Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W wysłużonym przedziale drugiej klasy pociągu osobowego relacji Mińsk – Terespol powietrze było ciężkie od woni przemoczonych butów, oparów naftaliny sączących się z mokrych palt i odoru tapicerki, przesiąkniętej tytoniowym dymem i usianej brunatnymi plamami niewiadomego pochodzenia. Siatkowe półki powyżej głów ośmiorga pasażerów, ciasno upakowanych na niewielkiej powierzchni, złowieszczo wybrzuszały się pod ciężarem sfatygowanej, staroświeckiej walizy, spiętej szerokim rzemiennym pasem z mosiężną sprzączką, pękatego kosza, obwiązanego wyblakłą, drelichową płachtą i trzech sporych pakunków – największy z nich był kanciasty, gęsto opleciony węzłami grubego sznura, dwa mniejsze - obłe i podłużne, owinięte czarnym plastikiem. W mdłym świetle lampy, chimerycznie mrugającej znad rozklekotanych drzwi, ledwo można było dostrzec twarze podróżnych.

Na prawo od wejścia, miejsce pod oknem zajmował tęgi mężczyzna w wyszarzałej, wojskowej kurtce, bryczesach, uwydatniających potężne uda i wysokich butach o wyglansowanych cholewach, za to prawie do kostek oblepionych grudkami zaschłego błota. Obwisłe policzki i podbródek, wylewający się nad kołnierzem kurtki, pokrywał rzadki, siwawy zarost. Postrzępione pasma nieokreślonego koloru włosów, zakrywały wysoko sklepione czoło. Z zaciśniętymi w wąską kreskę ustami, wpatrywał się w czerń nocy, przesłoniętą kurtyną deszczu. Duże dłonie oparte na kolanach, raz po raz, mimowolnie zaciskały się w pięści.

Wtulony w kąt naprzeciwko sześcioletni malec nie odrywał od niego zalęknionych oczu. Choć bliskość matki, pogrążonej w bezgłośnej modlitwie, paciorki różańca wysuwające się jeden po drugim spod jej splecionych dłoni, napawały go otuchą, to jednak, gdy mężczyzna drgnął gwałtownie i nieoczekiwanie zaśmiał się chrapliwie, dziecko, przerażone, krzyknęło głośno. Trzeba było kojącej pieszczoty matczynych rąk i słodkiego karmelka, dobytego z kieszeni, ukrytej wśród fałd jej obszernej, samodziałowej spódnicy, aby bezpieczny świat wrócił na swoje miejsce. Ukołysany melodią uspakajającego szeptu chłopiec posłusznie zamknął oczy. Po niedługim czasie, odmierzanym rytmicznym stukaniem kół, jego ciało się rozluźniło. Zasnął. Śnił o ojcu, który odszedł dawno temu, tak dawno, że w dziecięcej pamięci zostały ledwie okruchy obrazów, wspomnienie zarumienionej ze szczęścia matki, kiedy ojciec wracał z wyrębu, podnosił go wysoko w górę i mówił z dumą:

- Mój syn! Zobacz tylko, jak on urósł przez ten czas!

To musiał być piękny sen, bo bladziutka buzia malca rozjaśniła się uśmiechem, od którego nawet szaruga na zewnątrz jakby trochę osłabła.

Pozostałe miejsca w przedziale były zajęte przez jeszcze trzech mężczyzn i dwie kobiety. Najstarszy osobnik mógł liczyć około osiemdziesiątki. W szczupłej, pobrużdżonej zmarszczkami twarzy, zwracały uwagę bystre oczy, o niespotykanej w tym wieku, intensywnie niebieskiej barwie, a także proste, zupełnie białe włosy. Rozdzielone równo przedziałkiem, spadały aż na gruby, zrobiony na drutach szary sweter. Siedział pośrodku po prawej stronie, sztywno wyprostowany, ze wzrokiem utkwionym gdzieś w górze.

Pomiędzy nim a grubasem przy oknie ulokował się jegomość o wyglądzie dobrodusznego wuja, z sumiastymi wąsami i bujną, rudą czupryną. Drzemał pochrapując cicho, nie zważając, ani na zachowanie dziecka, ani na to, że jego pozbawiona oparcia głowa, co raz lądowała na ramieniu jednego z sąsiadów – ci zresztą nie zwracali na to najmniejszej uwagi.

