Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I nudą codzienną przepełnieni, ruszyliśmy przed siebie.
Byłam ja, Diana i Krzysiek, nie zabrakło nawet Ciebie.
Wsiedliśmy w busa i pojechaliśmy za miasto,
tam, gdzie świeci słońce i myślom nie jest ciasno.

Gdy było już ciemno i senność dopadła, szukaliśmy noclegu,
ale nie było w pobliżu żadnego zajazdu czy wolnego hotelu.
Jechaliśmy przed siebie i minęliśmy mój dom dziecinny,
sprzedany dawno, ale nadal taki sam, nie inny.
Zatrzymałam nas tutaj, aby spojrzeć jeszcze raz na wspomnienia,
ręce lekko zadrżały, a w oczach stanęły słone krople rozrzewnienia.

Nas zmęczonych nagle wesołe ogarnęło zaskoczenie,
na bramie slogan wisiał: Noclegi tanie z wyżywieniem,
było już po północy, ale my musieliśmy obudzić gospodarza,
krzyczeliśmy, ale z budynku ciągle wiała cisza jak z cmentarza.
Może to opuszczony dom i odjedziemy niewyspani znowu.
Na szczęście ktoś zauważył pod banerem numer telefonu.

Dwa sygnały oczekiwania bez nadziei i nagle głos słyszę!
Witam, z tej strony Witold, słucham? w szoku milczę.
- Yyy. Witam, stoimy przed bramą w Jeżewie z napisem...
- A, tak, niestety wracam od weterynarza z chorym psem,
skulił się nagle i zaczęła mu lecieć krew z pyska...
Nieważne zresztą, jadę z Bydgoszczy, będę za pół godziny.
Proszę wejść, brama otwarta. Koło drzwi stoi zielona miska,
pod nią jest klucz, rozgośćcie się, za niedługo się widzimy.
- Dobrze, dziękuję bardzo, czekamy na pana cierpliwie.
Otworzyliśmy bramę i wjechaliśmy na podwórko, jakie pamiętałam.
Tylko dawne młode drzewa: jabłonie, śliwy i grusza wyglądały sędziwie.
Mimo mroku wszechobecnego, widziałam wszystko wspomnieniami,
jak bawiliśmy się w ogrodzie, ganialiśmy się z bratem pod chmurami.

Rozkoszy marzeń nie mogłam się poddać zbyt długo, choć bym chciała,
bo chłopaki wypakowując manatki z auta, robili straszny hałas,
podnieceni, mimo zmęczenia ględzili i się wygłupiali,
coś krzyczeli do siebie, przerzucali walizki i głośno się śmiali.

- Dominika, a tu jest jakiś sklep czynny o tej godzinie?
- Spacerkiem dziesięć minut, za bramą w lewo o ile się nie mylę.
- Po winko na wieczór długi i jakieś żarcie szybko skoczymy.
Nie słuchałam ich, pogrążona szczęściem i obrazami dawnymi
- Ja idę z Wami – krzyknęła Diana- Domi i tak zamyślona stoi.
- Jak chcecie – powiedziałam, zanurzając się w marzeń toni.

Zrobiłam spacer dookoła zielonej granicy ukochanego domu mego dawnego,
wąchałam powietrze, dotykałam liści i nie było chyba w tym nic dziwnego,
po czym stwierdziłam, że zaschło mi po fajce w gardle okropnie,
więc weszłam do domu, już nie swojego, ale czując się swobodnie,
nastawiłam wodę na herbatę, zrobiłam sobie kanapkę i poszłam do jadalni,
usłyszałam jakieś głosy przy bramie, idąc wyłączyć pod czajnikiem palnik
spojrzałam przez okno i o dziwo nie zobaczyłam moich towarzyszy,
tylko kilku ludzi ubranych niczym noc na czarno, co skradali się jak myszy,
a przed nimi samochód z reklamą gospodarstwa agroturystycznego,
z którego wyszedł mężczyznę psa na rękach trzymającego.

