Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

już w dotyku zdradza sztuczność
niby miękki o przyjemnym poślizgu
ale nie pali się naturalnym płomieniem jak drewno

z racji podlejszego pochodzenia
używany jest do wyrobu
wszelkiego rodzaju imitacji i podróbek

wzrok spływa po nim zaskakująco szybko
jakby okrywał słowa niewidzialną zasłoną
odporną na wilgoć i podwyższoną temperaturę

nie wszystek umiera

jego pamięć przysparza wiele kłopotów
otwierane po latach pliki wciąż pachną świeżością

po zniszczeniu wszystkich więzi staje się tułaczem
poszukującym nowego właściciela

Opublikowano

wiersz mi się podoba, zdecydowanie.

Uwagę mam jedną: tytuł...czemu taki, lepszy tytuł mógłby ten tekst niezwykle ożywić. Gdyby zrobić to w stylu, że początkowo czytelnik nie ma pojęcia o czym to jest, a potem po drugim czytaniu to odkrywa, to byłby to naprawdę świetny tekst! Tylko jak znaleźć ten środek:)

jeszcze poczytam:) bo na szczęście nie rozumiem kilku ostatnich wersów

pozdrawiam:) Nikodem

Opublikowano

Podzielam uwagę dotyczącą tytułu: Miałem trudności z właściwym określeniem wiersza - lubię bardziej wyraziste tytuły, jednak w tym przypadku zabrakło - na razie - fantazji, aby ten stał się celniejszy. Nie wykluczam, że go wkrótce zmienię.

Pozdrawiam - E.

Opublikowano

Nie lubię krótkich, jednowyrazowych tytułów, które są często zbyt ogólne, aby ogarnąć i przedstawić cały wiersz. Moje tytuły starają się być zbudowane jak wers. To kolejny mój tekst, do którego trudno mi było dobrać właściwe Słowo. Zastanowię się jeszcze.

Pozdrawiam - E.

Opublikowano

Propozycja jest bardzo charakterystyczna dla Ciebie. Ja poszukiwałbym raczej tytułu-wersu, który wkomponowywałby się w wiersz lub go przedstawiał i chciałbym, aby nie było w nim zawarte słowo "plastik" lub jego synonim. myślę, że to byłoby najlepszym rozwiązaniem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...