Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

O i ten temat przeczytało więcej osób niż te głupoty z działu wprawnego pióra:-)
Czyż to nie jest odpowiedź i zarazem piękno. Uśmiałem się do łez od bardzo, bardzo, bardzo dawnych czasów:-)

  • Odpowiedzi 72
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Skoro prosi Pani ...
Co to za gremium prosiło Panią o skasowanie pobytu pana Dycia?
Nie sądzę , że M_ Krzywak.
Ani henryk_bukowski ("nie mam zdania").
Czy to "wielu" to ... m_bard?
Niech to grono uczestników ma odwagę się ujawnić!

Panie ja bolku, prosiłam jedynie o opinię co do tej decyzji. O nic więcej.

Ale, dopóki nikt nie pozbawił mnie możliwości decydowania, to korzystam z niej i uważam, że zrobiłam słusznie. Jeżeli ma Pan inne zdanie, proszę odebrać mi tę możliwość.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No i właśnie. Czegoś należy się trzymać. Takie "wahadełka" jedynie napędzają pseudodyskutantów i pseudoobrońców. Ot, tak, dla naszej kochanej, polskiej zasady - wal w łeb, nieważny powód. Miło pomącić, pobełtać, zagryźć, kogo się da, ośmieszyć, zdołować.
A już najgorzej, jak ktoś ma jakąś moc sprawczą. Jaka by nie była. Wtedy!!!!!! - super! - jedziemy. Z zawiści, dla zasady, dla podbudowania cokołu pod sobą!

Pan Dyć jak dla mnie, może sobie używać czasami nieparlamentarnych słów. Może pisać "wiersze", jakie chce. Ale - jeżeli robi z forum chorą ambonę dla własnych problemów, obraża innych uczestników forum, (nie mówiąc o mnie - o wysyłaniu bardzo obraźliwych liścików na priw.), wypisuje w różnych miejscach niestworzone teksty nawiedzonego bożka, apele do władz, to co ja mam o tym myśleć? Sianie takich "mgieł" wywołuje burzę i tego chciałam i chcę go pozbawić.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miła Pani gabrysiu cabaj,

Ludzie chadzają i jeżdżą różnymi drogami. Niektórzy na oślep. Nie zauważają znaków drogowych, ostrzeżeń i dziur w asfalcie, czy co tam mają pod nogą lub kołem:-)

Wiem, oczywiście, skąd Pani komentarz.....;-)))
Nawet taka "zemstka" to rozkosz, prawda? I nikt mnie nie przekona, że było inaczej. Nie wierzę, mimo wszystko, w Pani brak wyczucia sprawy.
Pozdrawiam. E.
Opublikowano

"Ale, dopóki nikt nie pozbawił mnie możliwości decydowania, to korzystam z niej i uważam, że zrobiłam słusznie" - tylko szkoda ,że w wielu innych przypadkach,kuli Pani ogon pod siebie i czym szybciej chroni się za murem "innych".Po Pani wypowiedziach,jednoznaczne jest ,że motywem wiodącym,do czegokolwiek,były liściki na "priv":)i Pani urażona postawa,jest znakiem tego,że Pani również nie radzi sobie w zarządzaniu i powodowana brakiem pewności,w celu uzyskania potwierdzena,zakłada wątek pod dumnym tytułem "niszczenie forum" :)

Proszę,przedstawić pozostałym użytkownikom jakie działania Pani podjęła w celu ustabilizowania sytuacji,co do formy wyrazu tematycznego "złoczyńcy" :)

W żadnym razie,nie umniejszam Pani umiejętności ,ani znastwa w dziedzinie elitarnej sztuki poetyzowania,ale środki po które Pani sięga,posiłkowane słowami na "prośbę użytkowników" ,stawiają pod znakiem zapytania,Pani umiejętności co do funkcjonowania w "zespole":)

Gwoli ciekawości..prócz Pani Mario Bard..kto Tu jeszcze moderuje?Jest jeszcze jakiś zespół?Pytam,gdyż niejako dostrzegam Panią osamotnioną na barykadzie.Razi brak publicznej dyskusji,niby są tu inni ludzie..i niby to co się dzieje..akceptują?

Opublikowano

@maria_bard

Dokładnie, dlatego lepiej się nie babrać. W praktyce Dyć czy bukowski to jedno i to samo (te same metody działania, pogróżki, te same żale, jojczenia, w dodatku ze specyficzną u tego gatunku trollingu moralnością Kalego w tle). Mnie się już nie chce i polecam to samo.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nienawidzę nonszalancji wobec języka polskiego, szczególnie na forum poetyckim. Pański tekst jest niedbały, lekceważący odbiorcę.
Nie podejmę z panem dyskusji dopóty, dopóki nie uzyska pan możliwości moderowania forum. Cześć pracy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miła Pani gabrysiu cabaj,

Ludzie chadzają i jeżdżą różnymi drogami. Niektórzy na oślep. Nie zauważają znaków drogowych, ostrzeżeń i dziur w asfalcie, czy co tam mają pod nogą lub kołem:-)

Wiem, oczywiście, skąd Pani komentarz.....;-)))
Nawet taka "zemstka" to rozkosz, prawda? I nikt mnie nie przekona, że było inaczej. Nie wierzę, mimo wszystko, w Pani brak wyczucia sprawy.
Pozdrawiam. E.


