Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na pewno ja w tym widzę
to czego ty nie widzisz.
Tylko że ja do zrozumienia
nie używam tylko rozumu
i tylko wyrachowania.
Chociaż wcale nie mówię
że ty nie widzisz tego
czego ja nie widzę. I to ci
dopiero jest bez sensu.
I bądź tu mądry i pisz wiersze.

Opublikowano

suplement do aureoli ślepca


dlaczego jak nie ma pomysłu
to wkleja się taką paplaninę
która się nie klei
chociaż wcale nie mówię że się nie klei
bo jest tak posklejana
że trudno przez nią się przebić
i bądź tu mądry i czekaj aż rozwinie się dyskusja
nad czymś co lepiej przemilczeć

Opublikowano

WiJa - przepraszam Cię, ale ja po prostu naprawdę nie rozumiem tego zagadnienia. Po co komu treść? Na poczekaniu mogę wymyślić co najmniej pięć równorzędnych interpretacji, które mają zakorzenienie w tekście, tylko po co? W ten sposób będę promować bezwładność umysłową, która polega mniej więcej na tym, że zaglądam do wiersza, czytam pierwszą zwrotkę i już jest dobrze, już wiem, jak się to dalej potoczy, nie ma już potrzeby myśleć nad każdym słowem, a szare komórki drzemią. Chodzi o to żeby każda scena, każde słowo, na nowo pobudzała odbiorcę do myślenia, burzyła mu wszystkie dotychczasowe ustalenia, wysadzała go z dobrze umoszczonej pozycji, katapultowała i z powrotem kazała mu się pozbierać i zmusić do logicznego porządkowania zadanego materiału. Tak to widzę:) Pozdrawiam.

Ps. Jak trzeba to ja naturalnie mogę przeprowadzić analizę słowo po słowie, ale nie wydawało mi się to wymagane.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to wytłumaczę i to najprościej jak tylko potrafię w czym jest rzecz, co do mojego wiersza.

Pierwsze zdanie - nie wymaga chyba tłumaczenia, bo jakże często jedni w czymś widzą to, czego inni nie widzą. Mniejsza już z tym dlaczego tak jest, ale (i to chyba na szczęście) tak jest.
Drugie zdanie - też chyba nie wymaga tłumaczenia, w każdym razie do odebrania/zrozumienia czegoś jedni używają jednych środków zrozumienia, a inni drugich. Jedni kładą akcent na jedno, a drudzy na drugie, do jednych przemawia bardziej jedno, a do drugich drugie.
Trzecie zdanie - może sprawiać największe trudności, ale w gruncie rzeczy wyraża tylko to, że nie zaprzeczam temu, że ktoś widzi to, czego ja sam nie widzę, bo nie potrafię tego (z takich czy innych powodów, czy osobliwości, choćby charakteru) dostrzec.
Czwarte zdanie - odnosi się bezpośrednio do wcześniejszego (trzeciego) zdania, które to trzecie zdanie, tylko na pozór wydaje się bez sensu. Bo w gruncie rzeczy jest i to bardzo oczywiste.
Piąte zdanie - chyba, a nawet na pewno nie mogłoby być inne, skoro cały czas (w wierszu i o wierszu) jest mowa o tym, co przecież przysłowiowo podkreśla to jakże znane wyrażenie.

I nie ma się co denerwować, tylko najlepiej ze zrozumieniem i wyrozumiałością spojrzeć na wiersz. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Różni ludzie mają różne wymagania i upodobania. Ja też nie rozumiem wielu ludzi (acz niekoniecznie i akurat Ciebie). W każdym rasie autor nie wybiera sobie czytelników i krytyków, a przynajmniej nie ucieknie od takich, którzy mają odmienną wizję literatury. I czasami zderzenia (poglądów) są nie do unikniecie, a są do konfrontacji. Co może i dobrze służy literaturze, ale już niekoniecznie tak dobrze wszystkim zainteresowanym. Pozdrawiam

P.S.
To nie ja się domagam wyłożenia kawy na ladę. A przynajmniej mnie Twoje wiersze nie podcinają skrzydeł, czy też nie usuwają mi gruntu spod nóg. Może i bywam hermetycznym twórcą, ale jeszcze mniej jestem hermetycznym czytelnikiem. Jak mniemam, bo pewny to ja jestem, ale tylko śmierci i to swojej.
Opublikowano

