Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Doktor Skwarek poróżnił się z logiką
chociaż od wielu lat był z nią na ty
był pewnym siebie gatunkowym samcem
niestety wyszło na to że nie jest mężczyzną ten
co kocha wulgarnie kobiety
zresztą i tak za niedługo nakazane zostaną rozwody
żeby publicznie nie obnosić się z innością
całowanie się w parku z dziewczyną
obraża uczucia i burzy równość wolność tolerancje

Doktor Skwarek poprosił o zwolnienie
jednak i tutaj napotkał problemy
ponieważ nie donosił na kolegów
tylko koledzy donosili na niego
przez co stali się ofiarami systemu
kiedyś to było łatwiej teraz biedni ludzie
muszą po nocach śledzić wpisy podrzędnych użytkowników
a ktoś musi na nich zarabiać
nie da się o tak umrzeć bez wypracowania setki lat

Doktor Skwarek zawstydził się
sumienie go boli bo nigdy nie donosił
to znaczy donosił ale broszury antykomunistyczne
przez co w tym momencie stał się prześladowcą i katem
w dodatku uszkodził mienie państwowe
bo jak tłukli go pałą to pała się popsuła
i jeszcze trzeba zwrócić za szkody moralne zomowca
który z założenia był dobrym człowiekiem

i jeszcze śmiał zanegować to że tam-tam
przewyższa całą kulturę europejską
a to czyni z niego faszystę
w dodatku bezczelnie napisał że ludzie w Afryce mają inny kolor skóry
co niebezpiecznie zbliża go do fanatyzmu i nazizmu

Doktor Skwarek wstał nałożył kapelusz
splunął i wyszedł
postanowił pogodzić się z logiką
zapuścił piersi i zaczął pisać wiersze
o róży która kwitła w ogrodzie
buzie wysmarował gównem i stał się taki jak wszyscy inni

Opublikowano

Pisał hymny dla Ub, bo pewnie tatuś był Ubekiem, to nie jego wina, ten 9-letni chłopak myslał, że w słuszenej sprawie działa..
Tak samo jak "zmuszają" do przyjęcia pierwszej komunii świętej, podczas gdy w tym wieku jest się jeszcze umysłowym impotentem..
Pranie mózgu od najmłodszych lat, ale kto inteligentny rozkmini "to i owo" bardzo szybko..
A co do "tamtych czasów" to pamiętam je jak przez mgłę, komunę w pieluchach przeżyłem (rocznik 85') więc ciężko mi się "odnaleźć" w twoim wierszu, choć historie tamtych czasów znam doskonale,
To jednak nie to samo....Książki, opowieści Ojca, czy tez Twój utwór nigdy w pełni nie pozwolą mi "poczuć" i "zrozumieć" tamtych czasów...
A swoja droga Doktor Skwarek musiał być twardy jak skała, skoro pały się tłukły na nim:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja się zgadzam, jak najbardziej, z jednym "ale" - że nie ma czegoś takiego jak fałszowanie i zakłamanie, a to niestety dzieje się od roku tzw. "wyzwolenia". I jedni przechodzą obojętnie, bo w sumie to ich nie dotyczy (ale mają podstawową wiedzę, że faszyzm i wojna jest fe, ale nie wiedzą, że socjalizm i faszyzm na początku powstawania nie różniły się praktycznie niczym, mało kto wie, że Marks głosił segregacje rasową, a Bernard Shaw był autorem pomysłu "gazu humanitarnego"), drudzy jednak wnikają, bo jakaś tam prawda musi jeszcze istnieć. Ale ci są stawiani pod pręgierz, bo wiele mam, tatusiów, cioć, babć, było/jest umoczonych po uszy i to nie jest fajne, jak się okazuje, że kochany dziadziuś walił pałą ile wlezie ludzi, a ciocia donosiła na swoją koleżankę na UB.
Zresztą, jakby nie spojrzeć, prawica teraz zeszła do podziemia i to jest najciekawsze w tym wszystkim.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja się zgadzam, jak najbardziej, z jednym "ale" - że nie ma czegoś takiego jak fałszowanie i zakłamanie, a to niestety dzieje się od roku tzw. "wyzwolenia". I jedni przechodzą obojętnie, bo w sumie to ich nie dotyczy (ale mają podstawową wiedzę, że faszyzm i wojna jest fe, ale nie wiedzą, że socjalizm i faszyzm na początku powstawania nie różniły się praktycznie niczym, mało kto wie, że Marks głosił segregacje rasową, a Bernard Shaw był autorem pomysłu "gazu humanitarnego"), drudzy jednak wnikają, bo jakaś tam prawda musi jeszcze istnieć. Ale ci są stawiani pod pręgierz, bo wiele mam, tatusiów, cioć, babć, było/jest umoczonych po uszy i to nie jest fajne, jak się okazuje, że kochany dziadziuś walił pałą ile wlezie ludzi, a ciocia donosiła na swoją koleżankę na UB.
Zresztą, jakby nie spojrzeć, prawica teraz zeszła do podziemia i to jest najciekawsze w tym wszystkim.

