Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Jędrek w opałach - czyli spotkania z puentą ...


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jędrek zbijał sople, co zwisały z dachu

- jeden spadł mu za kołnierz, więc Jędrek ze strachu

zaczął się tarzać w piachu, by pozbyć intruza.

Ten się "wziął i roztopił" - więc nowa kałuża,

wypłynęła wprost z Jędrka - podejrzanie duża.

 

Musiał popuścić w spodnie przy tym zamieszaniu

- ja to wszystko widziałem, więc o tymże zdaniu

powiem, że jest prawdziwe. I to nie są żarty.

Jędrek się nie przyznaje - jak zwykle - uparty ...

Opublikowano

Jędrek się złapał za głowę,

widząc te liczby w liczniku,

które są właśnie wynikiem

opisywania go słowem.

 

Wierzę, że długo jeszcze

opowieść będzie trwała

- naszego Jędrka chwała

wciąż żywa. Ja ją dopieszczę ...

 

Lecz proszę również innych,

żeby także wspomogli

- aby w adresach GOOGLI

Jędrek był zawsze silnym ...

Opublikowano
Jędrek skrobał dziś szyby w czyimś samochodzie
- zobaczyłem z daleka, pomyślałem - złodziej!!!
  
Podchodzę bliżej, wtedy rozpoznałem,
że to tylko Jędrek i aż się zaśmiałem,
bo on przecież nie umie jeździć samochodem ...
  
Usługę robił płatną, na czyjąś wygodę,
by ten ktoś nie musiał samemu się męczyć. 

Podszedł też sam właściciel i Jędrkowi wręczył
banknot, który to Jędrek "weźmie i przepije".
  
Może to i takiemu lepiej się dziś żyje?
Opublikowano

Spotkałem dziś Jędrka w przychodni lekarskiej,
siedział sam - w kąciku - bez tej miny dziarskiej,
z jaką się obnosił codziennie po mieście.

Chciałem się powstrzymać, lecz spytałem wreszcie
- na co sąsiad chory, co Tobie dolega?

- odpowiem uczciwie (bo jesteś kolega),
że to żona kazała mu iść do lekarza,
bowiem pomiędzy nimi rzadko się "to zdarza",
więc ona chłopa takiego precz pogoni z domu.

Musiałem mu to przyrzec - nie powiem nikomu ...

Opublikowano

Spotkałem dzisiaj Jędrka, gdy wracał z wycieczki

- na plecach spora torba, a w ręku dwie teczki.

 

Pytam - co to za dobra niesiesz w tych tobołach?

 

A, nie ... to zostawił na ławce tu jakiś pierdoła,

więc żeby nikt nie ukradł, tom przywłaszczył sobie ...

 

Sąsiad, to chyba dobrze, że tak właśnie robię?

Opublikowano

Jędrek ślizgał się dzisiaj po tafli lodowej,

nagle"wywinął" orła, no i rozbił głowę

o kamień, co obok "wyrósł" niespodzianie.

 

Podbiegłem do niego, czekam kiedy wstanie,

lecz ten się śmieje głośno i gada od rzeczy ...

 

Mówię mu - wstawaj wreszcie - lecz temu zaprzeczył,

twierdząc, że mu tu dobrze i w ogóle miło.

 

No i na wstrząsie mózgu tak to się skończyło ...

Opublikowano (edytowane)

Odwiedziłem Jędrka, gdy leżał w szpitalu

po przygodzie z lodem, co glebę zaliczył.

Wyczułem w jego głosie pewną nutkę żalu

że nie przyniosłem piwa. A tak na mnie liczył ...

 

Pobiegłem do sklepu, "przytargałem" kilka

- myślałem, że na zapas - gdzie tam!!! - tylko chwilka,

a po piwach ni śladu już przecież nie było.

 

Jędrek jednak pojemne ma to swoje ryło ...

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jędrek nieco wydobrzał, wyszedł ze szpitala,

lecz nadal "kręci lody". Od pracy jest z dala,

która mogłaby pomóc w finansowym bycie.

 

On uważa inaczej, że ci, "przy korycie"

rządzący we wsi, gminie a nawet powiecie,

myśleć powinni ciągle i o jego diecie,

którą to - bezrobotny - ma cieniutką nieco.

 

A tymczasem rządzący w jego oczy świecą

full/wypasem swych autek, willi oraz daczy.

 

Jędrek zapewne nigdy im już nie wybaczy ...

Opublikowano

Spotkałem Jędrka w parku, tak pod wieczór prawie

- siedział sobie zziębnięty na parkowej ławie.

