Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Jak urocze, jak kochane
Jaka radość, jakie szczęście
Mieć przystanek na żądanie
Oraz panią na zaklęcie


Jestem wdzięczny za to wszystko
Co pozwala być człowiekiem
Każdy kościół, bar i dyskont
(Za recepty, za apteki)

W szczególności za ten plakat
Który głosi jak to łatwo
Pójść do sklepu czy tam na targ
I udawać jest bogactwo

Skoro taki kolorowy
Musi mówić coś ważnego
O tym jak żyć i co robić
Aby dużo mieć kolegów

Ci to wiedzą jak jest u mnie
Zawsze mówię im, że w deskę
Bo mi radość gnije w trumnie
Lecz poza tym w porządeczku

Wciąż mam obraz kolorowy
I antenę obok okna
Jakieś nowe technologie
Co by ludzi można spotkać

A byłoby jeszcze piękniej
Gdyby wybić wszystkich brzydkich
Chodziłoby się bez lęku
Po marketach i na dzipki

Było lepiej by o tyle
(No bo przecież nie tak samo):
Żyłoby się nieco milej
Dużo łatwiej udawało
Opublikowano

Wyrównaj w wersach sylabizację albo pisz jakoś np 8-6-8-6 bo tak to rytmu nie ma. Rymy masz wymieszane że głowa boli, częstochowskie to niedokładne, to wogóle brak. Źle się czyta taki tekst jest rwany, jakby kot grał na gitarze. Dałeś( aś) układ abab ale nie w każdej strofie. Popraw to a będzie się czytało znośniej. W tym wykonaniu to badziew.

Opublikowano

Za same "dzipki" już bym Cię wyściskała!!!!!

Brawo!

Doskonały tekst. Satyra - cudności. I w technice - znać mistrzowskie pióro i w różnorodności rymów i cudnej transakcentacji, czego już prawie nie robią (poza Młynarskim, Andrusem) nawet całkiem dobrzy satyrycy.

("czy tam na targ") - oj, cudeńko!

Tematu nie tykam - nie cierpię narzekactwa. Ale że się przy tym śmiejesz... Niech Ci będzie.

Wielkie brawa! O! Nie pochwaliłam tytułu, więc wracam i chwalę!


dałabym ci chłopcze plusa,
ale komuś przeszkadzało,
że się jednym - z kapelusza,
innym - mało, mało, mało.

Cieplutko, kłAniam się,

Para:)

Ps.Z ostatniej strofki zdjęłabym kursywę i trzeba by połączyć "żyłoby", bo się klikła pauza niechcący;)

Opublikowano

świetna satyra, naprawdę, siada obok na ławeczce ;)

zmieniłbym- ,,By się nie bać ludzi spotkać,, na coś przeciwnego,
np. ,,by przestraszyć się przechodnia,,
byłaby bardziej realna refleksja, ale to oczywiście kwestia sporna
pozdro ;)

Opublikowano

Ci to wiedzą jak jest u mnie
Zawsze mówię im, że w deskę
Bo mi radość gnije w trumnie
Lecz poza tym w porządeczku

A ja bym nie zmieniał tego wcale! Celowo tu nie ma rymu, chciałeś podkreślić tą zwrotkę, by czytelnik się uśmiechnął i przy okazji złapał oddech..Uwielbiam zarówno rymy, jak i satyrę..Dawaj więcej kebabów, bo smakują:)