Bernard jest przekot;
Człowiek rozsądny dostosowuje się do świata. Człowiek nierozsądny usiłuje dostosować świat do siebie. Dlatego wielki postęp dokonuje się dzięki ludziom nierozsądnym.
A co do wypowiedzi - zgadzam sie z tręścią..
Opublikowano

Michał, siedzę już trochę na tym forum, no, może trochę krócej od Ciebie, ale wystarczająco długo (tak mniej więcej od 'pestek w zębach', albo 'Chucka Norrisa' jeśli wiesz o czym piszę), żeby zaobserwować pewne metamorfozy Twojej twórczości i, chyba, idącą wraz z nimi, transformację poglądów Autora. tak mi się chociaż wydaje.
W moim odczuciu, to jest bardzo dobry wiersz. i, jak to czasami piszesz, powinien być w innym dziale ;).
pamiętam jak około roku osiemdziesiątego piątego ub.w. odważniejsi ode mnie zaczęli w szkole wieszać krzyże (sam wiesz, że znak wówczas zakazany w instytucjach publicznych) - działo się to wówczas chyba na terenie całego kraju. taki rodzaj cichego buntu młodzieży przeciwko ówczesnej rzeczywistości. bałem się strasznie, że profesor, który nakazywał przypadkowym uczniom je zdejmować, każe mi to zrobić. na szczęście padło na kogoś innego, bo do dziś nie wiem jak bym się zachował. chyba mniejsze emocje przeżywali ci, którzy je wieszali, niż ja w sytuacji, w której mogłem być zmuszony do ich zdejmowania. a teraz czuję jakby historia zatoczyła krąg i znów jesteśmy w bardzo podobnym miejscu, lub raczej czasie.
co do faszyzmu, to ciekawe jak wielu ludzi błędnie utożsamia go z ideologią prawicową, co moim zdaniem wynika z celowych przekłamań i indoktrynacji społeczeństwa, podczas gdy, tak jak napisałeś, był on, a może trzeba napisać, jest nurtem jak najbardziej lewicowym, bo tzw. skrajny socjalizm narodowy ciągle tli się w poglądach niektórych grup społecznych. w 1939 zostaliśmy rozszarpani przez dwa totalitarne systemy lewicowe! jeden antychrześcijański, ateistyczny, drugi antychrześcijański, okultystyczny. pomiędzy nimi leżała demokratyczna, prawicowa, bo katolicka Polska, przeszkadzająca w bratnim połączeniu.
napisałeś świetny wiersz i świetny komentarz pod nim. to co się teraz dzieje doprowadza mnie po prostu do szału, a biorąc pod uwagę rosnące poczucie bezsilności, powoduje frustrację. czasami, rozmawiając z ludźmi, zastanawiam się, czy jest możliwy bunt w krainie lemingów. myślę, że gdy nastąpi przekroczenie pewnej granicy, to tak. a ta granica chyba jest już dość blisko. tylko, że ani sobie, ani nikomu nie życzyłbym powtórek z historii, które w podobnych okolicznościach zwykły się wydarzać... ech.
no nic.
pozdrawiam i do poczytania :)

