Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bo Ty tak chcesz, żeby tak było, ale nie uda Ci się mnie niczym obarczyć, choćby i dlatego, że masz za wysokie mniemanie o sobie, a za mało kultury w sobie. I zapewniam Cię, że o mnie (wystarczająco dobrze) świadczy moja twórczość i moje zachowanie, a nie to co Ty powiesz. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bo Ty tak chcesz, żeby tak było, ale nie uda Ci się mnie niczym obarczyć, choćby i dlatego, że masz za wysokie mniemanie o sobie, a za mało kultury w sobie. I zapewniam Cię, że o mnie (wystarczająco dobrze) świadczy moja twórczość i moje zachowanie, a nie to co Ty powiesz. Pozdrawiam.

I to jest dobre stanowisko, sam napisałeś, co o tobie świadczy, z czym się 100% zgadzam - twoje wiersze i komentarze.
Co do kultury, to kolejny nieudany żart, aczkolwiek, jak mniemam, dla ciebie kultura to wychwalanie twojej (jako jedynej słusznej) pisaniny. Zresztą miałeś już kilka razy nawet bana za łamanie regulaminu, więc weź...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bo Ty tak chcesz, żeby tak było, ale nie uda Ci się mnie niczym obarczyć, choćby i dlatego, że masz za wysokie mniemanie o sobie, a za mało kultury w sobie. I zapewniam Cię, że o mnie (wystarczająco dobrze) świadczy moja twórczość i moje zachowanie, a nie to co Ty powiesz. Pozdrawiam.

I to jest dobre stanowisko, sam napisałeś, co o tobie świadczy, z czym się 100% zgadzam - twoje wiersze i komentarze.
Co do kultury, to kolejny nieudany żart, aczkolwiek, jak mniemam, dla ciebie kultura to wychwalanie twojej (jako jedynej słusznej) pisaniny. Zresztą miałeś już kilka razy nawet bana za łamanie regulaminu, więc weź...
Owszem, miałem trzy bany, a ostatni to nawet półroczny, ale banującym byłeś oczywiście Ty (chociaż nie wiem czy sam).
Na pewno jest wiele aspektów kultury i na pewno sporo mi do wszystkiego dobrego brakuje, ale przynajmniej potrafię się zachować i zachowuję się (jeżeli nie całkiem kulturalnie, to chociaż) przyzwoicie.
No i w końcu wychodzi na to, że moi zaciekli wrogowie są miarą moich sukcesów. Nie ma więc tak ze mną źle, jakbyś chciał.
I czy Ty tego naprawdę nie rozumiesz, że negując moją twórczość, podbijasz tylko bębenek mojego sukcesu. Pozdrawiam.
Opublikowano

Oczywiście, że rozumiem, to już nawet Witwicki (Władysław, rzecz jasna "Psychologia uczuc i inne pisma, Warszawa 1994, str. 176), opisywał. Na szczęście to nie mój problem. I jakbyś się nie skręcał, wykręcał, kombinował, wymyślał układy i układziki, odwoływał się do jakiś spotkań z pupy wziętych, to pewnych faktów nie zmienisz - piszesz słabo, bardzo słabo. Jacyś tam twoim czytelnicy, do których się odwołujesz, też mnie smieszą, bo kto wyraża tutaj opinie, jak nie czytelnicy? Tyle, że to odbiorcy niezależni. A forum jest nie od tego, żeby ci podobaśki i miśki przesyłac. Jak coś ci nie pasuje, to do widzenia. A bany dostałeś, aczkolwiek ja jestem tylko wykonawcą, reaguje tylko na łamanie regulaminu po tym, jak ktoś ciebie zgłasza. A zgłaszający mieli bezprzeczną racje. Jak komuś piszesz, że "jest za cienki w pasie", to ktoś może miec niesmak. Ja akurat jestem tęższy, w dodatku nie korzystam z narzędzi ułatwiających mi życie, więc po raz kolejny nie rób sensacji. Jak nie masz hobby, to zbijaj karmniki albo co.
Na koniec cieszę się bardzo, że po raz enty jestem plecami dla czyjejś karierki - na szczęście inwektyw na taką grafomanie mi nie brakuje, więc współpraca będzie owocna. Chociaż może napisz jakiś dobry wiersz, to jest lepsza i ciekawsza reklama.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ co ja kręcę, ja mówię wprost, to co Ty i zawsze jeszcze ktoś zarzuca mojej twórczości nie oznacza, że wszyscy inni podzielają Twoje (i Tobie podobnych osób) zdanie. I jak Ci już mówiłem 'grafomania' dla mnie z Twoich ust to pochwała (tak się znasz i tak czujesz poezję). I dla Ciebie nie obniżę lotu (twórczego), żeby to się okazało dobre.

