Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Serce-Dziwka

Posłuchaj jak gram.
-Byle szybko.

Dwie prostytutki na rogach ulicy
Wyznaczone równolegle
Ćpun na środku jezdni, liryczna oś symetrii.
Mentalna orgia.
Popsute lampy jak przyrodzenia.
Okna jak szczupłe piersi w dwu-wymiarze.
Piłat podda nas karze. Bicz posiada
W królewskim, aczkolwiek tanim pucharze.
Portfele pochwy.
Drinki dla ubogich.
Przecena na kiłę.
Uderzmy w żyłę.
Furkocze silnik taniego forda.
Niejednostajny świst otwieranej szyby.
Pochwy pistolety.
Pięciocentowe bankiety.
Modernistyczne balety.
Zaciągnij porady, lub fety.
Na ramieniu stare radio
Uniwersalny hit na stacji
Klasyka z posłaniem.
Kobiety Wibratory
Przebij pępek, pochwę, wory.
Antykoncepcyjne ekologiczne torby
Lansuj ekologię, a nóż przyda się.
Weź też Herę, hej – pod tym numerem.

-Tak, fajne, ale w kebabie jest przecena. Wpadnę potem.
Opublikowano

'Kiwi się dziwi, że wiersz mu się krzywi...'

...nieśmiała próba odkrzywienia Ran



. "serce Dziwka"


. Posłuchaj jak gram.
-Byle szybko.


prostytutki na rogach
znaczone równolegle
ćpun na środku
liryczna oś symetrii
mentalna orgia
popsute przyrodzenia
okna szczupłe o wymiarze
Piłat karze aczkolwiek
portfele dla ubogich
przecena
uderzmy w żyłę.
furkocze silnik taniego forda
świst otwieranej szyby
bankiety modernistyczne
balety
zaciągnij rolety
na ramieniu stare radio
niwersalny hit
na stacji klasyka z posłaniem
Kobiety Wibratory
przepij w pępek ekologicznie
lansuj eko przyda się.
weź Herę hej – pod numerem.

-tak, fajne, ale w kebabie jest przecena. Wpadnę potem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...