Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Posłuchaj o mojej drodze przez Ziemię, przez Ogień, przez Powietrze i Wodę. Oto ona. Droga, którą znam na pamięć i którą mam przed oczami nawet teraz, gdy coraz wyraźniej czuję ciężar przeżytych lat, a duch mój wciąż tęskni za tym, by uwolnić się od ciała niknącego z każdym dniem. Posłuchaj o drodze do miejsca, w którym jak nigdzie indziej czuję obecność innych światów. Wiem też, że chociaż nikogo obok mnie nie ma, wokół aż roi się od innych istot. Czuję ich obecność.

Myślami więc podążam wiele, wiele lat wstecz. Czy chcesz pójść ze mną?

Jest piękny, wiosenny dzień...

Pieśni nucone mej ziemi ustami…

Jakieś słowa podążają za mną przez cały czas. Skąd one pochodzą? Któż je posyła do mnie?

Najpierw idę piaszczystą drogą. Nie trwa to długo. Chwilę później skręcić trzeba w prawo i zanurzyć się w zieloność traw i krzewów. Wiesz jak wygląda trawa sięgająca ponad kolana? Wspaniale! Miękka, szeleszcząca i tak się układa wokół nóg... Nie, nie da się zdeptać. Zawsze się podnosi. Od razu po tym, jak po niej przejdę.

Na początku drogi rośnie leszczyna, za nią drzewo jarzębinowe i czarne bzy.

Dajcie mi wiersz ze złotych pól pod lasem...

Bzy i jarzębiny wołają mnie, kuszą snem... Co to za pieśń która sama się we mnie śpiewa? Nie wiem. Nieważne... Szybciej! Przed siebie!

Idę dalej, drzewa stają się coraz mocniejsze - olchy, jesiony, buki... Stoją dumne na wzgórzu od lat, porastają brzegi ścieżki, chylą się nad strumieniem... Wiem, że na szczycie wzgórza czekają na mnie, trwające wśród innych drzew, dęby i brzozy. One zawsze jawią mi się jakby były w pary połączone. Złączone własną wolą...

Pieśni nucone mej ziemi ustami,
Grom, którym Perun wiosny każdej śpiewa…


Krzyczę te słowa prosto w otwarte niebo, zachłystuję się powietrzem, śmieję się jak szaleniec.
Co się dzieje? Nie umiem powiedzieć. Czuję, że już czas wyłączyć tę część mojego JA, która zadaje zbędne pytania. Dobrze. Dość już tego. W drogę!

Deszcz przychodzi nagle. Bez żadnego ostrzeżenia i bez żadnej zapowiedzi. Jestem w stanie tylko unieść w górę ręce i zdumiony, chłonąć chciwie każdą kroplę. Gdzieś blisko uderza piorun. Huk gromu ogłusza mnie, przez długi czas nie mogę się poruszyć. Trwam więc tak, dopóki nie minie deszcz. Wraz z jego ostatnimi kroplami przychodzą znów słowa…

Pieśni nucone mej ziemi ustami,
Grom, którym Perun wiosny każdej śpiewa
Ziemię kochając swymi piorunami
Aż Ziemia w Jego objęciach omdlewa.


Nie zastanawiam się już nad niczym, nie obchodzi mnie wcale skąd te słowa. Chcę tylko żeby po prostu były, żeby nie opuszczały mnie.

Wchodzę na szczyt wzgórza i kieruję się ku najpotężniejszemu z dębów. Poraża mnie światło z mocą przedostające się spomiędzy jego konarów. Roztapiam się w ogniu słońca. Słońce po deszczu, ogień po wodzie… Cudowna odmiana. Czuję na twarzy żar, a w oczach widzę wirujące kręgi – roztańczone słoneczne swarzyce.

