Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




to nie jest mściwe, tylko prawdziwe, wiersze ciężko się obśmiewa, ale twoje filozoficzne filozofowanie to tak, bo tak jak napisałem o czym jest wiersz, jest o niczym, i odpowiedz na to co napisałem poniżej tej satyry, co w wierszu zamieściłeś,

pytam jeszcze raz

czyli co można zrobić
można robić
można trochę więcej zrobić
ale ja rączki umywam

to jest twój wiersz w skrócie, tyle czytelnik może z tego wyciągnąć, a to że klakierzy biją brawo, ty też bijesz brawo gdzie tylko popadnie, więc nie dziw się, że komuś się coś podoba albo nie podoba, tu nie ma zawiści jest tylko wymiana poglądów i odczuć
pozdr
pozdr
Wyrwałeś kilka słów/wersów z kontekstu wiersza i wmawiasz mi, że to jest mój wiersz. A więc zapewniam Cię, że mój wiersz jest na samej górze, żeby nie powiedzieć, na pierwszym miejscu. A Ty, nie wiem tylko, czy bardziej ze mnie, czy ze siebie robisz idiotę, że Twoja przeróbka ma mieć coś wspólnego, tak z moim wierszem, jak i z poezją. To wiedzże wreszcie, że moje wiersze są taką kunsztowną budowlą, że wyciagnięcie z niej nawet jednego słowa, powoduje że wiersz traci na wartości, jeżeli wręcz nie przestaje być wierszem, przynajmniej moim (zamierzonym i /co ważniejsze/ zrealizowanym od początku do końca). I wiedz, że biję brawo tym, którzy na to, jak najbardziej zasługują. A najlepiej to weź Ty i sam skróć się o głowę (będziesz lepszy/przystojniejszy), to wtedy zgodzę się na Twoje skróty/przeróbki w moich wierszach. Pozdrawiam


ok rozumiem, obciąłem głowę więc już nie muszę myśleć i proszę autora o rozpisanie wiersza na czynniki pierwsze, co w nim zawarł
bo bez głowy nie zrozumiałem
na analizę czekam
Źle zrozumiałeś, albo (celowo) udajesz głupka; ale co ważniejsze, źle zrozumiałeś sam wiersz (po prostu zawiść odebrała Ci rozum) i od samego początku bzdury i brednie wypisujesz o (żeby tylko o tym jednym) wierszu. A jeżeli już analizujesz wiersz, to wychodź od tego co wyrażają, co znaczą, w końcu tylko trzy zdania. I dopiero potem przejdź do korelacji między tymi zdaniami, żeby się w końcu przekonać co to wszystko w całości znaczy. I jeżeli nie potrafisz odczytać znaczenia zwykłą (rozumową) analizą, to pomóż sobie wyobraźnią, ponoć poeci mają jej w nadmiarze, a przynajmniej jest nieograniczona, ale w żadnym wypadku do takiego stopnia, żeby robić ze siebie, czy z kogoś idiotę. Pozdrawiam


proszę o analizę, słowo po słowie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mam kilka odpowiedzi:

Jeżeli szukasz głupszego niż sam jesteś, to źle trafiłeś.

Chętnie bym to uczynił, ale nie przywykłem prostej rzeczy przekładać na prostactwo, żeby i do Ciebie coś dotarło.

Postaraj się sam.
A jeżeli Ci się samemu uczciwie nie chce, to może, ale powiedzmy, że za pięć, a nawet już za trzy stówy. Wiedza kosztuje i jest w cenie. A przede wszystkim wymaga szacunku w podejściu do niej, a nie jeszcze kpiny z niej. Bo czyż nie usiłowałeś okpić/wyszydzić mnie i wiersz przerabiając go na swoje widzimisie. I w dalszym ciągu usiłujesz, tylko że te Twoje starania obracają się przeciwko Tobie. Mogę nawet powiedzieć, że tym bardziej przeciwko Tobie, im bardziej podstępnie i głupio się starasz.

Ewentualnie zapytaj mefisto35, autora pierwszych słów pod tym wierszem.

