Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie skradam się
wchodzę jak do siebie
pies nie szczeka
merda ogonem
siadam na kanapie
palę papierosa
śpisz spokojnie
oddychasz równo
do twarzy Ci w aksamitnej pościeli
zatapiam palce w Twoich włosach
przystawiam ostrze do Twojej krtani
pies merda ogonem

Opublikowano

taki sobie ten wiersz.....końcówka

przystawiam ostrze do Twojej krtani
pies merda ogonem

jest ok i tylko tyle

pozdrawiam

Marcin Filip

Opublikowano

No cóż... nie jest taki zły. Atmosfera jednak nieco za słabo wyczuwalna.
Nie podoba mi się kompozycja." Za dużo czynności opisujesz: "skradam się","wchodzę", "siadam", "palę", "śpisz", "oddychasz " - to nazbyt wiele. Postaraj się wykorzystać trochę wyobraźnie i opisz coś innego od czynności! Tro trochę irytujące typu:
"wchodzę do domu,
palę papierosy,
mówię do Ciebie
Ty milczysz,
nie mówię już nic" itd. itd. ...
Zakończenie nudne, całość nie ma żadnego ładunku emocjonalnego, brak klimatu, epitetów, nie wywołuje żadnej reakcji u czytelnika... Radzę jeszcze poczytać poezji znanych lub zaglądać do działu poezji współczesnej...

Pozdrawiam serdecznie

PS. Postaraj się podzielić całość na jakieś zwrotki - bo wygląda to jak opowiadanie.

Opublikowano

chwileczkę jak to: zakończenie nudne.... nie wywołuje żadnej reakcji u czytelnika, to właśnie zakończenie jest najlepsze i to one wywołuje największe emocje, prawdą jest że gdybyś posłodził słowami i podzielił na zwrotki to utwór był by świetny (spróbuj to zmienić).
pozdrawiam

  • 4 lata później...
  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...