Apologeci spod znaku "płaczącego świata" zaczną wzdychać, ponieważ dostają kolejną porcje tautologicznych zdań, które działają jak mantra. Ostatnio dowiedzieliśmy się wbrew regułom i zasadom, że jesteśmy tym, czym piszemy, w tym momencie otrzymujemy enigmatyczną zagadkę - peel widzi tak, czytający siak, a puenta jest niezwykle odkrywcza i oryginalna (ba, źródłowa, tak moja babcia już powtarzała).
Ostatnio wybitni twórcy działu Zet płaczą i jojczą, że nic konstruktywnego nie wnosimy jako opozycja, gdyż ich krytyka opierająca się na "podobaśkach" miażdży system, postanowiłem wejść jakoś w to coś. I padłem. charakterystyką tej twórczości jest totalny brak logiki i nieumiejętność posługiwania się polską mową. Peel na początku pisze: "Na pewno", po czym nieco dalej stwierdza: "Chociaż wcale nie mówię" (pomijając fakt, że tutaj nikt nic nie mówi, tylko wkleja). To wreszcie o co tutaj chodzi? Tezę, antytezę i syntezę? Wątpię. To, że każdy widzi inaczej jest tak obiegowe jak majtki cioci Heli. To, że peel wpada na myśl, że jednak może byc inaczej sprowadza go mechanizmu, ale on sam nic nie wie.Tutaj mamy też jakieś naleciałości romantyzmu, gdzie negowany jest "rozum i wyrachowanie", czyli w domyśle podmiot myśli sercem (cha cha cha), chociaż ja uważam, że raczej nie myśli, tylko sypie zdaniami. No i oczywiście po raz kolejny zaprzeczas sam sobie. Błogosławieni ci, którzy wpisują tylko "świetne i podoba się", ponieważ nie muszą tłumaczyć się z lektury, bo ni w ząb tutaj jest do rozumienia. Poezja ta ma być niby prostymi,siermiężnymi moralniakami, jest filozofią dla ubogich. Nie ma w niej nic,oprócz agresywnych kontrnatarć samego poety, który w obronie swoich dziełek potrafi zajrzeć w metrykę urodzenia krytyka. Za to chwalący są kochani i milusi. To jest jedyna konsekwencja tej twórczości - chwal, a będziesz chwalony. I to żelazna konsekwencja.
Ojej, i tak napisałem więcej i mądrzej niż zawarte jest w tym 10-cio wersowym bełkocie. Szkoda, że peel na końcu nie stwierdza, że porzuci to zajęcie. Świat by zapłakał, ale za to sztuka nabrałaby rumieńców.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



świetny wiersz.
Jest spojrzeniem Autora na problem odbioru wierszy przez czytelnika.
Chodzi o uzmysłowienie istoty poezji - dobry wiersz nie musi być oczywisty, jednakowo obierany przez wszystkich, a nawet nie musi być sensowny, logiczny. Na to jak jest odbierany, czy też rozumiany przez odbiorców Autor nie ma absolutnie wpływu. Ani tez nie oczekuje, nie wymaga tego, aby czytelnik koniecznie trafnie odkrył myśl (myśli) zawartą (zawarte) w wierszu. Uważam, że najważniejsze jest to, aby być na poezję i w ogóle na sztukę otwartym i szanować, szanować innych. Ale też mieć prawo do własnego odbioru, własnej oceny, własnych priorytetów, upodobań i odwrotnie dać te prawa Twórcom.

W podsumowaniu - "Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził"

Pozdrawiam.

Opublikowano

a to mój humorystyczny wiersz -

jak napisać dobry wiersz
aby wszystkich zadowolić

o to Jasiu niech cię głowa nie boli
odbiór sztuki względny jest
więc pisz pisz po prostu wiersz taki
aby się tobie spodobał

a sensu w tym się nie dopatruj
zazwyczaj wszystko co ma sens
jest sensem bez sensu

hm... już sama nic nie wiem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to wytłumaczę i to najprościej jak tylko potrafię w czym jest rzecz, co do mojego wiersza.

