Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z pewnością stali bywalcy forum zauważyli, że się ostatnio rozgadałam. Zazwyczaj lakoniczna, eliptycznie skrótowa Para nagle zaczęła komentować szerzej, i... szczerzej. Nie, żebym poprzednimi laty była nieszczera, ale miałam zwyczaj niekomentowania słabiutkich wierszy, naprawdę nieudanych, źle napisanych wierszy. I okazało się, że podobnie jak ja, inni użytkownicy forum pochowali głowy w piasek. Skutek jest taki, jak widać. Poziom forum spadł widocznie, że strach! Komentarze pod kiepskimi wierszami piszą tylko ci, którym kiepścizna się podoba, więc autor zbiera jedynie pozytywne recenzje, wyciągając błędne wnioski wobec publikowanych wierszy.

Nie popieram polityki kąśliwych i ordynarnych komentarzy, jaka niestety "obowiązuje" w dziale dla zaawansowanych poetów. Jestem zwolenniczką uwag, konstruktywnych komentarzy, które wskazują usterki, pomagają piszącemu, żeby doskonalił, poprawiał samego siebie...
Sama pod okiem użytkowników tego forum doskonalę warsztat, nabieram tu doświadczenia, i jeszcze nie czuję się na siłach, aby publikować na "Zetce". Zostanę w "moim" dziale. Będę dalej cieszyć się Warsztatem, bo to wyjątkowe zjawisko. Można świeżutki wiersz wstawić "już" i sprawdzić reakcję Czytelników od razu.

Ale zrywam z metodą przemilczania kiepskich wierszy, kulawych warsztatowo, wierszy o niczym. Proszę innych użytkowników "Poezji", by się przyłączyli, bo nam umiera prawda, poziom spada na łeb, na szyję. Argument autora kiepskiego wiersza w stylu: "a innym się podoba" po prostu mnie rozkłada na łopatki. No tak, kiedy w merytorycznej ocenie wiersza jestem sama, nikt mnie nie poprze, a autor i tak nie rozumie, o czym do niego mówię... Ręce opadają.

I w tym momencie myślę, czy nie byłoby lepiej, gdyby na "starcie" utworu pojawiła się cenzura dotycząca poziomu publikacji. Cóż, wtedy nasze Forum straciłoby swoisty urok - to, czym się wyróżnia spośród innych. No tak, bo autorzy pomysłu na "wolne forum" założyli, że będziemy tu wspólnie dokonywali "selekcji"... I tylko w działaniu przy wspólnocie odpowiedzialności za tenże (poziom) jakoś dotąd trzymało się to kupy. To co? Piszmy recenzje wszystkim wierszom, nie tylko tym, które nam się nie podobają.Piszmy, że zauważyliśmy błąd. Jeśli nie umiemy zastosować profesjonalnych kryteriów w ocenie wiersza, bo jest to, przyznaję, trudna sztuka, piszmy szczerze, czy wiersz uznajemy za dobry, wystarczająco dobrze napisany... jak go odbieramy. Nie wszyscy piszący muszą znać "narzędzia analizy tekstu poetyckiego", jasne, rozumiem to. Ale na miłość... unikajmy uwag w stylu:"oj, biedna kobieta, ja bym takiego drania...". Zawsze możemy napisać w komentarzu o relacjach, jakie wiersz wytworzył, lub nie wytworzył, zatem po prostu: Przemawia czy nie przemawia.

Ufff - aż się sama dziwię własnemu zaangażowAniu!

Cieplutko,

Para:)
Nie wstydźmy się odesłać początkującego autora do lektury porządnej poezji.

  • Odpowiedzi 63
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Dobry wątek Anno, ale niestety można go porównać do polityki wyborów, jakiś procent w ogóle nie głosuje albo płytko krytykuje (chociaż w przypadku polityków, krytyka nie ma podstaw by była konstruktywnie złożona) jakiś procent głosuje bo wydaje się że to coś zmieni a jakiś procent wierzy że coś to zmieni bo uważa to za swój osobisty obowiązek / często jest tak że te słabiutkie wiersze są do całkowitego przewarsztatowania rozmontowania, wiele razy tak pisałem pod wieloma tekstami, nie pomogło a czasami wręcz przeciwnie. wszystko zależy od tego czy dany autor wytrzyma presję prawdy o jego próbie pisania czy nie wytrzyma, bo albo ktoś czuje że pisanie jest czymś w czym mógłby się odnależć i sprawdza się to wśród znających się na poezji (gustownie) trochę (warsztatowo i umiejętnie z nakreśleniem na doświadczenie) albo pisze dla efektu dla bilbordu z owłosionym zadem i pięknymi nogami albo odwrotnie. mówię tu o całkowicie konstruktywnych komentarzach albo nawet nieco zgryźliwych, to jest test, albo twierdzisz że poezja pasuje do ciebie albo twierdzisz że pasuje jako obroża na szyi ozdoba różowa wstążeczka obwieszona na czarnym garniturze tylko po to by raziła z daleka i mówiła że jest różowa wrzeszczała wręcz o tym i tylko o tym że ma taki kolor nic poza tym.

