Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 42
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zdawać by się moglo,że mamy do czynienia z "FACHOWCEM" :)) w tak krotkiej formie tyle merytoryzmu....ciekawym jestem ogromnie czy ów "osobnik"zna twórczośc w/w
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zdawać by się moglo,że mamy do czynienia z "FACHOWCEM" :)) w tak krotkiej formie tyle merytoryzmu....ciekawym jestem ogromnie czy ów "osobnik"zna twórczośc w/w

Biorąc pod uwagę kolejną dogłębną analizę postaci Łysiaka (Waldemara bodajże) z przykrością muszę stwierdzić, że "Szachista" jest słabszym elementem w jego bogatej twórczości (pomijając "Szachistę" rozmówcy zapomnieli o wielu tytułach, co chyba umknęło uwadze interlokutora). Otóż historia uprowadzenia Napoleona przez maszynę nie uwiodła mnie jako czytelnika, dodam, że intryga też jest grubymi nićmi szyta (mówiący android Kempela, sobowtór, zamek w Szamotułach - tutaj kłania się konwencja łotrzykowskiego romansu). Sama postać Baniamina Bathursta nie jest zbytnio przypadająca mi do gustu - wysportowany dandys, zbierający odpowiednie postacie do odpowiednich ról. Pojawiają się mnich, pojawia się policjant, oczywiście w tle krąży trucizna, beczka złota, i, oczywiście, kobieta - Julia. Oczywiście czas i miejsce przylegają do intrygi (Napoleon na PEWNO odwiedzi Poznań).
Jeżeli znawcy i teoretycy Łysiaka opierają się na tezie, że autor potrafi przekonać czytelnika do swoich wizji, ja zostałem nieprzekonany. Tym niemniej polecam "Lidera", którego, wbrew pozorom, czytałem ostatnio.
I to by było na tyle, ponieważ nie czuję się wywołany do egzaminu, zwracam tylko uwagę, że oprócz pieniactwa nie przekazaliście żadnej wnikliwej myśli dotyczącej tego autora, pomijając rzuconych na ślepo kilka przeczytanych tytułów. Na pytania zawarte przez najbardziej krzykliwego autora odpowiem krótko: "tak" i wystarczy. Dyskusja oparta na "podoba mi się" nie jest godna, hm, fachowca... To, że ktoś czytał "rzadkie fragmenty", to naprawdę nie mój problem.

PS - szukać książki 20 lat? To chyba ze świeczką w piwnicy. Chętnie pożyczyłbym kilka rarytasów, jest jednak problem, że ludzie często nie oddają książek, ech...
Opublikowano

ja ostatnio czytałem "Cene" tegoż autora,książka z pewnością należy do mniej znanych w jego dorobku.Reasumując - dla mnie Łysiak jest świetnym autorem i jeśli mam okazję chętnie sięgam po jego książki

ps.pisząc,że szukałem 20 lat miałem na myśli biblioteki,naprawdę ciężko znaleźć Szachistę w bibliotece

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Historia o decyzji hrabiego Teodora Tarłowskiewgo, akcja dzieje się w Rudniku, w pałacu tegoż. Po aresztowaniu jego syna, hrabia musi prosić o pomoc szefa gestapo, Mullera. Ten się zgadza na wykup (za potężne pieniądze), ale daje warunek - Tarłowski musi wybrać kogo wykupić spośród 10 zakładników (w grę wchodzą cztery osoby), co więcej - na ich miejsce ma zaproponować innych, wybranych przez niego, żeby rachunek się zgadzał. Wtedy hrabia decyduje się zwołać 13 znaczniejszych mieszczan, z którymi podejmie decyzje. Mają czas do rana...

"Cena" jest dobra, aczkolwiek nie za taką cenę książki ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Historia o decyzji hrabiego Teodora Tarłowskiewgo, akcja dzieje się w Rudniku, w pałacu tegoż. Po aresztowaniu jego syna, hrabia musi prosić o pomoc szefa gestapo, Mullera. Ten się zgadza na wykup (za potężne pieniądze), ale daje warunek - Tarłowski musi wybrać kogo wykupić spośród 10 zakładników (w grę wchodzą cztery osoby), co więcej - na ich miejsce ma zaproponować innych, wybranych przez niego, żeby rachunek się zgadzał. Wtedy hrabia decyduje się zwołać 13 znaczniejszych mieszczan, z którymi podejmie decyzje. Mają czas do rana...

