Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedyś była cenzura oficjalnie dziś tez jest choć zniesiono ją dawno temu. A jednomyślność no cóż to takie stada owiec tylko by pasterz był mądry.  Pozdrawiam życząc miłego dnia. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tytuł trochę "odstaje" od treści, mowa o głupocie - dlatego tytuł dziwi nieco. Nie bardzo też rozumiem zwrotkę:

"Czy nie jest to głupota?
być w programach
stworzonych.". Jak to "stworzonych"? I w ostatniej zwrotce - poiincie, zabrakło mi pytania. Ale rzeczywiście, fanatyzm jest zgubny, z tym , ze ja uważam, iż fanatycy nie są "zagubieni", jak napisałaś, jeno twardo stąpają po ziemi - mają cel. I to jest b. niebezpieczne. Fanatycy często wybijają się i szerzą nienawiść, pragną wcielać swoje chore poglady w czyny. Pozdrawiam j. 

Opublikowano

Witam -  ciekawy punkt widzenia - myśleć że ktoś myśli jak my np.że jest to głupota  - raczej nie jest to normalność.

A wiersz nie powiem ciekawy.

                                                                                                                                                                                                                      Pozd.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj

odpowiedz znajdziesz w komentarzu

Annie_M

Zdrowia zyczy

tobie i

Annie_M

Witaj Waldemar:)))

jak pisze ten kometarz

slucham M. Grechuta

,,Pewnosc"

nie wiem ktory raz z koleji

Co jest pewnoscia?

moj wiersz.

Czy 

kometarz?

Zdrowia zycze:)

dzieki za kometarz:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Druga kawa byłaby błędem... Dobrze, gdy można zakończyć fasadowe relacje, choć czasem (praca, rodzina) wcale to takie łatwe nie jest i trzeba pić drugą, trzecią, czwartą kawę...  aż drugą strona też będzie mieć dość. Wiersz pierwsza klasa

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Jakie to fajne 'uniemyśl'... Inaczej niż zapomnij :) Być w jasnym miejscu bez siebie to chyba naprawdę być.  Zdrówka:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @Berenika97 w takim razie pozdrawiam z błyskiem :) Oj tak, dobrze że dusza nie zna miary  Dzięki :)    
    • Pan Marcepan napalił w piecu dymem z papierosa i siedział przy otwartych drzwiczkach, patrząc, jak sine smugi wciągane są w głąb komina. Zakaszlał i otarł pot z czoła, od kilku dni trawiła go gorączka. Chłód wieczorów potęgowały noce spędzane w pustym domu. Jesienny wiatr mruczał do snu; jego głos, dobiegający przez nieszczelne okna, był skargą pisaną na zmarnowane życie. Pan Marcepan nadal nie potrafił, a może nie chciał, odczytać sensu ukrytego w głosie wiatru. W zamian, każdego wieczoru szedł do kuchni i smarował chleb musztardą. Jeszcze chwilę siedział, nasłuchując ciszy własnych myśli, a gdy ogarek świecy gasł, gasła też cisza.   Lubił obserwować poranki oczami Amiko. Gdy wyobrażał sobie, jak ona je widzi, czuł, że tworzy się w nim coś nowego i niepowtarzalnego. Jego dni były powolnym umieraniem, tak było od dawna. Każdej jesieni, gdy poranne mgły otulały niepokojem, czuł, jak fragment serca zamienia się w ugór, który już nie rozkwitnie kolejną wiosną. Amiko była inna, przynajmniej lubił tak o niej myśleć. Gdy patrzył na świat oczami Amiko, każda najmniejsza czynność urastała do wielkiej radości. Obieranie ziemniaków, zbieranie grzybów w lesie, każdy krok, każdy przedmiot wyrywał z nicości. Jak wielkim darem było widzenie świata jej oczami. Zdał sobie sprawę, że dar ten nadaje mu kształt - cienie ożywały. Dopóki pamiętał o fascynacji, czuł, jak pojawia się w nim Amiko. Ona mówiła, że to prawdziwy cud - wyłonić się z niebytu.   Pan Marcepan ze zdziwieniem spoglądał na mokre ślady stóp prowadzące z tarasu do wnętrza domu. Nie przypominał sobie, żeby wychodził dzisiaj na deszcz. - Kolejny dowód, że ktoś ze mną mieszka - wymruczał do siebie. Dowodów było ostatnimi czasy dużo więcej. Zakładki w książkach nie otwierały się na właściwej stronie, gramofon sam się uruchamiał. Jakby na potwierdzenie, z piętra domu rozległy się pierwsze takty Blues Legacy w wykonaniu spółki Milt Jackson & John Coltrane. Gdy wchodził trzeszczącymi schodami, po ścianie przebiegł cień kota. Dom, niczym lustrzana igraszka, powielał echo jego kroków w zupełnie innym świecie.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...