Pierwsze zdanie - nie wymaga chyba tłumaczenia, bo jakże często jedni w czymś widzą to, czego inni nie widzą. Mniejsza już z tym dlaczego tak jest, ale (i to chyba na szczęście) tak jest.
Drugie zdanie - też chyba nie wymaga tłumaczenia, w każdym razie do odebrania/zrozumienia czegoś jedni używają jednych środków zrozumienia, a inni drugich. Jedni kładą akcent na jedno, a drudzy na drugie, do jednych przemawia bardziej jedno, a do drugich drugie.
Trzecie zdanie - może sprawiać największe trudności, ale w gruncie rzeczy wyraża tylko to, że nie zaprzeczam temu, że ktoś widzi to, czego ja sam nie widzę, bo nie potrafię tego (z takich czy innych powodów, czy osobliwości, choćby charakteru) dostrzec.
Czwarte zdanie - odnosi się bezpośrednio do wcześniejszego (trzeciego) zdania, które to trzecie zdanie, tylko na pozór wydaje się bez sensu. Bo w gruncie rzeczy jest i to bardzo oczywiste.
Piąte zdanie - chyba, a nawet na pewno nie mogłoby być inne, skoro cały czas (w wierszu i o wierszu) jest mowa o tym, co przecież przysłowiowo podkreśla to jakże znane wyrażenie.

I nie ma się co denerwować, tylko najlepiej ze zrozumieniem i wyrozumiałością spojrzeć na wiersz. Pozdrawiam


Przysięgam ,że w życiu ( w codzienności ) znajdę setkę innych rzeczy ,które potrafią mnie zjeżyć ,ale nie słowo pisane.To tylko sarkazm ,lekko podszyty ( to nie złośliwość -wrodzone czepialstwo ) "bezradność".
Moja reakcja wynika z tego ,że staram się obserwować relacje i "dyskusje" prowadzone na forum i te całe sterty masła maślanego zaczynają mnie przerażać - i to jest dobre słowo na określenie mojego samopoczucia.
W wielu twoich wierszach znajdywałem choćby jedno mądre zdanie ,ale tej paplaniny nie obroni nawet chińska armia.
I nie traktuj drogi Wiju nikogo jak głupka.Tego wiersza nie trzeba tłumaczyć.Trzeba tłumaczyć czemu się tu znalazł.

pozdr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"To jest jedyna konsekwencja tej twórczości - chwal, a będziesz chwalony. I to żelazna konsekwencja." - Jest jeszcze jedna : "nienielubiej",bo będziesz "nielubiony" i omijany szerokim łukiem lub co gorsza nawet na "perłę" naplują albo jej nie "dotkną" ( bo to przecież ten "niedobry" napisał ) - i broń Panie ,stanowczo nie mam na myśli siebie.
Jest gorzej jak w piaskownicy ,bo do niej przyjdzie mama ( jedna bądź druga) i zabawki podzieli ,a dzieci za chwilę zapomną o co się wadziły.Tu się nie zapomina.
Tu -"wykopię choćby z podziemi i przypierd..ę tak ,że się nie pozbierasz"
.
Naprawdę, jest garstka mądrych i szczerych ,a przez to uroczych ludzi ,którzy przybyli tu dać coś swojego ,podzielić się swoim i porozmawiać o cudzym , szkoda ( to czeskie auto - jak mawia mój znajomy "knedlik" ) ,że to grono tak cholernie topnieje.
tyle
Opublikowano

Wija, wypisujesz zwyczajne pierdoły.
Niemniej, jak widać nie od dzisiaj, właścicielowi portalu to się zwyczajnie opłaca.
Precz z nazwą "Dział dla wprawnych poetów" :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Powiem Ci tylko tyle, że w pewnych sprawach (co do moich kroków i postanowień), to niedoczekanie Twoje, a przynajmniej Ty mnie z żadnej drogi nie zawrócisz i do niczego nie zniechęcisz. Co najwyżej mogę Ci tylko powtórzyć, co już pewnie słyszałeś ode mnie, że to, co się Tobie nie podoba, to co Ty wyśmiewasz, ja się z tego szczycę, a nawet to mnie podnosi na duchu (bo wiem co za tym stoi, jakim /obiektywnym/ jesteś znawcą i jaki potrafisz być małostkowy w zawziętości swojej). Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Właśnie dlatego trzeba pisać wiersze, by uruchomić intuicję, wrażliwość,
działania pozarozumowe w sposób twórczy, artystyczny. Niech tam znajdują ujście, a nie w bezrozumnej agresji.