"Cena" jest dobra, aczkolwiek nie za taką cenę książki ;)


ja raczej nie będę bawił się w streszczenia poszczególnych pozycji(uważam,że w dobie internetu łatwo jest na zasadzie Ctrl+V coś takiego wstawić)

ps.może właśnie na tym polega dwoistość znaczenia tytułu (a może juz i potrójność jeśli brać pod uwagę "Cenę" jako cenę tej pozycji na rynku :)) pozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zdawać by się moglo,że mamy do czynienia z "FACHOWCEM" :)) w tak krotkiej formie tyle merytoryzmu....ciekawym jestem ogromnie czy ów "osobnik"zna twórczośc w/w

Biorąc pod uwagę kolejną dogłębną analizę postaci Łysiaka (Waldemara bodajże) z przykrością muszę stwierdzić, że "Szachista" jest słabszym elementem w jego bogatej twórczości (pomijając "Szachistę" rozmówcy zapomnieli o wielu tytułach, co chyba umknęło uwadze interlokutora). Otóż historia uprowadzenia Napoleona przez maszynę nie uwiodła mnie jako czytelnika, dodam, że intryga też jest grubymi nićmi szyta (mówiący android Kempela, sobowtór, zamek w Szamotułach - tutaj kłania się konwencja łotrzykowskiego romansu). Sama postać Baniamina Bathursta nie jest zbytnio przypadająca mi do gustu - wysportowany dandys, zbierający odpowiednie postacie do odpowiednich ról. Pojawiają się mnich, pojawia się policjant, oczywiście w tle krąży trucizna, beczka złota, i, oczywiście, kobieta - Julia. Oczywiście czas i miejsce przylegają do intrygi (Napoleon na PEWNO odwiedzi Poznań).
Jeżeli znawcy i teoretycy Łysiaka opierają się na tezie, że autor potrafi przekonać czytelnika do swoich wizji, ja zostałem nieprzekonany. Tym niemniej polecam "Lidera", którego, wbrew pozorom, czytałem ostatnio.
I to by było na tyle, ponieważ nie czuję się wywołany do egzaminu, zwracam tylko uwagę, że oprócz pieniactwa nie przekazaliście żadnej wnikliwej myśli dotyczącej tego autora, pomijając rzuconych na ślepo kilka przeczytanych tytułów. Na pytania zawarte przez najbardziej krzykliwego autora odpowiem krótko: "tak" i wystarczy. Dyskusja oparta na "podoba mi się" nie jest godna, hm, fachowca... To, że ktoś czytał "rzadkie fragmenty", to naprawdę nie mój problem.

PS - szukać książki 20 lat? To chyba ze świeczką w piwnicy. Chętnie pożyczyłbym kilka rarytasów, jest jednak problem, że ludzie często nie oddają książek, ech...

Tu nawet nie o krzyk chodzi ale o zwykłą ludzką ciekawość dotyczącą opinii innych z całą pewnością bardziej zaznajomionych czytelników którzy jednocześnie zdolni są do uargumentowania swojego zdania, nic więcej; o nic więcej też nie prosiłem, i właśnie tylko to mnie interesowało, ponieważ Łysiak jest mi znany bardzo rzadko, co nawet podkreśliłem, ażeby nie powstały niedomówienia, które jednak jak widać powstały pomimo dosyć czytelnie sformułowanej prośby przeze mnie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Historia o decyzji hrabiego Teodora Tarłowskiewgo, akcja dzieje się w Rudniku, w pałacu tegoż. Po aresztowaniu jego syna, hrabia musi prosić o pomoc szefa gestapo, Mullera. Ten się zgadza na wykup (za potężne pieniądze), ale daje warunek - Tarłowski musi wybrać kogo wykupić spośród 10 zakładników (w grę wchodzą cztery osoby), co więcej - na ich miejsce ma zaproponować innych, wybranych przez niego, żeby rachunek się zgadzał. Wtedy hrabia decyduje się zwołać 13 znaczniejszych mieszczan, z którymi podejmie decyzje. Mają czas do rana...

