Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

gdy kochance  czytał wiersz

jeszcze więcej był kochany

aż zazdrościł mu ten z nieba

który do gwiazd się przytulał

 

gdy kochance czytał wiersz

wiatr się czaił podsłuchiwał

echu doniósł jak zmysłowo

wiersz zadziałał  rozbierając 

ich oboje

 

echo jak to echo  co słyszało

powtórzyło jaki obraz  zrodził 

wiersz czytany nocą przy

otwartym   oknie

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam -  jakoś tak wyszło z tym  - obu - musi być  tak   jak podpowiadasz  Leszku.

Dziękuje że jesteś - i za te strofy...

                                                                                                                          Udanego popołudnia życzę  

Opublikowano

1. "Nieważna" pisze się razem, synonimem doń = mało istotna ;)

2. Dlaczego "obu"? Z tego, co mnie nauczono "obu" odnosi się do jednej płci. Męskiej. Przy "oboje" przydałoby się dopełnienie "ich" - znaczy ją i jego - czyli "oboje;

3. Niezręczny zwrot: "który do gwiazd się przytulał". Według mnie zabrzmiałoby dźwięczniej: "do gwiazd przytulony" [?] 

4. "co słyszało" - usłyszało. Zresztą w ogóle ta ostatnia strofoida - dla mnie akurat- bardzo niegramatyczna...

 

Ale cóż? Nadal jestem tą kulawą oraz przyślepawą belfrą ;-)))

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj  - co nieco  nie dotyczy mnie - np. nie ważna - a zresztą jak widzę czepiasz się 

nie wszystko musi być jak ty chcesz więc  lepiej daj spokój .

Mi odpowiada taki stan wiersza - wiem  że masz prawo do swojego myślenia

ale nie zawsze masz racje i to  musisz zrozumieć .

Nie tylko przy moich wierszach tak niepewnie się zachowujesz  - przemyśl to.

Nie tacy prędzej czy później się wykruszyli skacząc po rożnych forach

szukając nie słusznych racji.

                                                                                                                                                      pozd.

                                                

 

 

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie skaczę, szanowny Autorze, po różnych forach;

jeżeli "wprawnemu poecie" odpowiada jego "stan wiersza", to mimo wszystko ów "wprawny poeta" powinien wiedzieć, że wrzucony do sieci wiersz już przestaje być jego wierszem, dlatego moje - zresztą uzasadnione  - czepialstwo ma określone podstawy;

racje są subiektywne, więc nie mam powodu, aby "cokolwiek przemyśliwać";

w swoich sądach oraz osądach trzymam się własnego, belferskiego sumienia, ponieważ

portal, który posiada w swojej nazwie "Poezja" zobowiązuje do przestrzegania i ortografii, i znajomości pewnych gramatycznych reguł,

a ja u szanownego Autora osobliwie tego nie zauważam.

 

A dlatego zabrałam się za skomentowanie niniejszego wiersza, gdyż zaintrygował mnie jego tytuł.   

:)

Opublikowano

Witaj Waldku. Tytuł, jak tzw. tagi. Może i potrzebny taki, ale niestety od razu informuje odbiorcę o czym wiersz będzie traktował. Nie ma miejsca na wyobraźnię. 

Sama treść - o kochaniu, rozbieraniu pod wpływem lektury? A może pięknego czytania tejże? Użyłeś słowa "zmysłowo" - wiatr doniósł.. Ale wersy:

"aż zazdrościł mu ten z nieba",  "wiatr się czaił podsłuchiwał/ echu doniósł ",  " echo jak to echo  co słyszało powtórzyło..." 

takie są dla mnie "O zabieraniu komuś szczęścia i  intymności". To smutne. Natura śledzi miłość. Dziwny wiersz.  Z poważaniem, J. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam -  dziękuje Justynko -  dziwny wiersz powiadasz - ciekawe...

                                                                                                                                  Udanej niedzieli życzę

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam i dziękuje że byłeś Bolesławie.

                                                                                                                                                     pozd.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Hm, jeśli czytał jej wiersz z aktualnie będącej na topie poezji wolnej, to ten z nieba zamiast zazdrościć, to chyba bardziej się zastanawiał o co w tym wierszu chodzi.