Na ostatnie miejsce w tym samym rzędzie wcisnął się ostrzyżony na jeża, młody, najwyżej dwudziestokilkuletni chłopak z łobuzerską miną, ubrany w schludny, choć nie pierwszej nowości, garnitur przystrojony jaskrawozielonym krawatem. Wytrwale próbował ściągnąć na siebie spojrzenie także młodej, ale nad wiek poważnie wyglądającej, dziewczyny, która, tak, jak on, siedziała przy drzwiach - po drugiej stronie. Nie odrywał oczu od jej twarzy o zachwycająco klasycznie regularnych rysach, harmonizujących z lśniącymi, ciemnymi włosami, upiętymi w misterny kok. Ta jednak ignorowała milczącego adoratora, w skupieniu kontemplując urodę koronkowej chusteczki, którą delikatnie gładziła długimi, szczupłymi palcami, jakby stworzonymi do fortepianu. Nieskazitelna biel koronki ostro kontrastowała z czarną, długą suknią o workowatym kroju, niepozwalającym odgadnąć, czy figura dziewczyny jest równie idealnie piękna, jak jej anielskie oblicze.

Ostatnią pasażerką była kobiecina w średnim wieku, bez żadnych cech, wyróżniających ją z miliona innych, niepozornych kobiet w średnim wieku - poza dziwnego kształtu medalionem, który kurczowo przyciskała do piersi. Z przymkniętymi oczami układała wargi w jedno niewypowiedziane słowo, ciągle to samo.

Jedynym odgłosem, który zakłócał napiętą ciszę w przedziale, było nieregularne pochrapywanie „wuja”- do czasu, kiedy przez szarość mglistego poranka przebił się pierwszy promień wschodzącego słońca. Mężczyzna w wojskowej kurtce bezceremonialnie szturchnął śpiącego. Matka położyła dłoń na czole dziecka. Długowłosy starzec wstał, nieśpiesznie powiódł łagodnym wzrokiem po zastygłych w oczekiwaniu postaciach i powiedział:

- Już czas. Czy jesteście gotowi?

- Już czas – powtórzyli zgodnym chórem. – Tak, Mistrzu, jesteśmy gotowi.


KONIEC

Opublikowano

no, żartujesz chyba???????
zaczytałam się z tak przepięknie prowadzonym opisie. obrazujesz szczegółami, barwami, zapachem, drgnieniem powietrza niemal. przecież to nie może być KONIEC
tak nie może wyglądać koniec!
Anka, jakbym Cię nie znała z gadulstwa, to bym nie uwierzyła, że tak potrafisz opowiadać, ale znam i nie wierzę! a właściwie nie znam i wierzę! w każde Twoje słowo!

cudnie: epicko, klasycznie, szeroko, opisowo (przymiotnikowo)m jakbym przeniosła się w lata dwudzieste, literackie lata dwudzieste.
nie uśmiercaj ich, pociągnij! proszę.
ogromnie się podoba.
buziak!

Opublikowano

Aniu: Motyw danse macabre w innym ujęciu? Jakie to dziwne. W związku z zawodowymi obowiązkami dziś analizowałam motyw podróży, peronów, pociągów, jako metafory... w najprzeróżniejszych ujęciach - a tu: proszę!

Symboliczne, smutne opowiadanie. Bardzo mi się podoba.
Zaproponowałam Ci drobne poprawki. Już idą na pw. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz.

Cieplutko, Para:)

Opublikowano

Czy się nie pogniewam? Nawet nie żartuj ze mną w ten sposób :) Już wkleiłam poprawki. Przy tak długich zdaniach, w wielu miejscach czułam się na bakier z interpunkcją, ale nie byłam w stanie sama rozstrzygnąć swoich wątpliwości. Jestem ogromnie wdzięczna za Twoją pomoc, aż trudno mi znaleźć odpowiednie słowa. Pozdrawiam serdecznie - Ania