Stałam jak wryta, bo zdziwiło mnie to okropnie,
zgaszone światło dawało mi ukrycie w tym oknie.
Nie wiedząc co się dzieje, obserwowałam sytuację,
przeżywając w śpiącym umyśle dziwne fiksacje.
Nikt mnie nie widział, ale ja ich bardzo dokładnie.
Nagle w moich uszach odbił się huk przeraźliwy,
i zaraz kierowca samochodu na glebę pada nieżywy.
Nie wiem czy to co widzę, to obraz prawdziwy,
czy tylko ze zmęczenia widzę mary i jakieś dziwy.
Zastygłam w miejscu, aż klucz w zamku mnie z miejsca ruszył,
Pomyślałam, że otwieranie drzwi, skok z okna mój zagłuszy.
Cofnęłam się więc do stołowego, myśląc co robić,
Zanim zauważą moje ślady i zaczną mnie gonić.
Czy zdążę dobiec do kolejnego domu i pomoc wezwać?
Drzwi w końcu otworzyli, a ja zrobiłam jak zaplanowałam,
a tu za oknem płot mnie przywitał,a przecież nie mogłam teraz stać,
musiałam uciekać przed tymi zbrodniarzami, co robili włam.
Przypomniałam sobie o dziurze w płocie robionej przez mego psa,
pobiegłam szybko i zdrętwiałam, gdy zobaczyłam, że jej tam nie ma.
Co robić? Odwróciłam się w stronę domu i usłyszałam krzyk:
- Ktoś tu był! Uciekł przez okno, złapać mi go natychmiast, w mig!

Wystraszona jeszcze bardziej, nie zważając na ciernie żywopłotu,
przedzierałam się przez niego, chcąc uniknąć wielkich kłopotów.
Cała poharatana skoczyłam na puste pole sąsiadujące z działką,
dobiegłam do najbliższego domu, zaczęłam walić w drzwi, szarpać gałką,
krzyczeć, żeby ktoś się wreszcie zbudził i dał mi ratunek upragniony.
Wreszcie! Pan Milczek w szlafroku otworzył,zapytał zaspany i zdziwiony:
- Co Cię tu sprowadza? Cała drżysz, co się stało, dziewczyno?
- Panie kochany, jest Pan moją nadzieją jedyną!
Widziałam, jak strzałem życie ktoś komuś odebrał,
odszedł w mgnieniu oka, z nikim się nie pożegnał!
Już po mnie posłali, szukają, schowajmy się, bo zaraz tu będą,
zobaczyli, że ktoś tam był i teraz jak psy gończe za mną pędzą.
- Wejdź dziewczyno, uspokój się, bo nic z tego nie rozumiem.
Opowiedz wszystko, ale wolno, żeby nie było nieporozumień.

Odetchnęłam głęboko, chlapnęłam postawioną wódeczkę i usiadłam przy stole,
zaczęłam opowiadać, gdy nagle zauważyłam, że coś się rusza powoli przy stodole.
- Są tu! Niech Pan dzwoni po policję, oni nas zgładzą!
Trzeba coś robić, gdzie telefon?! Niech ich szybko wsadzą!
- O czym Ty mówisz? - nie rozumiał dalej nic miły gospodarz,
Boże, co teraz będzie, nie zabija tylko mnie, ale wszystkich nas!
Załamana moją głupotą i skazaniem ludzi niewinnych na śmierć tylko płakałam,
ale gdy zobaczyłam w dłoniach dawnego sąsiada sztucer, od razu otrzeźwiałam.
- Co Pan robi? Ich jest wielu, nie damy rady, zginiemy w ciszy tej nocy.
- Ja wiem co robię, cichaj, bo i tak nikt nie zdąży nam udzielić pomocy.
Czekaliśmy w milczeniu, nie wykonując żadnego zbędnego ruchu,
z emocji tak nieziemskich nie mogłam nawet złapać porządnie tchu.
I nagle wróciło myślenie racjonalne i serce i czas i wszystko ucichło,
Umarła ma dusza zrozpaczona, gdy zobaczyłam troje ludzi, co ulicą szło
przecież Diana i Krzyś i mój ukochany Artur, oni nic nie wiedzą!
i wilki czarne wygłodniałe już ich wyczuły, o nie, już po nich pędzą!

Nie myśląc zbyt długo, wyskoczyłam, jak stałam na schody.
- Uciekajcie! Błagam! Chowajcie się! - oni przystanęli.
- Dominika, oszalałaś, to nie pora, ani miejsce na podchody!
Kolejny huk tego wieczora i tylko słyszałam jak wszyscy krzyczeli.
I zrobiło mi się tak jakoś ciepło i trochę szumiało w spoconej głowie,
nie wiedząc co się dzieje, będąc przytomną i zdziwioną w połowie.
Hałas jakiś inny w uszach zaczął mi krążyć, chyba płacz jakiś taki znajomy,
Łkanie mego dziecka krążyło w moim mózgu, zmieniając ciągle tony.
Coś zaczyna docierać do świadomości podzielonej między światy dwa.
Tak! Ja leżę w łóżku, bezpieczna, nie sama i wcale nie martwa,
wstaję chwiejnym krokiem, aby zająć się dzieckiem wcześnie rozbudzonym
i tym razem wcale nie mam do niej żalu o kolejny sen niedokończony.


Zapraszam na moją stronę - [url=http://kvadrata.pl/index.php/nocleg-tani/]kvadrata.pl[/url]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...