Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


Babcia Janeczka na wspomnień drodze
do niej wędruję w smutku i w trwodze
ona na przeciw zawsze wychodzi
z domu dzieciństwa bezpiecznej łodzi

Mlekiem i chlebem wita mnie szczerze
uczy miłości wytrwania w wierze
na każdy smutek ma dobrą radę
dlatego spokojnie do snu się kładę

Bo wiem że wtedy gdy rady szukam
zawsze do serca mego zapuka
usłyszę wtedy dzwoneczka dźwięk
a on ukoi mój smutek i lęk

Kiedy w dorosłość właśnie wkraczałam
w pamięci świętej ją pożegnałam
jednak w mej duszy posiadłam sztukę
szanować Boga i Jego naukę
Opublikowano

Lekcje pokory, lekcje szacunku
choć tak odległe, nie zapomniane
bo przez osoby tak bliskie sercu
sercem do serca były wpajane,

nikt nie uciekał z nas na wagary
bo każdy ciekaw był wiadomości
które nam nasze babcie kochane
przekazywały dla potomności.

Byłem bogaty mając dwie babcie,
od strony ojca babcia Janina
od strony matki ciężka w wymowie
bo takie imię Eufrozyna

dla szkraba brzmiało niczym zaklęcie
więc się na babcię Fruzia wołało
co babcię bardzo, bardzo cieszyło
i innym także nie przeszkadzało.

Dziś babcie w niebie pośród anieli
czasem ukradkiem zerkną przez chmurkę
by choć przez chwilę raz jeszcze ujrzeć
swoje wnuczęta, syna i córkę

by móc raz jeszcze oko nacieszyć
i gestem przesłać nam pozdrowienia
i tak pomału dzionek za dzionkiem
bo u nich w niebie czas się nie zmienia.


Pozdrawiam serdecznie i plusuję naszym babciom
HJ

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...