Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

mariabard do wiersza Oxywii J.:

"A skoro jest też miłość, co wytwarza chemię," - ani to poezja, ani prawda


"A skoro jestem słońcem, co świeci przeze mnie,
muzyką, co gorącem tworzy mnie bezdennie, - dlaczego tworzy Cię bezdennie???
kolorem, wierszem, słowem - więc jestem ze sztuki? - ???

Nie mam tak wielkiej śmiałości, aby wierzyć, że jestem słońcem, ani ze sztuki...
Wiersz jest nadęty, przewartościowany, słaby.
Nie potrafię znaleźć sensu poza przeładowaniem emocjonalnym, ktore zakłóca wartość. Aczkolwiek - nietajną przyczynę znam. Jest ok. :-)
Pozdrawiam. E.
__________________________________
Komentator step:

Autorka komentarza z pewnością jest profesorem katedry literatury renomowanego uniwersytetu, a nie jednym z licznie spędzonych tutaj autorem pisanych grzmotów. Zabrakło jednego maleńkiego sformułowania o subiektywności odczuć i odbioru, co stwarza wrażenie, że myślą przewodnią komentarza jest próba kopnięcia Oxyvii pod stołem. Aluzja co do przyczyn pełna nieskrywanego jadu, a pozdrowienia bardziej fałszywe niż judaszowe, abstrahując od ostatnich rysów postaci Judasza kreślonych przez historyków. Jednym słowem ekstrakt gnomicznej wręcz złośliwości. Nie powinno się komentować komentarzy, wiem. Ale ja komentuję tutaj postawę. Wielkie postaci są widoczne tylko na tle tych małych, pokurczonych, więc i tacy złośliwi ludzie są potrzebni jak w padlinożercy w ekosystemie. Pozdrawiam Autorkę, ale wiersza, a nie cytowanego komentarza. Zapluszone już dawno.

Ciąg dalszy:


zawsze dobrze się dowartościować opluwając tych co wysoko nad nami, prawda, Pani Rudopióra? czytelnicy tutaj nie znają się na poezji dlatego jesteś na dziesiątym już praktycznie miejscu w rankingu, najlepsze miejsce na to żeby powiedzieć, a co mi tam rankingi; pisz finezyjne wiersze, a nie komentarze
prawo do takiego a nie innego odbioru jest niezbywalne, ale ważne jest nie tylko co się autorowi mówi, ale również i jak, a z Twojego "jak" arogancja wyłazi jak niektórym słoma z butów i tylko o to jest pretensja, o manifestowanie kim to się nie jest, czemu zresztą ranking tutejszych autorów przeczy, a Oxyvia Twój głos z pewnością ma w bardzo skrzętne skrywanym miejscu, a jej opinii o Twoim pisaniu nie przytoczę bo leżących się nie kopie
nie pozdrawiam, szarobury, zielononogi czy jak tam sobie chcesz mnie nazywać

step
_____________

Czyż nie urocze? Szczególnie to "skrzętnie skrywane miejsce" Oxywii...

Opublikowano

"Wielkie postaci są widoczne tylko na tle tych małych, pokurczonych, więc i tacy złośliwi ludzie są potrzebni jak w padlinożercy w ekosystemie"

O, to jest fajne, błędne w przekazie, ale fajne :0

A o co chodzi? Bo nie rozumiem do końca?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Masz dywan, MBlu???????? Kurcze;-)
Ja się turlałam po twardziochach:-).

A co? Dziesiąte miejsce w każdym rankingu złe nie jest:-).

Czy tylko z wierszyków można się śmiać? NIE!

zapluszam...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Masz dywan, MBlu???????? Kurcze;-)
Ja się turlałam po twardziochach:-).

A co? Dziesiąte miejsce w każdym rankingu złe nie jest:-).

Czy tylko z wierszyków można się śmiać? NIE!

zapluszam...
Mam dywan, właśnie na takie okazje - jak widać nie marnuje się:) Warto zainwestować:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Masz dywan, MBlu???????? Kurcze;-)
Ja się turlałam po twardziochach:-).

A co? Dziesiąte miejsce w każdym rankingu złe nie jest:-).

