Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Najbardziej nie lubię jak ktoś poczuwa się do nawracania innych bazując na swoim bardzo wątpliwym autorytecie. Niemniej muszę cię zawieść i powiedzieć szczerze że dostrzegam iż nie piszesz tutaj zjadliwie, a nawet uprzytomnię ci że ja także nie staram się być złośliwy; ale to nie zmienia faktu że wszystkie twoje wypowiedzi dotyczące mojej osoby bazują na twoich domysłach względem mnie, a na to akurat nie masz monopolu, mimo iż może ci się wydawać że jednak cały jestem dla ciebie wewnętrznie goły. A ja mam dystans do siebie, być może nie dość dostateczny; natomiast ty z całą pewnością nie masz tego dystansu względem mnie, i to jest dziwne skoro tak dużo wiesz o dystansie, autoironii i innych takich. Nie?
zaraz, zaraz, bo coś przegapiłem
autorytecie?? serio??? więc tak ludzie mnie widzą, że ja siebie widzę??
cha, cha
straszne
:D

"wyluzuj i nabierz dystansu do swojej szanownej osoby - to wiele ułatwia."

To świadczy o tym że ty technikę dystansowania się do własnych wywodów i w ogóle do życia i twórczości Adama Bubaka masz opanowaną, bo przecież dajesz mi taką radę, czyli musisz znać efekt tegoż zdystansowania, o czym zresztą zapewniasz w słowach: to wiele ułatwia. Nie udawaj. Musisz wiedzieć że to wiele ułatwia skoro tak dobrze mi radzisz.
  • Odpowiedzi 101
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No, wiesz, pewnie że łatwo mnie sprowokować; szczególnie wtedy, kiedy osobiście baaaardzo subiektywnie uważam że osoba prowokująca robi to zupełnie niepotrzebnie, a nawet jeśli robi to potrzebnie, to wyłącznie w jej mniemaniu, i to dlatego w jej mniemaniu, iż rzekomo uważa sobie taka prowokująca osoba, iż ma obowiązek powiedzieć mi coś czego nie wiem, bądź wykazać coś czego nie rozumiem. A to się zdradza momentalnie. Momentalnie można rozczytać nastawienie prowokującego względem prowokowanego, i ja akurat podejmuję prowokację którą ty narzucasz, ponieważ uważam że nawet w swoim głębokim przeświadczeniu o konieczności nawrócenia mojej dufności nie masz racji; choć może faktycznie znowu w tym momencie zaświadczam o swojej bezbrzeżnej dufności kiedy nie chce posłuchać twoich jakże niezbędnych rad. Co, nowomowa czy nie nowomowa? Skapowałeś czy ja nie umiem dyskutować? Jaka jest konkluzja tym razem?
przystanę na manieryzm, zabawny manieryzm - z manieryzmem się zgodzisz, czy znowu sobie popierdolimy o semantyce?
a tak swoją drogą, powiedz wreszcie, Ty tak celowo stylizujesz, czy na serio?

Gadam po prostu, jak leci.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zaraz, zaraz, bo coś przegapiłem
autorytecie?? serio??? więc tak ludzie mnie widzą, że ja siebie widzę??
cha, cha
straszne
:D

"wyluzuj i nabierz dystansu do swojej szanownej osoby - to wiele ułatwia."

To świadczy o tym że ty technikę dystansowania się do własnych wywodów i w ogóle do życia i twórczości Adama Bubaka masz opanowaną, bo przecież dajesz mi taką radę, czyli musisz znać efekt tegoż zdystansowania, o czym zresztą zapewniasz w słowach: to wiele ułatwia. Nie udawaj. Musisz wiedzieć że to wiele ułatwia skoro tak dobrze mi radzisz.
ojej, zauważyłeś w końcu
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"wyluzuj i nabierz dystansu do swojej szanownej osoby - to wiele ułatwia."

