Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

no ale są i tacy którzy dla odmiany zaświadczają na katafalku żeby im żadnym sposobem Boga do trumny nie wkładać - pomimo wcześniejszego teizmu. w sumie to człowiek skazany jest na wiarę zawsze i od samego początku, bo mieszka w Bulerbyn, mimo że wysyła wymyślne rakiety w przestrzeń międzygwiezdną, ciężko jest dowieść chociażby tego, że Ziemia jest kulista/ eliptyczna ;)

Opublikowano

Tomku, jak to dostrzegasz, ludzie to duże dzieci, ale na pewno kiedyś dorosną :) Póki co to co wydziwiają tzw. teiści wynika głównie z lekceważenia a także z interpretacji (nadawanie wypowiedziom sensu, jaki komuś pasuje) wybranym wersetom lub fragmentom Pisma Świętego. Korzystając z książki dostępnej pod adresem: http://www.jw.org/index.html?option=QrYQZRQVNlBBX możesz ŚAM poznać czego naprawdę uczy Biblia :) Życzę radości i pożytku z tego... wiecznego :)

Opublikowano

ludzie to duże lub nieduże ale dzieci po sam kres - ziemski - to akurat kwestia obserwacji, jakichś tam doświadczeń, no i wiary; wiary we własne obserwacje - ale kwestia jest na tyle umowna, że nie sposób z nią dyskutować, bo brak dowodów, brak empirii w tej materii;
ja wiem że ludzie (głównie ateusze którzy WIEDZĄ że Boga nie ma - nauka w niepowołanych rękach wywołuje skutek odwrotny) lubują się w nadinterpretowaniu zarówno Tory jak i Nowego Testamentu, ale w szczególności Koranu, który dla odmiany ja polecam Tobie ;)
pozro

Opublikowano

Tomku Przekonania są najbardziej osobistą sprawę, wręcz nie dają się wyabstrahować z nas, ani ukazać komuś w całości, a fragmentarycznie przejawiane, bywają odbierane przez innych nie zawsze właściwie. Każdy z nas na własny użytek i odpowiedzialność je kształtuje I NIE MOŻE BYĆ INACZEJ. Mądrzy dysputnicy wpierw uzgadniają definicje pojęć z dziedziny jakiej będzie dotyczyć dysputa, aby myśli ich i wypowiedzi nie rozmijały się :) Przekonywać każdy MUSI SIĘ sam, bo indoktrynacja (sprytne przekonywanie to manipulacja, to terror duchowy). Patologie jednak wszędzie bywają i dysfunkcyjne jednostki :)

Tak, Koran zawiera interesujące miejsca. Oto coś, o czym być może nie wiesz. Odważam się z tobą podzielić tym co wiem, bo przypuszczam, że będzie cię to interesować.

Otóż Koran wspomina o człowieku, który "posiadał wiedzę z Księgi" (27:40, Bielawski). W komentarzu znanym jako Tafsir Jalalayn powiedziano na temat tego wersetu: "Asaf, syn Barchija, był mężem sprawiedliwym. Znał najwznioślejsze imię Boga, toteż ilekroć je wezwał, był wysłuchiwany". Przywodzi to na myśl biblijnego pisarza Asafa, który w Psalmie 83:18 (83:19, BT) oświadczył: "Aby się dowiedziano, że Ty, który masz na imię Jehowa, Ty sam jesteś Najwyższym nad całą ziemią". W Koranie 17:2 czytamy: "Daliśmy Mojżeszowi Księgę i uczyniliśmy ją drogą prostą dla synów Izraela" (Bielawski). W Księdze tej Mojżesz zwraca się do Boga słowami: "Przypuśćmy, że przychodzę teraz do synów Izraela i faktycznie mówię im: "Przysyła mnie do was Bóg waszych praojców", a oni powiadają do mnie: "Jakie jest jego imię?" Cóż im odpowiem?" Bóg odrzekł Mojżeszowi: "Oto, co masz powiedzieć synom Izraela: "Jehowa, Bóg waszych praojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was". To jest moje imię po czas niezmierzony" (Wyjścia [2 Mojżeszowa] 3:13, 15). Starożytni Izraelici znali to wielkie imię Boga. Wykorzystywali je nawet do tworzenia własnych imion. Jak obecnie nadaje się komuś imię Abdullach, które znaczy "sługa Boży", tak niegdyś Izraelita mógł otrzymać imię Abdiasz, oznaczające "sługę Jehowy". Matkę proroka Mojżesza nazwano Jochebed, co może się wykładać "Jehowa jest chwałą". Imię Jan znaczy "Jehowa okazał się łaskawy", a imię innego proroka, Eliasza - "moim Bogiem jest Jehowa". Prorocy znali to wielkie imię i posługiwali się nim w sposób nacechowany głębokim szacunkiem. W Piśmie Świętym występuje ono ponad 7000 razy. Jezus Chrystus, syn Marii, zwrócił na nie uwagę, gdy powiedział w modlitwie do Boga: "Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś (...) Objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była" (Jana 17:6, 26). Omawiając słowa z Koranu 2:87, Bayḍāwī w znanym komentarzu do tej księgi napisał, iż Jezus "przywracał życie zmarłym za pośrednictwem najwznioślejszego imienia Boga". Jak więc doszło do tego, że owo imię spowiła tajemnica? Co ono ma wspólnego z przyszłością każdego człowieka? Niektórzy sądzą, że hebrajskie "Jehowa" znaczy tyle samo, co "Allach" (Bóg). Ale słowo "Allach" jest odpowiednikiem hebrajskiego "Elo·him", będącego liczbą mnogą wyrazu "elo'ah" (bóg), wyrażającą majestat. Pod wpływem przesądu Żydzi przestali wymawiać Boże imię Jehowa. A kiedy napotykali je w trakcie czytania świętych pism, tradycyjnym zwyczajem wypowiadali słowo "Ado·nai", czyli "Pan". Co więcej, w niektórych miejscach oryginału hebrajskego zastąpili imię Jehowa wyrazem "Ado·nai". Podobnie uczynili przywódcy religijni chrześcijaństwa. Imię Jehowa zamienili na słowa "Bóg" (po arabsku "Allach") i "Pan". Przyczyniło się to do rozwoju fałszywej doktryny o Trójcy, nie mającej żadnego oparcia w Piśmie Świętym. Wskutek tego miliony ludzi niesłusznie oddaje cześć Jezusowi i duchowi świętemu, uważając ich za równych Bogu. Tak więc przywódcy judaizmu oraz chrześcijaństwa wspólnie ponoszą winę za to, że ogromne rzesze ludzi nie znają najwznioślejszego z imion. Niemniej Bóg zapowiedział: "Stanowczo uświęcę swoje wielkie imię, (...) i narody będą zmuszone poznać, że ja jestem Jehowa". Istotnie, Jehowa sprawi, że wszystkie narody poznają Jego imię. Dlaczego? Ponieważ nie jest On jedynie Bogiem Żydów czy jakiegoś innego ludu. Jehowa to Bóg całego rodzaju ludzkiego - Ezechiela 36:23; 1 Mojżeszowa 22:18; Psalm 145:21; Malachiasza 1:11, BT. W Piśmie Świętym powiedziano: "Każdy, kto wzywa imienia Jehowy, będzie wybawiony" - Rzymian 10:13. Nasze wybawienie w dniu sądu będzie zależeć od tego, czy znamy imię Boga. Poznanie go obejmuje zaznajomienie się z przymiotami, dziełami oraz zamierzeniami Boga, a także kierowanie się w życiu Jego wzniosłymi zasadami. Na przykład Abraham znał imię Boże i go wzywał. Dzięki temu cieszył się zażyłą więzią z Bogiem, wierzył w Niego, polegał na Nim oraz był Mu posłuszny. W ten sposób stał się przyjacielem Boga. Tak samo my, jeśli poznamy Jego imię, to przybliżymy się do Boga, zadzierzgniemy z Nim osobistą więź i ze wszech sił będziemy strzec Jego miłości (1 Mojżeszowa 12:8; Psalm 9:10,[9:11]; Przypowieści 18:10; Jakuba 2:23). Biblia donosi również: "Jehowa zwracał na to uwagę i słuchał. I zaczęto spisywać przed nim księgę pamięci dla bojących się Jehowy i dla myślących o Jego imieniu" (Malachiasza 3:16). Dlaczego mamy "myśleć" o najwznioślejszym imieniu? Imię Jehowa dosłownie znaczy "On powoduje, że się staje". Wyjawia ono, iż Jehowa osobiście dopilnowuje spełnienia swych obietnic. Zawsze realizuje swoje zamierzenia. Jest Bogiem Wszechmocnym, jedynym Stwórcą, odznaczającym się wszelkimi szlachetnymi cechami. Nie da się w jednym słowie ująć pełni Jego boskości. Jednakże Bóg wybrał sobie niezrównane imię - Jehowa - które przywodzi na myśl wszystkie Jego przymioty i zamierzenia. O swych zamysłach wobec ludzkości Bóg informuje na kartach Pisma Świętego. Jehowa Bóg stworzył człowieka, żeby ten cieszył się bezkresnym, szczęśliwym życiem w raju. Jego wolą jest, aby wszyscy ludzie stanowili jedną rodzinę, zespoloną miłością i pokojem. Już wkrótce Bóg miłości zrealizuje to zamierzenie (Mateusza 24:3-14, 32-42; 1 Jana 4:14-21). Bóg wyjaśnia, dlaczego ludzie doznają cierpień, i wskazuje, iż mogą zostać od nich uwolnieni (Objawienie 21:4). W Psalmie 37:10, 11 czytamy: "Jeszcze trochę, a nie będzie bezbożnego; spojrzysz na miejsce jego, a już go nie będzie. Lecz pokorni odziedziczą ziemię i rozkoszować się będą obfitym pokojem" (zobacz też Koran 21:105). Owo doniosłe imię Boże faktycznie stanie się znane. Narody będą musiały się dowiedzieć, że brzmi ono Jehowa. Cudownym przywilejem jest poznanie tego najwznioślejszego imienia, świadczenie o nim oraz związanie się z nim. Kto tak czyni, odczuje na sobie urzeczywistnienie się wspaniałej obietnicy Bożej: "Ponieważ mnie umiłował, wyratuję go, wywyższę, bo zna imię moje. Wzywać mnie będzie, a Ja go wysłucham (...) Długim życiem nasycę go i ukażę mu zbawienie moje" (Psalm 91:14-16).