Czy tylko z wierszyków można się śmiać? NIE!

zapluszam...
Mam dywan, właśnie na takie okazje - jak widać nie marnuje się:) Warto zainwestować:)

Tak może być. Nie przewidziałam w mojej "pokurczonej karłowatości umysłowej" podobnej sytuacji. :-)

Stół porządny muszę jeszcze kupić do kopania pod nim kogo tam trzeba.:-)

z poważaniem
"profesor katedry literatury"
Opublikowano

A co tam za jakiś pan Rygalski z reklamą jakiejś swojej stronki, którą wbija gdzie się da myśląc, że nie zauważę?? Gdzie nie wejdę, tam jakieś figle :)

A tam, step one step, był chyba taki przebój New Kids on tche Blok!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Masz dywan, MBlu???????? Kurcze;-)
Ja się turlałam po twardziochach:-).

A co? Dziesiąte miejsce w każdym rankingu złe nie jest:-).

Czy tylko z wierszyków można się śmiać? NIE!

zapluszam...
Elu, HUrrra jesteś w pierwszej dziesiątce!!!
gratuluję:)))
ps. nadziwić się nie mogę, znów mnie parę dni nie było i kolejny "sprawiedliwy/wa" się objawił...
Opublikowano

Wiersz nadęty, step zadęty,
jakiś Andrzej całkiem kręty,
nikt tu wiersza nie rozumie,
za to każdy szczekać umie. ;-)))

Elu, dziękuję za reklamę, ale nie trzeba, dam sobie radę bez takich chwytów. ;-)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



już nie, już na 12 miejscu, od czasu jak próbowała pod cudzym wierszem wyrównywać porachunki z Parą, spadła o 7 miejsc, jeszcze z kimś zadrze i wyleci z klasyfikacji

a swoją drogą, Mario, to przykre tak brzydko sie starzeć, ja wiem, życie już się kończy, tu strzyka, tam boli, człowiek się budzi z zaropiałymi oczami i nie widzi rano świata...
i jak tu zachowac pogodę ducha?
niektórym się to udaje, potrafią sie cieszyć tym co los przynosi, nie żyją w ciągłym poczuciu krzywdy i z ciągłymi pretensjami na niesprawiedliwość życia

z matematyką na bakier? skoro była na 10 spadła o 7 to powinna być na 17 a jest na 12-tym???
to są pierdoły i duperele, którym zaprząta sobie głowę TWA z przewodniczącą AP na czele. komu przeszkadza merytoryczna krytyka?, z uzasadnieniem i wyjaśnieniem? może tak odbierać czytelnik ? może. jak chwali jest cacy, jak gani to FUJ albo be. szkoda, bo parę osób z TWA ma całkiem niezłe wiersze. NIE WSZYSTKIE JEDNAKOŻ!!! poza tym nie każdy wiersz każdemu musi się podobać. a merytoryczna, z uzasadnieniem krytyka świadczy o kulturze. jak widać- nie warto, lepiej napisać wzorem niektórych: gniot, kosz lub (-).
a swoją drogą o kompletnym braku kultury, prostactwie, chamstwie i złośliwości świadczy Twoja stepie wypowiedź, jak wyżej, o drugiej osobie, osobliwie kobiecie, na forum publicznym.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



już nie, już na 12 miejscu, od czasu jak próbowała pod cudzym wierszem wyrównywać porachunki z Parą, spadła o 7 miejsc, jeszcze z kimś zadrze i wyleci z klasyfikacji

a swoją drogą, Mario, to przykre tak brzydko sie starzeć, ja wiem, życie już się kończy, tu strzyka, tam boli, człowiek się budzi z zaropiałymi oczami i nie widzi rano świata...
i jak tu zachowac pogodę ducha?
niektórym się to udaje, potrafią sie cieszyć tym co los przynosi, nie żyją w ciągłym poczuciu krzywdy i z ciągłymi pretensjami na niesprawiedliwość życia

z matematyką na bakier? skoro była na 10 spadła o 7 to powinna być na 17 a jest na 12-tym???
to są pierdoły i duperele, którym zaprząta sobie głowę TWA z przewodniczącą AP na czele. komu przeszkadza merytoryczna krytyka?, z uzasadnieniem i wyjaśnieniem? może tak odbierać czytelnik ? może. jak chwali jest cacy, jak gani to FUJ albo be. szkoda, bo parę osób z TWA ma całkiem niezłe wiersze. NIE WSZYSTKIE JEDNAKOŻ!!! poza tym nie każdy wiersz każdemu musi się podobać. a merytoryczna, z uzasadnieniem krytyka świadczy o kulturze. jak widać- nie warto, lepiej napisać wzorem niektórych: gniot, kosz lub (-).
a swoją drogą o kompletnym braku kultury, prostactwie, chamstwie i złośliwości świadczy Twoja stepie wypowiedź, jak wyżej, o drugiej osobie, osobliwie kobiecie, na forum publicznym.