Opublikowano

Sylwester Lasota - postaram się odpowiedzieć obiektywnie, bo bardzo mnie ucieszył ten wpis. Co do metamorfozy poglądów, muszę napisać doświadczenia z mojego podwórka, lat gniewnej młodości. Jak wszem i wobec wiadomo, istniał kiedyś ruch punkowy, który w latach 80-tych, 90-tych był głęboko antykomunistyczny, co w obrazie lat 80-89 czyni z tego ruchu paradoksalnie ludzi walczących z systemem. Czytając książki tych, którzy całowali się z Urbanem przy wódce, praktycznie nic o tym nie ma, a nie ma, bo jest to bardzo niewygodne dla wszelkich działaczy, którzy "zburzyli system socjalistyczny". Zburzenie tego systemu polegało na deklaracjach "miłosierdzia", czyli całkowitemu nie wnikaniu w przeszłość byłych katów, donosicieli i próby jakiegokolwiek wyjawienia prawdy kończyły się wyzwiskami w stronę ludzi, którzy starali się wyjawić kto jest kim (nawet tutaj na orgu była lista byłych współpracowników UB, pojawiło się kilka nazwisk ludzi, którzy do tej pory działają w kulturze, prowadzą grupy, uczą młodzież, wydają książki, prowadzą wieczory poetyckie). W ten sposób wytworzyła się dość dziwna sytuacja, bo lewica, której nie powinno oficjalnie być, dalej jest i ma się dobrze. Oczywiście jest kolejna analogia, bo tak jak całe zło wojny zrzucono na Hitlera, lewica zrzuciła wszystko na Stalina i jest dobrze, znowu wszyscy są czyści i niewinni. Ruchom niezależnym wtłoczono hasła "tolerancji, równości i miłości", która jest ich karykaturą, bo nagle okazuje się, że tolerancja działa tylko w jedną stronę, równość polega na tym, że wszyscy są równiejsi niż ja we własnym domu, a miłość polega na tym, że jak nie podoba mi się, że goli faceci latają po rynku i wyrażam swoje zdanie, to nagle jestem homofobem, faszystą i rasistą. I to jest dzisiejsza wolność wypowiedzi, że muszę kilka razy zastanowić się przed wydaniem tekstu, czy przypadkiem nikogo nie obrażę.
W kwestii Kościoła też mam własne zdanie, aczkolwiek pamiętam wczesne lata 90-te, gdzie rzeczywiście Kościół w jakiś sposób ingerował w nasze życie, co nie przeszkadzało temu, że lata te były pełne wódki, wolności, szaleństwa i kto wtedy hulał, ten wie, że na dobrą sprawę nie było aż takiej cenzury jak teraz. Piło się publicznie, zbierało się full osób, z maczetami nikt nie biegał. A teraz mimo zakazów, nakazów, strażników miejskich polujących na jamniki bez kagańców noże i maczety hulają, wyjść z domu się nie da, stada biegają po osiedlach i patrzą, komu by tutaj wpierdzielić. Ale bzdurą jest,że to młodzież jest zła. To frustracja, brak zajęć i brak jakiś wartości, za którymi można iść. Bo wszelkie ugrupowania z koszulkami Lao Che to jakiś kiepski symbol tego, jak można doprowadzić do sytuacji, gdzie ludobójcy, sadyści i mordercy są bohaterami "myślącej młodzieży".
Rozpisałem się, a już mnie poganiają (co może być powodem chaosu w zdaniach). Reasumując, poezja nie jest tylko oderwaną częścią człowieka, jak sobie to wymyślili marksistowscy profesorowie i krytycy, żeby tak nie daj losie nie wyszło na jaw, jacy to oni są dobrzy i mili. Poezja to nie tylko dyrdymały o drzewie, które rośnie, a pod nim są róże i już kumple i kumpelki dorabiają ideologię taką, że czasem sam autor nie wie, o co chodzi pytającemu. Na razie dopóki urządza się festiwale byłym stalinistom, nie jest to dobry znak dla poezji.

A na koniec, ciekawostka - zastępca gestapo przy Szucha, dostał dożywocie zamiast kary śmierci, ponieważ robił przysługi dla UB - ci przynosili mu karteczkę z nazwiskiem akowca do umoczenia, on pisał informacje, że ten człowiek współpracował z gestapo. Ot, sprawiedliwość. Dla równowagi napiszę, że w czasie wojny nikt nie ma czystych rąk, bo zdarzało się, że jednak Żydzi ginęli z rąk AK (dzieci jadące do sanatorium do Zakopanego), aczkolwiek w czasie wojny nikt rąk czystych do końca nie ma i lepiej do takich wojen nie dopuszczać. A, i jeszcze jedna ciekawostka, jak już są takie przykłady. To zagadka - które grupy żydowskie chciały współpracować z Hitlerem w 42 roku? Które grupy chciały po wojnie zabić 6 milionów Niemców w imię sprawiedliwości?
Reasumując, wojna nie jest dobra.

Opublikowano

to jeszcze jedna ciekawostka. ostatnio przeżyłem mały szok, gdy dowiedziałem się, że trzech na czterech członków zarządu naszego powiatu ma esbeckie epizody w kartotekach IPN-u. można to sprawdzić na stronach tej instytucji. sprawdziłem - prawda.
o Żydach chcących współpracować w 42 z Hitlerem nie słyszałem, ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby taka grupa istniała. w końcu to naród interesu. później to sprawdzę, bo teraz też mnie czas goni.
co do chęci odwetu na Niemcach, czytałem o spisku grupy Żydów chcących zatruć chleb i wodę pitną w Niemczech. udało im się przeniknąć do piekarni, ale efektem ich działań była jedynie biegunka, chyba niespecjalnie dużej liczby Niemców, bodajże wojskowych. o ile się nie mylę, to zatrucie wody w ogóle się nie powiodło i zamach został udaremniony.
w tej chwili nie kojarzę tych działań z żadną opcją bądź grupą społeczną, ale myślę, że takie informacje powinno się znaleźć w sieci.
później poszukam, teraz muszę uciekać.
do poczytania :)

