Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ja również witam - a co do wiersza to nie potrafię się w nim znaleźć.

Ale cóż ja poczekaj na innych.

Może inne twe wiersze będą bardziej  czytelne  więc poczekam.

                                                                                                                                                   pozdr.

                                                                                                               

Opublikowano

Można by się pokusić o inny  zapis. Na przykład:

 

Upadłam w Hebden Bridge  na mokre cmentarne kocie łby. 

Od tamtej pory  rwa kulszowa

w moim biodrze się zadomowiła.


To tak jakbyś ty we mnie wstąpiła

tylko dlaczego

żadnego arcydzieła  jeszcze nie stworzyłam?

 

Sylvia, znajdź mnie, mam już prawie 40 lat!

 

Ja jednak czytam to inaczej:

 

Upadłam w Hebden Bridge  na mokre cmentarne kocie łby.  Od tamtej pory  rwa kulszowa w moim biodrze się zadomowiła.
To tak jakbyś ty we mnie wstąpiła tylko dlaczego żadnego arcydzieła  jeszcze nie stworzyłam?

Sylvia, znajdź mnie, mam już prawie 40 lat!

 

Powiedziałabym, że to fragment listu do Sylvii. Wybacz, ale dla mnie to nie jest poezja, to  nawet nie jest wiersz.

Z całym szacunkiem ale nie wystarczy rozrzucić wyrazy by powstało arcydzieło ;)

Nie zniechęcam, wręcz przeciwnie - zachęcam do dalszych prób ale wcześniej upraszam o poczytanie "Wierszy znanych".

 

Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Przepraszam Marcinie, że wtrącam się,  ale nie mogę się z Tobą zgodzić.

Pisz jak chcesz oznacza zbytnią dowolność a poezja ma jednak pewne  ramki, inaczej nie będzie poezją.

 

A tak przy okazji -  piszesz coraz lepiej :)

Edytowane przez czytacz (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Herbie, wiersz - historia wypadku, ciekawe. Tylko ta "rwa kulszowa"  "w [twoim] biodrze się zadomowiła", niepokojącego ma peelka domownika, ból sprawia, chyba straszny. Może nawet nie pozwala tworzyć? A to b. trudne, jeśli nie możemy pisac wtedy, gdy chcemy, bo coś "uwiera". Pytanie w przedostatnim wersie - retoryczne czy do rwy kulszowej?

 

I ten ostatni wers. S. Plath - popełniła samobójstwo, ten zwrot do Niej przyprawił mnie o dreszcz grozy.  Pozdrawiam.
 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ludzie tworzą ramy by uczyć innych rzemiosła. Co jest poezja a co grafomania to odwieczne pytanie i zależy od wielu subiektywnych czynnikow. Wracając do wiersza mi si3 podoba i gdy go czytam nawet jakoś sie zazebia rymuje. A teraz najwazniejsze przyajmniej dla mnie właśnie odczucia ludzi sprawiaja ze dany wytwor staje się arcydzielem. Reduta Ordona Szarza lekkiej  brygady i mam ciarki :)

Opublikowano

Witaj Herbie, podoba mi się Twój wiersz,

jego obrazowość i zawarte w nim emocje.

 

Drażni mnie jedynie rym: zadomowiła-wstąpiła,

jakoś tak nie lubię rymów czasownikowych.

Ale to w zasadzie tyle.

 

A, literówka jeszcze :))

 

Pozdrawiam :)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Portal  literacki to  - moim zdaniem - miejsce gdzie można coś pokazać a przede wszystkim czegoś się nauczyć. Kółko wzajemnej adoracji raczej nie służy rozwojowi.  Konstruktywna krytyka nie polega na zachwycaniu się wszystkim. Napisałam wyraźnie:

 

Widzisz tutaj odstręczanie  od pisania ?

Pisząc "ramki" miałam na myśli ogólnie zasady. Powinniśmy wiedzieć, kiedy utwór jest poezją. Co powinien zawierać tekst  by można było go nazwać : balladą, sonetem, oktawą... -  utworem poetyckim.

 

Nie usiądziesz za kółkiem jeśli nie zapoznasz się z zasadami ruchu drogowego. Mistrzem kierownicy stajesz się po latach jazdy.

Nie stworzysz symfonii jeśli nie poznasz nut  i gry na instrumencie. By być tancerzem  należy poznać podstawowe kroki a lata ćwiczeń tworzą mistrzów. Nie zrobisz wielu rzeczy bez zapoznania się z podstawami, z ramami które ją określają.