Apel oczywiście trafny tyle że do tych którzy w ogóle nie komentują albo komentują jak wspomniałaś efekciarsko i zbyt zadziornie,odpowiadając tym samym na swoje teksty, do stałych bywalców to jest raczej apel bezsilny bo to tak jakbyś pytała; hej ludzie ! macie jeszcze siłę komentować te słabe wiersze mimo że ciągle powtarzają wam autorzy ich że są super i nic w nich nie jest skomplikowanego ? tylko nie można być takim chamem albo nie widzieć wartości (jak widzieć wartość skoro jej nie ma ) tyle że sam autor upiera się że jest i w efekcie rodzi się często żałosna dyskusja. wy autorzy słabych wierszy macie na tyle jaj w spodniach żeby znosić to ? te dwa pytania słabo ze sobą już żyją w prawdzie i będą słabo żyły. ja nie uważam że piszę dobrze a siedzę tutaj już kilka lat, tyle że dojrzewam ciągle się uczę dystansu do własnych wierszy i do wierszy innych czy z tego forum czy na papierze. uczę się i będę się uczył czytać wczytywać zapisywać i układać/

geniusze literatury i w ogóle geniusz - szybko umierają
a piszący dobrze z różnej profesji zaledwie i aż
wolno dojrzewają i wcale nigdzie się nie śpieszą

walczyłem czasami z procą przeciwko armatom co nie było mądre a czasami ja teraz posiadam armatę.

ogólnie/ chciałbym jeszcze dodać coś do spostrzeżeń Anny; młodzi autorzy naprawdę młodzi, niech was nie ponosi złudna moc dekadenckich poglądów, i to wzajemnie sobie okazywanych jak Anka wspomniała. kwiatuszek do kwiatuszka i jest zwiędła plecionka w efekcie pod wierszem nic nieznaczącym. dbajcie o jakąś równowagę umysłu i przyjmujcie krytykę ale sami nie propagujcie i nie kontynuujcie polityki bezsensownych komentarzy. jeśli się wiersz nie podoba całkowicie i uważasz go za bezsensowny to równie bezsensowne nawet gorzej niż sam wiersz w Twoim odbiorze będzie jego komentowanie w sposób obraźliwy, więc lepiej się nie wysilać i nie psuć reputacji swojej i innych, jeśli się na tyle nie podoba że jednak interesuje to coś wymyśl co ma sens daj radę. uczmy się języka nawiązywać język, porozumienia a nie słownika "kurwy chuja i pierdoleń" za przeproszeniem. chociaż ten nowy słownik wielu rajcuje i tego Anka się nie zmieni.

wiersz to nie krzyk mody
to przekrzykiwanie tej mody / dla większości to jednak to pierwsze, bez zaprzeczenia/

t

Opublikowano

Biorąc pod uwagę życie na ORGu wg mnie takie apele są nierealne. Jest regulamin i wystarczy :) A każdy niech sobie odsiewa ziarna od plew - innego wyjścia nie ma. Niemniej kto ma ochotę komentować nie pod modłę TWA, to jak najbardziej. Lepiej późno niż wcale :)
Co do komentarzy - mnie trochę irytuje występujące czasem zainteresowanie komentujących osobą autora. No bo co ma przykładowo wspólnego tak weźmy "Avatarek" (pewnie z innego portalu bo tutaj takowych nie ma) do treści wersów ;)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Nic dodać. Taka zmiana jest KONIECZNA. Pełna zgoda. Jest tylko jeden warunek dodatkowy. Ten apel jest skierowany do, (tak to wygląda) do bywalców odrobinę już otrzaskanych ze sprawą, czyli z Forum. Warto, aby autorzy- adresaci krytyki przystali na zaproponowane przez Ciebie, Anno, warunki.

Przykład służący jako podpora: próbowałam tak kilkukrotnie. Ostatnia próba miała miejsce (zerknij, proszę) pod ostatnim tekstem M. Patrioty.I cóż się okazało po moim, wydawać by się mogło rzeczowym i spokojnym, komentarzu? Otóż okazało się, że i ja i Magda Tara nie jesteśmy prawdziwymi patriotkami, że niczego nie rozumiemy itd. Hamowałam złość i bunt. Chyba udało mi się ująć w karby agresję. Jednakże efekt okazał się li i jedynie opadnięciem moich rąk w poczuciu kompletnej bezradności.