No, chyba, że mu Befana wyjaśni, ale póki co, to :

 

Wiersz jej czytał o miłości, aż się rozebrała,

zanim skończył, to z radością już mu się oddała.

W tym co do gwiazd się przytulał zazdrość wielka wzbiera, 

no  bo jakże - do cholery -  gwiazdy ma  rozbierać. ;)))

 

 

Edytowane przez JADer (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ha ha ha ha ha!!! Ubawiłam się tym komentarzem! :D

Nie jestem Befaną, ale spróbuję wyjaśnić: wiersz Waldemara chyba jest o tym, że poezja jest sexy. ;)

Ja też noszę się z zamiarem napisania o tym wiersza, i to od kilku tygodni. No, teraz wreszcie może przysiądę i go napiszę. Dziękuję, Waldemarze. :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Pobudziłaś znów moją dziecięcą ciekawość.

1. Może jakaś "pani od polskiego" rozsądzi ale wg mnie jest tu nie ważna pisze się rozłącznie. Tak na moje wyczucie więc szukałem reguły będącej wyjątkiem od reguł i znalazłem coś takiego:

Istnieją również inne przypadki, gdy przed rzeczownikami, przymiotnikami i imiesłowami przymiotnikowymi używamy pisowni rozdzielnej. Najczęściej implikuje ją konstrukcja zdania, gdy „nie” wprowadza zaprzeczenie: np. to nie matka; nie czarne, ale czerwone.

tu taki przypadek zachodzi. Nie ważna płeć ale...

2 masz rację ich oboje brzmi lepiej.

3. Twoja wersja zmienia  rytm o który być może autorowi chodziło, Ja głosowałbym za czymś w rodzaju "choć/co do gwiazd był przytulany"

no ale zrobiłby się rym a może miało go nie być. Ale wersja Waldka też mi się podoba.

4. Wg mnie "co słyszało", brzmi dobrze, może to regionalizm ale w Krakowie nie słyszałem, by ktoś mówił usłyszałem gdy rozmawiali..

więc ciekawość znów pognała mnie do wujka Googla a on znalazł dla mnie taką frazę:

   I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, A com widział i słyszał, w księgi umieściłem. Adam Mickiewicz

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam i dziękuje za prawdę o wierszu - miło że jesteś Oxyvio - dokładnie jak napisałaś  - poezja jest sexy...dlatego ten wiersz.

Przy okazji chcę ci powiedzieć że nie chcący  skasowałem wiersz 

który komentowałaś  -  krzyk dzieci - za co bardzo przepraszam.

Spróbuje może Mateusz go zawróci.

                                                                                                             

 

                                                                                                                         

                                                                                                              Miłego ci życzę i dużo gwiazd.

 

Witaj  ciekawe co ona na to...dziękuje że się podoba pierwsza wersja.

                                                                                                                                                      pozd.

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jednak słowo "nieważna" tutaj powinno być pisane łącznie. Befana ma rację - można zastąpić je tu synonimem: "mało istotna": płeć jest mało istotna, a ważne jest uczucie.

Zresztą teraz po najnowszej reformie gramatycznej wszystkie przymiotniki z "nie" pisze się razem, żeby było prościej. :)

 

Przychylam się do propozycji: "Ich oboje" - dla zachowania rytmu.

 

Zaimek "co" czasami zastępuje zaimek "który", dlatego nie jest błędem forma typu: "co usłyszało" (w sensie: które usłyszało).