Tak więc bynajmniej cię nie przekonując, lec zjedynie dięląc sie z tobą, tym, o czym wiem, zaprezentowałem ci pod rozwagę i uważną analizę (stąd prócz cytatów podaję skąd cytowałem). Życzę tobei, tego co sobie w myśl mojej wypowiedzi :)

Choć nie dorośniemy szybko do wymiarów pełni Chrystusowej, to jednak dorastajmy, każdy z nas INDYWIDUALNIE :)

Opublikowano

No tak, zgadzam się, przekonania są indywidualne, światopoglądy różne, egzegezy Świętych Ksiąg również; poza tym powiem ci że miło było przeczytać przytoczony przez ciebie fragment, jedynie utwierdził mnie we własnym przekonaniu. Jestem osobą wierzącą ale uważam się za człowieka bezwyznaniowego, nie identyfikuję się z konkretną religią, lecz z wszystkich monoteistycznych i nie tylko monoteistycznych religii (chociaż z nich głównie), tworzę własną, chronologiczną kompilację moralnych i etycznych wskazań, które w moim mniemaniu nakładają się na siebie zarówno w Biblii jak i Koranie, mimo iż są przedstawiane za pomocą różnych alegorii, co jest oczywistą konsekwencją różnorodności kultur i różności miejsca i czasu powstania każdej z nich. Podobnych stanowisk jak moje i twoje jest mnóstwo i jest to podwójne szczęście; po pierwsze potwierdza niezupełną irracjonalność takowych rozmyślań, po drugie krzepi ;) Natomiast samo dorastanie jest aktem koniecznym aczkolwiek zawsze niekompletny i nieskończonym - próba upodobnienia się do Boga jest drogą bez ziemskiego, namacalnego celu ;)
pozdro

Opublikowano

Oj dla mnie to jest chyba niedelikatne nadużycie semantyczne z twojej strony albo dla odmiany rodzaj przeświadczenia które ma niespecjalnie uzasadnione podstawy. Nie każdy bowiem człowiek ma poglądy bądź wierzenia i to jest sprawa z której wynika reszta. Otóż wiem bo widziałem z bliska i nieraz kogoś takiego, kto nie ma poglądów żadnych, nie wie czy wierzy w Boga, nie jest lewicowy ani prawicowy; święta narodowe i religijne odbywa w sposób automatyczny, a najbardziej lubi spokój i jakieś niewybredne przyjemnostki. Wspominam o tym dlatego że ludzie podobnego pokroju nie odpowiadają za to, że nie są zdolni wyrobić sobie jakichś poglądów i nie jest to ich wina, że poza silnikami wysokoprężnymi niewiele ich interesuję ze świata religii, wiary czy zgoła filozofii. Rzecz jasna dla człowieka wierzącego i rozczytanego w Biblii oczywistym jest fakt, że każdy za swoje grzechy i słabostki odpowie osobiście, jednak od tego że każdy osobiście odpowie, do tego, że jest to osobista odpowiedzialność każdego, jest moim zdaniem długa wąska ścieżka. To jest przecież tak, że aby za coś odpowiadać, najpierw trzeba być świadomym tego, wokół czego ma się obudować owa odpowiedzialność. Ja myślę że zbędne jest przypominanie komuś że tak a siak Biblia mówi i tego i owego Bóg wymaga, dlatego że przede wszystkim On wymaga od ciebie. To jest wzór wiary zaczerpnięty z klasycznej literatury romantycznej; ściślej mówiąc rodzaj mistycznego indywidualizmu. I tak jak czytałem zarówno Stary jak i Nowy Testament, Bóg w nich wyraźnie mówi, że nie wszyscy zostaną obłaskawieni; mówi (w Torze), że ludzie są głównie źli (Księga Przysłów chyba), i jest szereg bardzo podobnych stwierdzeń, wobec których ciężko przejść obojętnie nie zadając pytania: czy aby każdy człowiek jest na tyle uświadomiony ażeby rozumował lub podzielał emocjonalnie prawdy o dążeniu do metafizycznego szczęścia i wyswobodzenia z okowów grzechu? Otóż nie. Człowiek który nie jest czegoś świadomy nie może z oczywistych powodów brać za to odpowiedzialności, ponieważ to wykracza poza jego kompetencje. Jestem zdania że wiarę należy przeżywać w zaciszu własnego sumienia miast epatować ogólnymi prawdami i zrębami jej założeń. Wybacz Rihtiku. Ja wiarę rozumuję w wybitnie indywidualistyczny sposób, czasem mam wrażenie że aż ją przeinaczam w rodzaj dowolności, jednakowoż głównie rozchodzi mi się w tej mojej wersji o to, że istnienie Absolutu poprzedzało wielki wybuch; że moralność więcej waży niż analityczna umiejętność kojarzenia wierzchnich faktów, i że miłość stanowi fundament humanizmu i najbardziej górnolotny cel dążenia... Z drugiej strony w każdej religii głównej monoteistycznej, czyli w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie zawsze jest mowa o roli przeznaczenia; i tu jest ciekawostka otóż takiego rodzaju, że niektórym ludziom Pan okazuję dostąpienia łask, innych zaś obmyśla na wichrzycieli, i smaga ich wyboistymi ścieżkami życiowymi - w nieuświadomieniu! Każdy człowiek bez mała odpowiada przed prawem karnym i innymi odmianami ziemskiego prawa za nadużycia różnego rodzaju które godzą w suwerenności i wolność innych, ale czy każdy, bez wyjątku, jest ZDOLNY odpowiadać za poglądy religijne (polityczne czy gospodarcze) - to chyba przesadne założenie ;). W niemałej części społeczeństwa wiara i religia mają charakter jedynie życzeniowy - nie towarzyszy temu żadna refleksja, ale wyłącznie z banalnego powodu innych predyspozycji takiego kogoś. To jedynie ty możesz wiedzieć i grono nielicznych, że Bóg czuwa nad każdym, i to może cię krzepić, ale sądzę także że Bóg czuwa najbliżej nad tymi, których wiara jest najbardziej uświadomiona, takoż inny jest rodzaj twojej odpowiedzialności przed Nim, aniżeli przypadkowej osoby, która nie zapuszcza się na wędrówki i uczty metafizyczne po bezdrożach Biblii. Czyż nie? Jest też tak, że Bóg niektórych opuszcza, celowo, fiksuje im rzeczywistość, przeinacza krajobraz, wpycha w niewygodną rzeczywistość, narzuca brak świadomości w tym aspekcie; innych przeznacza na rozpustników, podaje im dzbany z winem i bażanty za życia ażeby utworzyć z nich moralne kreatury; powoduje bezecników, furiatów, frustratów i ludzi o prostym sposobie przeżywania świata. Czy odpowiedzialność osoby krzewiącej religijność i noszącej Jezusa na ustach konsekwentnie jest równorzędna z tymi, dla których Biblia nie stanowi aż tak silnego odniesienia i obiektu studiowania jak w twoim przypadku, to śmiem wątpić. Uważam wszelako że skoro twoja identyfikacja z prawdami Nowego Testamentu jest tak duża jak piszesz, to też i twoja odpowiedzialność jest o tyle większa, o ile znaczniejsze jest twoje zaangażowanie w tym względzie ;)

Opublikowano

Tomku...
Zanim podzielę się z tobą tym, co mi wiadomo, o czym jestem przekonany, pragnę uzgodnić z tobą kwestię zdaje się zasadniczą, dla tak wrażliwych ludzi, jakimi jest w pewien sposób i stopniu, wysublimowana część społeczeństwa polskiego, która poetyzuje i odwiedza to forum, nie wyłączając ciebie :) Chodzi o szacunek, poważanie, respekt z francuskiego zwany też estymą. Przyznasz,że to dość szerokie pojęcie :) Nie wykluczone, że ta okoliczność sprawia, że narażam się (np. Oxyvii) na urabianie mi opinii, że dla nikogo na tym forum jej nie mam - patrz na strofy i komentarze dostępne pod adresem: http://www.poezja.org/wiersz,1,134657.html . Przeciwdziałając temu, by z twojej strony spotkało mnie coś takiego, przed zamieszczeniem moich wypowiedzi stosownie uwzględniających problematykę której dotykasz w swoim komentarzu, znamiennie zamieszczonym pod utworem genezis wg ateisty (niewątpliwie jest on moją reakcją na wiersz Oxyvii), pozwolę sobie określić jak pojmuję szacunek (respekt) i jak go przejawiałem i nadal będę przejawiał, także w tym, mam nadzieję zajmującym dla nas obu wątku. Oczywiste jest, że publikowane na tym forum, nasze wypowiedzi będą czytane i oceniane też przez innych, co tym bardziej przyczynia się do tego, bym zdefiniował (określił), jak nadal będę przestrzegał nie tylko regulaminu tego forum. Liczę też na to, że dzięki temu uda mi się jakoś odzyskać szacunek Oxyvii i tych osób, które pod wpływem jej wypowiedzi postanowili mnie nie szanować. Wybacz więc, że się nieco rozpiszę najpierw w tej kwestii.

[u]Jeżeli twoja reakcja na ten komentarz będzie świadczyć, że mnie rozumiesz i zgadzasz się iż tak jak napiszę, będę cię szanował wypowiadając się, to dopiero wówczas, w kolejnym komentarzu wypowiem się stosownie do tego, o czym pisałeś. (To z mojej strony właśnie przejaw szacunku dla ciebie.) Dobrze?[/u] :)

Otóż.. prócz tego, o co o estymie mówią słowniki, moje pojmowanie szacunku ukształtowała taka oto wiedza, bazująca m.in. na najstarszej definicji (nie brak przesłanek, że język starohebrajski jest językiem Adama i Ewy) tego pojęcia. Hebrajski odpowiednik wyrazu "szacunek" to słowo kawod, które w bezpośrednim tłumaczeniu na j. polski znaczy dosłownie "ciężar". Z zachowanych tekstów, nie tylko biblijnych wynika, że od najdawniejszych czasów szacunek okazywano osobie uważanej za prawą, znaczącą, ważną, a przede wszystkim szanującej Boga i przestrzegającej Jego praw. Ponieważ wiele starożytnych tekstów (nie wyłączając obszernych partii tekstów wchodzących obecnie w skład Pisma Świętego), więc biorę pod uwagę również greckie znaczenie wyraz time, gdyż kryje on w sobie myśl o "szacunku", "poważaniu", ale też o "wartości" i "drogocenności". Dlatego też pochodzący od niego czasownik timao można przetłumaczyć na "wyznaczyć cenę", tak własnie został on przetłumaczony w Ew. wg Mateusza 27:9. Rzeczownik time, występujący w oryginalnym zapisach Ew. wg Mat. 27:6 i Dz. 4:34, został przetłumaczony zaś na "zapłata" lub "równowartość", a przymiotnik tímios, w Dz. 5:34; 20:24 o 1 Kor. 3:12 na "poważany", "drogi" (wartościowy) czy "drogocenny".

Jak dla mnie, niewątpliwie osobami zasługującymi na szacunek tak pojmowany zasługują Jehowa Bóg i Jego Syn.

Jehowa Bóg jako Stwórca i Pan Wszechwładny zasługuje na najgłębszy szacunek i cześć (1Tm 1:17; Heb 3:3, 4; Obj 4:9-11). Ludzie wyrażają taki szacunek, gdy za przykładem Jezusa czynią to, co się Bogu podoba - Jn 8:29, 49.

Dopóki obowiązywało Prawo Mojżeszowe, Izraelici mogli okazywać Jehowie szacunek, składając Mu w ofierze to, co mieli najlepszego (Prz 3:9; Mal 1:6-8) - właśnie dlatego tzw. Prawo Mojżeszowe zawierało postanowienia określające szczegółowo wyrażanie szacunku w ten szczególny sposób.

Darzenie Wszechmocnego rzeczywistym szacunkiem nie polega na przestrzeganiu jakichś form. Konieczne jest prawdziwe umiłowanie zasad Jehowy i szczere pragnienie spełniania Jego woli. Niewątpliwie brakowało tego żydowskim przywódcom religijnym w czasach ziemskiej służby Jezusa (Iz 29:13; Mk 7:6), którzy jedynie wargami (pozornie) okazywali Mu szacunek.

Jak dla mnie, niewątpliwe jest to, że Jezus Chrystus dał doskonały wzór okazywania szacunku Bogu, gdyż sumiennie i z radością spełnił Jego wolę, składając nawet w ofierze własne życie (Mt 26:39; Jn 10:17, 18). Dlatego Ojciec również okazał mu szacunek, potwierdzając, że uważa Go za umiłowanego Syna (Mt 17:5; 2Pt 1:17). Kiedy Jezus zakończył ziemskie życie, otrzymał od Boga jeszcze zaszczytniejsze stanowisko, niż miał przedtem (Flp 2:9-11). Na przykładzie Jezusa Chrystusa widać, jak Najwyższy uszanuje tych, którzy Jego szanują - wyrazi swą aprobatę i szczodrze im pobłogosławi (1Sm 2:30).

Ponieważ to Jehowa Bóg wywyższył swego Syna, każdy, kto nie chce uznać Jezusa Chrystusa za nieśmiertelnego Króla królów i Pana panów, lekceważy jego Ojca. Syn zasługuje na szacunek i lojalne poparcie ze względu na swą pozycję i dokonania (Jn 5:23; 1Tm 6:15, 16; Obj 5:11-13). Wszyscy, którzy pragną, by ich uszanował jako swych uczniów, muszą ściśle trzymać się jego wzoru i nauk (Rz 2:7, 10).