To świadczy o tym że ty technikę dystansowania się do własnych wywodów i w ogóle do życia i twórczości Adama Bubaka masz opanowaną, bo przecież dajesz mi taką radę, czyli musisz znać efekt tegoż zdystansowania, o czym zresztą zapewniasz w słowach: to wiele ułatwia. Nie udawaj. Musisz wiedzieć że to wiele ułatwia skoro tak dobrze mi radzisz.
ojej, zauważyłeś w końcu

Łejezu, teraz przejdziemy do lakonicznych stwierdzeń? Nie chce mi się, weź sobie to ostatnie słowo, nie zabiegam o nie. Pierwsze i ostatnie należy dla ciebie; to świadczy o ................. wpisz sobie o czym.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bo widzisz, bo jeśli chodzi o licytowanie się na różne rzeczy to rzeczywiście jesteś w tym dobry jak widzę, i z całą pewnością wiesz jakie ja mam szczęście że jestem sobą na nie tobą, chociaż poziom absurdalności takich stwierdzeń nawet ciężki jest do wystopniowania ze względu na ograniczoną skale. Wybacz Panie Adamie, ale to są niestety niskoloty.
Ale skoro już tak ma przedstawić wniosek tej paplaninki, to ja faktycznie współczuję ci ciężkiego losu, męczenniku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Gdzieżbym śmiał tego nie zauważyć!
Wyszło nadzwyczaj osobliwie i błyskotliwie ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bo widzisz, bo jeśli chodzi o licytowanie się na różne rzeczy to rzeczywiście jesteś w tym dobry jak widzę, i z całą pewnością wiesz jakie ja mam szczęście że jestem sobą na nie tobą, chociaż poziom absurdalności takich stwierdzeń nawet ciężki jest do wystopniowania ze względu na ograniczoną skale. Wybacz Panie Adamie, ale to są niestety niskoloty.
Ale skoro już tak ma przedstawić wniosek tej paplaninki, to ja faktycznie współczuję ci ciężkiego losu, męczenniku.
a jakich chcesz wniosków? że obaj mamy się nawzajem za bęcwałów i będziemy się omijać z daleka? no chyba tak jest, nie wiem, nie będę o tym specjalnie rozmyślał za pół godziny. jakby wcześniej nie było niskolotów i nadmiernego pustosłowia. chyba nie myślisz, tak serio, że wzniosłeś się na jakieś wyżyny polemiki, nawet jeżeli moja zaczepka była durna i trzba było się dostosować (Ty do mnie rzecz jasna)?
chcesz ładnej pointy to napisz
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bo widzisz, bo jeśli chodzi o licytowanie się na różne rzeczy to rzeczywiście jesteś w tym dobry jak widzę, i z całą pewnością wiesz jakie ja mam szczęście że jestem sobą na nie tobą, chociaż poziom absurdalności takich stwierdzeń nawet ciężki jest do wystopniowania ze względu na ograniczoną skale. Wybacz Panie Adamie, ale to są niestety niskoloty.
Ale skoro już tak ma przedstawić wniosek tej paplaninki, to ja faktycznie współczuję ci ciężkiego losu, męczenniku.
a jakich chcesz wniosków? że obaj mamy się nawzajem za bęcwałów i będziemy się omijać z daleka? no chyba tak jest, nie wiem, nie będę o tym specjalnie rozmyślał za pół godziny. jakby wcześniej nie było niskolotów i nadmiernego pustosłowia. chyba nie myślisz, tak serio, że wzniosłeś się na jakieś wyżyny polemiki, nawet jeżeli moja zaczepka była durna i trzba było się dostosować (Ty do mnie rzecz jasna)?
chcesz ładnej pointy to napisz

Cóż, należy zauważyć, że skoro ty uznałeś iż należy mi zwrócić uwagę, to zapewne chciałeś mi coś udowodnić, zatem wnioskowanie leży w twojej gestii, mistrzu pointy - wykonaj ją jak zaczepkę - w najlepszej intencji. Ja nie myślę że wzniosłem się na wyżyny, ale to iż ty przypuszczasz że mogę tak myśleć świadczy o tym, że naprawdę ci się podoba; albo może jest to efekt twojego zaskoczenia i niedowierzania że mój manieryzm nie jest aż tak pusty w środku jak powszechnie armia bubakopodobnych mniema? Nie wiem. Niemniej ofiary z siebie nie rób, bo to jest przestarzały wytrych żeby w innych obudzić litość.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a jakich chcesz wniosków? że obaj mamy się nawzajem za bęcwałów i będziemy się omijać z daleka? no chyba tak jest, nie wiem, nie będę o tym specjalnie rozmyślał za pół godziny. jakby wcześniej nie było niskolotów i nadmiernego pustosłowia. chyba nie myślisz, tak serio, że wzniosłeś się na jakieś wyżyny polemiki, nawet jeżeli moja zaczepka była durna i trzba było się dostosować (Ty do mnie rzecz jasna)?
chcesz ładnej pointy to napisz