Ale akurat w wierszu Waldemara nie ma takiej formy. Jest inna: echo powtórzyło to, co usłyszało.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Bosy, zwinny — jak małpka zgoła — z odpływem się zabrał w którymś lecie. Przed Pompaurdé chylił czoła, gdzie ptaki pieśnią rozpinają siecie. — Już świeca dogasa! z podwórza kwik się niesie! Co mówisz, co mówisz, dziecię?               Jack Featherwick?... 
    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji.   Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi  krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem.   Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata. Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca.   Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.   Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż?     Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.   W gabinecie ojca panował półmrok. Oficer śledczy siedział  naprzeciw mnie w skórzanym fotelu. Widać było na jego twarzy mieszankę zmęczenia, rezygnacji i powątpiewania  ale oczy mówiły zupełnie coś innego. Rozedrgany głos również. To był czysty strach. Cały czas zerkał niespokojnie  na rączkę z igłą, jednak nie miał już ochoty a raczej śmiałości by ponownie odtworzyć nagranie. Wreszcie wstał. Zbyt gwałtownie i prędko  by móc ukryć nerwowe ruchy nie przystosowanego do tak  niecodziennej i tajemniczej wiedzy. Umysł policjanta opiera się na  racjonalnym poglądzie,  utrwaleniu w twardym dowodzie  i bezsprzecznie niepodważalnej tezie. A on miał jedynie dziwne,  nic nie wnoszące nagranie z wrzosowisk oraz na dokładkę masę chaotycznych, spisanych w stanie delirycznym dokumentów a także pamiętnik osoby  najpewniej zupełnie obłąkanej.     Musiał jednak udawać przed świadkiem, że nadal panuję tutaj nad wszystkim  a sytuacja jest owszem trudna  lecz jeszcze nie beznadziejna. Jedna poszlaka, trop, cokolwiek  i będzie można ruszyć dalej a potem czym prędzej wynieść się stąd  i zamknąć a najlepiej spalić tą przeklętą budę.     Ojciec tego chłopaka był szalony. Lecz również kiedyś  był szanowanym naukowcem. Wiedział, że facet żyję i wodzi ich za nos  w swoim wyimaginowanym świecie  istot z innego wymiaru. Spojrzał jeszcze raz na chłopaka. To nie było typowe przesłuchanie. Bo sprawa była nietypowa ale i chłopak zdawał się  nie wiedzieć zupełnie nic. On już dawno stracił ojca i nie zamierzał widać nawet udawać, że może być inaczej. Nie miał żadnego interesu  by im pomagać  a tym bardziej utrudniać śledztwo.   A więc jeszcze raz. Potwierdzasz, że głos  z nagrania to głos Twojego ojca? Chłopak patrzył przez  nieprzejrzysty mrok za oknem, był teraz gdzieś daleko, musiał cofać się w trudną przeszłość.   Tak. To głos mojego ojca a ten drugi głos  praktycznie na pewno należy do Noyesa.   To już sami ustaliliśmy.  Noyes zanim wyruszył z moimi ludźmi  na poszukiwanie Twojego ojca, przyznał prawie od razu, że chodzili na wrzosowiska razem.   A gdzie jest teraz?  On byłby lepszym świadkiem niż ja. Zna mojego ojca dłużej. Nawet zmartwychwstali  w tym samym czasie i miejscu. Nie wydaje się to Panu dziwne?   Policjant pokiwał głową. Noyes też zaginął, razem z całym moim patrolem.   Miał ich zaprowadzić  w jedno z miejsc na wrzosowiskach. Tam to wszystko nagrywali. Tam mieszkają oni.   Chłopak wybuchł krótkim, lękliwym śmiechem.   Ci z tego Yuggoth? Myśli Pan, że mój ojciec i Noyes  wpadli w Nowej Anglii przed laty  na trop jakiejś ludowej sekty. A potem przybyli tu i zaczęli robić to samo już jako jej członkowie? Może po to są te wszystkie modlitwy, obrzędy i bluźniercze rysunki w pamiętniku. To kult.  