  • 6 lat później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Rozumiem! Towarzystwo kota lub psa, a nawet samotność jest w wielu przypadkach odpowiedniejsze.
    • Gdzie oni są? Otóż pełno ich jest, całe zatrzęsienie w gwiazdotwórczej otchłani.   Gdzie są?   Wszędzie.   Wnikają w sny. W marzenia. W tęsknoty. Rozsadzają sobą rozpędzone strumienie czasu.   Zaciskam powieki – widzę ich.   Otwieram – widzę.   Czuję ich obecność poprzez mury zimne i ciężkie. Przez stare cegły...   Wtedy, podczas misterium w pulsującej ekstazie drgających świec, dostępuję obecności...   Przez te ściany zimne. Poprzez popękane tynki, mury tajemne…. Widzę ich. Czuję. Wtedy, kiedy deszcz. Letni deszcz majowy. Wtedy, kiedy szarość pochmurnego dnia sączy się przez szczeliny zaciągniętych storami okien...   Wtedy, kiedy…   Kiedy to było? Pamiętasz?   Dlaczego milczysz? Spójrz, jakoś tak mi tutaj samemu… Ale… Deszcz stuka w okna. W blaszane parapety.   Bulgocze w rynnach…   Czy to miał być wiersz? Nie sądzę. Więc, co? Co to miało być? Nie wiem. Nie mam pojęcia.   Może ty wiesz?   Wiesz?   Powiedz coś. Cokolwiek. Powiedz, pomimo milczenia i szumu.   Pomimo ciszy samotności.   I pomimo milczącej ekstazy smutku tak wielkiej, że aż otępiającej. Zniewalającej wszelkie poruszenie jak w chorobie Parkinsona.   No i popatrz, miał być wiersz a wyszło jak zwykle nie wiadomo, co.   Ciii… Stukania w przedpokoju zwiastują czyjeś przybycie. Czy to ty, ojcze? Przyszedłeś po coś? Zapomniałeś czegoś?   Ojciec przychodzi na ogół we śnie. I tak jakoś majaczy niczym fatamorgana.   Lecz tym razem to nie on…   Wiesz, kiedy zaciskam mocno szczypiące powieki dużo światła nas wówczas dzieli. Nawarstwia się wtedy twoja nieobecności, potęguje się i lśni. Jak ten blask na skraju. W widnokresie zalęgły.   W słońcu kładącym się do snu. Tu i tam. Tu i ówdzie. Wszędzie. Po wielokroć…   No i popatrz. Ach, stałaś się znowu kamieniem. Nieczułą cząstką wygaszoną w sobie.   Jestem tutaj. Jestem. A ty?   Mech porósł płaszczyzny kamienia. Zielone ściany. Mechate. Miękkie i wilgotne…   Za dużo tu nieścisłości. Kiedy staję obok domu umarłych dawno temu dziadków, słyszę jak rozmawiają ze sobą, w środku. Rozmawiają i śmieją się. Padają przytłumione słowa gości. Wszystkich tych, których już nie ma. Nie wchodzę do środka, do tego wnętrza przeszłości. Dawno minionej strugi. Ale nie. To dzieje się na nowo. Oni są tutaj. Oni są. Czuję ich obecność,   Patrząc w dal. W ten skraj zielonej łąki. Podmokłej.   Tej łąki zwieńczonej strumieniem perlistym i lśniącym…   A więc tam.. Tam daleko…   Spójrz. Spójrz tak, jak mogłabyś spojrzeć, będąc razem ze mną w tej oazie nieskończoności…   Spójrz!   Horyzont ugina się od szaro-słonecznej, od tej melancholijnej kwintesencji zmierzchu w liliowych powabach i lśnieniach.   Od tego czegoś, co umyka wyobraźni a co istnieje wiecznie. Na zawsze…   Wtedy, kiedy patrzy się poprzez płot z rozrosłego znienacka gladoilusa...   Stoję na zewnątrz małego parterowego domu i nasłuchuje rezonującej bieli ścian. Tej bieli oddychającej. Werandy. Okien uchylonych. Sieni… Nasłuchuję głosów. Śmiechów i szeptów. Wszystkich tych dawno minionych emocji. Nieaktualnych już, choć wciąż istotnych z punktu widzenia wieczności. A więc słyszę te zapamiętane z dzieciństwa, z młodości... Głosy dziadków, których ciała rozsypały się już dawno w pył.   … a więc te głosy, te szepty dawno umarłych już gości… … umarłych, zmarłych, skamieniałych…   Wracam do początku…   Czuję każdą barwę dźwięku. Każde wibrato… Wyczuwam wszystko jak pies, któremu podkłada się pod nos przedmioty powszechnego użytku.   A więc czuję ich. I wiem, że są.   Rozmawiają ze sobą. O sobie. I o sprawach wszechrzeczy. O tych wszystkich kwestiach…   Kto tu jest?   Dziadek wyszedł na chwilę…   Nie. Nikt nie wyszedł. Oni są wiecznie wewnątrz czegoś, co jest nieograniczone i niepojęte…   Oni są wewnątrz...   Nie widzę ich, ale słyszę… Wprawdzie słyszę jakoś tak, jak się słyszy przytłumione dźwięk zza ściany.   Jakoś tak…Słysze ich, jakby świętowali. Bo świętują.   Tam wciąż komuś winszują i składają życzenia. Śpiewają cicho harmonicznymi głosami pieśni.   Imieniny. Urodziny…   Jedno i drugie.   Wiecznie…   Pobrzękują sztućcami, filiżankami, talerzykami...   Tymczasem na zewnątrz trwa przytłumiony blask wiecznego zmierzchu. Pachnący maciejkami zmierzch, któregoś czerwcowego zmiłowania, którejś wczesnej jesieni…   Spójrz, tak moglibyśmy się kochać. Tak miłować, splatając dłonie… Tak moglibyśmy… Lecz…   Wiesz? To nie ten wszechświat. I czas. To nie ta otchłań gorejącego bytu. Tutaj wszystko jest już minione. Niespełnione. I tęskne.   Tutaj wszystko jest przytłumione w kolejnych fazach okrutnego mijania. Tutaj wszystko jest świeże. I więdnące. I uschnięte zarazem. Tutaj wszystko jest…   Wiesz, za dużo tego wszystkiego. Za dużo tej przeszłości. Tych rozsypanych resztek dawnego życia. Jest. To znowu tak jakby nigdy niczego nie było…   A nawet, jeśli jest, to jakieś takie minione. Nieaktualne. Jakieś takie post… Dużo tu tego. Dużo. I jakoś tak strasznie mało…   Pamiętasz? Wtedy, kiedy ktoś chciał ci coś powdowieć?   Lecz nie zdążył. … więc nasłuchujesz echa…   I jesteś coraz dalej od polan. Od tej woni igliwia. Oddalając się, oddychasz płytko przegrodzona kratą gęstego powietrza...   I jesteś ogłuszona ciszą, która zwiesza się gałęziami do samej ziemi płaczącej wierzby. … co przegląda się nad wodą, nad wartkim strumieniem hałasującym perlistym milczeniem …   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-24)      
    • @Rafał Hille Na spotkaniach klasowych chce się wierzyć, że się jest dalej takim jak kiedyś. A może jest się nawet takim jak kiedyś. Nie zmienią tego papiloty ani piwo bezalkoholowe. To są tylko dodatki.
    • Cały świat  Zostawiam za sobą    I nawet nie patrzę już  W twoje oczy    Bo nic mnie nie zaskoczy    Nawet twoja postać  Jak z bajki    Jestem dorosły   Nie wierzę już w bajki! 
    • Obdarta z kolorów miedzi, Mieści w sobie cały świat. Od poczęcia, poród i studia Walczy i broni.    Światło na dłoni. I blask w sercu Wyczekuje  Kiedy wrócę do domu.   Pierwsza kobieta w mym życiu. Jej twarz lśni we wschodzie Pomrukuje w zachodzie. Nowego Jorku o zmierzchu.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...