 

Skąd zatem przekonanie, że każdy tekst  dowolnie napisany jest poezją ?

 

 

Edytowane przez czytacz (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zatem  (bardzo konstruktywnie) -  czytaj... czytaj...czytaj... i jeszcze raz dużo czytaj znanych poetów.  Potem zacznij pisać, doskonal swoje pisanie i zamieść jakiś wiersz. Może będzie warto  stracić trochę czasu na jego czytanie.

Pozdrawiam ciepło!

 

P.S.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Do konkursu wysyła się wiersze ale nie ma czegoś takiego jak sito - nadaje się / nie nadaje się. Przyjmuje się wszystkie.  Czy wiersz został dostrzeżony dowiadujesz się po głoszeniu wyników. Może być tylko nagrodzony bądź wyróżniony , cała reszta z reguły trafia  do śmietnika bez komentarza - wiersz się nadawał ale nie został nagrodzony.

Opublikowano

Uff, ale się dyskutantki rozpisały i żeby było dziwniej OBYDWIE MAJA RACJĘ!

Od dawna bezskutecznie usiłuję się doszukać gdzieś jakiejkolwiek przynajmniej namiastki definicji co w panującej obecnie tendencji do tzw poezji wolnej jest właśnie taką poezją.

Ponieważ nie ma tu żadnych reguł formalnych, pozostaje jedynie swój sąd opierać na treści, a ta - wziąwszy pod uwagę, że każdy z nas ma różną wrażliwość, - może być przez każdego czytelnika inaczej odbierana, na jednych robi jakieś wrażenie na innych nie robi żadnego, dla jednych jest lub może to być poezją,  dla innych - zwykły tekst. W takiej sytuacji dyskusja jest bezcelowa, bowiem obie strony są najzupełniej słusznie przekonane, że mają rację.

 

Droga Herbi, chyba zdajesz sobie sprawę, że publikując wiersz na forum wystawiasz się na ocenę sporej grupy osób o różnej wrażliwości i upodobaniach, stąd zwłaszcza kontrowersyjny ( a Twój taki jest) tekst może się spotkać z drastycznie odmiennymi ocenami, w tym również mocno krytycznymi, co jednak nie upoważnia skrytykowanego do rzucania oskarżeń  typu "kółka wzajemnej adoracji" czy rzuconych mimochodem sugestii jakości forum.

Czy krytyka była słuszna? Zacznijmy od tego, że w wierszu nawiązujesz, ale nie expressis verbis do Sylvii Plath, która nie jest raczej poetką powszechnie u nas znaną, nie mówiąc już o miejscu jej pochowania, co już dla wielu czytelników czyni Twój tekst nieczytelnym, więc tym bardziej mnie dziwią  ironiczne uwagi, że ktoś wygooglował (sam to też zrobiłem) Sylvię Plath.

A skoro tekst treściowo jest nieczytelny, to nawet (używając określenie Bożenki) po "rozrzuceniu wyrazów" nie stanie się dla tego czytelnika poezją. Chyba, że bojąc się obciachu nie zechce się przyznać, że nie rozumie wymowy tekstu.

 

Niestety, krytyka Bożenki w wielu aspektach jest zasadna, choć być może w zbyt ostrych  słowach wyrażona, ale to bardziej  kwestia ekspresyjnego charakteru niż reakcji "frustratki".

 

Bez względu na to, na jak wspaniałym portalu będziesz publikować swoje teksty, to jeszcze niejeden raz (jak każdego z nas) spotka Cie krytyka i raczej lepiej jest się nad nią zastanowić, niż potraktować jako "pitolenie" lub zasugerowałaś to Waldemarowi - wyraz "trwogi".

 

Jeżeli chodzi o moje wrażenie po lekturze Twojego wiersza, to przed "wygooglowaniem" miałbym jednak problem do jakiego gatunku go zakwalifikować.

To tyle "pitolenia".

 

Pozdrawiam

AD

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Eh, Herbie, jako osoba dość obyta z różnymi forami mogę Cię zapewnić, że to forum niczym nie odbiega w jakości krytyki od tych "najgrzeczniejszych". Jednak obecność na jakimkolwiek forum wymaga nieco  grubszej skóry.

 

Pozdrawiam

AD

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie wydaje mi się bym zbyt ostro wypowiedziała się na temat tego tekstu.