Poza takimi przypadkami rażą mnie, kto wie, czy nie bardziej, komentarze robiące wrażenie autoterapii ich autorów. Niby nie ma tam słów obraźliwych (z wyjątkami), a kapie nienajlepszymi emocjami, co świadczy jak najgorzej o tych, którzy je piszą.

Anno, obawiam się, że są to groszki o mur. Ale ... kto nie próbuje, ten nie ma. I - cytując jednego z "fachowych" komentatorów - per astera ad astra! Oby się stało. Pozdrawiam. Elka.


Dodatek: moje wierszyki są zwykłe, pisane dla zabawy, najczęściej dla żartu z samej siebie, czy przyjaciół, ale , jak mocno by ich nie krytykować, są jednak o parę stopni lepsze niźli te zamieszczane na początku pobytu na Forum. (Tak mniemam). Czyli: wszystkiego nauczyłam się od światlejszych ode mnie, miłych, rzeczowych komentatorów. Których pozdrawiam. E.

Opublikowano

Tomaszu,

bardziej chodzi mi o to, by zachęcić do komentowania słabych tekstów, bo najczęściej je po prostu mijamy. To błąd, do którego się tu przyznałam. Ty nie skomentujesz, ktoś skomentuje, że cacy... i kłamiemy! A kiepścizna się tu rozrasta i nawet ostatnio - panoszy! Musimy to zmienić. O!

Opublikowano

Podpisuję się , Anno, pod tymi słowami.

Jednocześnie chcę na szerszym forum przeprosić Popsutego za niezamierzoną niezręczność, której się chyba dopuściłam. Moje zamiary były dokładnie przeciwne. Awatar został użyty do opisu mojego skojarzenia w czasie czytania wiersza, a nie do postponowania jego Autora czy dzieła. Raz jeszcze proszę o wybaczenie Elka.

Opublikowano

Popsutku,

ależ ja zupełnie nie o tym, poza tym spójrz: Ela już przeprasza....
Nie mówię tu także o zjawisku TWA! Cenię czyjeś wiersze, czytam niemal każdy, chętnie widzę tego autora pod moimi wierszami, udzielamy sobie wzajemnie uwag. Ale przyłapałam się na tym, że kiedy trafiam na gorszy jego wiersz - nie komentuję go. Tchórzę, rozumiesz? Ty robisz podobnie. Przyznaj.

Wiem, że mamy wolność w wyborze wierszy do omówienia. Ale komentujmy także te słabiutkie. Wiem, że to nic przyjemnego, bo narażamy się na "odwet", jak to opisała Ela w przykładzie z Patriotą, który w sumie obraził koleżanki. Przykre.

Chcę powalczyć z wiatrakami? Możliwe, ale zachęcam innych. Każdy może odpowiedzieć, że "to kwestia gustu", bo jemu się podoba, co on pisze. Ale próbowałeś.

Powtórzę za Elą: Piszę tu już kilka lat, i sama widzę u siebie postępy, bo słuchałam od początku Waszych mądrych, konstruktywnych opinii. Raziły mnie i obrażały "stare sofy" Almarka, wściekałam się na kąśliwości niejednej złośliwej muchy, ale słuchałam, co mi radzą dobrze piszący. I ciągle się uczę.

Zawsze wypłynie "kwestia smaku". Jasne. Nie wytłumaczysz dziewczynie, która kupiła badziewną sukienkę, że to brzydactwo. Ona znajdzie argument: "A mnie się podoba, bo dobrze się w niej czuję", ale możesz jej pokazać katalog z dobrymi ciuszkami i wytłumaczyć, że w "takich" wyglądałaby ładniej. Może w końcu "załapie", o co chodzi.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie no spokojnie :) Może jestem przewrażliwiony po prostu. Ok jest Elu, przepraszam :)
Opublikowano

Elu,

bardzo Ci dziękuję, i rozumiem, że rozumiesz, o co mi chodzi ;))))))))