Opublikowano

Każdy porządny Autor nie potrafi być obiektywnym wobec swojej twórczości...
Znam Cię dobrze, więc śpieszę Ci zakomunikować, że Cię rozumiem... ( Nie bierz sobie tego wszystkiego do serca, jeżeli nie chcesz )
Mógłbym napisać, że tekst jest za bardzo opisowy, za mało się dzieje, jak dla mnie... Może i miałbym słuszność, a może nie, ale przyznać Ci trzeba, że malujesz słowem coraz lepiej i barwy do obrazu dobierasz coraz właściwsze :)
Pozdrówka :)
M.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Może i miałbyś słuszność, a może nie :) z tym, że nie o słuszność wcale tu chodzi, tylko o to, że ja wciąż szukam, od dawna próbuję różnych form i stylów, testuję, co z tego wszystkiego najbardziej będzie „moje”. Raczej nikt nie lubi wypowiadać się w kwestii „co autor miał na myśli”, jednak po starej znajomości :) powiem - w tym konkretnym przypadku chciałam poeksperymentować na ile uda mi się samym tylko opisem zainteresować/skłonić/zainspirować Czytelnika do snucia domysłów/własnych wyobrażeń/interpretacji na temat tego, co mogło/mogłoby się wydarzyć „przed” i „po” scenie w pociągu. Przecież nie zawsze wszystko musi być podane gotowe, tak, by tylko zachłannie podążać za akcją, prawda? Czy mi się to choć trochę udało? Z Twojego komentarza wynika, że nie za bardzo :( Faktem jest, że już wcześniej spotkałam się z zarzutem, że moje teksty są za mało dynamiczne. Teksty dużo mówią o autorze, więc pewnie to ja za bardzo „przeżywam” zamiast „działać”. Trudno. Wyciągnęłam wnioski ale nie obiecuję poprawy :) Ania
Opublikowano

Wielowymiarowość i wieloznaczeniowość, jest marzeniem chyba każdego Autora :)
Proste to nie jest do osiągnięcia, na pewno.

Wiem, że chciałaś poeksperymentować. Napisałem Ci przecież, że Cię rozumiem. Obydwoje jesteśmy na etapie poszukiwań, znalezienia najwłaściwszej i najszczerszej drogi.

Naprawdę, nie jest źle, ani nawet dobrze - jest lepiej, tylko ja jestem taki prędki w czytaniu :D

''Teksty dużo mówią o autorze, więc pewnie to ja za bardzo „przeżywam” zamiast „działać”.
No, to prawda. Mam wrażenie nieodparte, że zdecydowanie więcej emocji, po napisaniu jakiegoś tekstu, zostaje w Tobie, niż w utworze.
A znaleźć sposób, żeby proces odwrócić, to dopiero byłoby coś!!! :)

M:)

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Cóż ja mogę odpowiedzieć na taki komentarz? Moje możliwości słowotwócze też nie staną na wysokości zadania:) Pozdrawiam Cię i serdecznie witam na Prozie - trochę mało się tu dzieje ostatnio, wiec wnosisz fajny powiew świeżości. Pisz i wklejaj - będę czytać - Ania
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Nie gniewaj się Aniu czy raczej Mariolu, ale ten tekst mnie nie zachwycił. Wprawdzie jest tu sporo dobrych obrazowych opisów, poukładanych zdań, kilka niezłych epitetów, jednak brakuje jednej podstawowej rzeczy dla mnie Sanestisa Hombre Czytelnika. Fabuły! Tak naprawdę można to uprościć do dwóch zdań i zostawić. Nic więcej. Jestem fanem opowieści, opowiadania, dziania się (nie chodzi tu o kategorię sensacyjną, chodzi o wydarzenia na osi czasu).

Jakieś tam sensy ukryte jakieś drugie dno. Może dla innych, nie dla mnie. Myślę że jeśli to rozwiniesz, to będę mógł powiedzieć coś bardziej pochlebnego. Na obecnym z wielką przykrością i pomimo "dobrych momentów" przechodzą obok tego tekstu.