A co do bana, jaki otrzymałem z tym komunikatem:


Zostałeś(aś) ) wyrzucona z tego forum. Ważność bana do: 2011-10-29. Administrator lub moderator wyrzucił Cię z forum. Jako powód podał(a):

nagminne łamanie regulaminu, obrażanie użytkowników forum, np: Twoja chorobliwa zawiść (jakoż niedowartościowanie twórcze)

Jeżeli uważasz, że ten ban nie należy Ci się, napisz do administratora: […]


to pozwolisz, że coś wyjaśnię:
Broń Boże, żebym miał wówczas czy teraz mam jakieś pretensje, nawet najmniejsze (że nie zarobiłem na karę, nawet taką). Jednak nie uważałem i nie uważam, że wyrażenie: 'Twoja chorobliwa zawiść (jakoż niedowartościowanie twórcze)' jest/było bardziej obraźliwe, niż np. takie (skierowane do mnie): 'Tego nie mógł wymyślić człowiek normalny. Zapytam wprost: leczysz się specjalistycznie, prawda?'. Jak widać, byli na tym forum równi i równiejsi, którym też wystarczyło np. takie tłumaczenie: 'Jak piszę, że tekst jest bełkotem, to nie stwierdzam, że autor jest idiotą. Jesteś mistrzem truizmów, szkoda że tej oczywistości nie jesteś w stanie pojąć'. A ja, o ile sobie dobrze przypominam, chociaż kilkakrotnie wcześniej pisałem o różnych osobach, że są chorobliwie zawistni (w gruncie rzeczy na tle swojego niedowartościowania twórczego) i ta prawda (że beztalencie bywa zawistne) nie kwalifikowała się wówczas na karę kwarantanny. Widać, kara zależała od miejsca i czasu, czyli od tego, komu się wygarniało prawdę. Ale jak już zauważyłem, cóż w tym dziwnego, że wówczas byli, jak i dzisiaj pewnie są (bo zawsze są i wszędzie) równi i równiejsi. Pozdrawiam
Opublikowano

...Krzywak ...grajku..czy byłeś w swych osadach sprawiedliwy...chętnie bym Cię nazwał!!!Sędzio Sprawiedliwym!!!Przysrałeś się jak rzrep do psiego ogona!
Wiersz już został daleko z tyłu!!!...a Ty jedziesz z prywatą!To tak jakbyś pluł w twarz wszelkiej sprawiedliwości.

Jesteś pierwszym którego bym stąd usunął,za destruktywne i koleśiowskie działania!...w przeszłości.

nie nadajesz się nawet do wspólnego picia wódki...bo byś "spierdolił" smaka ,.....nie wspominając o poetyzowaniu...-Heniek:)

Opublikowano

WiJa - widzę, że kumpel przyleciał z odsieczą, więc nie będę napomykał o prywatnych wojenkach, bo mam was na talerzu. W dodatku kumpel jest tak konstruktywny, że ojej :0 Raz mu się udało, to myśli że pofrunie... Nie wcinaj się heniu, gdzie cię nie sieją...

Ale do rzeczy - zawiśc (w odróżnieniu odcałkiem czcigodnej nienawiści) polega głównie na zazdrości. Zazdrościc nie mam wam na szczęście czego. To, że sypią się na mnie potopy wyzwisk od anonimów, też ma swoje uzasadnienie - właśnie zawiśc. Zresztą popatrz na takiego bukowskiego - na mnie się sypie, że wchodzę na prywatę, chociaż na prywatę wszedłeś ty. I to jest właśnie kolesiostwo. Wcześniej obraziłeś Kalinę i Jacka - to jest twoja "kultura". I to pisząc tak nawiasem o tym, co każdy rozsądny moderator bierze pod uwagę. Prowokujecie, obrażacie, a potem płaczecie i udajecie niewinnych...
Żal.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




