Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pod tym tytułem w "Szaradziście", nr 3(125) z dn. 15 lutego 1961 roku,
ukazała sie rozprawka guru ówczesnego szaradziarstwa,
Stanisława Sobolewskiego (19.X.1917-19.XII.1987) z Ziębic.

JESZCZE O PALINDROMACH

O pewnej kobyle jako o potworniaku jednobokim czytamy w czwartym rozdziale tuwimowskiego panopticum poetyckiego - "Pegaz dęba".
Znajdziemy tam wspominki o wyczynach nielada w postaci 14 stronicowych poematów wspakowych i wiele różnojęzycznych, mniej lub więcej udanych, palindromów.
Autor dochodzi do słusznego jak się zdaje, wniosku, że ten "wteiwewtyzm
wybujały nadmiernie stanowi zwyrodnienie i prowadzi do tzw. "szmergla."
Z przyjemności dowcipnej i sensownej gry słów przemienia się w ponura grafomanię.

Lekkie i dowcipne: "SALWĄ W LAS", ciekawostki imienne jak Flora Rolf, Anna Zuzanna,
przyjemny tuwimowski: "Popija rum as, samuraj i pop!" lub palindrom zagadka " ARY"
- " Ma to pop i hipopotam!" sprawiają niewątpliwie jakąś specjalną przyjemność gry słów, ale rekordowy palindrom również mistrza Juliana, mimo że nie można odmówić mu
sensowności, nie wywiera już takiego wrażenia mimo swoich 93 liter:

" A no, sam maj trapi, sanatora Kujaw martwi to, że ta sanacja baje! a nas?
a też! Ot i w tramwaju karota! Nasi! Partia masona!..."

Moim zdaniem trzebaby więc w dziedzinie palindromów nie dążyć za wszelką
cenę do maksymalnej długości, kosztem "schorzeń językowych i treściowych",
ale poszukiwać niekoniecznie krótkich lecz dowcipnych zestawień w rodzaju
" Mała Małko kramarko kłamałam!" Ten zresztą palindrom wydaje mi się najlepszy
z podanych w "Szaradziście" przez kol. Lubnara.

Ze swoich palindromów przytoczę:

Z tej krótkiej strofki słów prawdy się dokop:
- Gdy chcesz POKOJU, TO GOTUJ OKOP! ...

Byłby on pierwszorzędny, gdyby udało się uzupełnić go do pełnego zdania!
Wydłużanie "ordwrotni" nie jest poza tym zbyt trudne i walka o rekord długości
zakończyłaby się może ... nowelką! Z okazji artykułu kol. Lubnara podjąłem próbę
natychmiastowego pobicia rekordów i po kwadransie(!) zdołałem spłodzić:

"Siłą zwycięża głupiec!" -
Orzekł krętaczy sztab:
- PAŁĄ CO MATOŁ ZECHCE,
ZŁOTA MOCĄ ŁAP! ... (29 liter)

Szyk zdania kuleje: Co matoł zechce pałą(zdobyć?), (ty) złota mocą łap!
Ostatkowy nastrój był "natchnieniem" do jeszcze dłuższego i chyba nieco lepszego
palindromu: "TANGO, GRA? TORT U JANA: TAK "NARODOWO" - DO RANA TAN!
A JUTRO ? TARG O GNAT! ...
A jednak mimo 53 liter nie postawiłbym go na pierwszym miejscu1

Z tymi zastrzeżeniami przyłączam się do apelu kol. Lubnara.
A więc PAL INDRO! MÓW SZUKAJMY!( Indra - bóg ognia).


" ESSE"

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

W Kalendarzu Szaradzisty 1968, Marian Butrym, w rozprawce pt.
"Drobne formy literackie" , wypowiedział się na temat palindromów ...

PALINDROM

Palindrom to swego rodzaju igraszka słowna, polegająca na tym, że jakieś słowo
lub zdanie można przeczytać tak samo wspak jak i wprost. Np. anilina, kajak, lub
całe zdania: "kobyła ma mały bok"," oni wypili Filipy wino", "wół utył i ma miły tułów".
Palindrom-zadanie polega na odgadnięciu wplątanego w krótki wierszyk zestawu
słów, dającego się odczytać wprost i wspak. Oczywiście, im dłuższy jest ten zestaw , tym większa satysfakcja Czytelnika i tym większy laur dla autora. Niestety, pogoń za
rekordami odbywa się kosztem sensu i nie raz zdumiony Czytelnik po odgadnięciu
palindromu zastanawia się o co właściwie chodzi.
Ustalmy pewną zasadę: dobry palindrom to krótka literacka forma, zawierająca
zespół liter, dający się odczytać wprost i wspak tak samo. Długość palindromu
podwyższa jedynie jego wartość, ale nie jest jedynym jej wykładnikiem. Czyż
bowiem nie mile brzmi króciutki palindrom: CI NIC?!
A oto kilka przykładów udanych palindromów:

KŁOPOTY REŻYSERA

Martwią się filmowcy wciąż o rolę chłopa,
aż się sam reżyser radził swego szwagra,
kogo wziąć za chłopa, by nie była faux pas.
Ba! A KTO IM KMIOTKA tego dobrze zagra!
("DAN_JUR")

WYZNANIE

O PANI WINA PO mojej leży stronie,
twój wdzięk onieśmiela, zachwyca i nęci ...
Ja wiem, że uwodzę cię dość nieudolnie,
lecz wierz - w tej materii najlepsze mam chęci!
("YETI")


CÓŻ GORSZEGO ...