"Cena" jest dobra, aczkolwiek nie za taką cenę książki ;)


ja raczej nie będę bawił się w streszczenia poszczególnych pozycji(uważam,że w dobie internetu łatwo jest na zasadzie Ctrl+V coś takiego wstawić)

ps.może właśnie na tym polega dwoistość znaczenia tytułu (a może juz i potrójność jeśli brać pod uwagę "Cenę" jako cenę tej pozycji na rynku :)) pozdrawiam :)

Proszę mi wstawić jakiekolwiek streszczenie "Ceny" i "Szachisty" przynajmniej porównywalne do mojego. Bo mam wrażenie, że zarzuca mi pan/pani oszustwo.
I tu nie chodzi o zabawę, a o poziom dyskutanta,który najpierw zadaje nadąsaną uwagę o tym, że lektur się nie czyta, a teraz zabiera zabawki i wychodzi obrażony z piaskownicy do domu. No tak, ale jak się szuka 20 lat tekstu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Biorąc pod uwagę kolejną dogłębną analizę postaci Łysiaka (Waldemara bodajże) z przykrością muszę stwierdzić, że "Szachista" jest słabszym elementem w jego bogatej twórczości (pomijając "Szachistę" rozmówcy zapomnieli o wielu tytułach, co chyba umknęło uwadze interlokutora). Otóż historia uprowadzenia Napoleona przez maszynę nie uwiodła mnie jako czytelnika, dodam, że intryga też jest grubymi nićmi szyta (mówiący android Kempela, sobowtór, zamek w Szamotułach - tutaj kłania się konwencja łotrzykowskiego romansu). Sama postać Baniamina Bathursta nie jest zbytnio przypadająca mi do gustu - wysportowany dandys, zbierający odpowiednie postacie do odpowiednich ról. Pojawiają się mnich, pojawia się policjant, oczywiście w tle krąży trucizna, beczka złota, i, oczywiście, kobieta - Julia. Oczywiście czas i miejsce przylegają do intrygi (Napoleon na PEWNO odwiedzi Poznań).
Jeżeli znawcy i teoretycy Łysiaka opierają się na tezie, że autor potrafi przekonać czytelnika do swoich wizji, ja zostałem nieprzekonany. Tym niemniej polecam "Lidera", którego, wbrew pozorom, czytałem ostatnio.
I to by było na tyle, ponieważ nie czuję się wywołany do egzaminu, zwracam tylko uwagę, że oprócz pieniactwa nie przekazaliście żadnej wnikliwej myśli dotyczącej tego autora, pomijając rzuconych na ślepo kilka przeczytanych tytułów. Na pytania zawarte przez najbardziej krzykliwego autora odpowiem krótko: "tak" i wystarczy. Dyskusja oparta na "podoba mi się" nie jest godna, hm, fachowca... To, że ktoś czytał "rzadkie fragmenty", to naprawdę nie mój problem.

PS - szukać książki 20 lat? To chyba ze świeczką w piwnicy. Chętnie pożyczyłbym kilka rarytasów, jest jednak problem, że ludzie często nie oddają książek, ech...

Tu nawet nie o krzyk chodzi ale o zwykłą ludzką ciekawość dotyczącą opinii innych z całą pewnością bardziej zaznajomionych czytelników którzy jednocześnie zdolni są do uargumentowania swojego zdania, nic więcej; o nic więcej też nie prosiłem, i właśnie tylko to mnie interesowało, ponieważ Łysiak jest mi znany bardzo rzadko, co nawet podkreśliłem, ażeby nie powstały niedomówienia, które jednak jak widać powstały pomimo dosyć czytelnie sformułowanej prośby przeze mnie.