Jeśli wie Pani, miła Pani mario_bard, skąd mój komentarz, to ja osobiście odcinam się od tej wiedzy - nie mam w zwyczaju obarczać swoimi problemami innych ludzi, a już na pewno nigdy, przenigdy nie zdradziłabym osobom postronnym nawet najmniejszego wątku prywatnej korespondecji, chyba że miałoby to na celu pomoc lub wsparcie mojego respondenta..
I proszę mi nie sugerować jakichś niskich pobudeczek:)
W odróżnieniu od Pani, która jako maria zaczyna się na E. ja tu jestem pod własnym nazwiskiem:)
Pozdrawiam najmilej:*
Opublikowano

@henryk_bukowski

Na szczere rozmowy? Z tobą? Jaja sobie robisz? Ale w porządku, to kiedy przeprosisz mnie za tą "łysą kurwę" i czy ten "wpierdol", który miałem dostać dalej obowiązuje, czy już mogę wyjść z kanału, heniu?

Opublikowano

..Przestań:)..sam z siebie robić dzieciaka:)..Dla Ciebie również nie jestem "godny"..do rozmowy,więc na cóż strzępić język:)

Co do przeprosin,mógłbym przytoczyć przypowieść o belkach i drzazgach,ale po co:)Swiat zmienia się,odchodzą papieże,rodzą nowi..ludzie,żyjący przeszłością, pielęgnujący urazy,są jak przydrożne rowy pełne puszek po piwie:)..Z czasem natchodzi "sprzątanie świata":)..i tak się poczuj:)..bo żeby robić cokolwiek,trzeba mieć chęć i pomysł:),jak również z tym ,że z czasem przyjdą inni,wiedzący i czujący lepiej...Krzywak:)

Opublikowano

@henryk_bukowski

Nie, mistrzu, to tak nie działa. Nie potrafisz odpowiedzieć na żadne pytanie, więc po co wcinasz się w dyskusje o forum, które zniszczyłeś? Masz plan, to działaj, a raporty to sobie każ składać, jak zostaniesz premierem, a nie zwykłym nickiem.

A swoją drogą:
"Proszę,przedstawić pozostałym użytkownikom jakie działania Pani podjęła w celu ustabilizowania sytuacji,co do formy wyrazu tematycznego "złoczyńcy" :)"

rozbawiło mnie do łez. Ty z policji czy co?

Opublikowano

"wcinasz się".."zniszczyłeś".."kacapoły".."pierdy"...to tylka kilka z tego co potrafiłeś :)..a miałeś wszystkie narzędzia,ba..wiedzę,UJ do czegoś zobowiązuje:)...ale co mi heńkowi ..przeciesz wiesz lepiej :)

W wyniku czego,muszę założyć wątek "proszę Was drodzy użytkownicy forum o wypowiedź,czy to ja henryk bukowski,na innych forach publikujący z imienia i nazwiska jako Jarosław Baprawski..zniszczyłem poezja.org?

Wołaj kolegów,reaktywuj nicki - Hej :)

Opublikowano

@henryk_bukowski

Ty jesteś chory na jakieś teorie spiskowe?
"Wołaj kolegów,reaktywuj nicki", ty masz jakiekolwiek pojęcie co ty piszesz i do kogo piszesz? Co ty, w przedszkolu edukacje skończyłeś? Na szczęście nigdy nie "prosiłem" kolegów o pomoc, ani nie reaktywowałem nicków (bo nawet nie umiem :)

A co do reszty, to jak czujesz się bezsilny, to poproś moderacje o pomoc ;)

PS - i nie "kacapoły" tylko "kocopoły" - jak już małpujesz (vide wiersz Sojana) to rób to porządnie. Kacapoła to ty masz chyba.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miła Pani gabrysiu cabaj,

Ludzie chadzają i jeżdżą różnymi drogami. Niektórzy na oślep. Nie zauważają znaków drogowych, ostrzeżeń i dziur w asfalcie, czy co tam mają pod nogą lub kołem:-)

Wiem, oczywiście, skąd Pani komentarz.....;-)))
Nawet taka "zemstka" to rozkosz, prawda? I nikt mnie nie przekona, że było inaczej. Nie wierzę, mimo wszystko, w Pani brak wyczucia sprawy.
Pozdrawiam. E.