Oczywiście oprócz Jehowy Boga i Jezusa Chrystusa także inne osoby są godne szacunku, m.in. z racji stanowiska. Bezdyskusyjnie (jak dla mnie) dzieci mają szanować rodziców i w związku z tym być im posłuszne (Pwt 5:16; Ef 6:1, 2). Jeżeli rodzice znajdą się w potrzebie, dorosłe dzieci mogą dowieść szacunku przez chętne udzielenie pomocy pod względem materialnym (Mt 15:4-6; 1Tm 5:3, 4). Również mąż ma szanować żonę i czyni to wówczas, gdy ją kocha i ceni, natomiast żona szanuje męża, gdy jest mu podporządkowana i odnosi się do niego z głębokim respektem (1Pt 3:1-7). Stosowny szacunek należy się również władzom i innym osobom piastującym odpowiedzialne stanowiska (Rz 13:7). Ale nie tylko im, gdyż bez względu na sytuację życiową (materialną w szczególności) ludzie wszelkiego pokroju zasługują na szacunek, ponieważ są stworzeniami Bożymi (1Pt 2:17). Świadom tego (jak czytasz) staram się stosownie okazywać szacunek, w szczególny sposób przede wszystkim osobom podzielającym moje przekonania (Rz 12:10), bo przecież niestosowne wręcz byłoby IDENTYCZNIE szanować KAŻDEGO. Przejawem mojego szacunku dla ciebie i uczestników tego forum jest przede wszystkim to, że szukam korzyści nie tyle swojej własnej, lecz właśnie twojej i innych, którzy czytają moje utwory i komentarze, zazwyczaj dawane niejako na czyjeś życzenie, a to po myśli 1 Kor. 10:24.

Ale estyma to też respekt.
W moim pojęciu polega na poważaniu kogoś; na darzeniu go szacunkiem i szczególnymi względami; liczenie się z czymś, a przede wszystkim z kimś - jego przymiotami, osiągnięciami, urzędem, pozycją lub władzą.

Mam go przede wszystkim wobec Jehowy i Jego przedstawicieli. Jehowa Bóg jako Stwórca jest godzien, by wszystkie stworzenia rozumne darzyły Go najwyższym szacunkiem - Obj 4:11 - i jak czytać część stworzeń Go nie zawodzi. Szacunku wraz z nimi dowodzę wiernością i posłuszeństwem, do czego skłania mnie miłość do Boga i wdzięczność za to, co dla mnie uczynił (Mal 1:6; 1Jn 5:3). Świadomy jestem, że właściwie przywłaszczenie sobie, lub przypisywanie komuś lub czemuś (np. przypadkowi) czegoś należącego do Stwórcy (jak m.in. uznanie dla Jego stwórczych dokonań) wg mojego pojęcia świadczy o braku respektu i szacunku. Istnieje biblijny, jaskrawy precedens takiego braku respektu - przejawili go Chofni i Pinechas, synowie arcykapłana Helego, gdy z każdej ofiary składanej Bogu Jehowie najlepsze części zabierali dla siebie. Ponieważ Heli nie podjął przeciw nim zdecydowanych działań, można było powiedzieć, że darzy ich większym szacunkiem niż Jehowę - 1Sm 2:12-17, 27-29.

Jestem świadomy, że okazuję szacunek Jehowie Bogu przez wierność i posłuszeństwo oraz popieranie Jego wielbienia, natomiast gdy On chce uszanować jakiegoś człowieka, błogosławi mu i go nagradza - 1Sm 2:30. Na przykład swego wiernego sługę, króla Dawida, który pragnął zbudować świątynię dla Arki Przymierza, Jehowa nagrodził, zawierając z nim przymierze co do Królestwa - 2Sm 7:1-16; 1Kn 17:1-14. Na respekt zasługiwali ci, którzy występowali w imieniu Jehowy - prorocy, a zwłaszcza Syn Boży, Jezus Chrystus. Tymczasem Izraelici znieważali ich słowem i czynem, a niektórych nawet zabili. Swoje lekceważenie dla przedstawicieli Jehowy ujawnili w najbardziej rażący sposób, kiedy zamordowali Jego Syna. Dlatego w 70 r. n.e. Jehowa za pośrednictwem wojsk rzymskich wywarł pomstę na niewiernej Jerozolimie - Mt 21:33-44; Mk 12:1-9; Łk 20:9-16; por. Jn 5:23.

Apostoł Paweł radził: "Przodujcie w okazywaniu sobie nawzajem szacunku" (Rz 12:10). Pomaga mi w tym okoliczność, że znam swoje słabości i uchybienia lepiej niż inni, więc słusznie uważam ich za wyższych od siebie i cenię, czyli szanuję innych, szczególnie gdy pełnią dla Boga wierną służbę - Filipian 2:1-4. Przekonany o słuszności nauk Pisma Świętego (Jana 17:17), okazuję stosowny respekt wobec osób (w tym wobec Oxyvii i ciebie, Tomku), którzy jakkolwiek domagają się (proszą lub zdają się chcieć) uzasadnienia dla żywionych przeze mnie nadziei i przekonań. Dlatego też, w łagodnym usposobieniu i z głębokim respektem wypowiadam się, jednak bez rozwadniania świętych dla mnie prawd. Kiedy czynione są mi zarzuty (niekiedy przybierają obraźliwy ton), usilnie staram się nie odpowiadać z irytacją, gniewem czy oburzeniem, lecz argumentuję spokojnie.

Jednak nic co mi jest dotąd znane nie wskazuje, że głęboki respekt ma oznaczać strach przed człowiekiem!

Żywię i nadal będę żywił (umacniał) zdrową bojaźń wobec Jehowy Boga i Pana Jezusa Chrystusa - 1Pt 3:14, 15.
Dobry przykład pod tym względem dają mi aniołowie, którzy chociaż są więksi od ludzi pod względem siły i mocy, nie wnoszą oskarżeń w sposób obelżywy - 2Pt 2:11.

Ja też nigdy i nigdzie oraz nikogo nie potraktowałem i nie potraktuję obelżywie (ad personam); jednak wzorem CKN nadal będę dawał odpowiednie rzeczom słowo :)

ZA WSTĘP (OGÓLNIKI)

1
Gdy z wiosną życia duch Artysta
Poi się jej tchem jak motyle,
Wolno mu mówić tylko tyle:
"Ziemia jest krągła -- jest kulista!"

2
Lecz gdy późniejszych chłodów dreszcze
Drzewem wzruszą -- i kwiatki zlecą --
Wtedy dodawać trzeba jeszcze:
"U biegunów -- spłaszczona nieco..."

3
Ponad wszystkie wasze uroki --
Ty! poezjo, i ty, wymowo --
Jeden wiecznie będzie wysoki:

* * * * * * * * * * * * * * * *

Odpowiednie dać rzeczy słowo!

Opublikowano

Przepraszam, mam wrażenie że w ogóle mnie nie słuchasz i w ogóle nie dotykasz sprawy o którą mi chodziło. Obawiam się że z twojej odpowiedzi wynika jasno, że nie dyskutujesz, ale monologujesz - piszesz automatycznie i wchodzisz w rolę wykładowcy zamiast zastanawiać się nad tym co odpisujesz w reakcji na konkretne pytania. Nie czytałem wpisów pod linkiem który mi zasugerowałeś, bo nie uważam aby to było konieczne: moja opinia o tobie jest wynikiem mojej relacji z tobą, i to jest jednak chyba trzeźwe podejście. W każdym bądź razie pozdrawiam i dzięki za aktywność.

Opublikowano

No.. widzę, że miałem rację już we stępie mojego komentarza, gdzie wyraźnie pisałem, iż dopiero wówczas się wypowiem, gdy twoja reakcja nie będzie taka jaka właśnie jest. Nie czytasz uważnie i ze zrozumieniem. Niech się dzieje twoja wola i nich ci będzie że masz racje :) Szkoda :(

Opublikowano

To nie tak że mnie chodzi o którąś rację i nie jest tak że nie czytam ze zrozumieniem tego co napisałeś, a że napisałeś według mnie kilkadziesiąt zbędnych i nazbyt okrągłych zdań w odpowiedzi na moją wypowiedź to już inna sprawa aniżeli jakowyś brak szacunku, który jak sam przyznajesz, założyłeś a priori, co chyba nie jest eleganckie i stosowne. To co piszesz ma znaczenie, lecz niemałe znaczenie ma to jak piszesz. A piszesz jak Oświecony, szafujesz cytatami z Biblii, zachowujesz się jak egzegeta, a całkowicie pomijasz te wątpliwości, które wystosowałem ja. Jest kilka zasadniczych sprzeczności w twoim i moim postrzeganiu wiary a także odczytywaniu Biblii, dlatego, przyznam, nieco mnie zniechęciłeś, delikatnie rozczarowałeś i lekko zanudziłeś. To wcale nie oznacza że nie szanuje twojego zdania i że nie szanuje ciebie. Wybacz, ale wolałbym abyś mówił głównie własnymi słowami a nie wywlekał na światło dzienne cytaty które wg ciebie potwierdzają twoje hipotezy - to byłoby dla mnie bardziej wiarygodne. Pozdrawiam!

Opublikowano

Tomku
Strach mnie zbiera, cokolwiek pisać... Twoja wsobność mnie poraża. Rezygnuję z wypowiadania się wobec ciebie, bo zanosi się na to, że im bardziej będę cię szanował, tym bardziej będzie jak czytam w kolejnym twoim komentarzu. Na koniec krótko i dobitnie. WSTRZYMAŁEM SIĘ OD WYPOWIADANIA SIĘ ADEKWATNIE DO PORUSZONYCH PRZEZ CIEBIE ZAGADNIEŃ - jak czytać, słusznie, podejrzewając (inni mi dali ku temu podstawy, a teraz jak czytam i ty do nich dołączyłeś), że nie będziesz zasowolony z tego COKOLWIEK I JAKKOLWIEK BYM NAPISAŁ z należytą estymą, jaką dla ciebie zachowuję. Bywaj zdrów.

Opublikowano

O ironio!
Lecz skoro przeszedłeś na grunt psychologizowania w odniesieniu do mnie, a to doskonale widać, bo nie odnosisz się do tego co mówię, lecz wzbraniasz się przed wypowiedziami, ponieważ przewidujesz moje zachowania, i rysujesz kształt niedoszłych wypowiedzi; to ja także powiem dosadniej aniżeli wcześniej to czyniłem: z mojej analizy rodzaju twoich wypowiedzi wynika jasno, że w głównej mierze dążysz do zobrazowania własnych poglądów, niekoniecznie mając zamiar je zrewidować lub choćby z atencją podnieść te sprawy, o których nadmienia adwersarz. To chyba nie jest wcale dziwne że taka maniera mniej lub bardziej zniechęca hipotetycznego dyskutanta. Nie znasz mnie, nie wiesz jak i co napisałbym gdybym uznał, że masz ochotę podjąć dialog, dlatego wybacz ale nie podobają mi się twoje imperatywy, i odnoszenie się nie do treści, lecz do domniemanych reakcji na nie. Cześć no i Bóg z tobą.

Opublikowano

Stempelku uwierz osłupiałam,osłupiałam z wrażenia ,,,,,ije posiadasz wiedzy , ile poświęcasz czasu na pisanie , zęby wyjaśnić, wyświetlić,,,,,!
Pięcio zwrotkowy wiersz!!!
Jasny jak słońce na niebie!
Podziwiam!
Pluskająco!