 

Pytam - co Ty sąsiedzie robisz, czyżby medytujesz?

 

Odpowiedział mi szczerze - on się już nie czuje

obywatelem Kraju, gdzie rządzą psychole ...

 

Woli powierzyć innym swoją, marną dolę,

i znaleźć sobie pracę gdzieś za granicami.

 

Czy Jędrek ma tu rację? Odpowiedzcie sami ...

Opublikowano

 

ANDRZEJ x 560.jpg

~

Dzisiaj Jędrka imieniny, więc nie radzę żadnej kpiny

pod adresem tutaj głosić. Taki musiał by przeprosić

zacne grono jego gości. Podaję do wiadomości

wszem i wobec owe święto.

 

Jędrek z flaszką napoczętą

prosi wszystkich do zabawy. No i żeby nie wyjść z wprawy

uprasza o wierszowanie jego przygód. Dobrych manier

pana Jędrka każdy z nas dziś popamięta,

jeśli zdrowo się napije. A jak nie, no to was kijem ...

~~~

Opublikowano (edytowane)
Już po święcie u Jędruli
- nie spotkałem żadnych żuli,
którzy by tam mogli przybyć.

Jędrek trzeźwym był czas cały,
aż go panie podziwiały,
jedząc przy tym smaczne ryby.

Złowiliśmy je w jeziorze,
myśląc, że nam ktoś pomoże
spreparować do smażenia.

Lecz nic z tego, nawet Renia
- żona Jędrka gdzieś przepadła.

Do jedzenia zaś przysiadła,
pałaszując je w całości
- nawet nie wyjmując ości.

Teraz będzie do Świąt pościć ...
.
Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

spotkanie x 560.jpg

- rekordzista Jędrek -

~

Padł kolejny rekord!!!. Trzydzieści tysięcy

już wejść w Jędrka progi - przez miesięcy kilka.

Witani są tu wszyscy, zawsze najgoręcej.

~~

To wielkość miasteczka z jego mieszkańcami,

a on cieszy ich właśnie swymi przygodami,

spisanymi przez autorów licentia poeticą.

 

Nikt z nas się nie spodziewał tak dobrych wyników,

a przecież to nie koniec. Jędrek nadal żyje,

dzięki pomocnym sercom, co tu o nim piszą.

 

Dziękuje im sam Jędrek. Może to usłyszą ...

~~~

Opublikowano

Jędrek nie odpoczywa po wczorajszych baletach

- musi naczynia zmywać. Jego żona (rakieta)

wystrzeliła gdzieś z domu, niczym statek Apollo.

 

Stwierdziła bowiem z rana, że ją nogi bolą

od tańców - tych nie śmiała odmówić nikomu.

 

Jędrek nawet rad z tego - już nie po kryjomu

w swym własnym mieszkaniu może wypić piwo.

 

Zawołał też na mnie, podążyłem żywo,

a on mnie wysyła po butelkę wódki.

 

Przyniosłem jednak kilka. Żeby rozwiać smutki ...

Opublikowano

No a dzisiaj - w niedzielę - Jędrek w domu siedzi

- nie ma nawet na piwo ... Od czego sąsiedzi?

 

Wołam go więc przez okno, on otwiera swoje

i idziemy "na miasto". Dziś piwne podboje

zaczynamy od baru, co najbliżej domu.

 

Znają nas tutaj wszyscy, więc nigdy nikomu

nie wpadnie do głowy pomysł nader głupi,

by im piwo postawić - no - znaczy się kupić.

 

Ciekaw jestem, jak skończy się owa wyprawa

- na pewno nie w tym barze. To wiadoma sprawa ...

Opublikowano

Jędrek się zastanawia, czy to jego wina,

że nie znajduje pracy. Czy to może kpina

z całej tej "dobrej zmiany", która tylko gada,

że jemu też pomoże. Chyba zrobić dziada

z niego samego oraz tych ...set tysięcy,

co nie mają domu, ani też pieniędzy,

na codzienne potrzeby, człowieczeństwa godne.

 

Chciał się kogoś poradzić - teraz to jest modne

- akurat mnie więc o to postanowił spytać ...

 

Nie umiem odpowiedzieć. Ta prawda zakryta

jest i dla mnie zagadką. Bieda naszą matką ...

Opublikowano

Spotkałem dziś Jędrka. Początek tygodnia,

a on jakiś smutny. Nie zdarza się co dnia,

aby czymś się przejmował. 

Może zachorował?

 

Pytam go zatem - w czym te jego troski?

