Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

odgrzewałem wczorajsze słowa na języku
dodając je ze krtani która wiernie mi służyła
jako ciepły palnik

podsmażane przez nurt śliny
bo rzepak o tej porze nie wystawia uszu
za biedny jestem
aby
polać świat benzyną
umysł i nagłośnię

od jakiegoś czasu
struny głosowe
grają w nocnym chórze ze spaczoną hordą sprężyn
tapczanów które sadzą cień na zdradzie poniedziałków

kolejny pocałunek jest jak zamówienie
dziesiąte przez piętnaste
taniej pizzy znad przeciwka
a potem ta odległość jest parkietem palców
na oślep strzelających z miejsca

językiem się odgrzewał kształt wpół do zrozumienia
tej drogi która w wargach chce mieć najpierw koniec
bo początek
dzieckiem
przecierania się zabawy ich naskórka z wiatrem

Opublikowano

Panie Bronisławie, wkurza mnie Pana wiersz, tzn. nie tak sam wiersz, jak to, że utknęłam w pół drogi to jego zrozumienia. Język panu lata, jak łopata, a słowa są jak śliniące się bachory z łopatkami w okopach piaskownicy. Ledwie jeden zbuduje babkę, ledwie ja się tą budowlą zachwycę i zrozumiem piaskową konstrukcję, to już drugi rozp.....la ją łopatką. "Poligony","strategie", "za biedny jestem.." - pan jesteś piaskowy dziad i tyle.
Bardzo proszę mi wyjaśnić, co autor miał na myśli. Pozdrawiam, Krowieńczak.

Opublikowano

A autor jego jest dość młody, i rozumiem Pana zażenowanie nieatrakcyjnością odbioru tekstu. Pracuję jeszcze nad stylem, a kiedy wpadnie mi do głowy jakiś pomysł i zaczynam go odczuwać wrażliwością, za krótko go "ujeżdżam", za szybko chcąc ukończyć językową (literacką) bieganinę. Pozdrawiam

Opublikowano

Przeciwnie: odbiera mi się to bardzo, ale to bardzo atrakcyjnie. Co wezmę wers do ręki, to trafiam na słowo fajerwerk i...już nie mam ręki:)) A tak serio: nie zmieniłabym ani jednego słowa w tym wierszu:)) Pozdrawiam również.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jakoś nikt nie przeczytał tego wiersza ze zrozumieniem i z wyczuciem tematu. Według mnie ten tekst to mistrzowska próba wczucia się psychologicznego w percepcję ukochanego zwierzaka, którego już nie ma. Rzeczy zwyczajne, przeniesione do rzeczywistości wspomnień, w Twoim wierszu stają się na nowo żywe.
    • @Berenika97 'W modlitwie lepiej mieć serce bez słów niż słowa bez serca'. Pozdrawiam. 
    • @infelia Małobajkowe strachy dla banana na twarzy:)) Mogę się mylić ale mnie rozbawiło (bez urazy), pozdrawiam. 
    • nisko słońce nisko    nad krainą wygasłych wulkanów  delikatnie głaszcze bazaltowe wzgórza  które poprzez rozpamiętywanie przeszłości niezmiennie zazdroszczą kominom  ciepłych dymów wplecionych w dolinę między poniemieckie domy   zbudowane z kamieni  zebranych z pól wczorajszych świętości gdzie niewidzialny duch zdumienia chodzi bez snu w cienkim paśmie światła i jak dar językiem natury łamie w kościach na deszcz    psia krew    aż zaklął ozdrowieńczo pan Stefan gdzieś przy modrzewiowym płocie przyklejony do młodości   żywicą         
    • Za górami, za lasami, w odległej Besarabii, W miasteczku, którego wielkość łatwo Zmierzyć trzema rzutami beretem z antenką I dodatkowym pchnięciem gumowcem,   Kudłaty upiór z paszczą lwa i końskim ogonem Wdarł się przez lufcik do kuchni i zeżarł Z lodówki zimne nóżki, mlasnął śliniąc się, Jak na potwora przystało, ozorem brew wygładził.   Cichcem wczołgał się do sypialni, a tam Spod kołdry wystawała taka smaczna, Przez nikogo niepilnowana, zimna stopa śpiocha Chrup, chrup, chrup; nos nieszczęśnika   Połknął niczym grzybka w occie, a ucho Żuł długo w gębie, gdyż było z miodem. Nim rozerwał szponami żebra, by wydrzeć serce I litrami krwi zaspokoić wielkie pragnienie,   Dostrzegł na szyi ślad kłów wampira, a w ustach Wizytówkę: „Vlad Dracula – hematolog” Skulił się zasmucony wilkołak w kącie, Dłubiąc w nosie i gryząc pazury u stóp.   „Co za pech, nasi tu byli, czas zmykać.” Na klatce schodowej minął czarownicę Z kotem na ramieniu, która skinęła Łysą głową i potrząsnęła workiem kości.   Przed blokiem nie zastał taksówki, lecz karawan Z kostuchą na szybie, a obok stali złodzieje zwłok W czarnych kubrakach i o strasznych ślepiach. Na strychu w opuszczonym domu, swoim lokum,   Puścił łezkę z oka i chwycił się za głowę. Zamiast straszyć, wyć po nocach, aż ludkom W majtach gumy pękną i włosy wypadną, Sam zamyka oczy, nie chcąc patrzeć na ten   Okrutny świat, i załkał: „Potwór na potworze! Dzieci wzajemnie mordują się na podwórkach. Chłop wiesza babę, baba tasakiem tnie chłopa. Płody w beczkach pływają w nurtach rzeki.   Ech, bajkowy upiór jest niczym w porównaniu Z ludzką krwawą bestią, strach nad strachy.” Nosem pociągnął kąsacz tylko, serce ostatni raz Zabiło i ze strapienia wyzionął ducha.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...