Znów zastygam w bezruchu, a poprzez czasy i dalekie drogi dociera do mnie piękny obraz roztańczonej kobiety, wirującej, obracającej się... W tej chwili będącej właśnie niczym swarzyca, ognista, płomienna, spragniona wody… O, jak bardzo chciałbym być deszczem, który jej płomień ugasi. Chciałbym tańczyć z nią jak słońce z chmurami tańczy na niebie, tańcem odwiecznym… Choć wizja kończy się wiem, że wkrótce nadejdzie kolejna... Czasem widuję tę kobietę w snach

I Ciebie błagam, ognisty Swarogu
Pieśń wykuj dla mnie w swej kuźni słonecznej…


Znowu pieśń! Cóż to za wieszcz szalony wygrywa na mnie swoje akordy? Te słowa palą mnie żywym ogniem. Dech wiatru ogarnia całe ciało. I nagle sam staję się powietrzem rozgrzanym słońcem i jestem jak drzewo mocne z czołem wzniesionym ku niebu, stopami wrastające w tę ziemię. I czuję moc odwieczną daną mi od zawsze na zawsze, od wieków po wieki…

I Ciebie błagam, ognisty Swarogu -
Pieśń wykuj dla mnie w swej kuźni słonecznej!
Mieczem niech będzie mi, postrachem wrogów,
Sprawi, że serce stanie się waleczne.


Moc ognia, która nie tylko w promieniach słońca zamknięta, lecz i we mnie goreje. Ogień mego ducha, ogień mojej krwi, którą tu i teraz mógłbym wytoczyć z siebie całą. Po to tylko, by na zawsze krew moja stała się jednością z tą ziemią, którą tak ukochałem.

Krew i ziemia. Jedność.

Powoli, nie śpiesząc się, schodzę ze wzgórza. Jeszcze chwila, jeszcze kilka kroków i już wita mnie śpiew strumienia. Przystaję nad nim, próbuję zrozumieć jego mowę. Próbuję? W tej właśnie chwili wiem, że rozumiem ją, przenika mnie, przesiąkam nią. Jestem jak drzewo wypełnione żywą wodą – krwią tej ziemi. Wypełnione nią od korzeni najmocniejszych aż po najdelikatniejszy liść.

Dajcie mi pieśń tamtych źródeł, rzek tamtych,
Melodię Wiłom - pannom wodnym - znaną…


Z rozkoszą zanurzam w wodzie spieczoną słońcem twarz i daję odpocząć zmęczonym stopom. Ukołysany śpiewem strumienia, zasypiam.

Mój sen to kolejna dziwna wizja. Przenosi mnie w jakieś inne miejsce. Jestem nad ciemnym jeziorem otoczonym zielenią szepczących trzcin. Ale nie sam. Znów jest ze mną Ona. Piękna. Patrzę na nią jak na jakąś boginię chyba. Cudne uczucie. Chciałbym je powtarzać w nieskończoność. Kobieta nie śpiesząc się wchodzi do wody, każdy jej ruch jest tak leniwy jak to tylko możliwe. Niech to trwa wieki całe, błagam. Odwraca się do mnie. Z jej zaciśniętego gardła wydobywa się ciche: „Chodź…”

Dajcie mi pieśń tamtych źródeł, rzek tamtych,
Melodię Wiłom - pannom wodnym - znaną.
Niech mnie uwiodą, by w mych oczach zimnych
Ogień pojawił się... Niech taniec zaczną!


Wizja kończy się, a mnie budzą kolejne słowa szeptane przez wiatr. Szept po chwili zamienia się w wichurę, na dobre rozpraszając obraz i słowa, które do mnie przyszły. Co za sen! Śmieję się z siebie, z tego jak proste są moje pragnienia. Ale po chwili poważnieję, coś mówi mi, że to coś więcej, że przez czas i odległość ktoś inny ten sen śnił razem ze mną…

Dziwne myśli. Otrząsam się z nich, a wzmagający się wiatr pomaga mi w tym. I na jego skrzydłach przychodzą do mnie kolejne słowa…

Ojców słowa, co nad naszym wciąż czasem
W Żmija oddechu krążą - czyż nie wiecie?


I ja jak ten wiatr jestem, co raz więcej, raz mniej ma sił, to słabnie, to znów wzmaga się, czasem w gniewie zabić zdolny, czasem pieści jak kochanka najczulsza... Wiatr, co zna tajemnice wszechświata i ludziom tajemnice wydziera i w nicość unosi... Wiatr, co szepcze historie najdawniejsze i te nasze - dzisiejsze przyszłości opowie. Wiatr radosny i smutny, roześmiany i łkający w bólu, wiatr związany przysięgą z wodą biegnącą przez światy, z Ziemi kręgiem zamkniętym na wieki i z kręgiem Słońca spalającym się w wędrówce bez końca. Wiatr... I najtrudniej jest, kiedy milczy.