Opublikowano

Aluno.. to zasługa Oxyvi :) Jej wiersz (http://www.poezja.org/wiersz,1,134657.html), a potem niezbyt miła wymiana komentarzy (niestety, polemika się nie udała - z mojej winy) zaowocowała tym tekstem. Pokrzepiłaś mnie.. i z serdecznością dziękuję. Życzę (samolubnie :)) tobie dalej pięknego tworzenia, bym mógł się raczyć twoją liryką :)

  • 5 lat później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Leszek Piotr Laskowski Alicja_Wysocka Poet Ka Charismafilos Dziękuję wam:))
    • @LessLove Cały świat musi dowiedzieć się czym było ludobójstwo na Wołyniu!... W świadomości przeciętnego Europejczyka ludobójstwo na Wołyniu musi wyryć się tak samo mocno jak Holokaust czy ludobójstwo Ormian!...   Dziś chrześcijańska Europa musi w takim samym stopniu pamiętać o ludobójstwie wołyńskim jak i o ludobójstwie katyńskim… Zarówno Katyń jak i Wołyń nie mogą być dziś dla przeciętnego Europejczyka jedynie pustymi pojęciami... Bezzwłocznie należy nadrobić lata polskich zaniedbań na tym polu...   Pozdrawiam Cię Najserdeczniej!
    • Dzień dobry, cieszę się że jest tu was tak dużo, dzisiaj porozmawiamy o..." Tutaj się wyłączam, jestem nieobecny, nie interesuje mnie to, Kolejny zmarnowany dzień, jakże to upokarzające,  Ataki agresji i zwidy mi wmawiają, nosz wkurzające,  Czy to moja wina, że szef mnie źle traktował? Nie, tylko mu lekko przywaliłem, co nie? Nie będę takiemu komuś plaskacza żałował.   No i widzicie, siedzę i się nudzę, zresztą... Co mi pozostało, naszprycowali mnie, bym był spokojny, robią mi to całkiem często, Ale mam plan, sprytny plan... Ucieknę stąd dzisiejszej nocy, Nie sam, oj nie, będzie ze mną Marysia, moja towarzyszka do pomocy. A kim ona jest, pytacie się? Cóż, zawsze mówili, że mam bujną wyobraźnię, no nie, Jest ona tworem mojej świadomości, czy czegoś tam, dzięki której opuszczę te przeklęte więzienie.   A ten stary zgred Zbychu co robi? Czy on zjadł właśnie gila własnego? Trochę się boję o niego. Błagam pilnuj się i nie zostawiaj mnie samego... Jakby was to ciekawiło, ale nie wiem czy tak będzie, w końcu ja was nie znam, Poznaliśmy się wiele lat temu, jeszcze na wolności, był normalniejszy wtedy, nie zmyślam,  Był mi jak ojciec, pomagał mi i wspierał, a to miejsce go wykończyło, gdy tu wylądował, Ba, nawet z wyglądu się zmienił, bo nigdy tak bardzo jak menel nie wyglądał.    Pora raz jeszcze omówić sobie plan: po pierwsze odciągnąć uwagę pracowników,  Po drugie: uśpić kamery, bo monitorują nas te czuby, myślą, że mogą nas traktować jak szkodników... Po trzecie - najważniejsze: spierniczyć stąd, Nie opracowałem jedynie jak mam to zrobić i tu popełniłem błąd,  Ale nic to, coś wykombinuję, razem to zrobimy! Co nie Marysiu? Damy radę,  Najwyżej sam jakieś rozwiązanie znajdę.    Oho, lekarzyna już wstała i sobie poszła, pozostali tuż za nim, A mi każą tu gnić, przynajmniej dopóki piguły nie przyjdą i do pokoju zabiorą, szarpiąc, jakbym był nikim, No dobra, zostało mi tylko: obiad, sen, fajka, kolacja, kąpiel, i coś jeszcze? Aa racja, leki... Może pod językiem je zmieszczę,  Mam nadzieję, potem się to diabelstwo wypluje i już, Nie chcę już was zanudzać, bo nie o to tu chodzi, co nie? Cha cha! Odezwę się potem, Boże mi dopomóż...                                        *****     Wszystko poszło z planem... Uff.. Puff.. No prawie... Uciekam właśnie przed personelem, Cholera by to, nie przewidziałem, że Marek dzisiaj ma zmianę, on tu jest największym sk****elem, Przyłapał mnie kiedy niszczyłem kamery i wezwał wsparcie, Także widzicie, same kłopoty już na starcie, Nogi napierniczają, ale się nie zatrzymuję, nie ma czasu na odpoczynek, biegniemy! Uff.. Puff.. Marycha, nie zagaduj mnie, bo przez ciebie nie zwiejemy...   Że co ja mam zrobić? Przede mną jest okno z którego mam zeskoczyć? Genialne, nosz kurde świetnie... Na samą myśl o tym zdążyłem gacie zmoczyć, Uhh.. Walić to, co ja ma do stracenia, Powoli czuję już czyjś oddech na karku, nie dam się złapać, nie wracam do tego więzienia! Przyspieszam coraz bardziej, celu już jestem tak blisko,  Raz kozie śmierć.. Wskakuję na parapet, z impetem strzaskuję szybę i... Aaaaaaah! Przepaaaść... Na co mi było to wszystko!                                        *****       Ja pierdzielę, ja żyję! My żyjemy! Nie miałem pojęcia, że wyląduję w wodzie, Na szczęście umiem pływać, bo bym leżał zapewne na samym spodzie,  No dobra, zorientować się w sytuacji muszę,  Jestem troszkę pośrodku niczego, na ląd nie wracam, więc w przeciwnym kierunku ruszę,  Słyszę z góry wołania, szukają mnie, cholera, nie pozwolę na to by mnie znaleźli,  A na horyzoncie dostrzegłem patałachów, którzy na zewnątrz już wyleźli.                                    *****     Dobra, wystarczająco się oddaliłem, na pewno nie znajdą mnie, Zorientowałem się również, że sam wylądowałem diabli wiedzą gdzie, Ręce bolą jak nigdy dotąd, cholera nie czuje ich w ogóle, No to macie ze mnie ubaw, co? Przynajmniej nie utknąłem w jakimś mule, Wtedy to i ja bym miał bekę, bądźmy sobie szczerzy, Śmierć w podwodnym g***ie byłaby najgorszą rzeczą, jaka, by mi się przytrafiła, a takie coś totalnie mi nie leży.    Na niebie zabłysło jakieś światło, niemal oślepiające, Zasłoniłem ręką oczy, zostawiając małą szparę, by coś wypatrzeć i co zaskakujące, Tak szybko jak się pojawiło, tak szybko znikło, więc wziąłem rękę mając nadzieję, że nic mi się nie stanie, Nagle z góry spadał jakiś fioletowy kamień. Oby mi nie wylądował na łbie, więc chroń mnie o Panie! Już tak daleko zaszedłem, na pewno za chwilę będę na Bahamach, Albo w jakichś innych ciepłych krajach, czując piękny, wolności zapach.   Ja pierdzielę, odleciałem na kilka metrów, kiedy to coś wpadło do wody, Co to do cholery jest? Na szczęście nie wyrządziło mi to większej szkody... Wiecie co, ja chyba sprawdzę co to było, może to jakiś kosmiczny skarb fajny, Albo jakiś wojskowy eksperyment tajny, Nosz kurde nie potrafię się powstrzymać, aż buzuję cały w środku. Też to czujesz Marysiu? Będziemy bogaci, sławni! Już nigdy nie będziemy musieli siedzieć w jakimkolwiek ośrodku.    Głęboki wdech wziąłem i zanurkowałem. Po kamyku ni widu, ni słychu, szukam dalej, dużo czasu miałem. Zanurzyłem się jeszcze bardziej, fioletowego blasku wyszukując. Niczego do cholery nie widzę, ciemno tu jak w d**ie, walić to płynę dalej, nawet się nie zatrzymując. Gdzieś on musi być, toć nie mógł się rozpłynąć, co nie? Nosz kurde, szukam i szukam i nic, za chwilę szlag trafi mnie...   Po paru minutach na powierzchnię wypłynąłem,  Zawiodłem się w ciul, toć na pewno go nie pominąłem,  Niech to szlag wszystko trafi, echh... Szkoda, trudno się mówi, Najwyraźniej mi się ten kamyk zgubił,  No to lecę dalej, ahoj przygodo czy jakoś tak, Resztę trasy przepłynę leżąc na wznak.    Trudno jest mi się wyluzować w jednej pozycji, wszystko mnie tak napieprza... Aua! W ogóle jakoś się ciulowo czuję, rzygać mi się chce. Nie ukrywam, ta podróż nieźle mi w kość dała... Nagle poczułem jak coś mnie chwyta za kostkę i mocno szarpie, "K***wa" - nie zdążyłem powietrza nabrać, ja się cholera dławię,  Spojrzałem się w dół, zorientować co się dzieje i nie uwierzycie, porywa mnie fioletowa błyskawica, interesujące. Uhh, nie mogę oddychać, za chwilę stracę przytomność, pi****le, ja zdechnę, jakie to jest przygnębiające...                                        *****     Ja... Nie wiem ile minęło czasu, ale żyję, hurra, Wciąż pod wodą, tuż przed czymś, co wygląda jak jakaś dziura, Pośrodku niczego, z wnętrza wydobywa się tylko mrok, która mnie dotyka, przeszywa, Dopiero teraz uwagę zwróciłem, że jest cicho. Gdzie jest Marycha... Gdzie się podziała ta dz***a parszywa? Ku**a, zaczynam chyba panikować... Wybacz, za moje słownictwo, gdziekolwiek jesteś, Marysiu, zaczynam swych słów żałować.    Im dłużej przyglądam się temu czemuś, tym większe poczucie zaszczucia mam, Przyciąga mnie, jakaś chemia nas łączy, zapiera dech w piersiach, w głębi serca o zbliżeniu się błagam... Ze środka wydobyła się macka, przebiła mi brzuch. Cha, cha, piękne uczucie, Naładowała mnie, czuję się silniejszy, poprawiło też samopoczucie,  Mam tę moc! Taaaak, tego właśnie potrzebowałem, Wciąga mnie ona do środka, nie opieram sie, niechaj tak się stanie, na ascendencję wreszcie się doczekałem!                                      *****     Wyszedłem na zakupy, lodówka jest już pusta, przydałoby się uzupełnić zapasy, Chleb, ser, szynka, surówkę, jakieś słodkie rarytasy, Market znajduje się na ulicy Długiej, więc kawałek mam do przejścia,  Około dwa kilometry od mojego mieszkania, niedaleko śródmieścia. Potem odwiedzę moją dziewczynę - Marysię - w szpitalu ona leży,  W zeszłym tygodniu miała wypadek, na przejściu dla pieszych samochód ją uderzył.   Dzień zapowiada się dobrze, słońce świeci, ptaki ćwierkają, ludzie pracują,  Miło jest wyjść na zewnątrz, nie mogę cały czas tak siedzieć przy komputerze, oczy mi się w końcu popsują,  Odkąd zaczęła się ta grypa, jak ona się tam zwała, wszelkie prace biurowe zostały przeniesione do domu, I mimo, iż już dawno się ona skończyła, to żadnych zmian u mnie nie wprowadzili. Szkoda. Zauważyłem, że mało komu, Chce się wracać do swoich miejsc pracy, nie dziwię im się szczerze; Z jednej strony jest ten komfort, spokój, ale z drugiej, nie ma nikogo dookoła i czujesz się jak zamknięte w klatce zwierzę.    Niby takie krótkie przemyślenia, a stoję już u marketu progu, Nie wierzę, że tyle przeszedłem w tak krótkim czasie, pod wrażeniem jestem swojego szybkiego kroku, Wszedłszy do środka, wziąłem wózek, parę produktów powkładałem i... Słabo się poczułem,  O jasny gwint, co za paskudne uczucie, brzuch mnie zaczął boleć, czyżby się jedzeniem zatrułem? Skręca mnie od środka, aż na kolana upadłem, jakby, mieczem ktoś przeciął organy, Albo od środka był przez kogoś rozrywany...   