Mamy w pamiętnikach zapisy o dziewiątej planecie układu. Przecież obaj wiemy, że takowa nie istnieje. Wszystkie teleskopy jej szukają, lecz ona jest tylko marzeniem astronomów. Pojawia się w snach. Bo jest z krainy snu. Jest bajką i pożywką dla tych  co mają światłe umysły lecz słabe nerwy. Jak Noyes czy mój ojciec. Pan spojrzy na ten zapis o tutaj. Złapał za zakładkę w pamiętniku  i przewrócił strony. Wskazał palcem fragment i odczytał.     Zaprowadzili mnie przed oblicze Rady. Ich Starszy opowiedział mi o zagrożeniu tak samo olbrzymim dla nich jak i dla nas. Całej humanoidalnej rasie grozi zagłada. I to ich wina. Połączyłem się z jego myślami.   Ach! Co ujrzałem… dobry boże … skuty lodem kontynent a nad nim stróżujące aż do firmamentu czarne, błyszczące góry. Okryte mgłą szaleństwa. Za nimi płaskowyż żalu, na którym palą się wieczne ogniska  dzikich plemion wyznawców. Wznoszą do nieba imię najwyższego chaosu. A on słucha, zamknięty w dostojnej sali pałacu na szczycie samotnej, bazaltowej góry. Gdzie jeden człowiek jeno dotarł w wędrówce przez sen.   Góry strzegą też miasta. Jeśli można go tak określić, nie tracąc przy tym wiary  w postrzeganie wymiarów przestrzennych, matematycznych i fizycznych. Ci, którzy mnie wezwali. Określają je jako  Miasto Umarłych acz Śniących.   Boże jedyny jeśliś jest to ratuj nas… to miasto jest na Ziemi… to biegun. A pod nim grobowce Starszych. W grotach snują się strażnicy. On przekazał mi kolejną myśl. I zobaczyłem to miasto w pięknej krasie dawnych prekambryjskich dni. Sale, biblioteki, zamki i pałace. Nie zmieniła się jedynie zimna postać góry, leżącej za Leng. Lecz pałac na jej szczycie  tętnił życiem, śmiechem i zabawą. Tak hucznie ucztowali Ślepi Bezimienni. A kto im usługiwał. ONI! Byty z Yuggoth. Niewolnicy Cthulhu. Który śpi pod kontynentem…   Zamknął z trzaskiem  oprawiony w skórę pamiętnik. Jedno było pewne, żywy czy martwy. Jego ojciec jest stracony  dla racjonalnego świata ludzi. Dla jego umysłu i serca również.   Policjant skrzywił się jak gdyby kazano mu włożyć rękę w cuchnącą, galaretowatą maź, z jakiej składają się Ci z Yuggoth, przynajmniej wedle opisów z pamiętnika.   I Twoim zdaniem to mam wpisać do oficjalnego raportu? Twojego ojca,  tego dziwnego milczka Noyesa  i trzech moich ludzi  uprowadzili przedwieczni kosmici, wyglądający jak prehistoryczny budyń  z cuchnącej grzybni i trzęsącej się galaretki?   No pięknie. Obawiam się drogi chłopcze,  że bliżej mi do wersji z sektą lub  szalonymi mordercami. Na nagraniu słychać rozmowę  Twojego ojca i Noyesa  z kimś kto nie odpowiada na ich słowa  bo chyba dźwięku fletu i jakiś piszczałek.  O ile w ogóle są tam takowe instrumenty, nie można określić jako znany nam język. I jeszcze to metaliczne, głębokie buczenie. Jakby ktoś zamknął  wściekły rój szerszeni pod aluminiową misą. To mogą być zakłócenia na cylindrze ale zaiste dziwne jest to, że szczególnie Noyes odpowiada zawsze wtedy gdy buczenie ustaje. Jakby rozumiał przekaz. I jeszcze ten ołtarz na wzgórzach. Znam każde wzgórze w okolicy  i nie ma tu żadnych  starych kaplic ani kościołów. Żadnych celtyckich świątyń. W epoce polowań na czarownice, mieliśmy w okolicy jednej z wiosek rodzinę posądzoną o czary i konszachty z diabłem. Podobno składali dzieci w ofierze  na jednym ze wzgórz. Zanim jednak kapłani i gawiedź  rozprawili się z nimi, przyszła na ich dom zagłada. Groza z samej czeluści piekieł. Kobieta przemieniła się  w noc wiosennego przesilenia w potwora  o tysiącu oczu i odnóży. Pożarła własny dom i odeszła w leśny jar, który do dziś uważa się za przeklęty. Jej syn zginął po tym  jak jego ciało rozpadło się dosłownie na części. Podobno byli na to świadkowie bo stało się to  na schodach biblioteki miejskiej. Zdążył jeszcze wypożyczyć  jakieś czarnomagiczne dzieło  a potem wyszedł przed gmach. Złapały go straszne spazmy. Na kolanach wrzeszczał imię ojca, lecz podobno nie tego  który go spłodził tu na ziemi. A tego, którego przywołała niegdyś matka. Jego prawdziwy ojciec  oszalał po tym wszystkim. Zmarł w szpitalu dla obłąkanych. Do ostatniego wydechu powtarzał podobno  by zamknąć portal na wzgórzu  bo groza powtórnie przyjdzie z gwiazd.   