Dajcie mi wiersz ze złotych pól pod lasem,
Słowa dajcie, których wicher nie zmiecie!
Ojców słowa, co nad naszym wciąż czasem
W Żmija oddechu krążą - czyż nie wiecie?


Słońce powoli opada za horyzont, wicher wieje i deszcz chyba zaraz znów mnie powita. Czas wracać. Żegnam się ze strumieniem, znów wchodzę na wzgórze. Nie wiem jeszcze, że moja droga do domu nie będzie prosta ani szybka. Mijam ten najpotężniejszy z dębów, gdy nagle moje źrenice rozszerzają się. Zapada cisza, ten świat milczy a ja wkraczam w jakiś inny. Zaczynam widzieć już nie oczami ziemskimi, wszystko dzieje się tak szybko, a moje myśli urządzają sobie szaleńczą gonitwę. Puls przyśpiesza, oddech szaleje… Tracę znany mi świat i w nowy wstępuję.

Kim jestem? - pytam głazu siwego, pytam strumienia snującego opowieść bez końca i wzgórza pytam trwającego od wieków. Po tysiące razy wchodzę do tej samej rzeki i nie słucham niczyich kłamstw. Raptem dociera do mnie, że jestem tym, co mnie otacza i niczym więcej. Pytam i słucham.

I ty również możesz zapytać o to samo.

Słońca spytaj niezachwianego i wiatru, co zmienia się co chwila. I drzew spytaj, i ptaków nad wiecznym kręgiem płynących. Jak czas płynących i jak on odlatujących i powracających co roku. Jak chwilę trwający Wieczny Czas…

Zapytaj. Ciekaw jestem, co powiedzą tobie. A oto, co powiedziały mi…

Słońce ogniste zawieszone wysoko nie jest samotne. Ramionami opiekuńczymi otacza je powietrze. A słońce promieniami swymi gładzi przestworza niebieskie i ziemi dotyka i krople wód głębokich przenika swą mocą.

Powietrze tchnieniem swym szepczące słońcu wieści z Ziemi, a ziemi moc słońca niosąc, w wodzie roztapia się przeźroczyście.

Woda wypełniająca ziemię, chmur sięgająca, tym samym i słońcu jest bliska.

A ziemia? Dająca wodzie żłobić - niczym nieprzerwane linie życia na zmęczonej dłoni - wciąż bardziej wdzierające się w głąb koryta starych i nowych rzek. Unosząca się na skrzydłach wiatru wysoko, wysoko... do słońca ognistego.

I drzewa. Wszystkie drzewa mej ziemi. Wszystkie w jednym - w dębie mocarnym, trwającym w głębi wzgórza, na wzgórzu i ponad nim.

Korzenie dębu otuliła ziemia pełna wody żywiącej. Po najmniejszy listek wypełnił się nią. Powietrze czyste muska chropowatą korę mocarza, konary, koronę królewskiego drzewa. Koronę, w której złote ślady znaczy samo słońce.

Drzewo przenika żywioły.
Żywioły przenikają siebie.
I człowieka przenikają…
I chyba tylko człowiek jeszcze o tym nie wie.

Pamiętam, że gdy ze snu ocknąłem się pod moim dębem, było już ciemno. Z zieleni traw i krzewów wyszedłem na piaszczystą drogę.

Dzień ten zapamiętałem na zawsze. Nawet teraz o nim pamiętam, gdy coraz bardziej ciąży nade mną widmo przeżytych lat. Gdy drzewa i żywioły przenikają mnie, a i ja sam prawie jednością już z nimi jestem.

,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,

Dajcie mi wiersz ze złotych pól pod lasem,
Słowa dajcie, których wicher nie zmiecie!
Ojców słowa, co nad naszym wciąż czasem
W Żmija oddechu krążą – czyż nie wiecie?

Dajcie mi pieśń tamtych źródeł, rzek tamtych,
Melodię Wiłom – pannom wodnym – znaną.
Niech mnie uwiodą, by w mych oczach zimnych
Ogień pojawił się… Niech taniec zaczną!

