Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

migocą latarnie
wszak to nie ładnie
blond kosmyki twych włosów
odnaleźć nie sposób

rozwiał wiatr twe włosy
w kosmyki sypnął piach
ukrył w granatowej nocy
miłości smak

taką cię zapamiętałem
takiej mi cię brak
blond kosmyki twych włosów
potargał wiatr

wiatr usiadł przy tobie
odfrunął jak ptak
blond kosmyki twych włosów
z dawnych lat

Opublikowano

@Artur_Bielawa


migocą latarnie
wszak to nie ładnie
blond kosmyki twych włosów
odnaleźć nie sposób

rozwiał wiatr twe włosy
w kosmyki sypnął piach
ukrył w granatowej nocy
miłości smak

taką cię zapamiętałem
takiej mi cię brak
blond kosmyki twych włosów
potargał wiatr

wiatr usiadł przy tobie
odfrunął jak ptak
blond kosmyki twych włosów
z dawnych lat

Wiersz jest niedopracowany, zbyt duża ilość zaimków robi wrażenie wtórności.

Opublikowano

@Artur_Bielawa

kosmyk

migotały latarnie
w nich lśniły twoje włosy
nie było jednak snadnie
bo wiatr wył wniebogłosy

poplątał twoje włosy
naniósł w nie srebrzysty piach
zamotał w granat nocy
miłości wyborny smak

taką ciebie pamiętam
nadal mi ciebie jest brak
blond kosmyk twoich włosów
utrwalił w mej głowie wiatr

zakręcił się przy tobie
po czym zwiał niebieski ptak
blond kosmyk włosy twoje
wspominam od wielu lat

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...