Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

podaj dłoń
niech powróżę
i ułożę scenariusz
na kilka miesięcy lub lat

pozwolę pytać
kabałę spijesz z ust
lekko przygryzając końcówki zdań

historia się czasem powtarza
więc pozwól
wyczaruję się dla Ciebie na nowo

Opublikowano

ale jeszcze jedno
w tej postaci to by było że peelka chce żeby ktoś wyczarował ją na nowo
jak to w takim razie inaczej zapisać żeby było że to ona sama wyczarowuje siebie na nowo?
bo tak jak Pan podał to również zmienia sens

Opublikowano

Ja bym napisał tak:

zostanę asystentką D. Copperfielda
wyczaruję tobie ci siebie dla ciebie
albo co tam chcesz

Prosimy wyłącznie o komentowanie wierszy i uzasadnianie wyrażanych opinii.
Komentarz narusza regulamin oraz zasady serwisu.
Prosimy o niekomentowanie osób

MODERATOR

Opublikowano

Wiersz mi się podoba, ponieważ w sposób udany i ciekawy łączy pierwiastek kosmiczny z pierwiastkiem intymnym.

Sposób jest udany, bo zaróżowiłem się czytając (a byłem nieco zmrożony).

Sposób jest ciekawy, bo chytrość i utajone intencje podmiotu lirycznego spowodowały moje zaciekawienie. Chyba dlatego, a może nie tylko.

Połączenie pierwiastka kosmicznego z pierwiastkiem intymnym podoba mi się, ponieważ rzadko spotykam je w rzeczywistości, a chciałbym częściej.

Chciałbym częściej, bo wiem, że to niemożliwe, a gdyby to było możliwe, nie odróżnilibyśmy pierwiastka intymnego od kosmicznego, ani też nie zauważylibyśmy ich połączenia.

Co było do udowodnienia.

Pozdrawiam :)

Opublikowano

No to ja tu jeszcze dodam swoje 33 grosze. To "się Tobie" też nie bardzo mi pasuje. A może by:


podaj dłoń
niech powróżę
i ułożę scenariusz
na kilka miesięcy lub lat

pozwolę pytać
kabałę spijesz z ust
lekko przygryzając końcówki zdań

historia się czasem powtarza
więc pozwól
wyczaruję się
dla Ciebie
na nowo


Pozdrawiam.
Ja.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...