Pozdrawiam :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak, podoba mi się Twoje podejście do twórczości, ale nie ze wszystkim zgadzam się z Tobą, ale jestem pewny, że na nasze szczęcie, a nie na zmartwienie nasze. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to wytłumaczę i to najprościej jak tylko potrafię w czym jest rzecz, co do mojego wiersza.

Pierwsze zdanie - nie wymaga chyba tłumaczenia, bo jakże często jedni w czymś widzą to, czego inni nie widzą. Mniejsza już z tym dlaczego tak jest, ale (i to chyba na szczęście) tak jest.
Drugie zdanie - też chyba nie wymaga tłumaczenia, w każdym razie do odebrania/zrozumienia czegoś jedni używają jednych środków zrozumienia, a inni drugich. Jedni kładą akcent na jedno, a drudzy na drugie, do jednych przemawia bardziej jedno, a do drugich drugie.
Trzecie zdanie - może sprawiać największe trudności, ale w gruncie rzeczy wyraża tylko to, że nie zaprzeczam temu, że ktoś widzi to, czego ja sam nie widzę, bo nie potrafię tego (z takich czy innych powodów, czy osobliwości, choćby charakteru) dostrzec.
Czwarte zdanie - odnosi się bezpośrednio do wcześniejszego (trzeciego) zdania, które to trzecie zdanie, tylko na pozór wydaje się bez sensu. Bo w gruncie rzeczy jest i to bardzo oczywiste.
Piąte zdanie - chyba, a nawet na pewno nie mogłoby być inne, skoro cały czas (w wierszu i o wierszu) jest mowa o tym, co przecież przysłowiowo podkreśla to jakże znane wyrażenie.

I nie ma się co denerwować, tylko najlepiej ze zrozumieniem i wyrozumiałością spojrzeć na wiersz. Pozdrawiam


Przysięgam ,że w życiu ( w codzienności ) znajdę setkę innych rzeczy ,które potrafią mnie zjeżyć ,ale nie słowo pisane.To tylko sarkazm ,lekko podszyty ( to nie złośliwość -wrodzone czepialstwo ) "bezradność".
Moja reakcja wynika z tego ,że staram się obserwować relacje i "dyskusje" prowadzone na forum i te całe sterty masła maślanego zaczynają mnie przerażać - i to jest dobre słowo na określenie mojego samopoczucia.
W wielu twoich wierszach znajdywałem choćby jedno mądre zdanie ,ale tej paplaniny nie obroni nawet chińska armia.
I nie traktuj drogi Wiju nikogo jak głupka.Tego wiersza nie trzeba tłumaczyć.Trzeba tłumaczyć czemu się tu znalazł.

pozdr


Nie przesądzaj i nie podpieraj się armią chińską, ani tym, że traktuję kogoś jak głupka, bo tak nikogo nie traktuję. To już raczej Ty mi usiłujesz coś wmówić, a nie ja cokolwiek komuś. Po prostu pozwól innym mieć swoje zdanie, jakoż każdy ma swój rozum i swoje serce. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nawet mi przykro, że znowu Cię zawodzę, ale nie zabiorę tego stąd. Po prostu nie ma takiej konieczności, czyli uzasadnionego powodu. Chociaż niektórym każde moje słowo jest nie w smak, a może nawet przynosi im tylko ujmę. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"To jest jedyna konsekwencja tej twórczości - chwal, a będziesz chwalony. I to żelazna konsekwencja." - Jest jeszcze jedna : "nienielubiej",bo będziesz "nielubiony" i omijany szerokim łukiem lub co gorsza nawet na "perłę" naplują albo jej nie "dotkną" ( bo to przecież ten "niedobry" napisał ) - i broń Panie ,stanowczo nie mam na myśli siebie.
Jest gorzej jak w piaskownicy ,bo do niej przyjdzie mama ( jedna bądź druga) i zabawki podzieli ,a dzieci za chwilę zapomną o co się wadziły.Tu się nie zapomina.
Tu -"wykopię choćby z podziemi i przypierd..ę tak ,że się nie pozbierasz"
.
Naprawdę, jest garstka mądrych i szczerych ,a przez to uroczych ludzi ,którzy przybyli tu dać coś swojego ,podzielić się swoim i porozmawiać o cudzym , szkoda ( to czeskie auto - jak mawia mój znajomy "knedlik" ) ,że to grono tak cholernie topnieje.
tyle
Po tym komentarzu do komentarza to nawet oniemiałem, a przynajmniej (na moment) mnie zatkało. Ale czy to coś zmieni, jak było tak zawsze będzie; nie będą ci, to będą inni jednymi i drugimi i jednych zawsze będzie tylko garstka. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Właśnie dlatego trzeba pisać wiersze, by uruchomić intuicję, wrażliwość,
działania pozarozumowe w sposób twórczy, artystyczny. Niech tam znajdują ujście, a nie w bezrozumnej agresji.