Jeśli wie Pani, miła Pani mario_bard, skąd mój komentarz, to ja osobiście odcinam się od tej wiedzy - nie mam w zwyczaju obarczać swoimi problemami innych ludzi, a już na pewno nigdy, przenigdy nie zdradziłabym osobom postronnym nawet najmniejszego wątku prywatnej korespondecji, chyba że miałoby to na celu pomoc lub wsparcie mojego respondenta..
I proszę mi nie sugerować jakichś niskich pobudeczek:)
W odróżnieniu od Pani, która jako maria zaczyna się na E. ja tu jestem pod własnym nazwiskiem:)
Pozdrawiam najmilej:*


Proszę raczej mieć na uwadze pierwszą, najważniejszą część mojego wpisu. Tego Pani nie skomentowała. Jeżeli umknęło Pani uwadze takie coś, proszę poczytać. Czy to Pani naprawdę nie przeszkadza?

Nie chce się z Panią potykać na idiotyczne lizaczki. Dopominam się jedynie jakiejś sensownej, merytorycznej oceny. Pani komentarz był emocjonalny, stąd połączył mi się z dawnymi rozmowami, ale to przeszłość. Mam poczucie, że wykorzystała Pani (bo nie wierzę w to, że Pani akceptuje formę uczestnictwa J. Dycia na orgu) tę dyskusję, aby mi wpiąć szpilę. A oto tekst pana Dycia:


"Włodarczyk wiedzę w rękach ma niezaprzeczalnie,
On inteligencją mógłby wybić waszą impertynencję,
gdy ja posiadam ją w głowie, to i pisać nie potrafię,
czemu jesteście obraźliwi wobec innych, co piszą?
twórcy pióra już nie są wytwornym towarzystwem?
jedna pisze o szambie, inny o podkuwaniu dziwek,
myślą, iż poezję tworzą, a to nawet wiersz nie jest,
mi, choć może na sto tworów, przydarzy się poezja,
i z pewnością, choć w starym stylu, to piszę wiersz,
wertując wypociny i komentarze, też uczyć się chcę,
i prawie tworów mych wygląd bywa nie lada chamski,
gdy ściągacie arogancko tak dobry zadatek na ziemię,
ale się nie dam i stanę się większym niż wy chamem,
skoro wkręciliście mnie w wasze kółko adoracyjne.
2 lutego 2014

Przypominam sobie pani utarczkę z Sojanem, pani to lubi. Zacząłem swą publikację od utworów opartych na wiedzy Dalekiego Wschodu (proszę sobie to przewertować), ale zaczęto mnie obrażać w komentarzach, jednak nie dawałem się prowokować i jakoś nikt z opiekunów nie reagował na krytykanckie chamstwa pod moimi utworami. Aż wreszcie znalazło to swoje krytyczne apogeum i musiałem odreagować, a robiłem to, odpowiadając na kretyński komentarz uszczypliwym wierszem. W końcu niemiła pani, zaczęło mnie to dobijać, gdy czytałem bezwartościowe sprawozdania niby poetycznej poezji, w miejscu, gdzie nie powinny się znaleźć (Dział dla wprawnych poetów). Jeżeli jest pani taką wprawną do szacowania, czyjejś twórczości, to proszę raczyć mi dać odpowiedź, np. na temat „Asenizacja” Gabrieli_Cabaj. A tak w ogóle, niech nie zachowuje się pani, jak to delikatnie ujął Sojan i zacznie być bezstronną. Jeżeli ja pisząc prowokowałem, to i dobrze, na tym polega prawidłowe pisanie, człowiek ma myśleć, a nie zastanawiać się, co piszący miał na myśli, choćby tak jak w przypadku Mithotyna (bo już jego podobizna przypomina nalepkę na denaturacie) i wielu innych, których nie będę wyliczać, z racji tej, iż powinna pani, jako oczytana znać ich głupie dzieła, choćby Bukowskiego, które są pełne chamstwa i wulgarności, ale widocznie pani nie zna, skoro nikt nie dostał Bana. Zresztą nie dziwię się, że nie czytacie tych wypocin, najlepszym przykładem jest pan Krzywak, który miał już dość tego chłamu, o czym nie omieszkał napisać w swym utworze, obrażając nim wszystkich, i tego też nikt nie zauważył z was. Ściąłem się z p. Krzywakiem, efektem była blokada. Wy naprawdę, jak dawni cenzorzy komunistyczni chcielibyście by każdy pisał grzeczniutko i o pierdołach, widać, że wyssaliście tą cechę na uniwerkach. Gdy się czegoś nie rozumie, to nie powinno się tego krytykować, wręcz należałoby zgłębić swą wiedzę, by być elokwentnym w niezrozumiałym dla siebie temacie.
Pozdrawiam panią, myślę, iż otrzymam jakąś odpowiedź, Według Pism Objawionych (nie należy żądać szacunku i być niżej niż słoma na ulicy), może to pani przeczytać w Śri Iśopaniszad wielkiego mędrca A.C Bhaktivedanty Swamiego Prabhupad, albo (18 pereł mądrości Wedyjskiej, Starożytnej mądrości dla współczesnego świata) Sidha Svarupa Nandy Paramahamzy i lepiej nikogo nie oceniać, kierując go do psychiatry, ( za to może odpowiedzieć pani przed sądem, ja z chęcią dam sie przebadać, by dać upust satysfakcji) bo nie jest, to ani miłe, ani tym bardziej inteligentne.
Przeczytałem w komentarzu pana Sojana o demencji starczej u pani, zatem przyda się przeczołgać panią przed sądem, aby mogła pani na starość trochę złapać formę, by nie zwichnąć reputacji. Pani jednak żąda dla siebie szacunku, ja nie, jedynie pragnę zrozumienia tego, o czym piszę i mógłbym robić to anonimowo, bez pragnienia rozgłosu i uznania.

