Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tak wiem jestem niepokorny bowiem milczę
pełnymi zdaniami krzyczę ciszę zabijam komary
uskrzydlone harpie brzęczą mi w mroku który noszę
w torbie z zeszłorocznymi zakupami z wyprzedaży

używanych dusz abgrejdowanych świeżym sumieniem
prasowanym pod ciśnieniem opinii jedynie słusznych
poglądów na temat polityki miłości napędzanych
chemią hormonów produkowanych na bazie jaskółczych

gniazd nieruchomości śmigłych grotów kolących
niebo choćby bez aniołów byleby z tobą nieznajomą
zadomowioną od dawna pod pazuchą w miejscu
gdzie nie dochodzi złudny spokój ciszy przed burzą

a na krańcu świata domek i pokój z widokiem
na sąsiednią galaktykę basen podwodny ogródek
sypialnia obszerne łoże z baldachimem liści
dwoje kochanków zastygłych w bursztynie

Opublikowano

@Jerzy_Edmund_Sobczak
...
Jeśli takie bzdety ktoś umieszcza w dziale "wprawni poeci", to czas umierać. Ciekaw jestem, jakie specyfiki chemiczne były w składzie dopalacza, na którego bazie powstał ten tekst. Jeden wielki skowyt zbudowany wyrwanymi z przebłysków świadomości słowami. Hadko czytać...

Opublikowano

@Bronisław_Muszyński

Bronmuszko, Ty moja ukochana, a tak brakowało mi twojego bzyczenia bez sensu. A Ty jesteś tu i wspierasz mnie swoją zapiekłą nienawiścią do ludzi wszelakich. Czyż to nie cudowne, że świat jest taki maleńki, jako ta polana, na której gówno borsucze i oczywiście moja ukochana Bronmuszka. Ach, nurzaj się w gówienku, będziesz piękniejsza.
A nie mówili ci tata z mamą, wuj z chujenką i babcia z dziadem, żeby nie zaczepiać alchemika?
Toć on straszny. Eliksiry i dryjakwie wszelakie zna na latające i biegające. Tym razem, znaj moje serce, alchemik będzie łaskawy i nie pryśnie muchosolem. Przydepnie obcasem. Chociaż fuj, czy warto zeskrobywać, czy kupić nowe?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...