Pozdrawiam :-)
Właśnie, długo by jeszcze na ten temat mówić, kiedy najlepiej niech o tym mówią, niech do tego (czyli do artystycznych racji) przekonują same wiesze. I bez intuicji (twórczego przeświadczenia) w tym temacie, w tej rzeczy na pewno się nie obejdzie. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena  U Ciebie nie ma rutyny . Są emocje, ciarki, gęsto, gejzer emocji. I refleksja ... Pozdrawiam ciepło.
    • @hollow man   Dla mnie jest to niezła lekcja o kosztach, jakie płacimy za próbę całkowitego opanowania świata. Niszcząc naturalne bariery (brzegi rzek) zamiast wolności - zamykamy się w sztucznym, wyreżyserowanym świecie. To metafora świata, w którym wszystko stało się płynne i pozbawione fundamentów. Żyjemy w kłamstwie tak głęboko, że tylko śmierć, jest w stanie nas z niego wytrącić i pozwolić nam dostrzec "błyski prawdy". "Błyski" - to słowo sugeruje, że prawda nie jest już stałym światłem. Bardzo intrygujący wiersz. :)
    • Tajemnicą jest życie bez tajemnic.
    • jej mąż ma ciało które nie uznaje granic nie kończy się w jednym miejscu rozlewa się po domu jak coś co nie zostało dobrze zakręcone jak awaria która nauczyła się chodzić wchodzi w kątyo na szybie zostawia po sobie ślady ciepła zapach potu i coś co przypomina wczoraj śpi ciężko z otwartymi ustami jakby łapał powietrze z innego życia jakby coś z niego wychodziło zamiast powietrza chrapie w rytmie który nie pasuje do niczego jak rozregulowana betoniarkia która mieli resztki ich wspólnych nocy chrapie w kilku językach naraz jak maszyna która próbuje przypomnieć sobie po co została zbudowana materac przyjmuje jego ciężar jak wyrok bez odwołania jakby ktoś próbował z niego wycisnąć ostatnie lata gwarancji rano podnosi się powoli najpierw bebech potem barki potem reszta jakby składał się z części które nie chcą współpracować szoruje bezwstydnie paznokciami po skórze jakby zdzierał tynk z nieopłaconego mieszkania drapie się pod koszulką która przykleiła się do niego jak druga skóra po przejściach jego skóra jest jak stary paragon wyblakły nieczytelny dowód zakupu człowieka, który dawno przestał działać i dlaczego nie podlega zwrotowi drapie się po brzuchu jak po bębnie w który los uderza co rano żeby sprawdzić czy w środku jest jeszcze jakiś dźwięk czy tylko echo pustych kalorii ona udaje że śpi bo zna kolejność zdarzeń wstrzymuje oddech tak długo że krew w skroniach zaczyna tętnić: uciekaj, uciekaj ale jej nogi są z ołowiu jakby on już dawno je sobie pożyczył wie że zaraz padnie to pierwsze westchnięcie ciężkie wilgotne jak ręcznik zostawiony w łazience na kilka dni które wejdzie jej pod żebra i zostanie tam jak niechciany lokator idzie do kuchni stopy stawia całym ciężarem jakby sprawdzał czy podłoga jeszcze go znosi otwiera lodówkę światło robi z niego dowód rzeczowy stoi przed nią długo z ręką w spodniach z głową w świetle jak eksponat w muzeum rzeczy zepsutych z twarzą która nie zdecydowała się jeszcze być człowiekiem jego ciało to magazyn w którym ktoś chaotycznie upchnął zapasowe lata a on próbuje je teraz przełknąć razem z zimną parówką z biedronki je bez apetytu ale dokładnie miażdży materię jakby jego zęby były ostatnią sprawną niszczarką w tym domu ostatnią instytucją która jeszcze działa mieli wszystko: chleb ciszę i resztki nadziei na to że jutro będzie lżejszy on jest jak żywa usterka