Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Noworoczny zwyczaj każe
coś na lepsze w życiu zmienić,
powziąć niewzruszone, twarde
plany i postanowienia.

 

Cóż... Wyglądam raczej dobrze.
Nie tak znów pucołowato!...
Góra – pełna i zasobna.
Dolne partie – jak... armata?

 

Ech!... Więc postanawiam godnie:
przez rok schudnę! Taka moda.
Kupię nowe bluzki, spodnie,
będę wiotka, gibka, młoda!

 

Jak to zrobić? Nie głodować!
Bo głodówka to łaknienie:
spowoduje efekt jojo,
gdy się rzucisz na jedzenie!

 

Jeśli ciągle nie dojadasz,
to narażasz się, niebożę,
na anemię, szkorbut, zgagę
oraz awitaminozę.

 

A najgorszy skutek głodu
albo choć niedojadania,
to śmiertelna jest choroba:
anoreksja, miłe panie!

 

A więc czytam i podziwiam
artykuły biegłych w diecie:
rzucić cukier oraz piwo
i zapomnieć o kotlecie,

 

nic nie smażyć, chudy obiad,
żadnych bułek ani ciasta,
precz ziemniaki, bo to skrobia,
brak śmietanki i brak masła!

 

W kąt maliny i banany,
mięso także; ser? - broń Boże!
Bo to tłuszcz, węglowodany,
białko także nie pomoże!

 

Więc co mogę jeść, u licha?
Nie owoce i nie nabiał...
Co dzień warzyw pełna micha!
Będę wkrótce zgrabna baba!

 

Na potęgę żrę warzywa
jak ten królik albo krowa,
lecz choć wagi ciut ubywa,
to anemia już gotowa!

 

Chodzę blada, bez humoru,
słaba i obwisła, chora,
coraz więcej zmarszczek, worów...
Chyba umrzeć przyjdzie pora?

 

W pracy na nic nie mam weny,
więc szef krzywo na mnie patrzy,
nie dostałam dawno premii,
przydałby mi się sił zastrzyk...

 

Rok przeminął, znowu zima,
idą Święta i Sylwester.
Ach, odpuszczę, nie wytrzymam:
zjem pierożków choć troszeczkę!

 

Jak makowiec pachnie wonnie!
Chłonę zapach pomarańczy!
Uszczknę też szarlotki skromnie,
żeby śpiewać, żeby tańczyć!

 

Jeszcze tycio schabu, szynki,
chleba ciut niepowszedniego,
kufel piwka, lampkę winka,
odrobinkę chcę wszystkiego!

 

Przeminęły huczne święta
i przetoczył się karnawał.
To doprawdy niepojęte:
skąd mam brzucha taki kawał?!

 

W kilka dni mam tłuszczu zwały!
Cały rok poszczenia na nic!
Nie zamierzam cierpieć dalej.
E, te diety są do bani!

Opublikowano

długi wywód nudny ciutek

a i rym się jakby gubi

duży zamiar mały skutek

tego przecież nikt nie lubi

 

bez zadęcia proponuję

jadać wszystko tu i teraz

delektować jak smakuje

ale jadać nie pożerać

 

po jedzonku nie leżonko

lecz spacerek w słusznym tempie

lub coś w czym przeszkadza słono

i od czego coś mu zmięknie

 

można jeszcze pół cytryny

co dzień na czczo spożyć z miodem

ogranicza to enzymy

i nie czuje człowiek głodu

 

nie wiadomo kiedy spadnie

brzuszek pupa oraz uda

już wyglądasz trochę ładniej

spróbuj proszę nuż się uda

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Biada temu kto by dzisiaj

wziąć za słowo chciałby Misia

i zobaczył tu armatę

tylko Miś ma na to patent

 

szkopuł tkwi nie w odżywianiu

ale w ruchu i w spalaniu

Kot potrafi jeść wciąż frytki

a jest smukły wiotki gibki

Opublikowano (edytowane)

Fajna satyra, ach ta bolączka dzisiejszych kobiet:))

 

wymyślili jakieś diety

bez kalorii wyżywienie

w oczach giną nam kobiety

więc patrzę na to z westchnieniem

 

bez urazy i przytyku

ja tam wolę krągłe ciała

one miłe są w dotyku

po co cały ten ambaras

 

dziś te całe wyżywienie

chemią mamy pompowane

anemia lub uczulenie

wiec co jeść to jest pytanie

 

Z pozdrowieniem:))

Edytowane przez Bolesław_Pączyński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Proponuje faworki??

