Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Drogi Faracie, wydaje mi się, że na dziś wystarczy. - Powiedziała królowa i lekko się przeciągnęła. Skórzana kurtka zatrzeszczała na szwach. - Po za tym zrobiło się już dość późno, a wiem, że żadne z nas nie jadło jeszcze kolacji.
- Oczywiście. - Siwiejący mężczyzna ubrany podobnie do królowe wstał i skłonił się. - Karzę przygotować posiłek.
- Dziękuję.
Mężczyzna wyszedł zamykając za sobą ciężkie, dwuskrzydłowe drzwi. Królowa wstała. Przeszła przez boczne drzwi, które znajdowały się blisko jej tronu. Korytarz prowadził do schodów, po których wspięła się na wyższe piętro. Weszła przez pierwsze drzwi z prawej i odetchnęła z ulgą. Jak na komnatę królowej, pomieszczenie wydawało się niemal puste i skromne. Z lewej strony, w kamiennym kominku płoną ogień. Jesienne noce potrafiły być bardzo chłodne. Zaraz za nim znajdowały się drzwi prowadzące do sypialni. Z prawej strony stał dębowy stół na osiem osób, a niemal całą ścianę zajmowały pułki z książkami oraz mapy królestwa i przyległych do niego terenów. Kobieta przeszła przez pokój i wyszła na balkon. Drzewa wokół pałacu zmieniły zieloną szatę na złociste peleryny, miejscami zabarwione czerwienią. Zbliżała się zima. Patrzyła ponad lasem, na osnute mrokiem góry. To stamtąd nadciąga niebezpieczeństwo, z którym przyjdzie jej się zmierzyć. Sięgnęła do rzemienia, którym związała włosy i kruczoczarna fala rozlała się na plecy, przesłaniając królewski herb. Kobiecą głowę, którą delikatnie, niczym ramiona kochanka, oplatały liście pluszczu, a z zamkniętych oczu, po policzku płynęła łza. Według legendy kobieta przedstawiona na herbie była królową, która zapoczątkowała rodową linię. Była bardzo piękna i mądra, o sercu czystym niczym jezioro Wesval podczas wiosennej ciszy. Królestwo i jego mieszkańcy byli dla niej najważniejsi. Pewnego dnia, musiała wybrać pomiędzy własnym życiem, a życiem poddanych. Kiedy zmarła, na jej grobie wyrósł bluszcz, stając się symbolem poświęcenia i wierności. Iwena uwielbiała tę historię, chociaż nie umiała zrozumieć bezmiaru miłości, jakim dawna królowa darzyła swoją krainę. Nie rozumiała, pomimo wychowania, które bazowało na tej historii. Wrosła w nią moralność i bezgraniczne oddanie królestwu, od którego próbowała się uwolnić kedy była młodsza. Teraz, nie może sobie na to pozwolić, mimo że bardzo by tego chciała.
Poczuła, że wiatr przybrał na sile. Korony drzew szeleściły, a z pałacowego ogrodu doleciał do niej zapach róż. Były dziedzictwem po jej zmarłej matce, która kochała te kwiaty. Farat często śmiał się, że byłyby ostatnią rzeczą, którą królowa poświęciłaby podczas najazdu wroga. Iwena nie wątpiła w jego słowa. Jej matka była niepoprawną romantyczką, co przeciwstawiało się twardym i zdroworozsądkowym rządom króla. Jej rodzice kochali się, chociaż Iwena nie umiała zrozumieć, co ich do siebie przyciągało. Nagłe pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia.
- Proszę mi wybaczyć Pani. Mistrz Farat poprosił, żebym przyniosła kolację. - Do pokoju weszła młoda kobieta. W rękach trzymała drewnianą tacę, na której stał duży talerz wypełniony mięsem i warzywami, dwa kupki, karafka oraz drewniane łyżki. Królowa uśmiechnęła się do niej i wróciła do pomieszczenia. Kobieta miała na sobie kanarkową, prostą suknię, z niewielkim dekoltem. Idealnie podkreślała jej figurę, przez co wydawała się delikatna i lekka niczym puch. Blond włosy spięła na tyle wysoko, by uwydatnić łabędzią szyję. W porównaniu do prostego, wojskowego ubioru królowej kobieta wyglądała olśniewająco. Można było pomyśleć, że to w jej żyłach płynie błękitna krew.