A jak pan wytłumaczy to:

"Miło przeczytać kiedy ktoś opowiada o wrażeniach własnych i potwierdza opinie różnorakich innych czytelników o tym iż warto sięgnąć po tego niebanalnego autora. Niemniej cóż ja pocznę na to iż wskutek braku jakiegokolwiek zaangażowania w dyskusję innych uczestników tego forum spostrzegłem jedynie że bynajmniej moje zdanie na brak takowego zaangażowania jest dosadne; być może faktycznie nieco wróżbiarskie przez co niesprawiedliwe, jako że subiektywne, ale co to za różnica czy mamy do czynienia z literackimi ignorantami, czy zobojętniałymi, niezaangażowanymi, "zdystansowanymi i dojrzałymi literacko" leniuchami, którym przez nie-wiadomo-co nawet nie chce się aż tak niewiele, ażeby podzielić się wrażeniami dotyczącymi lektury polskiej literatury współczesnej? Bez różnicy"

???
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tu nawet nie o krzyk chodzi ale o zwykłą ludzką ciekawość dotyczącą opinii innych z całą pewnością bardziej zaznajomionych czytelników którzy jednocześnie zdolni są do uargumentowania swojego zdania, nic więcej; o nic więcej też nie prosiłem, i właśnie tylko to mnie interesowało, ponieważ Łysiak jest mi znany bardzo rzadko, co nawet podkreśliłem, ażeby nie powstały niedomówienia, które jednak jak widać powstały pomimo dosyć czytelnie sformułowanej prośby przeze mnie.

A jak pan wytłumaczy to:

"Miło przeczytać kiedy ktoś opowiada o wrażeniach własnych i potwierdza opinie różnorakich innych czytelników o tym iż warto sięgnąć po tego niebanalnego autora. Niemniej cóż ja pocznę na to iż wskutek braku jakiegokolwiek zaangażowania w dyskusję innych uczestników tego forum spostrzegłem jedynie że bynajmniej moje zdanie na brak takowego zaangażowania jest dosadne; być może faktycznie nieco wróżbiarskie przez co niesprawiedliwe, jako że subiektywne, ale co to za różnica czy mamy do czynienia z literackimi ignorantami, czy zobojętniałymi, niezaangażowanymi, "zdystansowanymi i dojrzałymi literacko" leniuchami, którym przez nie-wiadomo-co nawet nie chce się aż tak niewiele, ażeby podzielić się wrażeniami dotyczącymi lektury polskiej literatury współczesnej? Bez różnicy"

???

A, za przeproszeniem, co tu tłumaczyć, skoro wszystko napisane jest po polsku? Jednym się nie chce pisać o własnych przemyśleniach, inni nie mają przemyśleń; a przecież portal jest w prostej linii literacki, bo wielu tu mamy autorów, czego nie sposób nie zauważyć - wielu jest tu autorów, a fundamentów brak. Szkoda.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A jak pan wytłumaczy to:

"Miło przeczytać kiedy ktoś opowiada o wrażeniach własnych i potwierdza opinie różnorakich innych czytelników o tym iż warto sięgnąć po tego niebanalnego autora. Niemniej cóż ja pocznę na to iż wskutek braku jakiegokolwiek zaangażowania w dyskusję innych uczestników tego forum spostrzegłem jedynie że bynajmniej moje zdanie na brak takowego zaangażowania jest dosadne; być może faktycznie nieco wróżbiarskie przez co niesprawiedliwe, jako że subiektywne, ale co to za różnica czy mamy do czynienia z literackimi ignorantami, czy zobojętniałymi, niezaangażowanymi, "zdystansowanymi i dojrzałymi literacko" leniuchami, którym przez nie-wiadomo-co nawet nie chce się aż tak niewiele, ażeby podzielić się wrażeniami dotyczącymi lektury polskiej literatury współczesnej? Bez różnicy"

???

A, za przeproszeniem, co tu tłumaczyć, skoro wszystko napisane jest po polsku? Jednym się nie chce pisać o własnych przemyśleniach, inni nie mają przemyśleń; a przecież portal jest w prostej linii literacki, bo wielu tu mamy autorów, czego nie sposób nie zauważyć - wielu jest tu autorów, a fundamentów brak. Szkoda.

Widocznie temat jest podany nieatrakcyjnie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A, za przeproszeniem, co tu tłumaczyć, skoro wszystko napisane jest po polsku? Jednym się nie chce pisać o własnych przemyśleniach, inni nie mają przemyśleń; a przecież portal jest w prostej linii literacki, bo wielu tu mamy autorów, czego nie sposób nie zauważyć - wielu jest tu autorów, a fundamentów brak. Szkoda.

Widocznie temat jest podany nieatrakcyjnie.

Możliwe, ale możliwości jest więcej.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Widocznie temat jest podany nieatrakcyjnie.

