowy. To tak jak kupując gazete jesteś zainteresowany jej treścią a wrzucają Ci co 2 strone do niej reklamy.
Ogólnie całość byłaby nawet ciekawa gdyby akcja nie rozgrywała sie tak szybko a pomiędzy rowazania o smierci i tylko o niej wrzuciłbyś troszkę fragmentów opisujących szczęśliwsze momenty z zycia naszego bohatea, może gdybys coś więcej o nim napisał.
Ogólnie nie podobało mi sie i z ledwością dotrwałam do końca, nic z tego nie wyciągnęłam.
Pozdrawiam :-) modlisha

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jedyne co mogę powiedzieć, to że zupełnie nie zrozumiałaś przekazu :/ (to moje poczatki, więc biorę wine na siebie) - chodzi o to, że każde życie prowadzi do śmierci, że to śmierć jest najważniejsza, ale to jak umieramy zależy od tego jak zyliśmy, a to jak żyjemy, powinniśmy uzależnić od tego, że i tak umrzemy... a cały tekst to polemika z pewną postawą, chciałem pokazać, że najgorszą filozofią życiową, jest Akceptacja, zastanego stanu rzeczy, ze koniec końcó i tak przegramy, ale sens naszemu życiu może nadać tylko walka...
tak było jak pisałem, teraz już sam nie jestem przekonany...
pozdrawiam serdecznie (nie wiem jak trafiłaś na ten staroć, ale to miłe :) )

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...