Opublikowano

Wiersz długi, to co pod.. jeszcze dłuższe.. poczytałam, częściowo powspominałam.
Skwarek wrócił do łask... w typowej dla Ciebie narracji.
W wielu z nas, piętrzą się sprawy/sprawki, które w jakiś sposób wiercą dziury, bo jedna to za mało, tylko ci "szarzy",
tak naprawdę niewiele mogą, do czasu, aż któregoś dnia coś się zacznie... "cisza szczerzy kły", wg mnie.
Pozbyłabym się końcowego słowa "wszyscy".. wystarczyłoby, jak inni, bo przecież ci inni (źli), to na szczęście nie.. wszyscy.
Pozdrawiam.

Opublikowano

W 1941 roku Izraelscy Bojownicy Wolności, którymi dowodził poeta Abraham Stern, chcieli nawiązać współpracę z Hitlerem przeciwko Brytyjczykom. Głównie chodziło im o zdobycie brytyjskich kolonii. Walka o ziemię doprowadziła do masakry w wiosce Deir Yassin, w 1951 wysadzono Ikwit i zbombardowano Biram. Incydenty te próbowano zafałszować. Z winnych dokonywanych masakr, jak Baruch Goldstein( masakra w Hebronie), tworzono męczenników. Typowym przejawem nazizmu była nauka o tym, że Arab to nie człowiek. W 1982 trwała okupacja Libanu.

Tyle do pytania pierwszego.

Pytanie drugie jak najbardziej. Co ciekawsze, szykowano się do wojny z Niemcami, ale ważniejsza okazała się kwestia odszkodowań.

Opublikowano

o tym z 1941 nie słyszałem, jednak w kontekście tego co w pierwszym linku, to wcale nie dziwi.
mówiąc szczerze, myślę, że próba podziału na białe i czarne nie jest wcale zdrowa, a szukanie na siłę zła po stronie żydowskiej może doprowadzić do kolejnych wypaczeń poglądów na tamte zdarzenia. (jednak potrzebna jest jakaś równowaga, fałszowanie prawdy tak naprawdę nikomu nie służy, zapowiada raczej coś niepokojącego). jak napisałeś, to była wojna, a w czasie wojny z ludzi wyłażą różne demony, częściej diabły niż anioły. nie czarujmy się, taka jest nasza natura. wystarczy ją spuścić z łańcucha i zdjąć kaganiec, a na pewno poleje się krew.
mówimy o wielkiej historii, ale są też małe historie.
pochodzę z bardzo małej wioski (zaledwie kilkanaście numerów). obok jest miasteczko, prawie tak jak teraz, wtedy liczyło ok. sześciu tysięcy mieszkańców. połowę z nich stanowili Żydzi. w sąsiedniej niewiele większej wsi mieszkała rodzina żydowska. opierając się na wspomnieniach mojej rodziny, wydaje mi się, że z asymilacją niektórych Żydów nie musiało być tak źle, jak podaje to artykuł z pierwszego linka. mój, żyjący jeszcze, 86 letni wujo niedawno opowiadał mi, o tym, jak młody Żyd, chłopak z tej rodziny z sąsiedniej wsi, idąc z polską młodzieżą na zabawę prosił żeby dziewuchom nie mówić, że jest Żydkiem, bo nie będą chciały się z nim bawić, a że był przystojny, to miał spore wzięcie. Żydówka ponoć chętnie odwiedzała sąsiadki i była życzliwie przez nie przyjmowana, a jej mąż współpracował z miejscowymi gdy razem łowili ryby w pobliskim jeziorze i rzece. niestety zdarzały się ponoć przypadki dokuczania tej rodzinie. pewnego razu kilku młodzieńców, podczas gdy żydówka nastawiła obiad i wybiegła na chwilę do sąsiadki, wlazło po strzesze do komina z pniakiem i ustawiło go na nim, co spowodowało, że z kuchni zaczęły wydobywać się tumany dymu jakby palił się dom. młodzi ludzie mieli ubaw, ale Żydówce nie było do śmiechu.
ludzie z okolicy utrzymywali się ze sprzedaży ryb i baraniny Żydom, a mój pradziad przyjmował na letnisko bogatą Żydowską rodzinę. To byli kulturalni i wykształceni ludzie. mieli drukarnię, wydawnictwo i księgarnie. później przez całą wojnę ukrywał się w jego domu jeden członków tej rodziny. przeżył, chociaż moja rodzina omal tego nie przepłaciła życiem.
myślę, że takie historie też trzeba starać się zachować, chociażby dla wspomnianej już równowagi.
jest takie powiedzenie: nie ma dobrych i złych narodów tylko dobrzy i źli ludzie. nie wiem kto to ukuł, ale pierwszy raz spotkałem się z nim w reportażu o Bułacie Okudżawie i od tej pory jemu je przypisywałem.
osobiście ująłbym, to jeszcze nieco inaczej: nie ma dobrych i złych narodów, są ludzie, którzy dobrze bądź źle postępują. dodam jeszcze tylko, że, moim zdaniem, ludzka, często bardzo subiektywna, ocena dobra i zła może prowadzić na manowce, a tam, niestety, czają się największe niebezpieczeństwa.
chyba trochę odbiegliśmy od tematu przewodniego, ale fajnie było popisać :)
i dzięki za garść ciekawych informacji.
pozdrawiam :)