Możliwe, ale możliwości jest więcej.

Naturalnie, że tak.
Aczkolwiek, żeby panu nie było przykro udzielę odpowiedzi na pańskie frapujące pytania:

Pytanie1:
-Czy wy także ("także"? A kto tak jeszcze uważa? Pan?) uważacie że obok twórczości Waldemara Łysiaka nie można przejść obojętnie?
Odpowiedź:
- nie można
Pytanie 2
czy także sądzicie, że w istocie jest to jeden z najbardziej frapujących pisarzy polskich teraźniejszych czasów?
Odpowiedź:
- no ba...

zadowolony?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Możliwe, ale możliwości jest więcej.

Naturalnie, że tak.
Aczkolwiek, żeby panu nie było przykro udzielę odpowiedzi na pańskie frapujące pytania:

Pytanie1:
-Czy wy także ("także"? A kto tak jeszcze uważa? Pan?) uważacie że obok twórczości Waldemara Łysiaka nie można przejść obojętnie?
Odpowiedź:
- nie można
Pytanie 2
czy także sądzicie, że w istocie jest to jeden z najbardziej frapujących pisarzy polskich teraźniejszych czasów?
Odpowiedź:
- no ba...

zadowolony?

No niezupełnie, a właściwie wcale. "Także", ponieważ kiedy wczytać się w opinie obiegowe na różnych stronach w internecie, można wysnuć wniosek, że większość uważa istotnie jego twórczość za coś niebanalnego, dlatego moje "także" zawarte w pytaniu ma sens, gdyż chciałem zapoznać się z opinią ludzi, którzy jako iż sami piszą, zapewne i czytają to i owo. Ciekawość zwykła, w dodatku chyba nawet uprawniona, a pan jątrzy niepotrzebnie, jakby chciał coś zdeprecjonować na siłę. Na drugie pytanie zmuszony jestem odpowiedzieć zupełnie identycznie. No więc nie jestem zadowolony, a czy pan jest teraz zadowolony?
Opublikowano

No dobrze, skoro jak widać występuję takie zapotrzebowanie, wyjaśnię o co mi chodziło. Otóż ostatnio obejrzałem wywiad z Waldemarem Łysiakiem i jako persona rzeczywiście wydał mi się całkiem frapujący - w szczególności zwróciłem uwagę na jego spojrzenie dotyczące aktualnej sytuacji politycznej Polski i opinii jaką ma na temat różnych politycznych oficjeli, a jako że argumentował swoje zdanie przez pryzmat dosyć wnikliwej analizy najwspółcześniejszej historii naszego kraju, toteż mocno mnie zainteresował, bo wydał mi się kompetentny w tym co wygłasza. Ponadto właściwie pierwszy raz usłyszałem wtedy o Łysiaku, także o tym jak wielkie nakłady jego książek są w Polsce sprzedawane, przy praktycznie zerowych akcjach marketingowych - na tej podstawie wysnułem przypuszczenie iż faktycznie musi zatem być w tym pisaniu coś co sprawia, że łapki same kleją się do wypełnionych przez niego słowem kartek. Powtarzam po raz kolejny że osobiście miałem styczność rzadką z jego dokonaniami, ale postanowiłem postawić pytanie o wrażenia innych, ponieważ liczyłem iż znajdzie się ktoś kompetentny, kto zechce przybliżyć nieco rzekomy fakt całkowitej osobliwości jego twórczości i tego, z czego ona przede wszystkim wynika. Liczyłem na to iż skoro osobiście jestem zacofany i nie zdołałem dotychczas dotrzeć do tej literatury, to być może na literackim forum znajdzie się ktoś, kto mnie wyprzedził i zechce opowiedzieć o tym jakie według niego walory sprawiają iż Łysiak postrzegany jest tak jak jest postrzegany.
Jednym słowie mówiąc krótko w całym tym wątku chodziło jedynie o potwierdzenie poprzez osoby zainteresowane tego zdania na temat Łysiaka, które zdołałem ustrzelić w internecie, tak ażeby poszerzyć krytyczne spojrzenie na całokształt.
Mam też przekonanie że to nie jest niedozwolone, tym bardziej że nikt nie jest omnibusem literackim i nie każdy wszystko wie, natomiast wymiana spostrzeżeń bywa najzwyczajniej w świecie przydatna. Czy to aż takie straszne że pozwoliłem sobie zadać pytanie? Mnie się wydaję że bardziej straszne jest to, że w dosyć rozległej grupie literackich adeptów nie ma ani jednego który byłby w stanie coś na ten temat powiedzieć. No ale nic, zwyczajnie się zawiodłem, i tyle. Nie ma dramatu.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A przypadkiem jakiejś matury pisemnej pan nie skrobie?