Pieśni nucone mej ziemi ustami,
Grom, którym Perun wiosny każdej śpiewa
Ziemię kochając swymi piorunami
Aż Ziemia w Jego objęciach omdlewa.

I Ciebie błagam, ognisty Swarogu -
Pieśń wykuj dla mnie w swej kuźni słonecznej!
Mieczem niech będzie mi, postrachem wrogów,
Sprawi, że serce stanie się waleczne.

Gdy o pieśń żywiołów Bogów błagałem -
Pieśń ognia, wiatru, wód i ziemi naszej,
Słowa szukane nagle usłyszałem
przybywające z dali ponad czasem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję, miło mi, że jeszcze jedna osoba zatrzymała się nad Kruka i moimi myślami. Jeśli lubisz tego rodzaju pisanie, to polecam tekst, który opublikowałam tutaj jakiś czas temu. No i niemal w całości mój. Mam do niego wielki sentyment. Jeśli zechcesz zajrzeć, zapraszam tutaj www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=122121
:)
Opublikowano

Nigdy nie próbowałam pisać baśni, ale ponieważ lubię wyzwania literackie, nie powiem "nie" :) Dziękuję za zaskakującą propozycję :)

A jak już tak sobie pozwalam na wracanie do prozy, którą tu publikowałam, to powiem Ci, że aby otworzyły się wszystkie portale ("portale" - żeby bardziej magicznie zabrzmiało :)), trzeba koniecznie przeczytać to - www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=121780 Może czytać się trudniej, ale tam są "przejścia". Takie jakby wormholes ;)

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Wiersz tu jest - porwany na wersy, przepleciony z prozą, a na końcu dodany już w całości. Pisany wspólnie aczkolwiek więcej w nim pióra Kruka.
Myślisz, że na podstawie tego tekstu można spróbować stworzyć zupełnie nowy wiersz?
Pozdrawiam i dziękuję za dobre słowo.

Edycja:
W odpowiedzi na usuniętą wypowiedź Anubisa A odnośnie stworzenia wiersza na podstawie "Żywiołów mojej ziemi".

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • różo, ty jesteś w boskości natchniona tyś moja poskromiona jesteś w miłości urodzajna różo ty moja nadzwyczajna jesteś kwiatem z błękitnego nieba różą, co czułości nam potrzeba jesteś tajemnicą wszystkich olśnień swymi płatkami nakrywasz niczym pościel różo, jesteś wdzięcznością z swego istnienia drugiej takiej piękności nie ma jesteś ozdobą wszystkich ideałów wypełnieniem tętniących życiem parkanów różo, jesteś płonącym natchnieniem dlatego wącha się ciebie z westchnieniem jesteś wielkością samą w sobie to dlatego noszę cię ciągle w swojej głowie bo róży kwiatem jesteś ze snu pachniesz mi rajem pachniesz tu bo róży sercem jesteś wtłoczona miłością aby zawsze poskromiona bo róży godnością rodzisz swój dzień on jak kolce budzi i cień bo jesteś spłodzeniem wszelkiej nagrody różo, przy tobie zawsze czuję się młody
    • @Raihaifathum Oj, ciekawy Przypadek trafił mi się na dobranoc :) Wiersz stylizowany na dawną polszczyznę - coś między: gawędą ludową, a balladą. Na pierwszy rzut oka wygląda brutalnie, prawie jak jakaś scena przemocy wobec dziewczyny. Ale -  'z szyi kukiełeczki próchnęły trociny”  To nie jest dziewczyna - to jest lalka. Masz wyobraźnię i odwagę. Momentami aż gęsto od obrazów. Czuję tu duży potencjał, choć chwilami język tak się rozrasta, że trudno za nim nadążyć. Jesteś kimś kto:  dużo czytał  dużo pisał  i bawi się językiem świadomie.   Zapowiada się ciekawie :)    
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • Będę taką jaką chce mnie Świat się wykoleja w słownikach Pojedynczych przechodniów Zbiór pusty jest elementem Każdego zbioru ludzkiego też To ja dziś, ogłaszam się tym pustym Dobrze już, biorę to na siebie Jak zbyt słoneczne miejsce w autobusie bez firanek Mkniemy na południe Z tyłu Nocny Kowboj z kumplem Od którego idzie chłód Walczy skubani ze mną o pusty zbiór  
    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...