@Mariusz_Sukmanowski
Bawi mnie, gdy ktoś napisze coś,że nie wiadomo o co chodzi, a inny by uchodzić za znawcę domniema, to tak, jak w galerii oglądany obraz i widziany przez każdego po swojemu i gdy każdy ustalił już co on przedstawia, przychodzi sprzątająca pani i obraca dzieło o 180 stopni, mówiąc, że znowu się obrócił. Wesołego dociekania wraz z twórcą, który tak naprawdę nie wie dokładnie co stworzył, bo akurat ten osobnik dopiero się odkrywa.
Pozdro.

Panie Sukmanowski jest pan cholernie arogancki, używa pan nie polszczyzny starając się mnie znieważyć, patrząc na pana zdjęcie widzę zramolałego gościa, który stara się zabłysnąć swoją domniemaną elokwencją, pewnie, jako infantylna osoba czytuje pan sobie do poduszki Juliana Tuwima "Lokomotywę" i "Ptasie radio", polecam również Chatkę Puchatka. Jestem jednak proszę pana, tak niedouczony, iż mógłby mi pan wyjaśnić znaczenie, czy symbolikę, tego tworu, o który rozbija się komentarz, a nawet nalegam. Poniższy wiersz został napisany dla mojego kolegi, który wycierając się ręcznikiem, uległ kontuzji, również gdy wychodził z łoża też mu się coś przydarzyło, myślę, iż pan ze zdjęcia siedzący na podusiach, ma takie same problemy zdrowotne jak każdy podrasowany pryk.
ale i tak milutko pana pozdrowić raczę, chociaż w swym komie poniżej chce pan udowodnić swoją inteligencję i moją głupotę.
Przedstawiam tu cytat z pańskiego poniżej działa:

Akt2
Interpretacja tworu literackiego ( w tym wypadku wiersza ), nie polega na jednokrotnym przeczytaniu tekstu i ferowaniu opinii, jako wyroku ostatecznego. Często bowiem dopiero w wyniku wnikliwej analizy ( debaty ), nawet sam autor może dostrzec temat pod innym kątem albo urodzi się wątek powodujący ewaluację czy ewolucję myślową (najczęściej u osób,które go "diagnozują"). Oczywiście bywa też tak, że zamiar autora był inny niż odbiór lub to co powierzchownie jest jasne, wcale takim nie jest (w kontekście wiersza).Może się nawet zdarzyć zupełne minięcie z "prawdą" przedstawianej formy.

W bólach nie musi rodzić się geniusz, ale w nich przeważnie rodzą się bękarty, a przy porodzie w Dziale Poezji dla Wytrawnych Poetów można wydalić ekskrementy do szamba pani Gabrieli_Cabaj


Oda do podstarzałych
Och, z jakim stoika spokojem się starzejecie,
z bezczynności i nudy by czas się nie dłużył
zajmujecie pozycję w telewizyjnym siedzisku,
miast aktywnym pozostawać, by nie rdzewieć,
na zmierzch pewnej zimy, łapiecie sprawności,
jedzenia, picia, wypróżniania i wylegiwania,
i zakupów poważnych dokonujecie w aptekach,
pękatych siat od chemicznych medykamentów,
za młodości o zdrowie należało mieć staranie,
teraz nie wydawalibyście kasy, jęków i stęków,
co prawda długość życia wydłużyć się raczyła,
lecz starość dopadła cię już w młodym wieku,
nawet kąpiółka zagrożeniem zwichnięcia grozi,
w niewygodnym łożu też, bezpiecznie na sedesie,
co prawda i mnie również, tu i tam pobolewa,
jednakże, te bóle to skutki przebytych kontuzji,
jak ty, tak i ja, na cierpienia zasłużyłem sobie,
moje, to owoc szalonych wyczynów w radości,
a twe, to otłuszczone ciało z życia w gnuśności.
3 lutego 2014"

Gdyby chociaż były świetne wiersze....pal sześć.