Nie ma co pisać - wiem z doświadczenia - wystarczy wypić trochę, i pójść. Samo się wypowie.
Opublikowano

Islamic, temat który poruszyłeś, może i mógłby bardziej zainteresować, gdybyś w swoich zachwytach skupił się bardziej na twórczości Łysiaka, próbując w jakiś (i tu nie podpowiem, to już Twoja w tym głowa) ciekawy sposób zwabić innych. Tymczasem, niemal na samym początku „podsumowałeś”, co myślisz o tych, którzy nieopatrznie już coś napisali (choć w dobrej, jak mniemam wierze), ale również o innych, którzy (i jest to prawdopodobne, wyobraź sobie) jeszcze nawet nie kliknęli w banerek „forum dyskusyjne”.
A kiedy już kliknęli – podejrzewam, że im się odechciało.
A to czemu? A, bo Łysiak w tym momencie przepadł ;)
Co innego Witkacy. Był/jest w tym przypadku szczególnym wyjątkiem, bo pokazał jak należy działać, aby obrażając, zamknąć przy okazji gęby na kłódkę, bo każda próba oponowania, stawiałaby adwersarza w dość niefortunnym świetle.
Ty, co prawda, nie napisałeś: całujcie mnie wszyscy… ;p
ale wystarczająco zniechęciłeś (podejrzewam - sporą grupę ludzi) do „udowadniania”, że nie są „zapatrzonymi we własne wybryki pismakami”.
To tyle, a tematu szkoda. No, chyba, że… Detektyw inwektyw - Tomasz Łysiak?
:)
h ttp://w154.wrzuta.pl/audio/0kyAwL7Mv6t/dedektyw_inwektyw_-_dzwignia_do_katapultowania