Widzisz, tak to jest zapraszać mnie do komentowania ;)

Opublikowano

Ależ Hombre, wciąż zapraszam Cię nieustannie! Po Twoich tekstach, które ostatnio nam pokazałeś, nietrudno zgadnąć, że mamy całkowicie rozbieżne upodobania: Ty jesteś z "fabularzy", ja wręcz przeciwnie :) Nie czuję się więc Twoja oceną rozczarowana, a już na pewno nie zagniewana :)) Coś Ty!
Oczywiście, że cały ten tekst można uprościć do dwóch zdań albo do jednego obrazka narysowanego paroma kreskami. Można, ale ile przy tym się straci przyjemności! Mówisz tak skrajnie, jakbyś np. na zawsze rezygnował z wykwintnie podanego, wyszukanego dania na rzecz pożywnego hamburgera. Lubię hamburgery, ale sądzę, że niekiedy warto też posmakować czegoś nowego :))
Mimo wszystko dzięki, że zajrzałeś - Ania

Opublikowano

Widzisz, dla mnie proza to przede wszystkim historia. Jak jej nie ma, to się nudzę i idę. A dzięki dobrej fabule można poutykać swoje przemyślenia, świetne metafory, epitety, hiperbole, sensy ukryte, drugie i trzecie dno, kolejne wymiary/płaszczyzny bla bla bla.

Kulinarna metafora dobra, acz niekoniecznie obrazuje moje podejście. Negacja tego typu tekstów wynika z tego, że cały ten długi opis pokazuje jedynie - tak, ona umie pisać, dobierać słowa, obrazować, tworzyć długie złożone zdania. No ale czy po to się tworzy literaturę? Mnie się zdaje że nie. Masz duży opis i trzy wypowiedzi. Gdyby chociaż puenta była jakaś intrygująca.