Opublikowano

po lekturze tego wątku dochodzę do wniosku że tym portalem winien zarządzać (jakiś nawet przeciętny) ekonomista a nie rozemocjonowani ''poeci''. żenada. totalnie wam odjebało.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zegarek na piekarniku wybił szesnastą. Słońce jeszcze nie zdążyło wstać, a cztery cyferki wisiały zawieszone pośrodku niczego, głosząc w eter jedyne w co mogły wierzyć, w istotę swojego istnienia - w to, że jest właśnie godzina szesnasta. Przeszedłem po cichu korytarz, stawiając ostrożnie ciężkie, zimowe buty, przekręciłem ostrożnie zamek i wydostałem się na klatkę schodową.

      Czerwone diody tym razem pokierowały mnie ku włącznikowi światła z małą ikonką Schrödingera - z żarówką albo może z dzwoneczkiem, co mogło mi się okazać dopiero po naciśnięciu przycisku. Oczywiście zaryzykowałem, a włącznik zamiast budzić nad ranem sąsiadów rutynowo włączył światło. Okropne to wszystko. Czuję, że wracam na tarczy, i ranię w tym samym momencie, że wyżywam się na swojej własnej naiwności. Nie chciałbym jej teraz budzić, nie chcę, żeby o tym wiedziała, ale mogę o niej myśleć jedynie jak o substytucie namiętności prawdziwej, takiej namiętności po której nie boli mnie głowa, takiej po której nie muszę brać prysznica, a najlepiej takiej, po której mógłbym już umierać. Jeżeli sen to półśmierć, a samotność to ćwierćśmierć, to miłość musi być jej trzema czwartymi. 

      Odwróciłem się do drzwi, starłem rękawem wypisane w kredzie "M + B" i w lepszym nastroju zbiegłem po schodach. To była moja pamiątka na pożegnanie - "K" jak Kalipso, na przestrogę dla wszystkich chłopców szukających w tym życiu pociechy, choć to jedynie kropla w morzu, jedne z miliona drzwi Ogygii, gotowych do połknięcia każdego żeglarza błądzącego między Kazimierzem a Grzegórzkami, Krowodrzą a Łobzowem, między swoją ostatnią miłością z liceum a snem wiekuistym. Czy ja byłem w jakikolwiek sposób lepszy od tej niezaspokojonej męskiej masy? I tak, i nie.

      Zawahałem się jeszcze przez chwilę, po czym otworzyłem drzwi na ulicę. Poranek był paskudny (chociaż zazwyczaj takie poprzedzają najpiękniejsze dni), wiatr podrywał brudną, szarą mgłę ciskając mi ją, niezależnie od tego w którą stronę bym nie poszedł, prosto w twarz. Czułem jak powoli woda przesiąka moje włosy, które coraz to cięższe zaczęły przylegać mi do głowy. We wrześniu mógłbym uznać taki Kraków za czarowny, lecz teraz, w październiku, już absolutnie mi to zbrzydło. Jesień potrafi być urocza, niby najlepsza kochanka, a najlepsza kochanka to taka, po której aż miło jest wracać do żony, i ja także zachciałem już wracać do lata.

      Pierwsze kroki wbiły mnie w marynarkę. Z głową schowaną w kołnierzu zaplanowałem przeciąć na wskroś stare miasto, o tej godzinie nienaturalnie puste, kiedy już ci bawiący się najgorzej wrócili dawno do domów, a najszczęśliwsi skończyli na afterparty z Morfeuszem. Na ulicach, gdzieś pomiędzy nocą a dniem, pozostali tylko ludzie tak samo jak ja ambiwalentni, z tym samym dziwnym poczuciem solidarności nakładamy dla siebie prawdziwe śniadanie mistrzów - wyrzuty sumienia. Z jednej strony mogłem pozostać wczoraj w Itace, spędzić wieczór na rozwiązywaniu starych kolokwiów lub przy lepszej czy gorszej książce, zrobić sobie ładną kolację albo posprzątać pokój. Z drugiej, jeżeli już się w to wpakowałem, mogłem pozostać u niej do rana, dać się jej złapać za gębę kochanka, a może poopowiadać jej o "wolnych duchach" i "potrzebie rozłąki", powołując się przy tym na jakiegoś romantycznego poetę, po czym wyjść na pierwszy tramwaj do domu. Może i unikam aktualnie odpowiedzialności, ale zbrodnia już została dokonana, pytanie tylko, czy ona będzie jeszcze chciała do mnie wydzwaniać. Mógłbym ją zablokować, oczywiście, ale ona w żadnym stopniu na to nie zasłużyła, wolę nie uciekać od gilotyny, bowiem nie wierzę w istnienie zbrodni bez kary. Jeżeli nie zostanę ukarany, nie będę zbrodniarzem, zostanę po prostu “dupkiem”, albo “chujem”, co byłoby zdecydowanie gorsze. Zbrodniarzy się resocjalizuje, ale chujem pozostaje się do końca życia. 

