Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Książę egipski, adoptowany,
do lat czterdziestu wiódł życie barwne,
przez Faraona aprobowany,
miał wokół siebie księżniczki ładne.

Wszelkiej mądrości mu nie skąpiono
- matematykę znał astronomię
a nawet magię miał znać, rzekomo,
uwodzicielską miał fizjonomię.

Wtem, zniesmaczony tymczasowością
uciech ulotnych nie chciał zaznawać;
nadzieję związał z religijnością
- Bogu Jehowie chciał się podobać.

Chociaż lud Boży cierpiał niewolę,
wierzył, że zyska wolność prawdziwą,
która zapewni życie wesołe
i wiecznotrwałą dolę szczęśliwą.

Oczami wiary postrzegał przyszłość,
nie tylko własną, również grzeszników;
atrybut wiary przejawiał - pewność
- nie żywił onej wobec senników.

Zdecydowany miłować Boga,
zaznawał zmartwień i błogosławieństw,
szczytny cel miała życiowa droga,
choć hańby zaznał i... nieposłuszeństw.

Bóg okazywał, że z nim jest zawsze,
na złe i dobre, stąd był... potulny;
pomógł mu podjąć decyzje sprawcze
- stawał się w wierze silny, zupełny.

Jehowę wielbił, nie faraona
sumienną służbą radował zawsze,
szczerze miłując wszak... Hegemona,
który znaczenie ma przecież... pierwsze.

Bacznie wpatrzony był wciąż w nagrodę,
więc kształtowała wiarę Mojżesza;
przeżył z Jehową świętą przygodę,
zostawił przykład który... pociesza.

[img]https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-xfp1/t1.0-9/p261x260/10325216_555025507939407_4858170027350462181_n.jpg[/img]

Zestrój bierze pod uwagę:
List ap. Pawła do Hebrajczyków 11:24-27
Dzieje Apostolskie 7:22
1 list ap. Jana 2:15-17
Psalm 73:18, 19
Księga Powtórzonego Prawa 6:5; 10:12, 13; 31:8
Księga Wyjścia 2:13, 14; 3:12; 4:2-5, 14-16; 6:12; 34:10-12
List ap. Pawła do Rzymian 15:4


[center]http://www.poezja.org/wiersz,3,148877.html

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...