Krystyna Es Opublikowano 12 Sierpnia 2011 Autor Zgłoś Opublikowano 12 Sierpnia 2011 Hymnem swą miłość chciałabym oddać, Hymnem - swe uwielbienie Dla Tatr, co na me powitanie Włożyły tak piękne odzienie. W suknię zieloną się wystroiły, Grającą tysiącem odcieni, Zdobną gałęzi świerkowych koronką, Wśród których rosa się mieni. Szczyty swe w chmurny woal przybrały Zerkając wpierw przezeń nieśmiało, Nagle błysnęły słonecznym uśmiechem Jakby je coś radowało. Głazy wymyte, puszysta trawa I wycinanka paproci, Tam jaskier żółty, tu rdest różowy, A wszystko w słońcu się złoci. Kosówka w górę pręży gałęzie I chwyta w nie deszczu kropelki Z chmury rozdartej o grań Kościelca, Na szczęście otwór niewielki. Głazy przepiękne – szare, różowe, Śliskie – więc stąpam z ostrożna. Staw Czarny dziś wysrebrzony deszczem Że szczytów w nim ujrzeć nie można. Powietrze Tatr pachnie jak nigdzie na świecie Tak świeżo, wilgotnie, świerkowo. Uderza do głowy, wzmaga serca bicie Że chcę wciąż tu wracać na nowo. Granie tatrzańskie ciągle te same, A przecież co chwila inne, Zwykle przyjazne, łagodne w słońcu, Śmiertelnie mogą być niegościnne. Hymnem swą miłość chciałabym oddać, Hymnem swe uwielbienie Lecz brak mi na to słów odpowiednich, Przepięknych rymów, porównań trafnych - warsztat mój mało jest biegły. Tę wielką miłość wyrażam zatem Błękitnych oczu zachwytem, Rytmem oddechu, mięśni zmęczeniem, Gdy pnę się mozolnie ku szczytom
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się