       

      Spacer zawsze uważałem za rodzaj modlitwy, za sposób wprowadzania siebie w ten sam trans, który inni osiągają powtarzaniem zdrowasiek albo buczeniem w pozycjach jogi, w trans wybijany po kolei na betonie, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. Cały świat zamyka się w tych dwóch słowach, wszystko i wszyscy są ode mnie oddzieleni tylko pewną ilością lewych i prawych, ja jestem wszechświatem doświadczającym samego siebie, więc kroczę, i muszę kroczyć, lewa, prawa, lewa, prawa. 

      Pamiętam czasy lepsze, czasy zauroczeń, nowych doznań, czasy, kiedy ludzie sami wyciągali do mnie dłonie, ale to nie ma znaczenia, pomiędzy miłością a rozstaniem jest tylko x lewych i prawych.

      Uciekłem, skończyły się czasy Feaków, gościnności, zabawy, igrzysk, odpłynąłem na ostatnim statku, na tramwaju zwanym dorastaniem, z nosem spłaszczonym na szybie i jednorazowym biletem. Im dalej patrzyłem, tym bardziej mi się wydawało, że stoję, ale teraz, patrząc pod nogi, muszę uważać, aby nie stracić gruntu pod nogami, i cały czas próbuję za nim nadążyć - lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa.

      Kompletnie przemoczone włosy odgarnąłem z twarzy, wracając przez sekundę do klnięcia na krakowską pogodę, na brak kaptura, a przede wszystkim, na tę całą sytuację, na młode dziewczyny, na pożądanie, na bary na Kazimierzu, na szybki seks, oraz oczywiście - na samego siebie. Na mojej drodze krzyżowej mijałem kolejne stacje, pamiątki minionych wieczorów - bary, pasaże, uliczki, teraz wszystkie martwe, na tyle wiernie oddające obecny stan mojego ducha (ach! czy to nie pretensjonalne?), że potrzebowałem chwili aby uświadomić sobie, że już za jakiś czas one z powrotem będą tętnić życiem, wypełnią się paczkami studentów, lanym piwem, dymem papierosów, głosami mniej i bardziej zrozumiałymi, rozmowami o wszystkim i o niczym, flirtami i odrzuceniem, słowem - życiem. 

      Złowieszcze to memento mori. Nic nie płynie, tylko ja przemijam, konsekwentnie kończąc i zaczynając następne ulice, a krakowskie bary będą trwać wiecznie. Nigdy nie skończy się zabawa, choć dla mnie zabawy już nie ma, nigdy nie przestanie grać muzyka, chociaż ja już nie mogę jej słuchać. Nieustanne bicia perkusji, przechodząc mi przez tors, nadały mojemu sercu tempo, którego wiem, że nie będzie ono w stanie utrzymać. Następne wspomnienia zaczęły po kolei wypływać na wierzch, przykrywając sobą teraźniejszość, którą zamalowano jak na starych obrazach, aby na jej miejsce postawić coś o wiele piękniejszego.

       

      Teatr “Bagatela”. Jakieś pięć minut temu miałem tutaj dostać w mordę. Mówi się, że słowa pijanych to myśli trzeźwych, więc to tutaj można szukać wniosków na temat społeczeństwa, nie w książkach, książki to myśli pijanych, o tym co mówią trzeźwi. Ja doszedłem do wniosku, że ludzkość w zasadzie dzieli się na trzy grupy - na tych głupich, tych którzy chcą kogoś kochać oraz tych, którzy chcą dać komuś w pysk. W każdej chwili dnia te trzy grupy muszą mieszać się ze sobą, trwać pod wspólnym sztandarem pracy, aż wreszcie tutaj - pod afiszem “Umrzeć ze śmiechu” mogą one wreszcie odsłonić swoją prawdziwą twarz (bo co to jest za przyjemność walić w gębę). Kolejny mój powrót do Itaki, moja personalna odyseja, w której zawsze docieram do celu, a jednak nigdy nie kończę tam wracać, pokazuje tylko, że najmądrzej jest pewnie być jednym z tych głupich. Ciepła, lipcowa noc zostawia mi słodko-gorzki posmak na ustach, ten rodzaj nostalgii, który zaczyna się już w drodze powrotnej do domu, nostalgii tępej i niewymierzonej w żaden konkretny cel, rozchodzącej się stłumionym jękiem po całym ciele. Utknąłem za ostatnią kropką na końcowej, wpół zapisanej stronie rozdziału, tylko ja i biel pustej kartki oczekujący na to, aż wszechmogąca ręka przerzuci nas na następną stronę.