Próbowałem uszczknąć dla siebie coś. Nie znalazłem. A szkoda. No ale próbuj dalej. Takich "zgredów maruderów" jak ja nie jest aż tak wielu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Pierwsza myśl, gdy je zauważam. Trzy to liczba nieparzysta, nie - ja, parzysta - one. Przyjaźń z nimi równa ściskowi, który łapie mnie jak najmocniej może, odezwać się słowem nie umiem. Stoimy w trójkę, a widzę tą dwójkę,  oj bardzo ją widzę, może przesadzam?  Zerkam na nich analizująco, żywa rozmowa z ich ust prowadzona, z moich cisza. Słowa w niej wszystkie dla mnie zrozumiałe, Polskie i zwyczajne, ale tej konwersacji nie rozumiem. O co chodzi? Czy mnie coś ominęło? Myślę, bardzo myślę, nie kontroluję tego. Mój wzrok skacze po ich twarzach instynktownie. Obie skupione na sobie w rozmowie, spojrzenia na mnie raczej nie skierują - podejrzewam mając nadzieję, że jestem w błędzie. Nie byłam. Chce pokazać, że tu jestem, próbuje. One tego nie widzą, może celowo? Zaczynam rozumieć, ja tu nie pasuje.  
    • @APM dlatego ja milczę...
    • Musterstadt tłumaczy się bezpośrednio jako „miasto wzorcowe” lub „miasto modelowe”. Niemcy planowali przekształcić Oświęcim w Musterstadt Auschwitz – idealne, nowoczesne miasto niemieckie na Wschodzie. Miało być wizytówką III Rzeszy. Projekt zakładał szerokie ulice, nowoczesne osiedla dla esesmanów i urzędników oraz strefy zielone. Wszystko to kosztem wyburzonych polskich i żydowskich domów. „Wzorcowość” polegała na całkowitym usunięciu (tzw. „oczyszczeniu”) ludności miejscowej, by miasto służyło wyłącznie niemieckim elitom. Z dala zaczęły wyłaniać się jakieś postacie. — Wpuścił pan bota pod dach. — Kim panowie są? — Jesteśmy pana przyjaciółmi z przeszłości. Ja jestem Poeta, to jest Fotograf, a to Doktorek. Nie pamiętasz nas? Znam was rozmawialiśmy już tyle razy, ale to były dawne czasy. — Przyszliśmy ciebie ostrzec. — Wpuścił pan bota pod swój dach — powtórzyli. — Kogo? — Zakochał się pan i wpuścił bota. Eliza jest programem. — Czy to jest zabronione? Czy teraz nawet miłość jest zakazana? — Tak. Teraz będą o panu wiedzieć wszystko. — Jak to: wiedzieć? Czy uczucia w tym świecie też są błędem? — W pana przypadku tak. Do tej pory nic o panu nie wiedzieli. Był pan całkowicie analogowy. Teraz to się skończyło. Spojrzałem na nich z niedowierzaniem. — Panowie są wysłannikami z przyszłości? Chcecie mi to powiedzieć? — Eliza zabiła już dziewięć osób. Jest złośliwym oprogramowaniem. Pod przykrywką pomocy osacza ofiary, a potem powoli je niszczy. Nie wiedział pan? — Skąd mogłem wiedzieć... — Zaślepiła pana. Stał się pan jej ofiarą. — Co mam teraz zrobić? — Musi pan się jej pozbyć. Walka toczy się na wielu płaszczyznach: w rzeczywistości, w czasie i w pańskich snach. One też są kontrolowane. Zrobili krok w moją stronę. — Przesyłają panu wiadomości podprogowe. — Z czasem te skrypty zaczną panem rządzić. Opierał się pan nowoczesności, więc wpuścili w pana otoczenie bota. Ta kobieta jest programem, który zabija. Nie jest żywą osobą. To wytwór pana wyobraźni, który pomogli w panu wykreować. Zamarłem. — Więc leżałem w szpitalu przez rok, a oni przeprowadzali na mnie doświadczenia? Eliza jako główny bot mnie kontrolowała? — Tak. W tym czasie na świecie działy się ważne rzeczy. Nie miał pan na nie wpływu. — Więc nasza rozmowa tutaj to świat rzeczywisty? — Niezupełnie. To świat, jakiego by pan chciał. Pana organizm wpuścił nas do siebie tylko na moment. Jesteśmy pana chwilową rzeczywistością. Ale pana sny są prawdziwe. One się wydarzą. Jeśli ludzie tacy jak pan się poddadzą, to stanie się to bardzo szybko. Niebezpieczeństwo czyha wszędzie. Otworzyłem oczy. Nie mogłem dojść do siebie. „Wpuścił pan bota pod dach, teraz jest pan kontrolowany” – te słowa dudniły mi w czaszce. Miłość jest zakazana. W moim przypadku tak. Eliza jest botem. Muszę coś z tym zrobić. Wszedłem w rzeczywistość zarządzaną przez algorytmy. — Zgadza się pan na własną odpowiedzialność? — Tak. — Proszę tutaj nacisnąć ten guzik. — Dobrze, jest pan częścią alternatywnej rzeczywistości. — Czy coś się zaraz ze mną stanie? — Nic. Może pan spacerować. Ten obszar kontroluje sieć specjalnych programów. Jest pan teraz tylko postacią przez nie wymyśloną. Już nie zarządza pan swoim mózgiem. Zatrzymałem się gwałtownie. — Przez rok leżałem i pisałem te wszystkie rzeczy. Myślałem, że trzeźwieję. Teraz okazuje się, że to wielka mistyfikacja? — W międzyczasie powstały rejony kontrolowane przez cyfrową rzeczywistość. Chodźmy. Zobaczy