Nie do wiary. Tak szybko, jak się ten ból pojawił, tak szybko zniknął, jakby za sprawą pstryknięcia palca, Podniosłem się z kolan, lekko się chwiejąc. Dziwnie to na pewno musi wyglądać. Uhh, czuję się, jakbym miał kaca. Rozejrzałem się dookoła, wszyscy mieli mnie gdzieś, ludzie robili zakupy, gdyby nigdy nic,  Tak dla pewności, przywitałem się z jakimś przypadkowym mężczyzną: "Dzień dobry" - mówię. Nie reaguje. Zbliżywszy do niego, uwagę moją przykuło to, że nie ma źrenic; Chwytam go za ramię i lekko szarpię. Nie reaguje. Co się tu do jasnej ciasnej dzieje? Czy ja śnię, czy już na tym świecie nie istnieję?   Ej no, co jest. To już musi mi się śnić! W rękach moich pojawia się jakaś mgła, nie wiem jak to nazwać, jak to w ogóle wyjaśnić,  Nabiera kształt i formuje się w coś na wzór... Broni. Rewolwer Magnum, znam ją z filmów, ale co ona robi w mojej dłoni?  Nieznana mi siła przykłada ją prosto do skroni! Jasny gwint, jest odbezpieczony, cofnij tę rękę, cofnij! Straciłem władzę w swoim ciele, nie mogę tego już zatrzymać... Błagam, tylko za spust nie pociągnij!                                       *****     Osz k**wa mój łeb... Co się właśnie od****ło... W ogóle gdzie ja jestem, co to za miejsce..? Czemu leżę na łóżku, w obcym mi mieszkaniu? Wygląda brzydko, być tu nie chcę... Odzyskawszy siły, dupsko podniosłem, w celu zorientowania, co się dzieje. Pokój jakiś taki opustoszały, nawet menel by tu nie zamieszkał. Zimno tu jak cholera, okien nie ma, a na zewnątrz mocno wieje. Patrząc na ogólny całokształt, mało tu przestrzeni, j**ie zdechłym szczurem, żyć nie umierać,  A ty co sądzisz, Marycha, chcesz tu trochę przeczekać?   Cisza. Ejj kochana, nie psoć mi się tylko, za tamten tekst cię przepraszam,  Byłem wtedy w emocjach, wiesz, jak to ja, czasami za bardzo przesadzam. Kurdeeeee, to chyba nie są żarty, ona na serio mi zniknęła,  Bez jej dobrych rad i docinków to ja sobie nie poradzę. Pierwszy raz od dawna mi łza po poliku spłynęła, Ja tego już k***a nie rozumiem, wylądowałem na zadupiu, Marysi nie ma, bogaty też nie jestem i się c****wo czuję... No dobra, kilka minut dam sobie na dojście do siebie, a potem do wyjścia stąd się uszykuję.                                     *****     Z drzemki wybudził mnie hałas zza ściany, To wiatr, co nie? Nie chcę by mnie pożarł jakiś zwierz j**any, Chyba, że to moja wyobraźnia już szwankuje, jakoś, by mnie to nie zdziwiło.  *Trzask* - znowu to samo, o jasny gwint, zaczynam się bać... To już na pewno mi się nie przyśniło! I co mam teraz zrobić? Być cicho, czy tego czegoś uwagę odwrócić,  Bo jak nic nie zrobię, to albo mnie dorwie, albo porwie, albo spróbuje udusić.    Teraz słyszę jak to coś wychodzi z pokoju, oby już poszedł sobie... Ta k****a jasne. Widzę jak su***syn czatuje na korytarzu... W dodatku drapie się po rowie. Wy to widzicie? Jezu, śmiać mi się zachciało na ten widok, normalnie nie wierzę, Ciekawe co jeszcze zrobi, konia sobie zwali? Ehh, cha, cha. Dobra uspokoić się muszę, bo mnie inaczej dostrzeże,  Głęboki wdech i wydech, na spokojnie, bez szaleństw, luz... Jest ciemno, dobrze się ukryłem, jestem sprytny, a to już jest plus!                                       *****     On tam zapuścił korzenie, czy co? Stoi i czeka, jakby wiedział o mojej obecności,  Debil jakich mało, na prawdę, robi mi po złości. Ruszył się wreszcie! Ale kurde, idzie w moją stronę, ja walę,  Dobra bez paniki... "Spokojnie, ziomek, ja tu tylko na chwilę jestem, pozwól, że wstanę i się oddalę", Podejrzewam teraz, że to ja zawiniłem, on na pewno mnie nie widział,  A ja głupi się odezwałem, przez co się odkryłem... No jo, kto by to przewidział.    "Wyczułem twój smród z daleka... A teraz stąd spływaj, to mój dom" - odezwał się chrypliwym głosem,  Bez wahania wstałem z ziemi i wolnym krokiem ruszyłem przed siebie. "Idiota" - burknąłem pod nosem. Starałem się go wyminąć dużym łukiem, ale ten i tak rzucił się na mnie, Za moje szmaty złapał i po ryju zaczął okładać. Nigdy się nie biłem, co mam zrobić w tej sytuacji nie wiem.  Uhh, czuję już krew w ustach, nos mi złamał, mocne ma łapy, a ja zamiast reagować, to w myślach komentuję,  W końcu rzucił mnie na ziemię, ja nie mam siły na sensowny ruch... Załatwi mnie na amen, to koniec. Niech się Bóg nade mną zlituje.   Kiedy już miał zadać ostateczny cios, poczułem coś w dłoni, coś twardego, Nie myśląc ani chwili dłużej, chwyciłem za to i zamachnąłem ręką. Jak się okazało, wbiłem nóż w niego, Cofnął się, wrzeszcząc wniebogłosy. O k****a co to było? Skoro przedmiot mi się pojawia na samą myśl, to pomyślę sobie teraz o młotku,  Patrzę się na moją dłoń, a tam z obłoku pary tworzy się faktycznie młotek... "Teraz poczuj smak zemsty kmiotku!", Wziąłem mu w łeb walnąłem raz, a porządnie, potem drugi, trzeci. Jakież to przyjemne, Po wykonanej robocie, splunąłem na jego zwłoki i odszedłem z tego miejsca, pora odkryć jakie to moce mam tajemne...                                       *****       No dobra ptysie, czas na auktalizację, bo by się przydało, Minął tydzień od tamtego incydentu, się mi pracę znaleźć udało,  Sprzątam klatki schodowe i niby g****ana praca powiecie, ale ja nie narzekam. Co prawda dalej tułam się po mieście, wciąż odkrywając co potrafię, nie mam mieszkania stałego, ale co tam, Póki co stworzyłem parę bajerów, typu nerkę znanej marki, której nie widzicie, więc musicie mi na słowo uwierzyć, Poza tym nawet coś do żarcia zrobiłem i to całkiem smaczne było, tak to mogę żyć.    Dzisiaj skończyłem robotę po pięciu godzinach, więc mam teraz czas dla siebie, Żałuję, że jestem teraz w miejscu, gdzie nic się nie dzieje, ba tu jest jak w jakimś chlewie, Poza tym, dalej nie wiem skąd się tu do c***a wziąłem, może wy coś wiecie? Teleport, iluzja, czy j***na symulacja, tylko poprawne odpowiedzi poproszę. Ot taka rozkmina, także się nie śmiejcie. No, ale dobra, trochę nudno, może się rozerwę, wybijając szyby, albo niszcząc radiowozy, Niby rozrywka dla dzieciaków, ale lepsze to, niż bym miał oglądać sam jakieś p***osy.   Wyobrażam sobie ciężki głaz i nagle w mojej dłoni pojawia się... Dildo fioletowe? Okej, przyznam się, nie zawsze mi to wychodzi. Spróbuję raz jeszcze, skupię się i gotowe. Po kilku próbach uformował się idealny kamień, nareszcie! No, to teraz pora rzucić w jakieś okno wreszcie,  I chyba wiem, które się do tego nada, jak to dobrze, że stoję tuż naprzeciwko jednego, Biorę zamach i rzucam z całej siły. Cha, za pierwszym razem! Zbiła się na dziesiątki kawałków, dobra robota kolego.    Kolejne szyby zbite, zaczyna mi się to podobać,  Lepiej będzie, jak się stąd zmyję, namieszania dość zrobiłem, zapewne powiecie, bym się przestał pogrążać,  Ale, co ja z takimi umiejętnościami mam robić, powiedzcie mi, Ratować ludzi mam, jak tamten dzieciak? To mi nie pasi, Marysia by mnie opieprzyła, że się marnuję,  Musiałbym z nią się zgodzić, zawsze rację miała... Echh, jak ja za nią tęsknię, jej utratę na serio opłakuję.                                       *****     Dobra, chyba wystarczająco się oddaliłem, nie powinni mnie znaleźć już,  Psy są na tyle tępi, że się nie połapią, kto to był, nie dorwą mnie, nawet szukając wszerz i wzdłuż. Ale no, nikogo w okolicy nie ma, to chyba w końcu przyszła pora na czary mary. Zacznę od porządnego smartfona, zamykam oczy, koncentruję się, wdech - wydech i... Hm, zagraniczne browary, Nie wygląda to jak Srajfon, ale nie ukrywam, trochę mnie suszy, Otwieram butelkę i biorę głęboki łyk... A fuj, przeterminowane chyba... Tworzenie piw mi totalnie nie służy.    Próba numer dwa: prawie mi wyszło, tym razem telefon z klapką, to już coś. Ciężko mi wyobrazić sobie telefon, którego nigdy w łapach nie miałem, czuję się trochę jak łoś, Większość życia spędziłem w zamknięciu, to wiecie, nie było łatwo, powaga, Pożyczaliśmy od piguł, kiedy chcieliśmy do kogoś zadzwonić, dla nas to była zniewaga, Czułem się jak dziecko, ograniczali nas, na samą myśl się znów w****iam, Trauma pozostała do dziś, ale no, było minęło, próby swoje ponawiam.   Próba numer trzy: chyba się poddaję, nic z tego nie będzie,  Tym razem stworzyłem gitarę, trochę żaryła, komiks. Trudno, bez smartfona się jakoś obejdzie. Noc się zaraz zbliża, spać powoli pójdę, z rana do roboty i potem znowu okolice pozwiedzam. Mimo, iż jest tu jak w śmieciowisku, to ma to swój urok. Ale się jedna teoria mi ostatnio potwierdza,  W to miejsce sprowadzili mnie kosmici... Brzmi jak szaleństwo, z którego ostatnio słynę, ale to nie może być przypadek, Po niemal utonięciu wylądowałem tutaj, gdyż zlitowali się nade mną i uratowali. To ma sens jako taki i wcale nie brzmi jak wałek!                                      *****     Ahh, jaka piękna pogoda dzisiaj jest, a ja siedzę w robocie, Niby wcale nie muszę, ale chcę jakoś na legalu tu funkcjonować, mieszkanie ogarnąć i tak dalej, wszystko w czoła pocie; Moja mamitka mnie tego nauczyła, to ona opowiedziała mi o tajnikach dorosłości, Szkoda, k***a, że zamknęli mnie w psychiatryku, za to, że chciałem ją uratować przed ojczymem. Doprowadziło mnie to do złości; Chciałem jej pomóc, bił ją i kopał. Rzuciłem się na niego i obezwładniłem; A psy w to nie uwierzyły, uznali, że to moja wina i c**j. Że to ja podwójne morderstwo popełniłem.    I widzicie w jakim to świecie przystało nam żyć. Kusiło mnie, żeby tę miotłę je**ąć przez okno, by się wyżyć,  Ale się powstrzymałem, kiedy zobaczyłem piękną panią Adę na schodach,  "Dzień dobry" - powiedziała swym słodkim głosem. Najmilsza jest ze wszystkich. Nie wspominając już o jej nogach,  Ciekawi mnie, czy ona tak do każdego się uśmiecha, czy jestem jej wybrankiem, Jeśli to drugie, to za*****cie, chętnie zostanę jej kochankiem!   "Pani Ado, może chciałaby pani pójść na randkę, pochwalę się też swoimi mocami" - nie mam jaj, żeby to powiedzieć. Weszła do swojego mieszkania i się zakluczyła. Spokojnie kochana, nie wszedłbym do ciebie, pierw musiałbym ciut zmężnieć. No dobra na czym skończyłem... Acha poręcza przetrzeć. Tylko kurde gdzie ja szmatkę zapodziałem,  W kieszeniach pusto. No i c**j, muszę nową stworzyć... Byłem pewny ogólnie, że w ręku ją miałem, Nic to, standardowa procedura: myśl - skupienie - wydech; przez te parę dni, trochę zdążyłem poćwiczyć,  Dzięki czemu za pierwszym razem pojawiła się szmatka, brawo ja, jest się z czego cieszyć!                                      *****     Dobra, robota skończona na dziś, mogę już wyjść w końcu, szybko poszło. Albo nie, akcja, coś się dzieje. Jakiś goryl wlazł do klatki niemal wyrywając drzwi, ciekawe do czego takiego doszło,  Że ktoś taki jak on, musi kogoś gonić. Chociaż czy chcę to wiedzieć, nie chcę dać się znowu pobić,  Ostatni raz źle to zniosłem, wciąż mam sińce na gębie, wyglądam jak szkarada; Dlatego też ja się lepiej odsunę mu z drogi, niech robi co chce i stąd spada.   "Wyłaź Ada, nie możesz się przede mną wiecznie kryć!". Czy on się dobija do mojej księżniczki? Chyba cię po****ło, nie na mojej warcie; Wbiegłem na schody, jak najszybciej mogłem. Jak na złość, jakieś babcie mi zatarasowały drogę. "Z drogi mi złaźcie"; No sorry, nie miałem innego wyjścia jak się przez nie przepchnąć. Dobra prawie dotarłem do celu, uff, puff. Się zmachałem, ale walić to, potem będzie pora, by odetchnąć,  Piękną kobietę muszę uratować, nie mam czasu do stracenia! Nie wierzę sam, że to robię, ale instykt bywa silniejszy. Albo to, że nie chcę pozwolić do kobiety gnębienia.    Cholera, wlazł już do środka. Ostatni stopień został i jestem. "Pani Ado!" - jej krzyk usłyszałem za ścianą, bez chwili wahania do jej mieszkania wbiegłem. Sk****syn szarpie ją za włosy wymachując gnatem, to ci c**j jeden,  "Puść ją, albo cię za****e" - zza jego pleców krzyknąłem, samemu już trzymając AK-47, Pauza, pora na krótki komentarz. Pamiętacie jak mówiłem, że tworzę rzeczy, z którymi miałem kiedyś styczność? Nie? Bo ja też nie, ale często takie rzeczy umiałem tworzyć. A teraz patrzcie, kilka dni ćwiczeń i jaki efekt, kolejna do kolekcji umiejętność!   "Puszczaj powiedziałem, głuchy jesteś?" - ani drgnął, dalej ją trzyma. *Brrt* - krótką serię puściłem prosto w plecy. Miałem nadzieję, że to coś da; I nie uwierzycie, w to co powiem. Kule przez niego przeleciały... Od razu podszedłem do niego, z zamiarem dobicia z bliska, i wiecie co? Nawet takie uderzenia o niego nie imały,  Jakiś błąd w Matrix'ie czy jak? Raz jeszcze spróbowałem, i nic... Nie wiem, nie rozumiem tego, Co tu się od******la. Ada zamilkła, ba, nie rusza się już, tak samo jak ten typek. "Halo, jest tu ktoś w domu?" Nic. Mam autentycznie mindf**ka niezłego...                                       *****     Paręnaście minut tu już czekam na jakiś rozwój wydarzeń,  Cóż, ten dzień nie jest tym z moich marzeń.  Jak mogliście zgadnąć dalej się nie ruszają, nieźle co? Szturchałem co jakiś czas, ale żadnego efektu nie przyniosło to, I dobra przyznaję, majtki kusiło, żeby jej ściągnąć, ale nie dałem rady, Dłoń moja przeniknęła przez nią na wylot, także cóż, nie dane mi zobaczyć wdzięków Ady.   Dobra, walić to, spadam stąd, nic się już raczej nie stanie,  Szkoda mi jedynie tego kałacha, do niczego się nie przyda, a szkoda, wyszedł mi on bardzo ładnie.  Opuszczam jej mieszkanie ze smutkiem, ani jej nie pomogłem, ani się z nią nie przespałem,  Podwójna porażka - inaczej nazwać tego nie mogę. W ogóle ciekawe, czy u innych jest tak samo. Z ciekawości do sąsiada zapukałem; Nikt nie odpowiada. Zaryzykowałem i z buta wywaliłem drzwi... A właściwie się wyj****em, bo nie umiem utrzymać równowagi i jestem ciotą. Tak wiem jak to źle brzmi.   Całkiem wygodnie jest w sumie, można by o życiu porozmyślać i tak dalej... No, ale dobra pora ruszyć dupę, bo leżę już troszkę czasu. Muszę rozwiązać zagadkę tej sytuacji niezrozumiałej; Przynajmniej mam wymówkę, żeby już nie iść do roboty,  Z resztą, do pozostawania znowu samemu na pastwę losu nie mam ochoty, Bo, co to za frajda, dokonywać rozbojów bez psów na karku, serio fajnie było; Albo zaje***ie jakiegoś menela, no kuźwa sami widzieliście i sami na pewno się dobrze bawiliście, a w zanadrzu miałem kilka grabieży i nie tylko!                                       *****     Jak już byłem po drugiej stronie ulicy padł zza moich pleców strzał,  Omal się znowu nie wywaliłem. Nikogo za mną nie było. Nie gadajcie że... Ada. Ja pi****lę, jak? Gdybym wiedział, to bym dalej tam został.  Jeszcze jeden strzał, suk****n się pewnie teraz za**bał, Nie dziwię mu się, gdyby tylko wyszedł to gorszy los by go spotkał, więc lepszej opcji nie miał, I znowu ten sam huk... Albo mi się wydaje, albo ziomek strzela w tym samym odstępie czasowym... No chyba, że mi się wydaje, w końcu ten dzień był pełen wrażeń, a ja jestem już zmęczony.    Again... And again... And again... Użyłem tu angielskich słówek, żeby nie było, że za dużo powtórzeń daję,  Ja was znam, przyczepiacie się o byle co, nie ukrywam do składania zdań się nie nadaję.  Najśmieszniejsze jest to, że faktycznie miałem rację, coś za dużo tych strzałów, W tym czasie zbliżyłem się znowu do drzwi wejściowych, ciekawość mnie zżera pomału.  Przygotuję się lepiej, ale wezmę może coś innego, mniejszego, Z obłoku dymu w mojej dłoni pojawił się rewolwer. Chyba to ten słynny Magnum z filmów akcji. Elegancko, niczego bym raczej nie wymyślił fajniejszego.   Do środka wszedłem raz jeszcze i ku mojemu przerażeniu, czy jak to się mówi,  Pani Elżbieta, taka starsza gitówa, którą mało kto lubi, Zrespiła się na schodach, jak to młodzi gadają, z nikąd, ale to nie wszystko, Dziwnie się zachowuje, raz idzie do przodu, raz do tyłu, faktycznie jak w Matrix'ie trochę. Echh, moje ty biedaczysko. Szkoda, że ciebie spotkał taki los... Jeszcze tylko tak dla pewności... Niet, moja splówa ją przenika, nieważne czy ją chcę dotknąć w ramię, plecy, nogi, czy też nos.   "Dawid". Co jest? Marysia, czy to ty? Gdzie jesteś, kochana? Tak za tobą się stęskniłem. Nikt mi nie odpowiedział, ale wydaje mi się, że chyba głos dobiegł z dworu. Przez takie latanie w tę i we w tę się wk*****em, No wiem, narzekam za bardzo, ale nie lubię takich sytuacji, Przypomina mi się ostatnia robota, to tam przywaliłem temu deklowi, co na początku mówiłem. Staram się unikać takich akcji. Może to też te słynne PTSD, o którym mi mówili, choć w te bzdury nie wierzę... Dobra dość gadania, wychodzę, bo więcej tych dziwactw już nie zdzierżę.                                      *****     Wybiegłem na zewnątrz, nie czekając dłużej ani chwili,  Rozglądam się dookoła, nikogo k***a nie ma. Co to ma być? Łapy mi się tak trzęsą, że aż gnata upuściłem. Ja się autentycznie boję, a ta cisza czasu mi nie umili. "Dawid!" Aż uszy mnie zabolały, ale wciąż, nie wiem kto mnie woła, Ten głos... Jest taki głęboki, przerażający, ja p*****lę, jak z najgorszych koszmarów. A miał mi ten dzień wyglądać inaczej zgoła, "Chodź no tu i pokaż się c**lu". Przyznaję, spanikowałem, pewnie za chwilę zacznę żałować swoich słów. "Weź się w garść, zmiękłeś, stać cię na więcej!" *Plask* - aua, trochę za mocno, ale walić to, było warto, muszę nabrać odwagi znów!   "Dawid!!". Aua, moje bębenki. "Nosz, zrozumiałem przekaz, wyjdź to ci srogo na**bie". Poczułem jak mnie dreszcze przeszyły i c**j stanął... Cóż, jak do tego doszło, nie wiem. Jakiś duży okrągły cień mnie otoczył, robi się coraz większy, tak nagle w sumie się pojawił, To coś chyba jest na górze. Cholera, nie chcę tam patrzeć, nie zrobię tego... Dobra, patrzę... Osz kurde, prawie bym się w dodatku śliną zadławił. Myślałem, że takie rzeczy są tylko w filmach sci-fi, kiedyś taki nam puścili w wariatkowie, Nade mną unosił się spodek, wielki jak diabli, cichy, metalowy, niesamowity. Niech no tylko Marycha się o tym kiedyś dowie!   Jest w nim coś przyciągającego, ciężko oderwać wzrok, ale coś czuję w kościach, że chce mi to zrobić krzywdę, "Dawid!" - tak to z tego spodka dochodzi ten głos, może lepiej jak się powoli wycofam, jest to z mojej strony całkiem sprytne. "Oddaj to, co ukradłeś". Po tych słowach z spodu wysuwa się wielka jak sk****syn lufa,  I jak wystrzelił! Na szczęście nie trafił, chyba mam to traktować jako ostrzeżenie, ale i tak, spadam stąd, nie na moje nerwy są takie cuda... Rozglądam się jeszcze wokół siebie, fajnie by było czymś odwrócić uwagę, ale chyba nie ma na to czasu, Dobra krótka piłka, pokazuję im f**ka, odwracam się na pięcie i biorę nogi za pas, oby tylko mi płuca nie siadły, muszę przede wszystkim nabrać dystansu.   Szczerze, nie wiem dokąd mam się udać, biegnę przed siebie, staram się unikać laserów,  Nie dam się zabić przez tych frajerów! Widzę przed sobą market, wbiję tam z buta i gdzieś się ukryję, A przynajmniej się postaram, bo tłum zepsutych ludzi blokuje mi drogę. No trudno, by się przepchać siły użyję. Oni i tak nie żyją, co nie? Ten świat to symulacja. Od początku to wiedziałem; Ale to UFO chyba jest prawdziwe, wpływa na otoczenie czy coś. Cha, a ci debile z psychiatryka wmawiali mi, że zwidy od zawsze miałem...                                    *****     Aua... K***a! Wejście nie zadziałało i wbiegłem prosto w szybę wybijając ją... Boże, ile tu krwi,  Skręciłem od razu w najbliższą alejkę i padłem na glebę. Widok moich zakrwawionych rąk zaczął mnie mdlić. Muszę wyciągnąć to szkło jak najszybciej - a chyba odłamki wbiły się wszędzie - zabandażować rany i lecieć dalej, Czasu do stracenia nie mam, czuję jak mi się we łbie kręci. Pojęcia nie mam jak wybrnąć z tej sytuacji marnej... Próbuję stworzyć bandaże, ale mi to nie wychodzi. Raz jeszcze próbuję i nic; Cholera jasna, moce, gdzieście się podziały, kiedy jesteście mi potrzebne. Nie zostawiajcie mnie teraz! Nie wierzę, że to też pic...   *BUMM!* Osz k***a, jak j**ło. Nie no błagam nie teraz... Wyciągnę szkło z rąk w miarę możliwości i zatamuję krwotok koszulką... Nie ma szans. Za dużo tego. Nie mam już sił, nie chciałem umierać w taki głupi sposób, a tu widzicie, w grobie już jestem jedną nóżką. "Boże... Przepraszam, za to co zrobiłem, nie jestem złym człowiekiem, chyba, po prostu miałem pecha w życiu." Nie modliłem się od dawna, ale kiedyś w końcu musiała nadejść pora, co? Czuję, że nie zostało mi dużo czasu na zbyciu... A tak sobie zarymuję, ten ostatni raz, w bezsensowny sposób, j***ć to, Także tego, miło mi było was poznać... Nie pozostało nic innego, niż zostać osądzony za każde popełnione przeze mnie zło...                                    *****     "Rusz dupę, to jeszcze nie koniec" - westchnięcie,  "Debilu wstawaj, nie ma czasu do stracenia" - *kopnięcie*. Uch, gdzie ja jestem? Nic nie widzę... "Halooo?" - zawołałem,  "No wreszcie się obudziłeś, ile można było czekać." Jej głos natychmiast rozpoznałem,  "Marysiu? Boże, czy to ty? Nawet nie masz pojęcia jak się stęskniłem." Aż nie wierzę, że ona gdzieś tu jest! "Te ckliwości muszą poczekać, pierw trzeba cię postawić na nogi, nie możesz teraz skonać... Uznaj to za mój życzliwości gest."   "Marysiu, tyle mam do powiedzenia, moje moce, moje życie... Nabrało wreszcie sensu." - Aż mi łzy poleciały, nie wierzę.  "A mimo to zabiły cię sklepowe drzwi, trochę głupio, nie uważasz?" - Ona nigdy się nie gryzła w język, jest niczym nieokiełznane zwierzę. "Z resztą, kto normalny wstawia zwykłe szkło zamiast hartowanego? Nawet symulację potrafią z**bać?" o.O - "Chwila skąd ty wiesz, że to symulacja... Poza tym, jak ja tę emotkę zrobiłem w ogóle? To zaczyna mnie przerażać." "Kiedy więziona byłam w twojej głowie słyszałam każdy twój monolog, stąd nie łatwo było się domyślić, co się święci" "Więziona? K***a, gdybym tylko wiedział, to bym cię dawno wydostał z tamtąd. Bez ciebie było tak smutno, ci ludzie byli tak bardzo je***ęci."   "Uch, daj mi się skupić, Dawid, pogadaj chwilę ze sobą, czy coś, połatanie cię chwilę mi zajmie." Szczerze, myślałem, że po śmierci trafię do nieba, a nie do jakiejś czarnej nicości, tu nie jest fajnie, I Marysia, czyli jednak nie opuściła mnie, była cały czas ze mną,  Pewnie bekę ze mnie miała, że bez niej słabo sobie radzę, że bez niej jestem jak to gówno. :( W ogóle głodny jestem, zjadłbym coś. Co jest w sumie dziwne, zwłaszcza, że jestem martwy...  Ale no, kto by odmówił porządnej, dobrze zrobionej tarty.    "Dobra, gotowe, przebudzisz się za niedługo. Tylko nie daj się znowu zabić." "Czyli co, wracasz ze mną teraz? Nie zamierzam cię tutaj tak zostawić." "Obawiam się, Dawid, że będziesz musiał. Nie ma teraz w twoim świecie miejsca dla mnie, ale wiem, że znajdziesz sposób na..." "Czekaj!" - Widzę jakieś kolory, wszystko się rozjaśnia... Razi niesamowicie... Boli jak cholera. - "Marysia!" "...Uwolnienie mnie. W końcu możesz stworzyć wszystko." "Nieeee..." Nie zdążyłem się nawet pożegnać, nasze spotkanie minęło zbyt szybko...                                   *****     Aaaaaaach, Marysia! Boże... Czuję się, jakby mnie tir potrącił, czy coś, Dam sobie trochę czasu, ledwo co widzę, jestem w szoku, mojej Marysi znowu nie ma, ch***wo mi jakoś... Ej nie, coś jest nie tak. Nie czuję w ogóle podłoża. Ręką staram się coś wymacać, ale nie ma niczego pode mną,  No super, co teraz? Powoli spróbuję może wstać... Aj, to nie był dobry pomysł, koziołkuję jak debil teraz. Może spróbuję metodę inną. Dobra, to nie ma sensu jednak. Plus jest taki, że już coś zaczynam widzieć,  I szczerze nie wiem jak to opisać. Chyba najzwyczajniej w świecie unoszę się nad ziemią. O wow, ale za*****cie!   O c**j, jednak cofam. Lecę prosto w stronę tego UFO. No cóż, przynajmniej spełniłem jedno z dziecięcych marzeń.  Okej, bez paniki, trochę się ślimaczę, więc coś zdążę stworzyć, co nie? Byleby szybko to skończyć, bo mam dość na dziś wrażeń. ... Cholera, nic się nie dzieje. Nie no, błagam, k***a, moce, A może pora się poddać? Niczego raczej już nie zdziałam, nie ukrywam, jest to na swój sposób wk******ące.  Także no, kochani, cieszę się, że śledziliście moją historię, aż do teraz, Miło było was poznać, choć was nie poznałem do tej pory, ale no. Na mnie zbliża się już czas...   A nie, zaraz, coś się dzieje! (Muszę przestać zmieniać zdania w tym rozdziale),  W mojej prawej dłoni pojawiła się znajoma mgła, jak ja się za tym stęskniłem, wiedziałem, że nie zniknęliście na stałe. Coś się formuje... Acha, jedzenie. Super, myślałem o tym kilka minut temu, teraz się nie przyda, Muszę się sprężyć, bo coraz bliżej tego statku jestem... Z ciekawości spróbowałem tej tarty. Ble ohyda! Szybko wyszedłem z wprawy, nieźle co? Dobra Dawid, nie pora na żarty, skup się; Wyobraź sobie coś, czym pokonasz tych dupków, coś mocnego i twardego. I chyba już wiem co. "Wiadrogłowego" zbroję.   Nie liczę, że uda mi się stworzyć coś z filmów o bohaterach, ale warto spróbować,  Takie info dla ciekawskich, to mój ulubiony złoczyńca, jest po prostu zaj****ty... A teraz cicho, muszę się skoncentrować.  Wyciągam ręce przed siebie, zamykam oczy i daję się puścić wodzy wyobraźni; Pancerz ma być twardy, najlepiej niezniszczalny, żebym mógł się tam od razu wbić, posiadająca broń co uświadomi ich, że nie są tacy nietykalni... O ja p*****le, ale ból. Mój brzuch... Skąd?Jakby ktoś rozrywał mi bebechy, Nie teraz... Muszę wytrzymać... Za daleko zaszedłem jednak... Pamiętaj, wolne wdechy i wydechy...   Czuję, że jest jeszcze gorzej. Och, Boże ile bólu... *Bleeech* - tak, zrzygałem się, to nie jest wcale śmieszne. Uwierzcie mi, ja cierpię nie dość, że fizycznie to i w duchu. Ręce mi się telepią jak nigdy, czuję jakby coś się z nich tak jakby, uwalniało? Nie wiem jak to nazwać w ogóle, dziwne uczucie. A opisywać tego bardziej by mi się nie chciało. Stop 2.0. Jeszcze jedna myśl, nim zacznę nowy wątek. Ciekawi mnie, co tak długo zajmuje im porwanie mnie, Bo ja wcale nie jestem taki gruby aż, żeby mnie nie dźwignąć. Może ten ich stateczek najzwyczajniej ssie?   Ból minął wreszcie. To dziwne mrowienie również. Nie chcę tego przeżywać ponownie, Otwieram oczy i o wow, wyszło. Niebiesko-czarny pancerz zrobiony z tytanexu. W końcu będę wyglądał w czymś seksownie! Zbliża się do mnie i otwiera tył. Powoli i ostrożnie otula moje ciało, Odczułem przyjemny chłód, podoba mi się, podnieca, nie krępuje się, wchodzi tam gdzie trzeba śmiało... Wszystkie mechanizmy się uruchamiają, panel sterowania w hełmie, czy jak to się nazywa. Jestem gotów do działania. Poruszyłem palcem, potem ręką, nogą, głową. A teraz jazda, wolność mnie wzywa.                                    *****     Strasznie ciężko się tym szajsem steruje, Ale jakoś sobie radzę - "Nigdy mnie nie złapiecie wy c**je." Na szczęście nie miałem problemu, żeby się od nich uwolnić,  Gorzej, że oni wiszą mi na ogonie, a ja nie mam pomysłu, co zrobić, żeby się sensownie obronić. Spróbuję wypuścić te małe śmieszne urządzonka, co wyglądają jak wiadra. Do roboty! Natomiast ty zbrojo, wyznacz mi natychmiast najlepszą trasę i przejdź na najwyższe obroty.   Juuuuuhuuuuu! Jak szybkooooo! Jestem j****ym demonem prędkości! Śmigam nad miastem na ogromnej wysokości,  Niezły odjazd co? Próbuję tych ufoludków zatrzymać blasterami, ale nawet i to nie rusza ich, Marycha, wiem, że mnie słyszysz, co ty byś zrobiła na moim miejscu, żeby się od****li od czterech liter moich? Bo raczej nie ma sensu bawić się z nimi w berka, czy chowanego,  Czy też cokolwiek innego.   Przed oczami pojawiła się opcja: "Dezintegrator 3000" - no tak, Zapomniałem o nim totalnie! Najpotężniejszy Wiadrogłowego atak, To właśnie nim rozwalił wszystkich bohaterów,  Teraz liczę, że zadziała też na tych frajerów.  Zbrojo, uruchom dezintegratora na pełną moc, zakończmy to wreszcie, Pokażmy im, że zadarli z najsilniejszym wariatem na świecie!   Zrobiłem piękne salto i stanąłem przed nimi, dumnie uniosłem głowę,  Wyciągam ręce, z klaty otwiera się też coś, na kształt armaty, to im powinno odebrać mowę. Ładowanie... 15%... 30%... 69%... Che che che... 98%... 100%... Strzał! O ja j***ę, jakie to piękne. Fioletowy laser z czarną otoczką, czy czymś tam, jak z filmów... Po prostu wow... Zatrzymali się, ale to za mało, muszę przejść na pełną moc, jak coś mam im zrobić,  Wysil się chłopcze! Jeszcze... Jeszcze więcej... Dawaj k***a... Nie dam im się zabić!                                      *****     Nie wierzę. Jakim cudem to k***a możliwe. Żebyście to tylko widzieli, Powinni oni byli wyparować w p***u, a ja ledwo im wgniecenie zrobiłem. A teraz na pewno są na mnie nieźle wk****eni. Taktyczny odwrót wykonam, może znajdę na nich jakiś inny sposób,  No... Udałoby się gdyby, mi buty nie wypadły ze stóp... Nie, nie, nie, nie, nie, kolejne części wypadają. Za dużo energii zużyłem, wygląda to fatalnie, Jeszcze z kilka sekund wisiałem w powietrzu, aż zacząłem spadaaaaaać.... No fajnie.   I ponownie jestem na skraju śmierci, szybko poszło,  Muszę przyznać, mam fuksa, że jeszcze mnie z planszy nie zmiotło. Będąc szczerym, daleko zaszedłem i tak, w sumie, Pewnie było to upierdliwe dla was, że skracałem wszystko i swojej historii porządnie opowiedzieć nie umiem, Ale mam nadzieję, że się wam podobało mimo to i, że jeszcze jakiś cud się wydarzy, Byłoby miło, bo chciałbym zakończyć to wszystko z przytupem, żebyście mieli niezłe zdziwko na twarzy...   I kiedy myślałem, że będzie po mnie (znowu), coś mnie powstrzymało, Byłem zaledwie kilka centymetrów od chodnika... W gorszych sytuacjach się bywało,  Co nie? Cha, cha, cha. Ech, no i lipa, znów się dałem złapać,  J***ć to już, nigdzie nie uciekam, bo i dokąd. Nie zostało mi nic innego, niż im tylko pomachać, Minęła chwila nim... *Ziuuuu* ...Stanąłem przed ich obliczem. Szyba przed którą się unosiłem zmieniła kolor, chyba dostrzegam w oddali jakieś kształty. Na jakieś ciepłe przywitanie liczę.    Tak, to są... Chwila, ludzie? Co jest? Nie tego się spodziewałem,  Obaj identyczni, blondasy z ładną buźką, młodzi i całkiem atrakcyjni. Na ich widok cały zesztywniałem, Nie dlatego, że mi się podobają, pewnie to ich sprawka. Lubią mnie. Jeden z nich odwrócił się do drugiego, przez chwilę się na niego gapił, a potem klepnął go w ramię,  Czy on w ogóle poruszył ustami? Nie wydaje mi się... Dziwne.  Ta bezwładność nie jest taka sama jak po lekach, jest to uczucie zupełnie inne.   