Cóż, należy zauważyć, że skoro ty uznałeś iż należy mi zwrócić uwagę, to zapewne chciałeś mi coś udowodnić, zatem wnioskowanie leży w twojej gestii, mistrzu pointy - wykonaj ją jak zaczepkę - w najlepszej intencji. Ja nie myślę że wzniosłem się na wyżyny, ale to iż ty przypuszczasz że mogę tak myśleć świadczy o tym, że naprawdę ci się podoba; albo może jest to efekt twojego zaskoczenia i niedowierzania że mój manieryzm nie jest aż tak pusty w środku jak powszechnie armia bubakopodobnych mniema? Nie wiem. Niemniej ofiary z siebie nie rób, bo to jest przestarzały wytrych żeby w innych obudzić litość.
o mamo, Ty naprawdę masz problem z rozróżnianiem ironii, sarkazmu i tak dalej, współczuję.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cóż, należy zauważyć, że skoro ty uznałeś iż należy mi zwrócić uwagę, to zapewne chciałeś mi coś udowodnić, zatem wnioskowanie leży w twojej gestii, mistrzu pointy - wykonaj ją jak zaczepkę - w najlepszej intencji. Ja nie myślę że wzniosłem się na wyżyny, ale to iż ty przypuszczasz że mogę tak myśleć świadczy o tym, że naprawdę ci się podoba; albo może jest to efekt twojego zaskoczenia i niedowierzania że mój manieryzm nie jest aż tak pusty w środku jak powszechnie armia bubakopodobnych mniema? Nie wiem. Niemniej ofiary z siebie nie rób, bo to jest przestarzały wytrych żeby w innych obudzić litość.
o mamo, Ty naprawdę masz problem z rozróżnianiem ironii, sarkazmu i tak dalej, współczuję.

Ja mam jeden zasadniczy problem z niskolotnymi ironiami i z niskolotnymi sarkazmami, bo mnie się to zwykle przedstawia jako bardzo śmieszna próba która nazbyt przejrzyście obrazuje pokraczność takich zamierzeń, a które w dodatku same potrafią obnażyć się najlepiej. Niemniej jeśli chodzi o kategoryczne oceny dotyczące mojej kondycji i określania tego jaki mam problem a jakiego nie mam, to właśnie chciałem tylko jeszcze przypomnieć, że cały ten niepotrzebny spór stosujesz tą manierę jako koronną. Nie potrzebne jest też w tym momencie wykazywanie mi braku dystansu do siebie a nawet do tego co ty sam a mnie piszesz, bo już to powiedziałeś, a ja, zaryzykujmy, zrozumiałem.

Nieważne.
Opublikowano

A zresztą przestańmy już Adam, nie oszukujmy więcej, chyba większość zbulwersowanych tym iż zaśmieciliśmy wątek zrozumiała już że to przecież prima aprilis.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


o mamo, Ty naprawdę masz problem z rozróżnianiem ironii, sarkazmu i tak dalej, współczuję.

Ja mam jeden zasadniczy problem z niskolotnymi ironiami i z niskolotnymi sarkazmami, bo mnie się to zwykle przedstawia jako bardzo śmieszna próba która nazbyt przejrzyście obrazuje pokraczność takich zamierzeń, a które w dodatku same potrafią obnażyć się najlepiej. Niemniej jeśli chodzi o kategoryczne oceny dotyczące mojej kondycji i określania tego jaki mam problem a jakiego nie mam, to właśnie chciałem tylko jeszcze przypomnieć, że cały ten niepotrzebny spór stosujesz tą manierę jako koronną. Nie potrzebne jest też w tym momencie wykazywanie mi braku dystansu do siebie a nawet do tego co ty sam a mnie piszesz, bo już to powiedziałeś, a ja, zaryzykujmy, zrozumiałem.