- Mówiłam ci Deliano, że możesz mi mówić po imieniu bez tych wszystkich uniżonych podrygów. Etykietę zostaw na inną okazję. - Iwena usiadła przy stole, na którym piętrzyły się różne książki i mapy. Dzień spędziła na przeglądaniu starych zapisków króla dotyczących handlu. Zagarnęła je na jedną stronę, robiąc miejsce na jedzenie.
- Oczywiście... Iweno. Wiesz, że ciężko jest mi się przestawić. - Odpowiedziała zakłopotana kobieta.
- Idzie ci nienajgorzej. - Uśmiechnęła się królowa i pomogła dziewczynie rozstawić talerze. - Opowiedz mi jak ci się podobają lekcje łucznictwa? Słyszałam, że nieźle sobie radzisz. Spokojnie mogłabyś zastąpić niejednego rycerza z mojej armii.
- Proszę sobie nie żartować wasza... - Iwena spojrzała na Deliane spod lekko przymrużonych powiek. Wyglądała niczym kot, który uśmiecha się na widok niesfornej ofiary, której ciężko jest wybrnąć z niezręcznej sytuacji - Trafiam w tarczę, co nie uważam za nadzwyczajny wyczyn.
- Mistrz bardzo cię chwali, więc nie może to być zaledwie trafianie w tarczę. Dla mnie nie był tak pobłażliwy.
- Jesteś królową. Twoim obowiązkiem jest obrona królestwa, dlatego wymagał od ciebie dużo więcej. Ja, jestem ledwo pasjonatem, którego trzeba pilnować, żeby nie stracił palców. - Iwena chciała coś powiedzieć, ale wszystkie myśli szczelnie otuliła dumą i powinnością, które jej wpojono. Dostała je w dziedzictwie razem z krwią i koroną. W żadnym wypadku do niej nie należały. Zostały w niej wypalone niczym znamię, którego z chęcią by się pozbyła. Deliana zauważyła wzrok królowej i zmieniła temat.
- Mimo tego, co mówi mistrz, nie poradziłabym sobie w walce z tobą. Jesteś najlepszym fechmistrzem w królestwie. Ciężko ci znaleźć godnego przeciwnika. - Wzięła karafkę i nalała do kubków ciemnego wina. Iwena chwyciła za jeden i wypiła całą zawartość duszkiem. - Chociaż szkoda, że twoje umiejętności nie przekładają się na maniery. Jesz jak chłop, który postanowił najeść się na zapas.
- Tylko w twoim towarzystwie droga kuzynko. W innym przypadku pilnuję najmniejszego kęsa, który przechodzi przez gardło. - Królowa wstała od stołu i stanęła blisko kominka. Potarła zmarznięte ręce, żeby się ogrzać. Deliana widząc to, zamknęła drzwi na taras i poszła do sypialni. Wróciła z pięknie wygarbowaną skórą, którą narzuciła na ramiona królowej.
- Dziękuję. - Królowa przelotnie dotknęła dłoni kuzynki, która spojrzała na nią i lekko się uśmiechnęła.
- Powinnaś się położyć. Jutro czeka cię sporo pracy, a wieczorem bal. - Zaszczebiotała i zakręciła się wokół własnej osi. Kanarkowa suknia zatańczyła razem z nią przywodząc na myśl pole zboża. Królowa nie podzielała jej optymizmu. Na balach trzeba się uśmiechać, rozmawiać z tymi, których się nie lubi, mało jeść i pilnować każdego gestu, żeby nie zrobić głupstwa. W końcu, ucierpiałaby na tym korona i królestwo. Mogło nawet dojść do wojny.
- Dziękuję za przypomnienie mi o tym koszmarze. Właśnie straciłam apetyt. Przez ciebie pójdę spać głodna. - Iwena skrzywiła się na samą myśl, że to już jutro.
- Nie będzie tak źle. - Deliana pozbierała naczynia, ukłoniła się i wyszła z pokoju. Królowa patrzyła w ogień. Był przyjemny i ogrzewał jej twarz. Poszła do sypialni i z szafy wyciągnęła drugą skórę. Położyła ją w bezpiecznej odległości od kominka, rozebrała się i ułożyła do snu. Robiła tak dosyć często, bo dawało jej to poczucie złamania zasad, wyrwania się ze złotej ramy, w której rozkazano jej żyć. Szybko zasnęła otulona zapachem skóry i płonącego drewna.

Opublikowano

Będę bardzo wdzięczna za wszelkie komentarze dotyczące tekstu.
Od niedawna zaczęłam pisać opowiadania, dlatego jeszcze dużo muszę się nauczyć.
Proszę, żebyście mi w tym pomogli :)

Pozdrawiam ciepło
BlackSoul ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...