Ten drugi się wciąż mnie przyglądał, nie zamrugał, nie uśmiechnął, nic totalnie, Kamienna twarz, szacun. Ale jest w tym coś niepokojącego, coś co sprawia, że czuję się fatalnie. Wymieniliśmy się sporzeniami jeszcze przez chwilę, dopóki nie poczułem znajomego mrowienia, Obaj finalnie machnęli głowami. Nie wiem o co im chodzi, ale najwyraźniej tym razem nie mieli nic do powiedzenia, Może i dobrze. Nie mam ochoty z nimi gadać, czy ich słuchać,  Autentycznie zmęczenie mnie w końcu dosięgło, nawet nie mam ochoty przeklinać, czy się na nich wkurzać.                                     *****     Czy mi się wydaje, czy temu jednemu zniknęło oko? Teraz czoło, usta, kawałek po kawałku, co do...?  Wygląda to jak te zakłócenia w starych kablówkach, tym z dupą, moja mama taką miała. Rozprzestrzenia się to szybko, i to bardzo, znika teraz statek i... Niebo też? Jak to w ogóle działa? W ułamku dosłownie sekundy cały ten świat przestał istnieć, próbowałem wypatrzeć szczegóły - nie mogłem; To dla mnie była nowość, nie wiedziałem co się dzieje, ze strachu się cały trząsłem...   Jezu ale zimno się zrobiło, kurtka gruba przydałaby się, W dodatku zaczęło wiać mi w twarz. K***a, śmierdzi paskudnie... Nie mam pojęcia co to może być i chyba nie chcę wiedzieć,  I tu się pojawia pytanie, czy mogę jeszcze bardziej cierpieć...? Nagle wiatr staje się mocniejszy. *Ekhe* - nie mogę się nawet zasłonić. Oddychać mi już ciężko - *khe khe* - i co ja mam teraz zrobić?   "Możesz bezpiecznie odejść, twa wola walki przekroczyła wszelkie nasze oczekiwania." To ten sam głos, co się wydobywał ze statku dopadł mnie również tutaj, zaj****cie, zachciało mu się gadania... "Jesteś złodziejem, niechcianym przybyszem, który przywłaszczył sobie naszą technologię..." Ocho, zaczyna się, se myślę. "...Lecz dowiodłeś, iż jesteś jej godnym. Wybrańcem co się zowie!" Nie wierzę, to pierwszy komplement, jaki w życiu jaki dostałem. Muszę to sobie kiedyś wytatuować najlepiej, Miło jest być w końcu docenionym przez kogoś, takich słów nigdy nie usłyszałem wcześniej.    No dobra, wszystko fajnie pięknie, ale dokąd mam niby teraz sie udać, co? Przecież tutaj nie ma nic prócz pustki i samotności. Szaleństwem mogę nazwać to. Nie ma tu ani słońca, wk******ących ludzi, drzew, niczego... "Lękać się nie musisz, człecze. Wrócisz z powrotem do świata swego..." "...Nasza misja się na ten czas skończyła, oczekuj naszego przybycia ponownego, gdyż przydasz się ważnej sprawie." Pojęcia nie mam co to znaczy i jakim cudem słyszą moje myśli. Mam się bać, czy nie?                        W końcu wiatr ustał i mogę zaczerpnąć normalnie powietrza, Co za j***na ulga, długi czas prawie na bezdechu tu przemierzam, Nie chciałem wdychać tej zgnilizny, szkoda płuc moich, A teraz co, dryfuję sobie po tej dziwnej przestrzeni, wciąż sztywny jak badyl, będąc coraz bliżej paranoi. Czuję jak mnie obserwują, w dodatku słyszą moje myśli, co jest ciutke chore, Aleee, powiedzieli za to, że jestem za*****ty! I co ty na to, Boże?   "Bynajmniej, tak nie powiedzieliśmy... Za niedługo dotrzesz do punktu zrzutu, szykuj się. " Że co? Na co mam się znowu szykować?  Nie dość mi życia zj*****ście? *Wzdech* - Chociaż dobra, fajnie wrócić do siebie na chatę, zaczerpnąć wolności,  Dopóki znowu mnie nie zamkną gdzieś wbrew mojej woli, albo skończę jak debil na bezdomności. Ogarnę się, postaram się być lepszy. Nigdy bym nie uwierzył, że kiedyś takie myśli mnie najdą.  Kto by pomyślał, że ta dziwna przygoda tak bardzo odmieni moje życie, zwłaszcza w świecie, który mija się z prawdą...   "Szczelina otworzy się za 3... 2... 1..." - Po odliczeniu usłyszałem zza moich pleców huk,  Brakowało jeszcze słów typu: Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług... Więc, to już koniec. Szkoda mi będzie Ady i wielu tych innych poznanych ludzi, Wiadomo, to wszystko była symulacja, nie będę się o ich ożywienie łudzić. No ale c**j, życie się dalej toczy, czy jakoś... Ugh, właśnie mocno walnąłem plecami o coś...                                      *****     G.. Gdzi... *Khe khe* Ale mi nie dobrze... *Bleeech* Och fuj, zrzygałem się, Czuję w ustach słonawy smak... Skąd się on wziął, nie wiem. Ani też to gdzie ja jestem. Zimno mi, cały jestem odrętwiały i czuję pod sobą coś, hm, sypkiego? Chwila to piasek jest...? Przed oczami widzę świecące gwiazdy, coś pięknego... Patrzyłem się na nie przez chwilę, hipnotyzujący widok, nie ukrywam, Jedna z nich chyba mrugnęła dwa razy, ciekawe... Czy ja, zaraz, ja się właśnie wzruszam?   Po krótkiej chwili usiadłem, czuję się już znacznie lepiej. Uświadomiłem sobie, że jestem na plaży,  Rozglądam się dookoła i w oddali dostrzegam... Psychiatryk? Na jego widok mi się słabo robi, źle mi się to miejsce kojarzy. Osz k***a mój łeb, jak długo ja byłem nieprzytomny? Chyba nieprzytomny, bo wątpię, że tu zasnąłem tak o, Mam jakieś dziwne przebłyski. Spróbuję sobie przypomnieć co się stało. Chwila... Uciekłem, to pamiętam, wodę pamiętam i kamień... Portal... O ja j**ię, Nieźle, całkiem nieźle przyznaję. Jeśli to prawda... Muszę to sprawdzić, bo kto wie, może mylę się...   Wyciągam ręce przed siebie. Wyobrażam sobie coś, niech będzie to na przykład butelka pusta; Po chwili pojawiła się mgła... "O c**j!" A z niej tworzy się butelka żółta.  Hurra! Jezu, co za emocje, wciąż zachowałem moce, Nie ukrywam podekscytowania cha, cha, cha... Nie-samo-k**-wite! Dziękuję wam przybysze obce! Che, che, za chwilę będę musiał wstać i stąd sp******ać, zanim ktoś zauważy, że znowu wróciłem,  Ale póki co jeszcze nacieszę się chwilą, nie mogę się powstrzymać, tworzyć rzeczy bardzo polubiłem...                                  EPILOG                     *Dwa miesiące później*     To była długa noc, w*****ny jestem z sił całkowicie... Siemanko, tęskniliście? Długo mnie nie było. Jak się czuję? Wyśmienicie. Jakieś z**by postanowili pod moim blokiem urządzić strzelaninę, mocno po****ne, Ale na szczęście nic mi się nie stało. Reszta gryzie piach... Przeżycie to, było fajne. Żebyście widzieli strach w ich oczach - bezcenny widok. Nie spodziewali się, że gostek randomowy, Będzie namierzał do nich z broni niszczące ludzkie atomy!   Ale może zacznę pokrótce od początku. Jestem obecnie w rodzinnym mieście,  Podróż tu zajęła mi trochę czasu, zrobiłem sobie rower i przejechałem około kilometrów dwieście... Miałem sporo czasu do przemyślenia, co chcę w końcu zrobić, I uznałem... (Żeby też samemu sobie coś udowodnić),  ...Że wykorzystam swoje zdolności do pomagania innym, ale na swój sposób, bez hamulców. Powybijam wszystkich złych ludzi, od gangsterów po płatnych zabójców.   To przez takich sk****synów, Zbychu wylądował ze mną na oddziale... No i wiadomo, psy nie są zadowolone z moich działań, ale ja się nie cackam, więcej ludzi od nich ocalę.  W międzyczasie, na laurach nie spoczywałem, Codziennie się rozwijałem i ciężko trenowałem.  Także teraz, na luzie stworzę wam meble, narzędzia, broń, picie i jedzenie, Długo, by wymieniać. Wszystko to robię w konkretnym celu: Marysi uwolnienie...                                    *****     Jest piątek, godzina osiemnasta, śnieg na zewnątrz pada, ciemno się zrobiło,  Wyciągam z lodówki zimne bezalkoholowe piwo. Nagle w mojej dłoni pojawił się otwieracz, którym otwieram butelkę i zeruję zawartość, Smakuje całkiem dobrze, od ostatniego razu poprawiłem smaku jakość.  Jestem całkiem wypoczęty, łeb mnie nie boli, i czuję się gotowy, A na co? Jak wspominałem, chcę Marysię odzyskać, i dzisiaj jest tym dniem. O niepowodzeniu nawet nie ma mowy!   Siadam na krześle pośrodku mieszkania, zajmuję wygodną pozycję i zamykam oczy. Biorę głęboki wdech i po kilku sekundach wydech; wdech-wydech; wdech-wydech... Pora teraz użyć swoich mocy. Wyobrażam sobie kobietę, szczupłej budowy, o lśniących brunetowych włosach,  Pięknych, jak niebo, niebieskich oczach. A w tym nowym ciele, wsadzę ciebie, moja droga, Towarzyszkę, która została uwięziona w mojej głowie. Sprawię, że ten świat będzie dostępny dla nas dwojga...   "Znajdziesz sposób na uwolnienie mnie..." - te słowa wciąż mi w głowie tkwią, "W końcu możesz stworzyć wszystko..." - ty zawsze we mnie wierzyłaś, ty byłaś zawsze moją ostoją... Wybacz, za te poetyckie teksty, wiem, że ich nie lubisz, już powoli kończę; Po tych słowach poczułem dreszcze. Coś się dzieje w końcu, czuć już jak łaskocze... Ja... K***a! Aaaaaaaach, znowu... Ten ból, znikąd pojawił się. M.. muszę wytrzymać... Uda się w końcu... Dam radę... Aieeeeeee!!!!   *Minuta udręki później* - Ja p*****lę, k***a jego mać, po****ło was już?! To jest chore... Ughh... Auuuuu... Boli... Jakby ktoś mi wsadzał rozżarzony nóż.  W każdą, ekh, część ciała. Niech to się już... Dość..! Czuję, jakbym ręce miał już z waty, czuję dosłownie każdą kość... Chwila, o mój Boże! Mogę złożyć myśli do kupy, zaczynam ulgę odczuwać,  Dobrze, bardzo dobrze. Jeszcze trochę i flaki by mi się zaczęły wypruwać.    Dopiero teraz zwróciłem uwagę, że wywaliłem się wraz z krzesłem na podłogę, Jeszcze z kilka minut czasu sobie dam, zanim się z niej podniosę... "Cha, cha, cha, cha! Ty ofermo!" - Ten głos, niemożliwe. Słyszę kroki, które do mnie się coraz bardziej zbliżają. To się nie dzieje w mojej głowie, nie tym razem. To jest prawdziwe. Obracam głowę na bok i widzę... Nie wierzę.  "O k***a!"                                   KONIEC                       Witajcie, wysłałem tutaj najdłuższe dotychczas opowiadanie jakie napisałem, mam nadzieje, ze dobrniecie do końca, jeśli tak, to ogromny szacunek i mam nadzieję, że wam się spodoba/ło
    • @Moondog jesteśmy na równi:)
    • Kawo moja delikatnie mielona starannie parzona coś parę w eter wypuszczasz   co się stało że szkodzisz?  osłabiasz zamiast dać siłe    Kawo moja pakowana dokładnie w posrebrzane pudełka złotą wstążką ozdabiane   co się wydarzyło?  że wewnątrz coś się zważyło kipiało mnie osłabiło odbierając siłę   Kawo moja nabierana łyżeczką ze specjalnej kolekcji   czy kiedyś znów  mnie ogrzejesz od środka nie dając powodów do niemocy zbierzesz w jedno  wszystkie porozrzucane zmysły   jak ten zamek ze szkła co runął bez echa  trącony rynsztokiem łez   Klaudia Gasztold 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...