Szanujmy się nawzajem i szanujmy nasze Forum! I nie "odpuszczajmy sobie" komentarzy pod badziewiem, bo się boimy! Nie wolno się bać!
Jeśli pod dobrym tekstem pokaże się nieuzasadniona "odwetówka", krzywdząca wiersz krytyka, jej autor sam się kompromituje... I ma do tego prawo. A wiersz się obroni tak czy owak.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Co ja robię podobnie? Nie zgadzam się z taki sformułowaniem :) Staram się być obiektywny. Często komentuję sobie ciurkiem w tzw. serii. A często po prostu mi się nie chce. Przecież to ludzkie jest być leniwym. Ale nie słodzę :) Przynajmniej staram się. A najlepszą rzeczą jaką mi się tutaj na ORGu przytrafiło to komentarze HLectera. Treściwe, krótkie, obiektywne i fachowe - tak je postrzegam. Bardzo mi pomogły jeśli chodzi o tzw. rozwój. I wcale się tego nie wstydzę :))) Na marginesie - działu Z obecnie nie ma. No może prawie nie ma. Szkoda.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Ja proponuję spojrzeć na problem z innej strony. Czasem bez różnicy, czy autor publikuje wiesz dobry, przeciętny, czy słaby, opinia stałych czytelników mniej więcej i tak będzie podobna, przegrywa kompetencja oceny, z czynnikiem ludzkim, co mnie wcale nie dziwi, ale jest krzywdząca. Jak na razie sprawdzonym przeze mnie sposobem na obiektywność jest umieszczenie tego samego wiersza na różnych portalach.

Opublikowano

Dawidzie,

podjąłeś kolejny temat, nie o to mi jednak chodzi! Ale masz rację. Przydałoby się "egzystować" dla porównania. Sama tak robię.
Zdarzyła mi się cudna przygoda: Eurydyka przeczytała mój tekst na innym forum, i natychmiast mnie zapytała, czy "ona" to "ja", czy ktoś mi kradnie teksty. Było mi miło, że koleżanka z Orgu pilnuje moich praw autorskich;)

Ale to był wątek poboczny. Ja - nie o tym!

Dawidzie, ja o tym, żeby pod badziewiem pisać, że "badziewie"!!! No, tylko grzeczniej ;)

Jejku, gdzie jest TARA!!!

Ona by mnie wsparła! ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Anno, wiem, o co ci chodzi, podpisuję się pod ideą. Ja chciałem tylko wtrącić, bo wspomniałaś, że nie komentujecie wierszy słabych. Nie jest tak. Nie zawsze.

pozdrawiam
Opublikowano

Dawidzie,

masz rację, niektórzy "odważni" piszą prawdę, narażając się na szykany, i nikt ich nie popiera!!!
Vide - przypadek Eli i Tary zmieszanych z błotem pod kiepskimi wierszami z grafomańską pompą!

Dzięki, pozdrawiam,

Para:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Będę się upierał - nie ma złotego środka. Jest regulamin i tyle :)

Mi się też trafiło odbierać chamskie komentarze typu, że zacytuję: "nie wiem z jakim wysiłkiem i gdzie Cię powito...ale skoro jesteś to już trudno..." i co z tego. Ów komentator jest teraz obłaskawiany przez tzw ogół, takie mam wrażenie :) I może chwała bo jest demokracja, nie mam pojęcia i nawet nie chcę mieć.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Jejku, gdzie jest TARA!!!


Anno!!! Odpowiadam! ::: Tara siedzi w krzakach! Przed sekundą z Nią rozmawiałam. Prosiła, aby Cię wesprzeć w całej rozciągłości i my obie zobowiązujemy się: pod badziewiem piszemy, że badziewie. Tylko...to prawda - czasem nie ma minutki, a czasem to już się nie chce, albo ręcę opadnięte są.:((( Ale trwamy. Pozdrowienia. Elka.

Opublikowano

tiutiusianie zaczęło odbijać się czkawką ?
przykre...
proponuję cofnąć się, i odtiutiusiać wszystkie swoje tiutiu
odtiutiani odtiutiają wzajemnie wszystkie swoje tiutiusie 'paragmatyczne '
i wtedy Para będzie mogła debiutować (de novo) , bez paraobciążeń
;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zegarek na piekarniku wybił szesnastą. Słońce jeszcze nie zdążyło wstać, a cztery cyferki wisiały zawieszone pośrodku niczego, głosząc w eter jedyne w co mogły wierzyć, w istotę swojego istnienia - w to, że jest właśnie godzina szesnasta. Przeszedłem po cichu korytarz, stawiając ostrożnie ciężkie, zimowe buty, przekręciłem ostrożnie zamek i wydostałem się na klatkę schodową.