I żeby nie było nieporozumień, w swoich komentarzach (zresztą do odszukania na tymże portalu) wielokrotnie analizowałem (żeby tylko Tobie), mogę nawet powiedzieć (i to z ręką na sercu), że właśnie, cóż innego, jeśli nie wiersze i tylko wiersze; ale do Ciebie, jak nic nie docierało, tak nie dociera. Już wolę, żebyś sobie myślał, że ja nie potrafię z kilkanaście sensownych zdań powiedzieć o swoim wierszu. Czy Tobie naprawdę się wydaje, że Ty mnie na czymś przyłapałeś, czy przyłapiesz; i czy Ty naprawdę nie pamiętasz moich, nieraz obszernych wypowiedzi na Twoje (czyż nie głupie/prymitywne) wątpliwości.

A wiesz co się dzisiaj zmieniło? Przede wszystkim to, że nie czuję się już zobowiązany/zobligowany (jak dziecko na posyłki, czy jak jaki pies) do wysługiwania się Twoim zachciankom i warunkom mi stawianym. Bo żądać, wymagać i rozkazywać, to Ty możesz sobie, ale od swoich kolesi i swoim kolesiom. A ja nie mam obowiązku dla Twojej przyjemności poświęcać dodatkowo, choćby i pół godziny. Przyzwoitość tylko i sumienność obliguje mnie do tłumaczenia się, i to w gruncie rzeczy z niecnych, trywialnych i bzdurnych poczynań i posądzeń wobec mojej twórczości i samego mnie. Ale w końcu to nawet przyzwoitość połapie się w czym rzecz, że jest zwyczajnie i nadzwyczajnie wykorzystywana przez kogo by bardziej, jeśli nie przez zwykłych i niezwykłych cwaniaków i cwaniaczków (i już bez pokazywania palcem i bez udawania, bo każdy zapewne dobrze wie kim jest i co sobą reprezentuje). Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mam kilka odpowiedzi:

Jeżeli szukasz głupszego niż sam jesteś, to źle trafiłeś.

Chętnie bym to uczynił, ale nie przywykłem prostej rzeczy przekładać na prostactwo, żeby i do Ciebie coś dotarło.

Postaraj się sam.
A jeżeli Ci się samemu uczciwie nie chce, to może, ale powiedzmy, że za pięć, a nawet już za trzy stówy. Wiedza kosztuje i jest w cenie. A przede wszystkim wymaga szacunku w podejściu do niej, a nie jeszcze kpiny z niej. Bo czyż nie usiłowałeś okpić/wyszydzić mnie i wiersz przerabiając go na swoje widzimisie. I w dalszym ciągu usiłujesz, tylko że te Twoje starania obracają się przeciwko Tobie. Mogę nawet powiedzieć, że tym bardziej przeciwko Tobie, im bardziej podstępnie i głupio się starasz.

Ewentualnie zapytaj mefisto35, autora pierwszych słów pod tym wierszem.

I żeby nie było nieporozumień, w swoich komentarzach (zresztą do odszukania na tymże portalu) wielokrotnie analizowałem (żeby tylko Tobie), mogę nawet powiedzieć (i to z ręką na sercu), że właśnie, cóż innego, jeśli nie wiersze i tylko wiersze; ale do Ciebie, jak nic nie docierało, tak nie dociera. Już wolę, żebyś sobie myślał, że ja nie potrafię z kilkanaście sensownych zdań powiedzieć o swoim wierszu. Czy Tobie naprawdę się wydaje, że Ty mnie na czymś przyłapałeś, czy przyłapiesz; i czy Ty naprawdę nie pamiętasz moich, nieraz obszernych wypowiedzi na Twoje (czyż nie głupie/prymitywne) wątpliwości.

A wiesz co się dzisiaj zmieniło? Przede wszystkim to, że nie czuję się już zobowiązany/zobligowany (jak dziecko na posyłki, czy jak jaki pies) do wysługiwania się Twoim zachciankom i warunkom mi stawianym. Bo żądać, wymagać i rozkazywać, to Ty możesz sobie, ale od swoich kolesi i swoim kolesiom. A ja nie mam obowiązku dla Twojej przyjemności poświęcać dodatkowo, choćby i pół godziny. Przyzwoitość tylko i sumienność obliguje mnie do tłumaczenia się, i to w gruncie rzeczy z niecnych, trywialnych i bzdurnych poczynań i posądzeń wobec mojej twórczości i samego mnie. Ale w końcu to nawet przyzwoitość połapie się w czym rzecz, że jest zwyczajnie i nadzwyczajnie wykorzystywana przez kogo by bardziej, jeśli nie przez zwykłych i niezwykłych cwaniaków i cwaniaczków (i już bez pokazywania palcem i bez udawania, bo każdy zapewne dobrze wie kim jest i co sobą reprezentuje). Pozdrawiam



