Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

VIII edycja Portu Poetyckiego w Chorzowie 05.11.2011 godz. 16.00


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Sztygarka ul. Piotra Skargi 34 Magazyn Ciekłego Powietrza

Już po raz VIII Chorzów stanie się miastem poetów. Impreza po raz drugi odbędzie się w Sztygarce, nieczynnej kopalni, chętnie udostępnianej na imprezy kulturalne. Pomieszczenia magazynu ciekłego powietrza zostały pięknie zaaranżowane. Surowa sala ze stolikami i sceną wyposażoną w kanapę, lampę i stolik z kwiatami zyskała nowy wygląd. Jest tu również: restauracja, kawiarnia, hotel, nieczynny szyb z iluminacją świetlną, który w nocy robi niesamowite wrażenie.

05 listopada zjadą się portowi goście ze wszystkich stron Polski. Od Szczecina przez Sopot, Gdańsk, Gorzów, Kalisz, Poznań, Kielce, Kraków, Kędzierzyn Koźle, Ostródę, Olkusz, Cieszyn, Warszawę, Łódź, Sosnowiec oraz nasi śląscy poeci z Katowic, Mikołowa, Gliwic, Czeladzi, Rudy Śląskiej, Tarnowskich Gór, Bytomia, Świętochłowic i Zabrza.

Na początek zaprezentują się goście główni; poeci z różnym stażem i dorobkiem :

Jan Baron ( Katowice),
Łukasz Gamrot (Katowice),
Barbara Gruszka – Zych ( Czeladź),
Roma Jegor ( Mikołów )
Izabela Wageman ( Kędzierzyn Koźle)


Po prezentacjach gości głównych przypomną się uczestnicy poprzednich edycji :

Beata Bigos, Marta Bociek, Grzegorz Derner, Hanna Dikta, Jacek Dudek, Zenon Dytko, Barbara Dziekańska, Dorota Jabłońska, Barbara Janas - Dudek, Izabela Fietkiewicz – Paszek, Bogumiła Jęcek, Marta Jurkowska, Michał Krzywak, Magda Krytkowska, Majka Łokaj, Katarzyna Macios, Sławomir Bohdan Matusz, Jan Mieńciuk, Marzena Orczyk – Wiczkowska, Mirosława Pajewska, Stanisław Pawłowicz, Danuta Perier – Berska , Joanna Proszowska – Starkowska, Marcin Rokosz, Teresa Rudowicz, Cezary Sikorski, Jacek Sojan Janina Szołtysek, Bartosz Wiczkowski, Gabriela Szubstarska, Włodzimierz Szymczewski, Krzysztof Tomanek, Natalia Zalesińska

Gwarantujemy Państwu niezwykłą atmosferę, piękne, klimatyczne wnętrza Sztygarski, poezję, przenikające obrazy Anny Dudek, których wystawa towarzyszyć będzie występom, a także oryginalną oprawę muzyczną oraz energetyzujący koncert zespołu z Tarnowskich Gór Toonel.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...