w instalacji świata przez którą wycieka Bóg w dresach z wypchanymi kolanami jedyny namacalny dowód na to że nicość ma jednak kogoś na etacie liże palce powoli bez skrępowania a ona patrzy na to i czuje coś między litością a zażenowaniem jej ciało próbuje się zmniejszyć zrobić miejsce dla jego istnienia kiedy mówi że coś naprawi powietrze w domu robi się twardsze on nie naprawia on wchodzi w rzeczy całym sobą siłuje się z kluczem francuskim jak z obcą cywilizacją poci się natychmiast pot wychodzi z niego jak decyzja podjęta bez konsultacji jak wyciek danych którego nie da się zatrzymać wygląda jak rzeźba pod tytułem błąd w sztuce mokry pomnik ku czci wszystkich mężczyzn którzy zginęli przy próbie wymiany uszczelki w kranie sapie zaklnie urwie zaleje stoi potem w tej wodzie mokry do pasa zadowolony przez chwilę jak dziecko które rozwaliło zabawkę żeby zobaczyć co jest w środku ona odwraca wzrok ale słyszy każde jego chrząknięcie każdy dźwięk który mówi że to jeszcze trwa siada na kanapie z ikei i nie siedzi - on się wydarza ona wtedy zaciska dłonie na szklance żeby sprawdzić czy jeszcze ma granice czy  też już pachnie tą zimną parówką jak on jest jak czarna dziura domowego użytku która wciąga światło z okien i resztki jej cierpliwości mieli je w sobie na gęstą ciemną materię telefon trzyma przy twarzy ale nie patrzy tylko przewija jakby szukał wyjścia z własnej skóry ona siedzi obok i czuje jego ciepło które nie pyta o zgodę które przechodzi przez ubrania przez skórę dochodzi do niej i zostaje w nocy wstaje idzie do lodówki światło oblepia go od przodu jakby go przesłuchiwało stoi drapie się je prosto z opakowania jakby był tylko przejściem ona patrzy na niego z łóżka i nie wie czy to jeszcze człowiek czy już tylko potrzeba która przyjęła jego kształt jej mąż pachnie snem potem i czymś niedokończonym kiedy ją dotyka robi to ostrożnie jakby bał się że zostawi ślad kocha ją cicho bez słów jest jak Bóg który przespał własną rewolucję i teraz jedyne co może zrobić to zajmować miejsce trzymać ściany żeby nie uciekły przed jego chrapaniem które skleja noc jak klej do rzeczy dawno rozbitych ona czasem myśli że gdyby go nagle wyciąć z tego powietrza dom zapadłby się do środka jak pusta puszka bo on wrósł w progi jak krew w żyły stał się jedynym zbrojeniem które jeszcze trzyma ten syf w pionie jest jak cały świat na fundamencie spocony i głośny potwór o pustym spojrzeniu bez którego ściany dostałyby mdłości trzyma ten bajzel przy ziemi samym swoim byciem to jest jego jedyna ewangelia: pot, parówka i nic wybrakowany mesjasz od cieknących kranów który nie zbawi świata ale przynajmniej nie pozwala mu odlecieć w próżnię          
    • @hania kluseczka   Bardzo dziękuję za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Wiem, o czym piszesz i dobrze Cię rozumiem.  Też spotykałam, co prawda bardzo rzadko, wyjątkowe dzieci, ale system ich nie zauważa. I rzeczywiście, mają szczęście, gdy trafią na mądrych ludzi. Ale najważniejsi są rodzice/rodzic - to ich mądra miłość może zdziałać najwięcej. Gratuluję, że tak mądrze przeprowadziłaś swoje dziecko przez ten czas dzieciństwa i młodości. Gratuluję również tak uzdolnionego syna.  W moim opowiadaniu występuje ktoś z mojej rodziny, ale Nika nie jest moim dzieckiem.  Pozdrawiam serdecznie. :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...