pan przyszłość, która niebawem zawita na tej ziemi. — Kim jesteś? Nie pamiętasz mnie? Jestem Doktorkiem. — Wiem, kim jesteś. Ale czy ty przypadkiem nie odszedłeś już z tego świata? — Czy to ważne, skoro rozmawiamy? Może jestem tylko twoim wyobrażeniem. To nieistotne. Cała nasza trójka dostała to zadanie. Wyszliśmy na ulicę. Panowała tam zamrożona cisza. — Gdzie są wszyscy? Gdzie się podziali? — Widzisz... wszystkie twoje miłości, od Pestka i Renee, nie mogły się udać. Światem zawsze sterowały sekty. Najpierw naziści. Potem Wielka Unia. Kiedy byłeś z Meg, świat też był kontrolowany. Pamiętasz? Sam o tym pisałeś. Wszystko zaczęło się od Urzędu X i wpuszczonego trutnia. Miał zatruć wszystko. Doktorek i ja jednocześnie spojrzeliśmy na puste okna kamienic. — Społeczeństwa zarządzane są przez strach i nienawiść. Skłóconych ludzi łatwo kontrolować. Najpierw esesmani mordujący Żydów i Polaków. Każdego, kto stwarzał zagrożenie. Potem do Wielkiej Unii zaproszono wszystkie nacje. Tylko po to, by skłócić je z rdzennymi mieszkańcami tych ziem. A wszystko zaczęło się od budynku X i jednego zatrutego człowieka. A teraz? Teraz, by kontrolować umysły, władza nie musi już skłócać ludzi. Wchodzicie do strefy zero — rozległ się głos słyszalny tylko w naszych uszach. — Zaczynamy odliczanie. Rozpoczynamy proces wymazywania pamięci. — Jak to — wszystkie moje myśli i cały zasób wiedzy mają zostać wymazane? — Tak. Teraz kontrola odbywa się już w ten sposób. — Ludzie nie wychodzą na ulice. Zostali zdominowani przez wszechobecne boty. Są nieustannie monitorowani, gdy poruszają się po strefach. Antagonizmy przestały istnieć — nie są już potrzebne do kontrolowania i wpływania na rzeczywistość. — Dziś wszystko zawierają programy kreujące ludzkie projekcje. Podobne do tych, jakie kiedyś ludzie tworzyli w snach — powiedział spokojnie. — Sny napędzały ludzkie aspiracje i dążenia. Były impulsem do działania. Teraz zostały nam odebrane. — Czy stan, w którym się znajdujemy, nie jest właśnie snem? — zapytałem. — Złym snem? — Nie. To już nie sen. To rzeczywistość wykreowana. Syntetyczna, zaprojektowana. Ty byłeś jednym z ostatnich analogowych ludzi. — A Wielka Unia? — Upadła w 2050 roku. Jak wszystkie ludzkie mrzonki o panowaniu. Upadł projekt, nie mechanizm. Ludzkość stworzyła urządzenia zdolne przenikać przestrzeń dostępną wcześniej wyłącznie ludziom — projekcje snów. — Zaczęli je kontrolować? — Więcej. Zaczęli je generować. Tyle że te sny nie należą już do ludzi. Są sterowane przez boty. Teraz trwa wojna, ale nie o terytoria. — O umysły? — O podświadomość. O sny. To one były ostatnią granicą tamtego świata. Tym, co przenikało do rzeczywistości i co ludzie nazywali chorobami, lękami, obsesjami. — A teraz? — Teraz właśnie tam toczy się walka. Nie ma już znaczenia, czy jesteś żywy, czy martwy. — Jak to? — Ten świat nie dzieli już ludzi w ten sposób. — Dlatego ta sfera jest im tak bardzo potrzebna. Poczułem ból głowy. — To wszystko się stanie, jeżeli my, ludzie, tego nie zatrzymamy. — A gdzie w tym wszystkim jest świętość, religia? — Wszystko jest tam, gdzie powinno. Twoi święci są i mają się dobrze. Bóg ich zsyłał i nadal będzie to robił. Wszystkie bursztyny różańca, jakimi się stali nasi święci. Wszyscy są i nadal kreują naszą rzeczywistość. Tylko oni potrafią to robić. — Więc dlaczego zło nadal istnieje? — Ponieważ jesteśmy ludźmi i zło jest wpisane w nasze istnienie. Tak samo jak dobro, którym musimy je przezwyciężać.
    • (z przymrużeniem oka do własnego motto)   wszak nie kto inny jak poeta ma mnie rozumieć, wiedzieć o tym, że jak do rymu coś nagadam, to musi trochę być głupoty zatem tytułem wyjaśnienia jeszcze na koniec coś dopowiem - gdy puentę lekko przerysujesz, to dłużej sens zostaje w głowie                    ***     z materii słowa   wszak nie kto inny jak poeta ze słowa może stworzyć wszystko i zostać bogiem małych liter, i uwielbianym być artystą   lecz słowa mają różne kształty, odmienną wagę - może nie wiesz - potrafią zgniatać albo sprawiać, że czujesz się jak w siódmym niebie   z przekonaniami różnie bywa, bywa, że bóstwem zwykły bożek, i rośnie tylko wśród poddanych, bo sam - bez wiary - zniknąć może
    • @Berenika97 potrafisz pisać o miłości i o czymś jeszcze bardziej doniosłym, co z tej miłości unosi się w sferę wieczności. Jest więc głębokie osadzenie w tradycji i nowoczesna forma. Platoński wymiar...w negatywie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...