Jaja 
szufla białego i szczypta cukru brazowego
masło od chłopa twardego

i  wałek gruby
jest w cenie dobrej muzy sruby

Więdz to wszystko razem mieszamy
i w namiętnosci ugniatamy
na koniec dobre zbijanie ciasta pomoże
bo ciasto później na stolnicy ułoże
by odpoczęło przed głównymi zabiegami


A zabiegów jest wiele 
bo zestaw się robi w każda poranna niedziele

Trza wałkować wałem co jest wielki
i miętolić te słodkie perełki
znaczy faworki z dziureczka co zawsze ich mało
co radełkiem wcina się smiało

I gdy gorąc już jest wielki
otwieramy wino i pijemy z butelki
by wzmocnić nasze prace
temperatura faworki ma wystrzelić jak race


Róża karnawałowa też polecam
ona najwięcej emocji wznieca
gdy do ust namiętnie  przyłoży
 roskoszy slotkosci nam dołoży.

 

Zawsze zdrowia
 

 

Edytowane przez a.z.i_xxx (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ha ha ha! :D  A mówiłaś. :)

Tak poważnie, to jem bardzo mało ciastek i innych słodyczy. Mięso głównie chude i chyba też w umiarze.

A jeszcze poważniej, to wiersz jest satyrą nie tyle na tycie, ile na diety, które są bezskuteczne i zaprzeczają jedna drugiej.

Zresztą właśnie przeczytałam, że wszelkie diety są nieskuteczne i nie może być inaczej, bo po prostu każdy organizm potrzebuje czego innego. Ludzie tyją albo chudną z różnych przyczyn, z powodu rozmaitych schorzeń. Kiedy wyleczy się schorzenie, które jest przyczyną tycia, to i tycie ustępuje (podobnie jak jest z chudnięciem).

Medycyna jest w zasadzie bezradna, jeśli chodzi o leczenie tycia. Gdyby to było łatwe, to nikt by nie tył w nadmiarze. A jednak jest mnóstwo ludzi, którzy mają z tym problem. Mimo "zdrowego" odżywiania.

Serdeczności, MaksMaro! :)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dobre rady, mój Jacenty,

kładę między te cud-diety,

między bajki (bez zadęcia),

nie pomogą nic, niestety.

 

Jak pisałam właśnie w wierszu,

który nudnym Ci się jawi,

dobre rady nic nie dają,

tyje się po każdej strawie.

 

Lecz dziękuję za wizytę

i za rady, i za wierszyk.

Życzę Ci schudnięcia tyci,

byś był jeszcze przystojniejszy.

;)))

Edytowane przez Oxyvia (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jak rozumiem, Kocie miły,

twierdzisz, żem jest całkiem szczupła,

że przesadą jest zawiłą

ta armata jak ma d.pa?

 

Tutaj zgodzę się bez sporu:

mam więzienie dla wigoru!

Ciągle siedzę za biureczkiem,

w autobusie, w domu, w metrze.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

O to chodzi, Bolku miły,

że ta chemia tutaj winna,

wciąż tyjemy z jej przyczyny,

chyba powód nie jest inny.

 

Całe szczęście, że istnieją

krągłych kształtów amatorzy!

Dzięki Ci za pocieszenie,

życzę zdrowia i urody.

:)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję za radę, Kredensie, nigdy bym na to nie wpadła, puść ją w świat szeroki, a od dziś na pewno nikt już tyć nie będzie! ;)))))

Dziękuję za przeczytanie kawałka wywodu. Szkoda, że nie doczytałaś, że wszelkie sposoby zawodzą - dlatego właśnie ten wiersz jest taki długi.

Gratuluję, że jesteś taka szczuplutka. I tak trzymaj.

Opublikowano

Witam serdecznie -  ale dałaś czadu z tym odchudzaniem - czytając chyba z dwa kilo mi ubyło.

                                                                                                                                                                                    Miłego dużo ci życzę

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

W takim razie kopiuję tutaj inną czcionką specjalnie dla Ciebie:

 

Noworoczna dieta

 

Noworoczny zwyczaj każe
coś na lepsze w życiu zmienić,
powziąć niewzruszone, twarde
plany i postanowienia.

