Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

SPRAWNY INACZEJ...

Kiedyś, z wielką wyrwą w życiu,
Broniłeś jak lew swej wolności...
Chowając wspomnienia w głębokim ukryciu,
Zjadałeś ... resztki ze stołu mądrości...

Wcześniej, czy później trzeba się obudzić,
Ze snu, ... więc wstawaj ... pajacu...
To przebudzenie może Cie ubrudzić,
Jest ... jak poranek na kacu...

Do ludzi stosunek miałeś zbyt tułaczy,
Igrałeś z losem ... TY - sprawny inaczej...
Lecz będziesz wiedział, ile życie znaczy,
Gdy Twą podróż zakończy z pistoletem facet...

Sponiewierany, odepchnięty, przez dobro opluty,
Trafiłeś w końcu na krytyki afisz...
Wskoczyłeś chcąc nie chcąc ... w jej śmierdzące buty,
Choć w życiu nie sadziłeś, że tam trafisz...

Przebudziłeś się, dojrzałeś, skończyłeś zabawę,
Gdy wreszcie wybuchła tej groteski mina...
Wreszcie zdałeś sobie z sensu życia sprawę,
Że jedno się kończy ... a drugie zaczyna...

www.firleston-poezjaamatorska.blogspot.com

Opublikowano

ciesze się Kasiu, że ci się spodobał wierszyk, a facetem ze spluwą się nie przejmuj, to frajer, hehe...
pozdrawiam równie cieplutko i dziekuję za to, że mnie czytasz ... :)
tez chciałbym poczytać Ciebie, napisz coś ... :)

Opublikowano
Sponiewierany, odepchnięty, przez dobro opluty,
Trafiłeś w końcu na krytyki afisz...
Wskoczyłeś chcąc nie chcąc ... w jej śmierdzące buty,
Choć w życiu nie sadziłeś, że tam trafisz...


:(( biedny miś...

wywal żesz te wielokropki!!!!!!!!
:D
Opublikowano

Marta, uczę się je wywalać, serio,
ale tak jakoś same się wciskają, tak z czapki, rozumiesz :)))
ale postaram się, obiecuję...:)
pozdrawiam cieplutko , słodka (upsss) kwaśna recenzentko:)))

Opublikowano

rannnyyyyyyyyy, co ja z ta Martą, Magda - wiellllkie sorry, ogromniaste, ale gamoń ze mnie, jakoś ta Marta mi utkwiła...:)
ale to do Ciebie piszę, Ty wiesz... prawda?
pozdrawiam...:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow manTo jednak mistrzostwo świata, napisać trzy linijki, i można rozbierać na kawałki i romantycznie, i lingwistycznie, i psychoanalitycznie... A gdyby tak to połączyć?   Signifiant - pasuje mi na pierwiastek męski, signifiié - żeński. Ale nie wiem, dlaczego tak. Wiesz co, lepiej mnie dzisiaj nie czytać ;)  
    • @vioara stelelor de Saussure... ojciec Lacana. być może ten kierunek też jest ciekawy. Ale tu jednak po jungowsku.  @bazyl_prost ale znaczy!
    • lubimy fikcję  uprzejmości  a prawdziwy świat  mija nas   poszukiwanie siebie w sobie  odkrywanie tego co życie pokazuje enigmatycznie    to droga do ... ... bo życie ty ja my tyle się może zdarzyć    a my żyjemy tym co serwują    czekamy czekamy na    już...   już się nie zdarzy   2.2026 andrew   
    • Stoję pod tym drzewem, co wtedy. W niemodnym garniturze i w krawacie uwiązanym krzywo. I stoję spragniony miłosnego chleba: a nuż coś z tego wyniknie?   Pod tym cieniem skrzydlatym i bystrym od oddechów letniego popołudnia, od wietrznych westchnień oczekiwania.   I czekam, jak czekałem wtedy. O tej godzinie, w której gołębie i wróble... I ptaki inne. I inne…   I kwiaty różane, których woń, aromat i barwa…   Otwarły się szeroko, zdziwione tym upojeniem słodkim.   Wiesz, czekałem długo. I czekam nadal. Tutaj. O tej godzinie sennej. Na wpół-wieczornej i tkliwej.   W liliowej poświacie obłoków. W tej dolinie słońca i mgnień utajonych, i trawy.   A kiedy przyjdziesz umówiona… Bo przyjdziesz, prawda?   A więc, kiedy dostrzegę ciebie w oddali z kosmykiem włosów przesłaniającym ci twarz, bo dzisiaj wiatr tak jakoś plącze gałęzie, szeleści. I chwieje, tarmosi…   Wtedy podejdę do ciebie w tej niepewności okrutnej: czy ty, czy ty…   Lecz najpierw podejrzę w utajeniu i ciszy.   Ciebie.   Więc patrzę jak patrzyłem wtedy. I napatrzeć się nie mogę.   Gałązka muska mnie po skroni, łaskocze, kiedy rozchylam czujnie wiotkie łodygi krzewu, co znienacka stanął tuż przede mną.I widzę liście i płatki, i sok lepki tworzący białe ślady.   I cień wąski między mną i tobą. Tej gałązki między nami.   Po którym przejdę, jak po kładce nad strumieniem rwącym.   Dużo tu światłocieni, ostrego chiaroscuro. I tej jakiejś cichej melancholii, której szum aż nadto tężeje w sześcianach powietrza, których ciepłe wargi przypadają do moich warg spragnionych.   Do twoich.   Czujesz? Właśnie gładzę twoją twarz przypadłą do mojej,   A twoje włosy, a twoje... Kładą się miękko pod dotyk moich palców przeczesujących czule...   Portugalczycy nazywają to „Cafuné”.   Ty wiesz. I ja wiem.   Nasze słowa. Wszystko to, co chcieliśmy sobie powiedzieć, powiedzieliśmy w poświacie księżyca, co spływa teraz smugą srebrną. perlistą.   A więc to już tyle upłynęło czasu? To już tak późno?   Nie. Proszę! Nie odchylaj głowy, nie oddalaj zmyślnych ust!   Choć wówczas odsłonisz swoją gładką szyję. A wtedy moje usta chciwe… A wtedy moje szepty na twojej drżącej skórze...   Zostańmy tak. Jeszcze.   Choć jeszcze…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...