      Czerwone diody tym razem pokierowały mnie ku włącznikowi światła z małą ikonką Schrödingera - z żarówką albo może z dzwoneczkiem, co mogło mi się okazać dopiero po naciśnięciu przycisku. Oczywiście zaryzykowałem, a włącznik zamiast budzić nad ranem sąsiadów rutynowo włączył światło. Okropne to wszystko. Czuję, że wracam na tarczy, i ranię w tym samym momencie, że wyżywam się na swojej własnej naiwności. Nie chciałbym jej teraz budzić, nie chcę, żeby o tym wiedziała, ale mogę o niej myśleć jedynie jak o substytucie namiętności prawdziwej, takiej namiętności po której nie boli mnie głowa, takiej po której nie muszę brać prysznica, a najlepiej takiej, po której mógłbym już umierać. Jeżeli sen to półśmierć, a samotność to ćwierćśmierć, to miłość musi być jej trzema czwartymi. 

      Odwróciłem się do drzwi, starłem rękawem wypisane w kredzie "M + B" i w lepszym nastroju zbiegłem po schodach. To była moja pamiątka na pożegnanie - "K" jak Kalipso, na przestrogę dla wszystkich chłopców szukających w tym życiu pociechy, choć to jedynie kropla w morzu, jedne z miliona drzwi Ogygii, gotowych do połknięcia każdego żeglarza błądzącego między Kazimierzem a Grzegórzkami, Krowodrzą a Łobzowem, między swoją ostatnią miłością z liceum a snem wiekuistym. Czy ja byłem w jakikolwiek sposób lepszy od tej niezaspokojonej męskiej masy? I tak, i nie.

      Zawahałem się jeszcze przez chwilę, po czym otworzyłem drzwi na ulicę. Poranek był paskudny (chociaż zazwyczaj takie poprzedzają najpiękniejsze dni), wiatr podrywał brudną, szarą mgłę ciskając mi ją, niezależnie od tego w którą stronę bym nie poszedł, prosto w twarz. Czułem jak powoli woda przesiąka moje włosy, które coraz to cięższe zaczęły przylegać mi do głowy. We wrześniu mógłbym uznać taki Kraków za czarowny, lecz teraz, w październiku, już absolutnie mi to zbrzydło. Jesień potrafi być urocza, niby najlepsza kochanka, a najlepsza kochanka to taka, po której aż miło jest wracać do żony, i ja także zachciałem już wracać do lata.

      Pierwsze kroki wbiły mnie w marynarkę. Z głową schowaną w kołnierzu zaplanowałem przeciąć na wskroś stare miasto, o tej godzinie nienaturalnie puste, kiedy już ci bawiący się najgorzej wrócili dawno do domów, a najszczęśliwsi skończyli na afterparty z Morfeuszem. Na ulicach, gdzieś pomiędzy nocą a dniem, pozostali tylko ludzie tak samo jak ja ambiwalentni, z tym samym dziwnym poczuciem solidarności nakładamy dla siebie prawdziwe śniadanie mistrzów - wyrzuty sumienia. Z jednej strony mogłem pozostać wczoraj w Itace, spędzić wieczór na rozwiązywaniu starych kolokwiów lub przy lepszej czy gorszej książce, zrobić sobie ładną kolację albo posprzątać pokój. Z drugiej, jeżeli już się w to wpakowałem, mogłem pozostać u niej do rana, dać się jej złapać za gębę kochanka, a może poopowiadać jej o "wolnych duchach" i "potrzebie rozłąki", powołując się przy tym na jakiegoś romantycznego poetę, po czym wyjść na pierwszy tramwaj do domu. Może i unikam aktualnie odpowiedzialności, ale zbrodnia już została dokonana, pytanie tylko, czy ona będzie jeszcze chciała do mnie wydzwaniać. Mógłbym ją zablokować, oczywiście, ale ona w żadnym stopniu na to nie zasłużyła, wolę nie uciekać od gilotyny, bowiem nie wierzę w istnienie zbrodni bez kary. Jeżeli nie zostanę ukarany, nie będę zbrodniarzem, zostanę po prostu “dupkiem”, albo “chujem”, co byłoby zdecydowanie gorsze. Zbrodniarzy się resocjalizuje, ale chujem pozostaje się do końca życia. 

       

      Spacer zawsze uważałem za rodzaj modlitwy, za sposób wprowadzania siebie w ten sam trans, który inni osiągają powtarzaniem zdrowasiek albo buczeniem w pozycjach jogi, w trans wybijany po kolei na betonie, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. Cały świat zamyka się w tych dwóch słowach, wszystko i wszyscy są ode mnie oddzieleni tylko pewną ilością lewych i prawych, ja jestem wszechświatem doświadczającym samego siebie, więc kroczę, i muszę kroczyć, lewa, prawa, lewa, prawa. 