Nieważne.
a Ty za każdym razem będziesz odpisywał na moje manieryczne sarkastyczne teksty, jakby były na serio, bo tak mnie przejrzałeś, a ja będę na dodatek pławił się w samozadowoleniu, że taki jestem błyskotliwy? noo, jesteś geniuszem zła.
chociaż z tą manierą to celne nawet. cóż, zawsze miałem niewyszukane poczucie humoru. zresztą wiesz kiedy ja ostatnio napisałem tyle bzdur na raz?
i jakie to męczące?

jednak całość generalnie przypomina już kompulsywny onanizm
a to prowadzi do otarć i kontuzji
zatem pora przestać
jakoś przeżyjemy bez konkluzji
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja mam jeden zasadniczy problem z niskolotnymi ironiami i z niskolotnymi sarkazmami, bo mnie się to zwykle przedstawia jako bardzo śmieszna próba która nazbyt przejrzyście obrazuje pokraczność takich zamierzeń, a które w dodatku same potrafią obnażyć się najlepiej. Niemniej jeśli chodzi o kategoryczne oceny dotyczące mojej kondycji i określania tego jaki mam problem a jakiego nie mam, to właśnie chciałem tylko jeszcze przypomnieć, że cały ten niepotrzebny spór stosujesz tą manierę jako koronną. Nie potrzebne jest też w tym momencie wykazywanie mi braku dystansu do siebie a nawet do tego co ty sam a mnie piszesz, bo już to powiedziałeś, a ja, zaryzykujmy, zrozumiałem.

Nieważne.
a Ty za każdym razem będziesz odpisywał na moje manieryczne sarkastyczne teksty, jakby były na serio, bo tak mnie przejrzałeś, a ja będę na dodatek pławił się w samozadowoleniu, że taki jestem błyskotliwy? noo, jesteś geniuszem zła.
chociaż z tą manierą to celne nawet. cóż, zawsze miałem niewyszukane poczucie humoru. zresztą wiesz kiedy ja ostatnio napisałem tyle bzdur na raz?
i jakie to męczące?

jednak całość generalnie przypomina już kompulsywny onanizm
a to prowadzi do otarć i kontuzji
zatem pora przestać
jakoś przeżyjemy bez konkluzji

W gruncie rzeczy to jest pseudo akademicka nowomowa, ale co tam, wystarczy mi laurów skoro mianowano mnie na naczelnego dżinna tego forum. I choć nie ja przejrzałem ciebie lecz ty bezwzględnie wiesz z czego wynika mój manieryzm, to niechżeż nastąpi zgoda w podpunkcie a) niepotrzebnie musiałem odpowiadać na twoje zarzuty ;)

Przeżyjemy bez konkluzji! Doprawdy nie wiem właściwie po co było od konkluzji zaczynać ;) Ale wiem za to, że ja zawsze będę odpisywał wtedy, kiedy ty będziesz zaczynał. I już ;)

PS
To mi powiedziano dzisiaj że jest premia uznaniowa na koncie zupełnie non profit, i ja uznałem najpierw że faktycznie ona mi się należy; tylko że uznałem nienależycie.

(Kurde, ależ manieryzm!)
;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a Ty za każdym razem będziesz odpisywał na moje manieryczne sarkastyczne teksty, jakby były na serio, bo tak mnie przejrzałeś, a ja będę na dodatek pławił się w samozadowoleniu, że taki jestem błyskotliwy? noo, jesteś geniuszem zła.
chociaż z tą manierą to celne nawet. cóż, zawsze miałem niewyszukane poczucie humoru. zresztą wiesz kiedy ja ostatnio napisałem tyle bzdur na raz?
i jakie to męczące?

jednak całość generalnie przypomina już kompulsywny onanizm
a to prowadzi do otarć i kontuzji
zatem pora przestać
jakoś przeżyjemy bez konkluzji

W gruncie rzeczy to jest pseudo akademicka nowomowa, ale co tam, wystarczy mi laurów skoro mianowano mnie na naczelnego dżinna tego forum. I choć nie ja przejrzałem ciebie lecz ty bezwzględnie wiesz z czego wynika mój manieryzm, to niechżeż nastąpi zgoda w podpunkcie a) niepotrzebnie musiałem odpowiadać na twoje zarzuty ;)

Przeżyjemy bez konkluzji! Doprawdy nie wiem właściwie po co było od konkluzji zaczynać ;) Ale wiem za to, że ja zawsze będę odpisywał wtedy, kiedy ty będziesz zaczynał. I już ;)

PS
To mi powiedziano dzisiaj że jest premia uznaniowa na koncie zupełnie non profit, i ja uznałem najpierw że faktycznie ona mi się należy; tylko że uznałem nienależycie.