 

Cóż... Wyglądam raczej dobrze.
Nie tak znów pucołowato!...
Góra – pełna i zasobna.
Dolne partie – jak... armata?

 

Ech!... Więc postanawiam godnie:
przez rok schudnę! Taka moda.
Kupię nowe bluzki, spodnie,
będę wiotka, gibka, młoda!

 

Jak to zrobić? Nie głodować!
Bo głodówka to łaknienie:
spowoduje efekt jojo,
gdy się rzucisz na jedzenie!

 

Jeśli ciągle nie dojadasz,
to narażasz się, niebożę,
na anemię, szkorbut, zgagę
oraz awitaminozę.

 

A najgorszy skutek głodu
albo choć niedojadania,
to śmiertelna jest choroba:
anoreksja, miłe panie!

 

A więc czytam i podziwiam
artykuły biegłych w diecie:
rzucić cukier oraz piwo
i zapomnieć o kotlecie,

 

nic nie smażyć, chudy obiad,
żadnych bułek ani ciasta,
precz ziemniaki, bo to skrobia,
brak śmietanki i brak masła!

 

W kąt maliny i banany,
mięso także; ser? - broń Boże!
Bo to tłuszcz, węglowodany,
białko także nie pomoże!

 

Więc co mogę jeść, u licha?
Nie owoce i nie nabiał...
Co dzień warzyw pełna micha!
Będę wkrótce zgrabna baba!

 

Na potęgę żrę warzywa
jak ten królik albo krowa,
lecz choć wagi ciut ubywa,
to anemia już gotowa!

 

Chodzę blada, bez humoru,
słaba i obwisła, chora,
coraz więcej zmarszczek, worów...
Chyba umrzeć przyjdzie pora?

 

W pracy na nic nie mam weny,
więc szef krzywo na mnie patrzy,
nie dostałam dawno premii,
przydałby mi się sił zastrzyk...

 

Rok przeminął, znowu zima,
idą Święta i Sylwester.
Ach, odpuszczę, nie wytrzymam:
zjem pierożków choć troszeczkę!

 

Jak makowiec pachnie wonnie!
Chłonę zapach pomarańczy!
Uszczknę też szarlotki skromnie,
żeby śpiewać, żeby tańczyć!

 

Jeszcze tycio schabu, szynki,
chleba ciut niepowszedniego,
kufel piwka, lampkę winka,
odrobinkę chcę wszystkiego!

 

Przeminęły huczne święta
i przetoczył się karnawał.
To doprawdy niepojęte:
skąd mam brzucha taki kawał?!

 

W kilka dni mam tłuszczu zwały!
Cały rok poszczenia na nic!
Nie zamierzam cierpieć dalej.
E, te diety są do bani!

Opublikowano (edytowane)

Jacku, jeszcze zapomniałam o coś zapytać w związku z Twoim wierszykiem dla mnie.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pokaż mi, gdzie się ten rym gubi, dobrze? Bo nie mogę znaleźć.

I jeszcze coś:

Nie rozumiem tej strofy. Oczywiście jasne jest, że doradzasz mi - głupiej - spacer zamiast leżenia po jedzeniu (niestety całe dnie jestem w pracy i nie mogę sobie na to pozwolić, ale wierz mi, że kiedy dopada mnie wolność, łażę całymi dniami po 20-30 km dziennie albo całe dnie pływam, albo macham łopatą w ogrodzie).

Natomiast druga część zwrotki jest dla mnie niezrozumiała - i to właśnie chciałam napisać.

Chyba powinno być "słonko", a nie "słono"? Bo "słonko" rymuje się z "jedzonko".

Ale i tak nie rozumiem ostatniego wersu. Naprawdę, nie udaję. Mam odczucie, że chodzi o coś erotycznego, ale nie łapię do końca i mogę się mylić. ;)))

Pozdrawiam serdecznie.

 

PS. Inne Twoje rady też znam - i też nie działają. Naprawdę. Nie wszystko mogłam ująć w wierszu, bo i tak jest już długi. Ale całe sztaby naukowców pracują od lat nad problemem otyłości i jak na razie nikt nie opracował skutecznych metod chudnięcia dla wszystkich ani nikt nie zna do końca przyczyn tycia. Nie takie to proste.

Edytowane przez Oxyvia (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...