a wystarczyło dwa razy krótszą analizę napisać, a tak to marnujesz czas, mój, swój, na wypisywanie jakiś teorii spiskowych. jak zwykle musiałeś mnie zwyzywać od głupków, zawistnych, maniakalnych, od kolesiów itd. itp. czyli wracamy do początku naszej przygody na serwisie jak się czytelnik przyczepi bo chce ci coś udowodnić, to ty zaczynasz się burzyć pluć i tupać nóżkami.
Jako autor wiersza dajesz go pod ocenę czytelnika
i jeśli czytelnik ci piszę (pluskam, fajny, milusio u ciebie) to jest ok
ale jeśli ktoś przeczyta uważnie znajdzie dwa trzy obrazy które się ze słów wyłaniają i powie ci prawdę w oczy to zaczyna się to (maniakalny, obetnij se głowę, idiota, głupek)
p.s jeśli wiersz się sam nie obronił to już autor nic nie wskóra, a tobie się nawet własnego wiersza nie chce bronić

czyli napiszę to co już dawno stwierdziłem w twoim tworzeniu poetyckim constans
czyli gniot

p.s nie odpisuj bo nie chce mi się już czytać tych twoich teori spiskowo-maniakalno- prześladowczych
bez odbioru
Opublikowano

No to ci się Macieju oberwało :)))
No ale tak to bywa w świecie ukierunkowanych na siebie grafomańskich wypocin. Trzeba plusiac i buziac, to wtedy chłop będzie pupkę podcierał z radości. A tak, toś głupek :)

Oj, wija, wija, kompromitujesz się coraz bardziej. Napisałbyś chłopie jakiś wiersz, a nie wciskał ludziom farmazony, jakiś to prześladowany poeta, bo poeta z ciebie żaden.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mam kilka odpowiedzi:

Jeżeli szukasz głupszego niż sam jesteś, to źle trafiłeś.

Chętnie bym to uczynił, ale nie przywykłem prostej rzeczy przekładać na prostactwo, żeby i do Ciebie coś dotarło.

Postaraj się sam.
A jeżeli Ci się samemu uczciwie nie chce, to może, ale powiedzmy, że za pięć, a nawet już za trzy stówy. Wiedza kosztuje i jest w cenie. A przede wszystkim wymaga szacunku w podejściu do niej, a nie jeszcze kpiny z niej. Bo czyż nie usiłowałeś okpić/wyszydzić mnie i wiersz przerabiając go na swoje widzimisie. I w dalszym ciągu usiłujesz, tylko że te Twoje starania obracają się przeciwko Tobie. Mogę nawet powiedzieć, że tym bardziej przeciwko Tobie, im bardziej podstępnie i głupio się starasz.

Ewentualnie zapytaj mefisto35, autora pierwszych słów pod tym wierszem.

I żeby nie było nieporozumień, w swoich komentarzach (zresztą do odszukania na tymże portalu) wielokrotnie analizowałem (żeby tylko Tobie), mogę nawet powiedzieć (i to z ręką na sercu), że właśnie, cóż innego, jeśli nie wiersze i tylko wiersze; ale do Ciebie, jak nic nie docierało, tak nie dociera. Już wolę, żebyś sobie myślał, że ja nie potrafię z kilkanaście sensownych zdań powiedzieć o swoim wierszu. Czy Tobie naprawdę się wydaje, że Ty mnie na czymś przyłapałeś, czy przyłapiesz; i czy Ty naprawdę nie pamiętasz moich, nieraz obszernych wypowiedzi na Twoje (czyż nie głupie/prymitywne) wątpliwości.