       

      Teatr “Bagatela”. Znowu, i znowu. Czytam ulicę Krupniczą jak najsłodszą wiadomość, rozkładam zdania na słówka, każde z nich po kolei przeżuwam, aż wypuści z siebie wszystkie cukry, po czym puste, pozbawione już sensu litery wypluwam na chodnik. W ten sposób dotarłem do momentu, gdzie “Krupnicza” nie znaczy już nic. Znaczyła pierwszy semestr studiów, znaczyła dziewczyny których imion nie będę tutaj wymieniać, znaczyła porażki i sukcesy, wschody i zachody, a więc dzisiaj nie może znaczyć już niczego.

       

      Minąłem studzienkę Badylaka. Już jakiś czas temu, ale wtedy musiałem przejść koło niej obojętnie. Idealne miejsce na jakąś cyniczną refleksję, może “Jego śmierć ma w sobie całą patetyczną bezpłodność męczeństwa, całą jego zmarnowaną piękność.”? Kto to powiedział? Nie pamiętam, nie żeby to miało znaczenie. Może sam pokuszę się kiedyś o podobny koniec, ale na pewno nie dziś, nie da się pięknie cierpieć w tej obrzydłej mżawce. Każdy jeden płomyk, który miałby zapewnić mi oczyszczenie, zdusiłyby kolejne warstwy tej brudnej, zimnej wody, każda kropelka po odparowaniu zostawiałaby mi szumowiny na skórze. Okropne. Echo moich kroków wracało do mnie zdwojone ze zdobionych fasad kamienic. Miałem ochotę gwizdać, ale popękane wargi mogły jedynie ranić siebie nawzajem fragmentami suchej, stwardniałej skóry. Z zażenowaniem schowałem mój “dziubek”, aby minąć jakąś postać na ulicy. Zarys kurtki z futrem okazał się być kobietą w średnim wieku. Spojrzała na mnie tym samym wzrokiem pełnym zniecierpliwienia, którym patrzy się na ludzika oznaczającego czerwone światło na pasach. Ludzie w tym mieście nie potrafią się do siebie uśmiechać. 

       

      Ulica Czysta. Faktycznie, o tej godzinie prosi się o żartobliwy komentarz. Mogę teraz poświęcić chwilę na sporządkowanie myśli zeszłego wieczoru, przede wszystkim na otworzenie się przed wami. Nie mogę ciągle kryć się za wodospadem błahych refleksji, z pozoru wszystkich “głębokich”, ale w praktyce służących jedynie do przyćmienia mojego ego, rozmycia konturów pomiędzy mną a tłem, nawet jeżeli ma to być tło tak piękne, jak stare miasto w Krakowie. Od początku - nazywam się K., urodziłem się wczoraj po dziewiętnastej, i za około 20 minut zamierzam umrzeć. Oczywiście na potrzeby tej historii. Nie oznacza to bynajmniej, że aż tak się zamierzam dla was poświęcić, po prostu jedynie w tych ramach czasowych istniałem jako “K”, myślałem i chodziłem jako “K”, z “K” powstałem i w “K” się obrócę. Wierzę, że wszechrzecz jest miarą człowieka. Przejdźmy do głównego problemu - do niej. Podoba mi się ta zagrywka, odwoływanie się do niej w ramach opowieści jako po prostu ona. W języku polskim nie postawię the przed jej rzeczownikiem, a więc muszę dla niej poświęcić wszystkie inne kobiety w moich zdaniach (nawet jeżeli ma to być nawet “ta” kostka brukowa). Nie będę strasznie przedłużać, nazwać rzecz po imieniu to jest zniszczyć trzy czwarte uroku poetyckiego, nieprawda?. Jakoś tak. Brunetka, okulary lennonki, czarny sweter, trochę piegów (generyczny opis? może. generyczny romans.). Uśmiechała się tylko dolną wargą, i chyba tym uśmiechem zabrała mnie do siebie. 