      Pamiętam czasy lepsze, czasy zauroczeń, nowych doznań, czasy, kiedy ludzie sami wyciągali do mnie dłonie, ale to nie ma znaczenia, pomiędzy miłością a rozstaniem jest tylko x lewych i prawych.

      Uciekłem, skończyły się czasy Feaków, gościnności, zabawy, igrzysk, odpłynąłem na ostatnim statku, na tramwaju zwanym dorastaniem, z nosem spłaszczonym na szybie i jednorazowym biletem. Im dalej patrzyłem, tym bardziej mi się wydawało, że stoję, ale teraz, patrząc pod nogi, muszę uważać, aby nie stracić gruntu pod nogami, i cały czas próbuję za nim nadążyć - lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa.

      Kompletnie przemoczone włosy odgarnąłem z twarzy, wracając przez sekundę do klnięcia na krakowską pogodę, na brak kaptura, a przede wszystkim, na tę całą sytuację, na młode dziewczyny, na pożądanie, na bary na Kazimierzu, na szybki seks, oraz oczywiście - na samego siebie. Na mojej drodze krzyżowej mijałem kolejne stacje, pamiątki minionych wieczorów - bary, pasaże, uliczki, teraz wszystkie martwe, na tyle wiernie oddające obecny stan mojego ducha (ach! czy to nie pretensjonalne?), że potrzebowałem chwili aby uświadomić sobie, że już za jakiś czas one z powrotem będą tętnić życiem, wypełnią się paczkami studentów, lanym piwem, dymem papierosów, głosami mniej i bardziej zrozumiałymi, rozmowami o wszystkim i o niczym, flirtami i odrzuceniem, słowem - życiem. 

      Złowieszcze to memento mori. Nic nie płynie, tylko ja przemijam, konsekwentnie kończąc i zaczynając następne ulice, a krakowskie bary będą trwać wiecznie. Nigdy nie skończy się zabawa, choć dla mnie zabawy już nie ma, nigdy nie przestanie grać muzyka, chociaż ja już nie mogę jej słuchać. Nieustanne bicia perkusji, przechodząc mi przez tors, nadały mojemu sercu tempo, którego wiem, że nie będzie ono w stanie utrzymać. Następne wspomnienia zaczęły po kolei wypływać na wierzch, przykrywając sobą teraźniejszość, którą zamalowano jak na starych obrazach, aby na jej miejsce postawić coś o wiele piękniejszego.

       

      Teatr “Bagatela”. Jakieś pięć minut temu miałem tutaj dostać w mordę. Mówi się, że słowa pijanych to myśli trzeźwych, więc to tutaj można szukać wniosków na temat społeczeństwa, nie w książkach, książki to myśli pijanych, o tym co mówią trzeźwi. Ja doszedłem do wniosku, że ludzkość w zasadzie dzieli się na trzy grupy - na tych głupich, tych którzy chcą kogoś kochać oraz tych, którzy chcą dać komuś w pysk. W każdej chwili dnia te trzy grupy muszą mieszać się ze sobą, trwać pod wspólnym sztandarem pracy, aż wreszcie tutaj - pod afiszem “Umrzeć ze śmiechu” mogą one wreszcie odsłonić swoją prawdziwą twarz (bo co to jest za przyjemność walić w gębę). Kolejny mój powrót do Itaki, moja personalna odyseja, w której zawsze docieram do celu, a jednak nigdy nie kończę tam wracać, pokazuje tylko, że najmądrzej jest pewnie być jednym z tych głupich. Ciepła, lipcowa noc zostawia mi słodko-gorzki posmak na ustach, ten rodzaj nostalgii, który zaczyna się już w drodze powrotnej do domu, nostalgii tępej i niewymierzonej w żaden konkretny cel, rozchodzącej się stłumionym jękiem po całym ciele. Utknąłem za ostatnią kropką na końcowej, wpół zapisanej stronie rozdziału, tylko ja i biel pustej kartki oczekujący na to, aż wszechmogąca ręka przerzuci nas na następną stronę.

       

      Teatr “Bagatela”. Znowu, i znowu. Czytam ulicę Krupniczą jak najsłodszą wiadomość, rozkładam zdania na słówka, każde z nich po kolei przeżuwam, aż wypuści z siebie wszystkie cukry, po czym puste, pozbawione już sensu litery wypluwam na chodnik. W ten sposób dotarłem do momentu, gdzie “Krupnicza” nie znaczy już nic. Znaczyła pierwszy semestr studiów, znaczyła dziewczyny których imion nie będę tutaj wymieniać, znaczyła porażki i sukcesy, wschody i zachody, a więc dzisiaj nie może znaczyć już niczego.