A wiesz co się dzisiaj zmieniło? Przede wszystkim to, że nie czuję się już zobowiązany/zobligowany (jak dziecko na posyłki, czy jak jaki pies) do wysługiwania się Twoim zachciankom i warunkom mi stawianym. Bo żądać, wymagać i rozkazywać, to Ty możesz sobie, ale od swoich kolesi i swoim kolesiom. A ja nie mam obowiązku dla Twojej przyjemności poświęcać dodatkowo, choćby i pół godziny. Przyzwoitość tylko i sumienność obliguje mnie do tłumaczenia się, i to w gruncie rzeczy z niecnych, trywialnych i bzdurnych poczynań i posądzeń wobec mojej twórczości i samego mnie. Ale w końcu to nawet przyzwoitość połapie się w czym rzecz, że jest zwyczajnie i nadzwyczajnie wykorzystywana przez kogo by bardziej, jeśli nie przez zwykłych i niezwykłych cwaniaków i cwaniaczków (i już bez pokazywania palcem i bez udawania, bo każdy zapewne dobrze wie kim jest i co sobą reprezentuje). Pozdrawiam



a wystarczyło dwa razy krótszą analizę napisać, a tak to marnujesz czas, mój, swój, na wypisywanie jakiś teorii spiskowych. jak zwykle musiałeś mnie zwyzywać od głupków, zawistnych, maniakalnych, od kolesiów itd. itp. czyli wracamy do początku naszej przygody na serwisie jak się czytelnik przyczepi bo chce ci coś udowodnić, to ty zaczynasz się burzyć pluć i tupać nóżkami.
Jako autor wiersza dajesz go pod ocenę czytelnika
i jeśli czytelnik ci piszę (pluskam, fajny, milusio u ciebie) to jest ok
ale jeśli ktoś przeczyta uważnie znajdzie dwa trzy obrazy które się ze słów wyłaniają i powie ci prawdę w oczy to zaczyna się to (maniakalny, obetnij se głowę, idiota, głupek)
p.s jeśli wiersz się sam nie obronił to już autor nic nie wskóra, a tobie się nawet własnego wiersza nie chce bronić

czyli napiszę to co już dawno stwierdziłem w twoim tworzeniu poetyckim constans
czyli gniot

p.s nie odpisuj bo nie chce mi się już czytać tych twoich teori spiskowo-maniakalno- prześladowczych
bez odbioru
Od kiedy to Ty masz mi dyktować co wystarczyło, czy co mam robić. Na szczęcie o tym co robę decyduję sam, a przynajmniej mam wybór. A już tym bardziej jestem pewny swojego wyboru (że dobrze wybrałem), im bardziej on się Tobie nie podoba. I nie obracaj kota ogonem, bo wiesz dobrze, że począwszy od Twojego tu pierwszego
wystąpienia nic nie robisz, tylko wyszydzasz mój wiersz, a zatem i mnie. I wiesz dobrze o tym, że co bym nie napisał w obronie swojej, zawsze to będzie dla Ciebie źle i za mało. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli ja jestem chłopem, to Ty jesteś parobkiem i dobrze wiesz czyim. I o tym, czy się kompromituję czy nie, na szczęście jeszcze nie Ty decydujesz i Twoi kolesie. Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



WiJa

nie ma ideałów na tym świecie
w każdym z nas jest dobro i zło
ale warto starać się zachowywać tak
aby nikt przez nas nie płakał:)

tak mówi delikatna kobieta:)

pozdrawiam z plusikiem:)






Zapewne jest tak, jak mówisz. Ale też ja nie mam do nikogo pretensji za to, że się komuś nie podoba mój wiersz i ocenia go jak najniżej. Tylko bronię się przed chamskim sposobem oceny wiersza i dorabianiem fałszywej ideologii, jeśli nie do wartości/znaczenia moich wierszy, to do usprawiedliwienia niskiej oceny.
Dziękuję za ponowne odwiedziny. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli ja jestem chłopem, to Ty jesteś parobkiem i dobrze wiesz czyim. I o tym, czy się kompromituję czy nie, na szczęście jeszcze nie Ty decydujesz i Twoi kolesie. Pozdrawiam



Tak to sobie właśnie tłumacz.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli ja jestem chłopem, to Ty jesteś parobkiem i dobrze wiesz czyim. I o tym, czy się kompromituję czy nie, na szczęście jeszcze nie Ty decydujesz i Twoi kolesie. Pozdrawiam



Tak to sobie właśnie tłumacz.
Jeżeli Cię już interesuje, jak ja sobie to tłumaczę, to między innymi tak, żeby się nie otaczać ludźmi, którzy kadzą i podlizują się, oczywiście oczekując tego samego w zamian. A otaczać się takimi, którzy mają, chociażby i minimum szacunku, nawet dla swoich oponentów/wrogów (acz oponent nie musi być wrogiem). Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...