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za starym pubem istniał kiedyś Olimp.   Nie ten z marmuru i złota, lecz z wapiennego murku, pokrzyw, błota i pustych butelek. Zasiadali na nim bogowie zapomnianego królestwa, którego jedynym bogactwem była nędza, a jedyną nieśmiertelnością — pamięć.   To opowieść o dziecku, które pośród ruin codzienności odnalazło własną mitologię.   "Bogowie Olimpu"   Mój mały, chermetyczny, dziecięcy świat, zamknięty w nierównoległym czworoboku, starych, robotniczych uliczek. Śmierdzących rdzą, ropą, benzyną,  trującymi wyziewami z kominów, nędzą, rozkładem i zamokniętym tytoniem z krajanki. Czułem się jak obcy,  który wdarł się jakimś cudem  do tej zapomnianej przez Boga dzielnicy a potem zapomniał  w którym miejscu było przejście  do świata na zewnątrz.     Wszystko tutaj było tymczasowe. Domy, układy, przyjaźnie, praca  i ten szczególny rodzaj ulicznej miłości. Większość rzeczy była nielegalna. Hazard, prostytucja, handel ludźmi i bronią, wszechobecne narkotyki  i brudne, niedomyte, pękate butelki,  ledwie przefiltrowanego bimbru. Dzieci traktowano tu jak ten bimber i butelki. Szmuglowano je nocą po suterenach. Przechodziły z rąk do rąk, z pokoju do pokoju. Między domami z dykty  a kamienicami o wybitych drzwiach i oknach. Nie miały  przypisanych mieszkań ani opiekunów.     Wychowawcą był uliczny bruk i kodeks. Prawo pięsci. Ten szczególny rodzaj honoru, który dorastał w ciągłej degeneracji. Oko za oko byłoby okazaniem niepotrzebnej litości i słabości. Jeśli straciłeś oko miałeś obowiązek poderżnąć gardło brzytwą swemu oprawcy. Tak zdobywano szacunek, który był droższy od pieniędzy. Dzieci porzucano i bito. Kiedy i gdzie akurat popadło. Każdego ranka wychodziłeś z kamienicy  z myślą, że możesz już nie wrócić żywy.     Patrzyłem nieraz na kolonie szczurów, biegnących przy granicy ścieku i chodnika. Ich nikt nie bił ani nie mordował. Były poza marginesem  a zarazem kastę wyżej od dzieci. Były niezauważalne.  Dlatego żyły prawdziwie wolne. Postanowiłem więc pewnego dnia  żyć niezauważalnie dla nikogo.     A potem odkryłem,  że jest na tym świecie grupa osób,  którą możnaby określić jako duchy. Pojawiali się zawsze skoro świt a znikali późnym wieczorem lub nawet nocą. Zawsze w grupie. Zawsze w tym samym miejscu. Byli głośni i awanturni  lecz nikt nie zwracał im uwagi. Nikt się z nimi nie witał ani nie rozmawiał. Każdy odwracał szybko wzrok gdy tylko wyczuł ich mętne spojrzenie. Wielu przechodziło na drugą stronę ulicy, bojąc się niepotrzebnej interakcji lub zaczepki.     Czasami myślałem, że oprócz mnie  jest jeszcze tylko jedna osoba, która cieszy się na ich widok a nawet z nimi rozmawia. Była to podstarzała właścicielka  jednego z pubów, którego tylny dziedziniec, wybrali sobie na swą siedzibę i królestwo. Dziedziniec był ogołocony  nawet z resztek trawy. Rosły tam jedynie pokrzywy,  wystające jak zielone, strzeliste płomienie  ze strert śmieci i odpadów. Błoto potrafiło uwięzić po kolana i nieraz dawało swe zimne wytchnienie tym których zmorzył tu pijacki sen. Lecz centrum stanowił tu  stary, wapienny murek, pełen otarć, uszczerbień i rys. Miał około metra wysokości  i ciągnął się jedynie  dokładnie naprzeciw  kuchennego wyjścia z pubu. Tak by wchodzący tu, mógł poczuć się jak wchodzący do sali tronowej emisariusz.     Naprzeciw siedzieli na swym wapiennym tronie królowie, herosi i bogowie, królestwa którego jedynym bogactwem była nędza. Był to mityczny Olimp na którego szczycie, urządzali oni codzienne dionizję  racząc się bez umiaru ambrozją w postaci  wina, ciemnego piwa i bimbru. Jedynie dźwięki lutni apollińskiej  zastępywały tu krzyki  wszelkich przekleństw, inwektyw i pijackiej gorączki. Bogów nie zaczepiano ani nie szukano. Nikt ich nie odwiedzał  i nie pragnął wejść do Olimpu. Nikt oprócz małego mnie.  
    • @Migrena   sztafaż   jeśli się zastanowić to przecież sama prawda dziecko myśli że kiedy zamknie oczy nie widać wszyscy podobnie percypujemy    jeśli zawartości trzewi nie widać  jeśli zawartości kanałów nie widać jeśli zawartości trumien nie widać  nie znaczy jednak że nie istnieją    wszystko jest nimi podszyte  biologia, fizjologia, industrializm ale ściek czuć i nie da się go zdezaktywować ni wyprzeć   bo jeśli to w końcu wybije do góry jak przerwana arteria razem z rozpaczliwymi potrzebami intymności bliskości z rozpaczą    jesteśmy jego zbuntowaną częścią       
    • @Łukasz Wiesław Jasiński Mocna metafora ciernistych słów-kamieni i korzeni, których nie powinno się przesadzać na siłę. Wiersz zmusza do refleksji nad tym, jak przeszłość wpływa na naszą teraźniejszość. Pozdrawiam.
    • @Leszczym Księga Apokalipsy (Ap 12, 7-9): Opisuje „walkę na niebie”. Michał wraz ze swoimi aniołami staje do walki z szatanem (określanym jako Smok lub Wąż) i jego demonami. Zwycięskie wojska niebieskie strącają szatana na ziemię.
    • @Marek.zak1 O to też, bo zdaje się nawet Archaniołowi Michałowi sprawa się nie udała. Zatem jest teoretycznie możliwe, że ta przemoc nie miała uzasadnienia jednak...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...