Nie napisałam niczego typu - gniot,  czy - z czym do ludzi ;)

 

Bo co też autorka chciała przekazać w swoim wierszu ? :

 

Upadłam w Hebden Bridge  na mokre cmentarne kocie łby od tamtej pory  rwa kulszowa w moim biodrze się zadomowiła

- PL-ka  za sprawą wypadku/upadku cierpi,


to tak jakbyś ty we mnie wstąpiła tylko dlaczego żadnego arcydzieła  jeszcze nie stworzyłam?

Sylvia, znajdź mnie, mam już prawie 40 lat!

 

- Sylwia, której nie wymienia z nazwiska też cierpiała. Była chora psychicznie.  Musiałam sięgnąć do Wikipedii by czegokolwiek  się o niej dowiedzieć.

Sylvia Plath popełniła samobójstwo w wieku 31 lat ale miała już na swoim koncie  dorobek literacki w przeciwieństwie do Pl-ki, która najwidoczniej i z tego powodu cierpi. Ból za sprawą rwy kulszowej najwyraźniej nie jest wystarczającym by stać się poetką jak Sylvia Plath.

Być może to jest satyra - ja mam  wątpliwości.

 

Sama idea  jeszcze  nie jest poezją - trzeba ją ubrać w słowa. Bardzo często wydaje nam się, że wiemy dokładnie co autor "miał na myśli" pisząc tekst ale jeszcze częściej jest tak, że czytamy między wierszami i odczytujemy to, o czym sam  piszący nie miał pojęcia. A już to samo dowodzi że tekst jest nie najlepszy. Pomijam już deficyt  artystycznych środków wyrazu.

 

 

 

 

 

Edytowane przez czytacz (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Czytaczu, nie do mnie skierowane te słowa powyższe,ale pamiętasz, jak kiedyś pisałas nt. haiku. Przytoczyłam haiku w tłumaczeniu Cz. Miłosza - nie zaakceptowałas tego tłumaczenia. I odważyłaś się? Zatem Miłosz, wg Ciebie pisał jak grafoman? Wyjaśnij. Bo często też prosiłam o wyjaśnienia pewnych kwestii przez Ciebie... nie zrobiłaś tego. Nie umiesz czy lekceważysz? :000

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję :)  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

         
    • Przeżywasz pragnienia, jakby się już spełniły. Czy to naprawdę daje Ci radość? Czy tylko karmisz myśl o szczęściu? By pojąć różnicę – musisz doświadczyć.
    • @andrew Również pozdrawiam Cię Najserdeczniej zarazem życząc Ci wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze!!!   @Gosława ,,Wstyd hańba i ogólne dno" Święte słowa po tysiąckroć!!! Pozdrawiam Najserdeczniej!   @Jacek_Suchowicz "Jesteśmy istniejemy i rządzimy i nic nam nie zrobicie"... Ale do czasu... Byle tylko do najbliższych wyborów! Pozdrawiam!   @Berenika97 Obawiam się że takich gorzkich refleksji nad współczesną polską rzeczywistością czeka mnie w najbliższych tygodniach i miesiącach naprawdę sporo... Co zrobić... Pozdrawiam Najserdeczniej!
    • @KOBIETA Nie ma sprawy, wejdź na mój parkiet. Tu masz współrzędne: 52,4299729, 20,7231488. PS. Tylko konkrety, zero mgły.
    • Dziękuję wszystkim za wczorajsze zainteresowanie i komentarze.   Kolejny raz zapraszam do przesłuchania.   Na niebie czarne kłębiska Burzowe piętrzą się obłoki Odległość od ziemi bliska – To Twych humorów skoki   Niebo błyskawica ostra przecięła Głośna i jasna W przyrodzie kłótnia się zaczęła – To moja dusza własna   Z nieba sączy się ulewa Straszy szatan czarnooki Rzeka wody świat oblewa – To Twoich łez potoki   Na niebie jasność, aż do białości Słońc tysiąc zebranych w równe szeregi Do ideału żądaniem rości – To Twojego uśmiechu zabiegi   Na niebie gwiazd miliony Mruga w moją stronę Nocy mroku przecięło osłony – To Twoje oczy wyśnione   Czyste niebo, błękit szczery Cichy podmuch pośród cieni W zgodzie żywioły cztery – To My w miłości złączeni
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...