      Nigdy nie uważałem się za typ romantyka. Znaczy, nigdy nie uważałem się za typ osoby mogący romantyka udawać. Flirt wychodził mi żałośnie, a zainteresowanie, nieważne jak szczere, miało w sobie coś z teatralnej przesady. Mówiąc krótko, nie byłem nigdy psem na baby. Nie będę więc zmyślał - nie mam pojęcia jak udało mi się znaleźć w tej sytuacji. Zawsze z tego powodu unikałem alkoholu, odczuwałem, że zmieniając swoją osobowość tracę część swojego jestestwa, że to nie ja staję się bardziej wygadany i pewny siebie, ale że oddaję kontroler starszemu bratu, który musi pomagać mi przejść za trudne dla mnie poziomy, że w jakiś quasi-fetyszystyczny sposób przyglądam się zabawie innego faceta, tym bardziej bolesnej do oglądania, ponieważ zdaję sobie sprawę jak niewiele mnie od niego dzieli, jak trywialne powinno być dla mnie wyjście “do ludzi”. Co mnie skłoniło do tego, żeby dzisiaj się zwrócić do starszego brata o pomoc? Nie wiem. Znowu nie wiem, paskudna narracja. No cóż, człowiek jako jedyny szuka we wszystkim logiki, i jedyny się jej wymyka. Księżyc nie kaprysi na ciągłe zmiany, a Wisła nie upija się na Kazimierzu. Możemy się bawić w psychoanalizę (może i ona nawet ma coś z mojej matki?), ale wydaje mi się to bezsensowne, uznajmy więc, że napiłem się dlatego, bo tak musiało się stać, gdybym tego nie zrobił, to leżałbym teraz w łóżku, a więc musiałem się napić żeby móc tutaj być, tyle wystarczy. Niektóre rzeczy nie wydarzają się z przyczyny, pchają one jedynie akcję do przodu, są wypadkowymi tego co było przed nimi, i tego co spowodują. Wszechświat generalnie dąży do entropii, a nam strasznie ciężko to zaakceptować, wysyłamy sondy za pas Kuipera, desperacko krzyczymy w eter Ordnung muss sein!, a wszechświat ciągle zostawia nas na wyświetlonym.

      Mógłbym próbować odegrać teraz parę z tych rozmów, które musiały się między nami odbyć, ale boję się, że postawię siebie w zbyt pozytywnym świetle. Nie będę układał dialogów dla ciekawszej, zabawniejszej, śmielszej wersji mnie, to byłoby po prostu fantazjowanie, jak przeżywanie idealnych form odbytych już rozmów przed pójściem spać, odgrywanie ich w idealny sposób, gdzie nie dość, że jestem subtelnie flirtowny, sugestywny i zabawny, to jeszcze dostaję zawsze dokładnie taką odpowiedź o jaką proszę. Nie mogę się zdecydować czy takie marzenie jest żałosne, czy jest to coś, czego powinienem się wstydzić, w końcu każdy tak przecież robi, w momencie gdy zaczyna się postrzegać interakcje międzyludzkie jak przestrzeń do odnoszenia “porażek” i “sukcesów”, to naturalne, że człowiekiem zaczyna kierować ambicja, że chce się tylko “wygrywać”. Jak na społeczną istotę, człowiek potrzebuje nabyć całkiem sporo umiejętności, które mogłyby się wydawać wrodzone. Ja, na przykład, ostatnio próbowałem nauczyć się cierpieć. Już brzmi okropnie, co? Cierpienie paradoksalnie nie jestem naturalnym stanem człowieka, może bywało kiedyś, przed pierwszymi eposami, w czasach gdzie nic jeszcze nie było symbolem, a cierpieć można było jedynie “na prawdę”. Lecz dzisiaj? Ból wrzuca człowieka w szufladkę “cierpiącego”, ramy w których trzeba niezręcznie wyginać i kurczyć nogi, schylać się i garbić, gdzie nie można już zrobić niczego, aby to nie było pretensjonalne. Cierpienie jest w domyśle infantylne, i choć artyści trąbią nam o tragizmie na prawo i lewo, nigdy nie malują oni cierpiących, malują cierpienie samo w sobie, a człowiek powinien być w tym systemie jedynie kukłą, wycenianą na podstawie tego, jak autentyczne potrafią być jej ruchy. I ja też się na tym łapię, rzucam frazy pensjonarskie i szalenie dziecinne, aż zaczynam się zastanawiać, czy nie taki jest sens wyrażania siebie. Oczywiście, jeżeli zależy nam na artyzmie, należałoby postawić na dojrzałość, ale autentyczność? Autentyczność jest prosta i infantylna, nie boi się chodzić utartymi ścieżkami, bo autentyczność nie jest romantyczna, jest światopoglądowo neutralna i nie należy do nikogo z nas, nie boi się cytować Balzaka, harlekinów, albo tekstów Beatlesów, jest duchem epoki w skali wszechświata, zeitgeistem łączącym całą cywilizację trwającą jedynie błysk w zwartą, jednolitą masę. Prawdziwe uczucia to cztery grunge’owe akordy, kartki z tyłu zeszytu, i co po niektórzy artyści o tym wiedzą, starają się to fałszywie odegrać, ale poza autentycznie cierpiącego nie jest niczym ponad kolejną pozą. Jeżeli ukochany napiszę ci sonet, to znaczy, że cię kocha, jeżeli napisze ci sto sonetów, to znaczy, że kocha sonety.

       

      Warkot przejeżdżającego samochodu wyrywa mnie z powrotem na aleję Mickiewicza. Stanąłem posłusznie przed przejściem, rzucając spoufalające spojrzenie czerwonemu ludzikowi po drugiej strony ulicy, takie, którym można obdarzyć publicznie skompromitowaną, powszechnie nielubianą osobę, aby pokazać, że tak naprawdę nie żywisz do niej żadnych złych uczuć, ale jesteś tylko częścią tłumu.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...