Jak widzisz szaleńców  nigdy nam tu nie brakowało. Wiem, że Cię to nie pociesza  ale Twój ojciec nie jest wyjątkiem. Zostań tutaj chłopcze i poinformuj mnie niezwłocznie gdyby Twój ojciec,  Noyes lub moi ludzie wrócili. Naprawiliśmy linie telegraficzną i telefon. A teraz polecam gorąco przespać się z tym wszystkim czego jesteśmy świadkami. Dobrej nocy życzę.   Ukłonił się i wyszedł przez kuchenne drzwi. A ja nalałem sobie kolejną porcję whisky  i naprowadziłem igłę na cylinder.   Flety i piszczałki  były zagłuszająco hipnotyczne. Metaliczne buczenie było pełne wyczekiwania a nawet wściekłego wręcz podniecenia. Drgania wywoływały ciarki na całym ciele  a dusza karlała wręcz  z niewysłowionego przerażenia.   Nagle wszystko ustało a z bezdni ciszy  wychynęły słowa Noyesa. Najwyższego kapłana. Nie zapomnę tych inwokacji  do końca swych przeklętych dni.   IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA! IARRUGISHGARRAGNARAB!   Znów wściekłe buczenie  i głos drugiego kapłana. Mojego ojca.   Wzywam Cię Przodku Bogów! Wzywam Cię Stworze Ciemności,  Czynami Ciemności! Wzywam Cię Stworze Nienawiści, Czynami Nienawiści! Wzywam Cię Stworze Pustkowi, Rytuałem Pustkowi! Wzywam Cię Stworze Bólu, Słowami Bólu! Wzywam Cię z Twego Domu Ciemności! Wzywam Cię z Twego miejsca spoczynku  w trzewiach Ziemi!   Dało się po tym słyszeć jakby odgłos ogniska  i opętańczych skoków lub tańca.   FYAAH! FYAAH!  BOYYUK! URRAK!    I znów szaleńczy ryk Noyesa.   NIECH ZMARLI POWSTANĄ! NIECH ZMARLI POWSTANĄ  I POCZUJĄ KADZIDŁO!...   Nagranie kończyło się nagle  tak jak gdyby  fonograf został rozbity lub celowo wyłączony.   Powziąłem decyzję. Muszę wyjechać Uciec! Rano. Oni już wiedzą. Oni wiedzą. Oni pragną. Dla nich nawet niewinna myśl o tym jest szeptem w ciemności,  który ich zwoła. Nie chcę z nimi walczyć. Nie chcę im ulec. Ołtarz ukrył się przed światłem księżyca. Kiedy go zabraknie Oni tu wrócą. Ojciec też. I będzie błagał bym udał się na Yuggoth. Muszę zniszczyć wszystkie dowody. Spalić dom. Pozbyć się swojego  zajętego obłędem umysłu…              
    • dedykuję Berenice97   A może w ciszy wnętrze ostudzić, i wokół siebie mieć inny świat, bo już się nie da odmienić ludzi, więc promieniujmy nasz ciepły blask,   Zakopmy gniew głęboko w ziemi. Wyrozumienie przyjdzie nam siać. Zaś ludzie przy nas sami się zmienią: jedni odejdą, by w gniewie trwać.   Inni się zmienią, przybędą nowi niosąc odwagi niejeden gros. Zniknie nieśmiałość ujrzymy drogi na których dobroć ma swoją moc.   A referencji nie ma co szukać. Spoglądać w serce przynajmniej raz. Przy naszym życiu trzyma nas dusza. Coś z siebie innym możemy dać?      
    • posługa   dopiero co grzebał się w ziemi  wciąż miał ją pod paznokciami ale już  wstrzymano zegary zasłonięto lustra   przeżegnała się szepcząc słowa modlitwy rozwinęła pasmo bandaża i podwiązała mu szczękę pod brodą        
    • @Berenika97 świetne CV , prawdziwe, aż do bólu...Mnie ujęły za serce te "odważne myśli zamknięte w klatce nieśmiałości"...skądś są mi znajome...Jestem pod wrażeniem tego wiersza. Niejeden mógłby podpisać się pid takim CV. Pozdrawiam!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...