       

      Minąłem studzienkę Badylaka. Już jakiś czas temu, ale wtedy musiałem przejść koło niej obojętnie. Idealne miejsce na jakąś cyniczną refleksję, może “Jego śmierć ma w sobie całą patetyczną bezpłodność męczeństwa, całą jego zmarnowaną piękność.”? Kto to powiedział? Nie pamiętam, nie żeby to miało znaczenie. Może sam pokuszę się kiedyś o podobny koniec, ale na pewno nie dziś, nie da się pięknie cierpieć w tej obrzydłej mżawce. Każdy jeden płomyk, który miałby zapewnić mi oczyszczenie, zdusiłyby kolejne warstwy tej brudnej, zimnej wody, każda kropelka po odparowaniu zostawiałaby mi szumowiny na skórze. Okropne. Echo moich kroków wracało do mnie zdwojone ze zdobionych fasad kamienic. Miałem ochotę gwizdać, ale popękane wargi mogły jedynie ranić siebie nawzajem fragmentami suchej, stwardniałej skóry. Z zażenowaniem schowałem mój “dziubek”, aby minąć jakąś postać na ulicy. Zarys kurtki z futrem okazał się być kobietą w średnim wieku. Spojrzała na mnie tym samym wzrokiem pełnym zniecierpliwienia, którym patrzy się na ludzika oznaczającego czerwone światło na pasach. Ludzie w tym mieście nie potrafią się do siebie uśmiechać. 

       

      Ulica Czysta. Faktycznie, o tej godzinie prosi się o żartobliwy komentarz. Mogę teraz poświęcić chwilę na sporządkowanie myśli zeszłego wieczoru, przede wszystkim na otworzenie się przed wami. Nie mogę ciągle kryć się za wodospadem błahych refleksji, z pozoru wszystkich “głębokich”, ale w praktyce służących jedynie do przyćmienia mojego ego, rozmycia konturów pomiędzy mną a tłem, nawet jeżeli ma to być tło tak piękne, jak stare miasto w Krakowie. Od początku - nazywam się K., urodziłem się wczoraj po dziewiętnastej, i za około 20 minut zamierzam umrzeć. Oczywiście na potrzeby tej historii. Nie oznacza to bynajmniej, że aż tak się zamierzam dla was poświęcić, po prostu jedynie w tych ramach czasowych istniałem jako “K”, myślałem i chodziłem jako “K”, z “K” powstałem i w “K” się obrócę. Wierzę, że wszechrzecz jest miarą człowieka. Przejdźmy do głównego problemu - do niej. Podoba mi się ta zagrywka, odwoływanie się do niej w ramach opowieści jako po prostu ona. W języku polskim nie postawię the przed jej rzeczownikiem, a więc muszę dla niej poświęcić wszystkie inne kobiety w moich zdaniach (nawet jeżeli ma to być nawet “ta” kostka brukowa). Nie będę strasznie przedłużać, nazwać rzecz po imieniu to jest zniszczyć trzy czwarte uroku poetyckiego, nieprawda?. Jakoś tak. Brunetka, okulary lennonki, czarny sweter, trochę piegów (generyczny opis? może. generyczny romans.). Uśmiechała się tylko dolną wargą, i chyba tym uśmiechem zabrała mnie do siebie. 

      Nigdy nie uważałem się za typ romantyka. Znaczy, nigdy nie uważałem się za typ osoby mogący romantyka udawać. Flirt wychodził mi żałośnie, a zainteresowanie, nieważne jak szczere, miało w sobie coś z teatralnej przesady. Mówiąc krótko, nie byłem nigdy psem na baby. Nie będę więc zmyślał - nie mam pojęcia jak udało mi się znaleźć w tej sytuacji. Zawsze z tego powodu unikałem alkoholu, odczuwałem, że zmieniając swoją osobowość tracę część swojego jestestwa, że to nie ja staję się bardziej wygadany i pewny siebie, ale że oddaję kontroler starszemu bratu, który musi pomagać mi przejść za trudne dla mnie poziomy, że w jakiś quasi-fetyszystyczny sposób przyglądam się zabawie innego faceta, tym bardziej bolesnej do oglądania, ponieważ zdaję sobie sprawę jak niewiele mnie od niego dzieli, jak trywialne powinno być dla mnie wyjście “do ludzi”. Co mnie skłoniło do tego, żeby dzisiaj się zwrócić do starszego brata o pomoc? Nie wiem. Znowu nie wiem, paskudna narracja. No cóż, człowiek jako jedyny szuka we wszystkim logiki, i jedyny się jej wymyka. Księżyc nie kaprysi na ciągłe zmiany, a Wisła nie upija się na Kazimierzu. Możemy się bawić w psychoanalizę (może i ona nawet ma coś z mojej matki?), ale wydaje mi się to bezsensowne, uznajmy więc, że napiłem się dlatego, bo tak musiało się stać, gdybym tego nie zrobił, to leżałbym teraz w łóżku, a więc musiałem się napić żeby móc tutaj być, tyle wystarczy. Niektóre rzeczy nie wydarzają się z przyczyny, pchają one jedynie akcję do przodu, są wypadkowymi tego co było przed nimi, i tego co spowodują. Wszechświat generalnie dąży do entropii, a nam strasznie ciężko to zaakceptować, wysyłamy sondy za pas Kuipera, desperacko krzyczymy w eter Ordnung muss sein!, a wszechświat ciągle zostawia nas na wyświetlonym.