Opublikowano

Michał, ale z tym Sternem, to znowu ''nasza'' wina:

'Niektórzy członkowie Lehi w latach 1938-1939 przeszli szkolenie militarne prowadzone przez instruktorów Wojska Polskiego, w Zofiówce na Wołyniu, Podębinie pod Łodzią i w lasach nieopodal Andrychowa. Jak wspomina jeden z uczniów, ''Polacy potraktowali kurs terroryzmu jako dyscyplinę naukową, poznaliśmy matematyczne formuły na demolowanie konstrukcji z cementu, żelaza, drewna, cegieł i ziemi''. W tym samym czasie potajemnie otrzymali pomoc od władz Polski, w postaci ponad 20 tysięcy sztuk broni'

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Lehi

to już wiem dlaczego zginął Sikorski.
kurcze, nie dajmy się zwariować ;)

serdecznie :)

Opublikowano

Sylwester Lasota - ano właśnie, przez kilka dygresji możemy spokojnie wrócić do początku wątku - nie powinno istnieć coś takiego, jak przekłamanie. Jak widać, wszyscy w mniejszym lub większym stopniu mają brudne łapska i wg mnie wystarczyłoby się do tego przyznać. Po prostu. A takie zamazywanie przeszłości, wymazywanie życiorysów, palenie akt to żenada.
Ja w dodatku ostatnio odnoszę dość nieprzyjemne wrażenie nagonki. Wystarczy zauważyć, że wszelcy "animatorzy" kultury światowej starają się wbić w nas łatkę faszystów, degeneratów (dwa mega kretyńskie filmy: " Nasze Matki nasi ojcowie" i "a na morzu spokój"). Oczywiście szperacz znajdzie kilka niechlubnych wydarzeń, ale skala naszych "hańb" jest minimalna. Do tego należy dodać kilka głośnych incydentów, które sprokurowało NKWD. To, że Polacy nie chcieli ukrywać Żydów, czy wydawali ich, było wydarzeniami pod presją okupacji, kar, tortur, nie każdy miał na tyle odwagi, żeby ryzykować. Ale w tym samym czasie cały naród Niemiecki popierał Hitlera, korzystał z pracy więźniów, z kradzionego złota, a po wojnie nagle stał się niewinny, bo nikt nic nie wiedział (co za bzdura). To jest po prostu żenada.
Stąd wysuwa się wniosek, Polski trzeba bronić, skoro wlepia się nam etykiety chamów, homofobów i faszystów z chwilą, gdy kulturą przewyższamy wielu naszych zachodnich braci, (odwagą zresztą też), homofobie wywołali sami zainteresowani tematem, bo dopóki partyjniacy nie zaczęli urządzać pisków feministów i feministek nie było, że tak powiem, skrajnych aktów nienawiści, a z faszyzmem wygląda to tak, że system sowiecki przez 50 lat używał tego zwrotu (zamiast nazizmu) jako określenie tego, co się działo w czasie II wojny światowej.
Aczkolwiek, zanim spadną gromy byłych ubeków,dla mnie nie jest ważne czy człowiek to "murzyn, żyd, pedał, lesbijka, ciota", tylko to, co sobą reprezentuje. Jak jest w porządku, to niech tam sobie będzie kim chce. Głównie chodzi o to, żeby pozbyć się tępej i bezdusznej przemocy, promowanej przez nasz obecny rząd, żeby nie było widać, jak znowu są równi i równiejsi.
Amen.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...