Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pozwoliłam sobie na ewentualną wersję tego Pana tekstu, aby nie doczekać zarzutu pustosłowia.
W tytule lepiej nie powtarzać fragmentu wiersza. Poza tym - publikując wiersz w internecie warto utrzymywać dbałość o formę, czyli nie robić błędów ortograficznych, gramatycznych i edycyjnych. Zawsze ktoś może się tego "czepnąć" (jak ja na przykład:-))

Poza tym zawsze warto pomyśleć o troszkę o nietuzinkowych, ciekawych przekazach bez wykorzystanych od dawna zwrotów. Niekoniecznie to, co nam w duszy akurat gra, nadaje się na wiersz...

Oto ta moja propozycja, na pewno niedoskonała, ale starałam się coś zmienić:



natchnienie

uganiać się za motylem
podglądać lot ważki
podążać za ślimakiem
poczuć na twarzy babie lato

piękno jest ukryte w detalach
dojrzeć je znaczy być blisko
ocierając się o obrazy
stworzone przez naturę

wtedy ze środka ziemi będzie słyszana
skarga i wołanie o pomoc ginącemu
najszybciej na ile stać ludzkość



Pozdrawiam oczekując otwartej krytyki bądź akceptacji. E.


Opublikowano

@maria_bard

Witam - ten typ tak ma owe pisanie sprawia mu przyjemność więc
niech pani tego nie psuje .
Wszelkie krytyki z pani strony są brane pod uwagę lecz nie wszystkie
Moim zdaniem jest ostatnio z pani strony ich zbyt wiele .
Przykład - gdzie jest napisane że tytuł nie może być wyrwany z tekstu .
To tylko jeden przykład a można je mnożyć .
Dopowiem jeszcze że dziwie się czemu pani ma mnie na celowniku - gorsze
rzeczy są tu widziane łącznie z działem dla zaawansowanych którego
niektóre wiersze gorzej pachną od moich .
Z poważaniem Waldemar

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...