 

Odpowiada wprost - sam wyciągnął wnioski

ze swojego, biednego, tak jak dotąd życia.

I nie ma tu niczego przecież do ukrycia,

że niechęć do stałej pracy, wraz z jej rygorami

to nie dla niego jednak. Woli z kolegami ...

Opublikowano (edytowane)

Zobaczyłem Jędrka na ławce przy bloku

- siedział tam samotnie. Nie odrywał wzroku

od balkonu, gdzie mieszkał pewien nasz znajomy.

 

Pytam - czemu się gapisz? Czyżbyś był łakomym

na żonę kolegi, co skąpo ubrana może się ukazać? 

 

Proszę ciebie - sąsiad - tak się nie wyrażać

o mojej moralności - rzecze Jędrek cicho ...

 

Ten nasz wspólny znajomy, czyli koleś Zdzicho

miał mu rzucić z balkonu w miękkim pojemniku

flaszkę czegoś mocnego. Walniemy po łyku?

.

Edytowane przez bronmus45
spacje (wyświetl historię edycji)
Opublikowano
Jędrek dzisiaj wesół - idąc, gwizdał sobie
- pytam, co się stało, że w tak wczesnej dobie
radosnym się wydaje, jakby wygrał w Totka?
 
A wyobraź "se" sąsiad, że to nie jest plotka,
a fakt już dokonany. Idzie po wygraną ...
 
Kiedy się dowiedziałeś? 
 
Właśnie dzisiaj, rano
ktoś mi podał numery. Wszystkie sześć trafiłem ..
 
Przecież to 1 kwietnia!!! Nieco się zdziwiłem
i pytam, kto wie, jakie numery typował?
 
Był w barze na piwie, przed nikim nie chował
swojego kuponu ... i wreszcie "zaskoczył"
że to Prima Aprilis ... Jak on wtedy psioczył ...!!!
Opublikowano (edytowane)

Spotkałem Jędrka na miejskim boisku

- "haratał w gałę", no i mimo wszystko,

czyli swojego wieku i zdrowia lichego,

nie był tutaj zapewne byle kim, lebiegą ...

 

Przypomniałem sobie, że grał dawniej w lidze,

dopóki się nie "rozchlał". Nawet ja się wstydzę,

bo to i mój kolega z młodzieńczych lat przecież

 

- co się z nim teraz dzieje, to już sami wiecie ...

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena Właśnie, dokładnie, w pewien sposób jest. 
    • @Berenika97 To  dobry wiersz — mroczny, gęsty i konsekwentny od początku do końca. Podoba mi się, że tutaj wszystko powoli gaśnie, osuwa się, rdzewieje i znika, ale dzieje się to bez histerii, tylko z jakąś chłodną godnością. Najmocniej zostają mi w głowie: ślepe okno, okuty kufer i klucz połknięty przez rdzę — świetne obrazy. Wiersz ma klimat i ciężar. Ja tak nie potrafię.  U mnie chaos -  usprawiedliwia mnie tylko  to, że jestem mężczyzną - archaicznym. 
    • Zobaczyłem dzisiaj kota W towarzystwie z kociętami Leżącego na środku drogi   Ich wnętrzności były czarne Padły na piekący asfalt A ich koniec był ubogi   Przy zapachu jajecznicy Odór smażonego truchła Przywołuje czarną dziurę   Postać jej zagina światło Jakby czernią emanuje Kiedy wzrokiem ją świdruję   Białe oczy niewzruszone Dwa to punkty w jej sylwetce Pusto patrzą na kocięta   Kiedy dusze ich wysysa Ścierwo gnije i rozkłada Lecz czerń nie jest tym przejęta   I po chwili gdy już skończy Każdy chce by sobie poszła By zniknęła każdy prosi   Lecz ta ciemność nie zanika Tylko wciąż dalej żeruje I na innych się przenosi   A ja stałem tak ciągle otępiony Gdy widziałem kolejne to demony Przyczepione do każdej tak istoty Miały ludzi, rośliny, nawet koty   Te od spodu kwiaty już wąchały Czarne byty wszystko rozkładały Gdy na głowie poczułem to ciążenie Zrozumiałem że wszystkim jest cierpienie   Śmierć - panowie rozkładu To oni nas hodują Mija krótki żywot Oni wciąż żerują   Mam nadzieję, że umrę Choć nie jestem gotowy Ot małe marzenie  Dawno ściętej głowy Nabitej na kark.
    • w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają  i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy  każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość  dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci -  w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia    trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...