..pisząc te słowa ...uderz się w pierś!...Kalinę ...obrazaił ? i Jacuśia?Aleksandra ...Franciszka...niby czym?...pisz na forum,a nie się błąkasz jak smród w
gaciach,bądź mężczyzną...Choć dalekie to jest....połowa stąd ludzi wie...jaki jesteś naprawdę!.Gdzie te twoje kolesie?..Zaloguj się!
Opublikowano

No właśnie, Panowie i Panie, czy nie uważacie, że ten spór staje się pieprzeniem bez sensu, ale za to pieprzeniem z coraz większą zajadliwością. Może to i kogoś bawi, ale mnie już nudzi, a ja nawet jeśli sam jestem nudny, nie lubię się nudzić, ani tym bardziej przynudzać (wolę np. wypić piwo). Pozdrawiam wszystkich. I nie oczekuję odpowiedzi. Niech zostanie na tym, że każdy wie swoje, bo przecież każdy i tak wie lepiej i wie swoje. Dziękuję wszystkim, a Tych którzy czują się urażeni moimi wypowiedziami, po prostu przepraszam i jeszcze raz wszystkich pozdrawiam.

Opublikowano

hmmm; dlaczego Pan uważa że w opinii o Pańskim wierszu jest jakakolwiek zmowa (? czy tzw. "sztama"?!)?
- swoich sądów i ocen ani nie konsultuję z kimkolwiek ani się nie zmawiam, aby je wyrazić; a Pan sugeruje brzydkie zachowania, jakby te pozytywne były obowiązujące pod nickiem WiJa;
odmawiawia mi Pan samodzielności co do postaw krytycznych i stawia pod zarzutem umyślnego szkodzenia...Nieładnie! to obraźliwe...

pozdrawiam z nadzieją, że Pan godnie przyjmie krytykę wiersza, bez oglądania się na personalia...

J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Widocznie Jacku, czy jak wolisz Panie Jacku wysunąłem za daleko idące wnioski z Waszej dobrej znajomości (kiedy to już doskonale można porozumiewać się bez słów).
A po drugie i po ostatnie, to mi wcale nie chodzi o to, że wiersz oceniasz choćby i jak najbardziej negatywnie, tylko o sposób w jaki to robisz. Bo przecież tymi słowami: 'nie mam tu nic do dodania, wszystko powiedziane wyraźnie i czytelnie, a co najważniejsze - uczciwie;' identyfikujesz się z (pierwszym pod wierszem, jak i pełnym inwektyw) komentarzem Michała, który nie tylko dla mnie jest jedną wielką przemyślną zemstą i prowokacją, obrazą i obelgą, szyderstwem i naddaniem tego, czego w wierszu nie ma. I to wszystko wcale nie z niezrozumienia wiersza, tylko w celu ukarania mnie, choćby i za to, że poprzednio Michałowi nie udała się napaść na mnie, czyli na (kilka tygodni wcześniej) zamieszczony tu wiersz, czym ucierpiała Jego duma. Pozdrawiam.
Przepraszałem już wszystkich tych, którzy czują się urażeni moimi słowami. Ale mogę, dlaczego nie, przeprosić Cię jeszcze raz. Przepraszam Cię więc za urazy z mojej strony. Nawet jeśli te urazy są skutkiem obrony tyle wiersza, co mojej czci. Jeszcze raz pozdrawiam.
Opublikowano

WiJa - jaka napaśc? Mnie chodzi o podawanie informacji niezgodnych z prawdą, w dodatku zamieszczanych w odpowiedzi na krytykę tekstu literackiego. Czyli po prostu o kłamanie (chociaż pierwsze miejsce zajmuje wciąż przybijający się do krzyża adwokat) i o odbiór tego, co pan publicznie "obwieszcza".
I tyle w temacie. Co gorsze, nie mogę teraz zajmowac się bombardowaniem niczyich tekstów (bo wbrew adwokaturze mam coś takiego jak poczucie przyzwoitości, której adwokatura nie posiada) i znowu mnie czeka przyjmowanie ewentualnych skarg, do których będę musiał się jakoś odnieśc. Ja oczywiście pańskie oskarżenia wkładam do działu z bajkami i przechodzę do porządku dziennego.
Powodzenia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...