(Kurde, ależ manieryzm!)
;)
no ja, przepraszam, ja zacząłem od pytania i nawet były odpowiedzi do wyboru ;)
nie chce mi się już sprawdzać, ale chyba w odpowiedzi otrzymałem pytanie, więc sam musiałem podać sobie konkluzję, niecierpliwy jestem, ot co.
ponieważ, w gruncie rzeczy, ja w ten nieudolny sposób domagam się uwagi po prostu, więc zgoda w podpunkcie a) cieszy mnie niezmiernie ;)

no nie, z tą premią, to już było skurwysyństwo ;D
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W gruncie rzeczy to jest pseudo akademicka nowomowa, ale co tam, wystarczy mi laurów skoro mianowano mnie na naczelnego dżinna tego forum. I choć nie ja przejrzałem ciebie lecz ty bezwzględnie wiesz z czego wynika mój manieryzm, to niechżeż nastąpi zgoda w podpunkcie a) niepotrzebnie musiałem odpowiadać na twoje zarzuty ;)

Przeżyjemy bez konkluzji! Doprawdy nie wiem właściwie po co było od konkluzji zaczynać ;) Ale wiem za to, że ja zawsze będę odpisywał wtedy, kiedy ty będziesz zaczynał. I już ;)

PS
To mi powiedziano dzisiaj że jest premia uznaniowa na koncie zupełnie non profit, i ja uznałem najpierw że faktycznie ona mi się należy; tylko że uznałem nienależycie.

(Kurde, ależ manieryzm!)
;)
no ja, przepraszam, ja zacząłem od pytania i nawet były odpowiedzi do wyboru ;)
nie chce mi się już sprawdzać, ale chyba w odpowiedzi otrzymałem pytanie, więc sam musiałem podać sobie konkluzję, niecierpliwy jestem, ot co.
ponieważ, w gruncie rzeczy, ja w ten nieudolny sposób domagam się uwagi po prostu, więc zgoda w podpunkcie a) cieszy mnie niezmiernie ;)

Pewnie że to prawda. A zadowala mnie taka prawda, ponieważ jestem zacietrzewiony niemożebnie, i tylko wtedy prawda mnie zadowala, kiedy to jest moja prawda! Pewnie.
Opublikowano

Co do głównego wątku - to był on poruszany. Dla mnie Szymborska jest koniunkturalistką - jako człowiek jest raczej godna politowania, jako poetka nalezy do grupy dobrych poetów XXw. Na nobla nie zasłużyła -prędzej Różewicz, prędzej Herbert, na orła białego też nie zasłużyła ( dostała z uwagi na nobla na którego nie zasłużyła oraz z uwagi na swój "uwikłany" w system życiorys , co jest gorzkim paradoksem). Tyle jesli chodzi o moje zdanie na ten temat. Jestem pewien że za 10-20 lat proporcje zostaną przywrócone jesli chodzi o jej twórczość na tle polskiej twórczości poetyckiej XXw. Nie rozumiem nawiasem mówiąc wszystkim histerycznych postów w obronie tej poetki - trochę dystansu..

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
    • wiosną koniku wio sną niech wstają ptaszki chcą paszki a może jest morze i rosa i maj i rosną watry wiwaty i wiatry i mają się dobrze kwiaty i krople dżdżu wyłażą dżdżownice i rośnie radośnie tak ona i on jak ja i ty w deszczową toń „Jeśli deszcze w maju, wszystko rośnie jak w gaju” 
    • @Stukacz, @Berenika97, @viola arvensis, @violetta, @Poet Ka  dziękuję bardzo
    • @viola arvensis dziękuję
    • @viola arvensis dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...