      Mógłbym próbować odegrać teraz parę z tych rozmów, które musiały się między nami odbyć, ale boję się, że postawię siebie w zbyt pozytywnym świetle. Nie będę układał dialogów dla ciekawszej, zabawniejszej, śmielszej wersji mnie, to byłoby po prostu fantazjowanie, jak przeżywanie idealnych form odbytych już rozmów przed pójściem spać, odgrywanie ich w idealny sposób, gdzie nie dość, że jestem subtelnie flirtowny, sugestywny i zabawny, to jeszcze dostaję zawsze dokładnie taką odpowiedź o jaką proszę. Nie mogę się zdecydować czy takie marzenie jest żałosne, czy jest to coś, czego powinienem się wstydzić, w końcu każdy tak przecież robi, w momencie gdy zaczyna się postrzegać interakcje międzyludzkie jak przestrzeń do odnoszenia “porażek” i “sukcesów”, to naturalne, że człowiekiem zaczyna kierować ambicja, że chce się tylko “wygrywać”. Jak na społeczną istotę, człowiek potrzebuje nabyć całkiem sporo umiejętności, które mogłyby się wydawać wrodzone. Ja, na przykład, ostatnio próbowałem nauczyć się cierpieć. Już brzmi okropnie, co? Cierpienie paradoksalnie nie jestem naturalnym stanem człowieka, może bywało kiedyś, przed pierwszymi eposami, w czasach gdzie nic jeszcze nie było symbolem, a cierpieć można było jedynie “na prawdę”. Lecz dzisiaj? Ból wrzuca człowieka w szufladkę “cierpiącego”, ramy w których trzeba niezręcznie wyginać i kurczyć nogi, schylać się i garbić, gdzie nie można już zrobić niczego, aby to nie było pretensjonalne. Cierpienie jest w domyśle infantylne, i choć artyści trąbią nam o tragizmie na prawo i lewo, nigdy nie malują oni cierpiących, malują cierpienie samo w sobie, a człowiek powinien być w tym systemie jedynie kukłą, wycenianą na podstawie tego, jak autentyczne potrafią być jej ruchy. I ja też się na tym łapię, rzucam frazy pensjonarskie i szalenie dziecinne, aż zaczynam się zastanawiać, czy nie taki jest sens wyrażania siebie. Oczywiście, jeżeli zależy nam na artyzmie, należałoby postawić na dojrzałość, ale autentyczność? Autentyczność jest prosta i infantylna, nie boi się chodzić utartymi ścieżkami, bo autentyczność nie jest romantyczna, jest światopoglądowo neutralna i nie należy do nikogo z nas, nie boi się cytować Balzaka, harlekinów, albo tekstów Beatlesów, jest duchem epoki w skali wszechświata, zeitgeistem łączącym całą cywilizację trwającą jedynie błysk w zwartą, jednolitą masę. Prawdziwe uczucia to cztery grunge’owe akordy, kartki z tyłu zeszytu, i co po niektórzy artyści o tym wiedzą, starają się to fałszywie odegrać, ale poza autentycznie cierpiącego nie jest niczym ponad kolejną pozą. Jeżeli ukochany napiszę ci sonet, to znaczy, że cię kocha, jeżeli napisze ci sto sonetów, to znaczy, że kocha sonety.

       

      Warkot przejeżdżającego samochodu wyrywa mnie z powrotem na aleję Mickiewicza. Stanąłem posłusznie przed przejściem, rzucając spoufalające spojrzenie czerwonemu ludzikowi po drugiej strony ulicy, takie, którym można obdarzyć publicznie skompromitowaną, powszechnie nielubianą osobę, aby pokazać, że tak naprawdę nie żywisz do niej żadnych złych uczuć, ale jesteś tylko częścią tłumu.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...