z matematyka jest w porządku, ale z rozumnym czytaniem u Ciebie nie, to nie jest pierwszy przypadek, że pani starsza próbuje kogoś zdołować, jeśli jesteś blondynką to wszystko w porządku, masz prawo nie zrozumieć



Bajadero, przepraszam. W jakimś sensie przeze mnie zostałaś obrażona.

Dziękuję, że próbujesz dyskutować. Nie jest łatwo - wiem. Z chorobą się nie dyskutuje, tylko się ją leczy.

Pamiętasz może taką znakomitą pioseneczkę Jacka Fedorowicza: ?

Uczyła mnie mama,
jak się nie bać chama,

bo cham to jest cham
i boi się sam




Opublikowano

Elu, ja nie z cukru anim chorągiewka. razi mnie ewidentne chamstwo i prostactwo miejscami polukrowane na różowo. nic mnie nie obraziło. mogłam się tylko z politowaniem uśmiechać..
ale dziwy...prostackie komentarze zniknęły, wierszyk zniknął...czary mary hokus-pokus...będzie się teraz wszystko uszlachetniało...,
niech tam i oby.
a w cytatach nie dało się usunąć...oj oj...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


z pewnością dasz sobie radę Oxyvio...jesteś w bojach zaprawiona...pamiętam Twój bój tu na forum. choć nie brałam udziału w tej nieszczęsnej dyskusji kibicowałam Ci szczerze i myślę, że wyszłaś z tego wygrana. ale też pamiętam jeden z ostatnich tam komentarzy..., życzliwa Ci ponoć cieplutka dusza upomniała Ciebie byś się nie poniżała, bo jesteś w tym żałosna..nie są to słowa dosłowne, ale sens był taki..., jeśli z życzliwości nie można było tego napisać na priv. ?...
a ja Ci gratuluję bo warto walczyć o swoje i nie zmieniasz zdania pod publikę.
Opublikowano

Bajdero, dziękuję, jeśli to szczere. Nie zmieniam zdania pod publikę, nie piszę pod publikę, nie lubię kłótni i awantur, ale też nie lubię być oszukiwana i naciągana, stąd mój "bój" tutejszy, już zresztą zakończony sukcesem.
Nie poniżałam się - upominanie się o swoje nie jest poniżaniem się.
Co do Marii Bard i Stepa - martwi mnie to, że są w stanie konfliktu. Ale już nic na to nie poradzę, sprawy zaszły za daleko. No cóż...
Dzięki Ci za miły post. :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Występują kłopoty ze zrozumieniem tekstu, Oxywio? Ale to nie mój problem.


Zaszło nieporozumienie. Wyjaśniam:

Nie ma stanu konfliktu między marią bard a stepem. To jest niemożliwe.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Występują kłopoty ze zrozumieniem tekstu, Oxywio? Ale to nie mój problem.


Zaszło nieporozumienie. Wyjaśniam:

Nie ma stanu konfliktu między marią bard a stepem. To jest niemożliwe.
Ha ha ha ha ha! No to się ogromnie cieszę! ;-)))))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Chodzę jak na szpilkach Biodrami zataczam spiralę Spojrzeniem Idę wolniej w dół Tam gdzie skarby schowane Biodrami zataczam spiralę Prowadzę dłońmi wnet Tam gdzie skarby schowane Naciągam spojrzenie kuse Prowadzę dłońmi wnet Po drodze zbieram klejnoty Naciągam spojrzenie kuse Zakrywam nieco iluzję cnoty Po drodze zbieram klejnoty Spojrzeniem Idę wolniej w dół Zakrywam nieco iluzję cnoty Chodzę jak na szpilkach
    • Mało! Woła mu Nel. Tlenu mało! Wołam
    • Ale antał piwa RP sprawi płatna Ela
    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...