Cóż gorszego jest od kliki?!
Tu odpowiedź padnie w mig:
według praw matematyki,
chyba tylko KILKA KLIK!
("CHRIS")

Ostatni przykład zawierał jednocześnie część palindromu rymującą się,
przez co ułatwił rozwiązanie. Nie jest to zasada, ale przy dłuższych palindromach
zaleca się takie rozwiązanie techniczne.
A oto palindrom w formie limeryku:

PRZYJDZIE KRYSKA

Żył antyfeminista w Łodzi,
co kobiet nigdy nie uwodził,
aż przyjechała don z ANINA
I ZDOŁAŁA ŁODZIANINA
zwieść pewna panna w kilka godzin.
("YETI")

Jak powstaje palindrom? Autor zamarzył sobie napisanie palindromu o lutym.
Hm... LUTY wspak YTUL ... powiedzmy: LUTY WYTUL?... ale ostatnia litera
słowa "wytul"(?!) to "l", więc może LUTY WY TU LUTY.
Dodaję 3 litery, muszę więc dla symetrii dodać trzy na początek:
YTU LUTY WY TU LUTY. Chwila depresji. Nie ma co się oszukiwać - głupie!
Ale można jeszcze rozbudować?! Spróbujmy. A może tak: BY TU LUTY BYTU
LUTY (pokraczny homonim - dodałem literę B) ... Może więc ABY TU LUTY BA...
Ba! Ale co dalej? Zaczyna się coś wykluwać ... Co można robić na BA ...?
Bawić, baczyć ... Badać! Eureka! ... I po kilku próbach powstaje taki wprost wspak:
ŁAD ABY TU LUTY BADAŁ. Powstaje już tylko ułożenie wierszyka i zadanie gotowe:

KŁOPOTY Z MIESIĄCEM

- W ten miesiąc - Rok tak gadał -
wprowadzić muszę ŁAD.
ABY TU LUTY BADAŁ,
kto mu dni kilka skradł.

I żart dobry, bo czy luty nie ma kłopotów z ilościa dni. I zadanie nieźle sformułowane
(aż dwa człony palindromu dobrze się rymują).
Jeszcze na temat palindromów rada dla autorów: należy unikać zestawów palindro-
mowych typu: " portu trop", czy "aromat amora", wielokrotnie już wyeksploatowanych.
Praca autora poega tu bowiem na nowym opakowaniu starej treści.
I zasadnicza reguła: treść palindromu musi w jakiś sposób wynikać z tekstu!
Na zakończenie tytuł powieści kryminalnej: " Mord Nila P.". Nie znacie?!...
No to przeczytajcie wspak.

Marian Butrym

Opublikowano

Św. pamięci Józef Staneta, zmarł 19 grudnia 2010, w wieku 69 lat,
z zawodu prawnik, znakomity, wszechstronny szaradzista,
mój serdeczny kolega, Józef Staneta, z Warszawy, autor poniższego
palindromu:

ŚWIAT ZWIERZĄT

Jak odkrył pewien naukowiec
Raków nie cierpi wprost piżmowiec.
Także lew, bawół i pantera
O rakach różnie mowią nieraz,
Gdyż rak ma brzydki charakterek,
O czym wie zwierząt cały szereg.
Jedynie słoń oraz alpaka
Wręcz lubią tego skorupiaka.
Ale prócz słonia i alpaki
Też _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ .

"JAMES"

Zamieszczone w Kalendarzu Szaradzisty 1974.

Opublikowano

Garść palindromów ...

Na początek fraszka Józka Dwojaka, ze Szczecina:

REKRUT

Zawsze o okrętach marzył skrycie,
teraz _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ życie .

'DAK" Sz./9/69

Palindrom Sławka Folfasińskiego, autora " Polskich zagadek ludowych " ...

NA POŻEGNANIE

Chłopiec był piękny jak Apollo,
Każda go piękna panna zna.
I usta - zostań! - szeptać wolą,
Albo: żegnają: _ _ _ _ _ _ _ _ !

"SWAN" Sz./10/69

Palindrom z Szaradzisty, nr 22/69.

GROTA

Pięknie podziemia przyozdabia przyroda.
Moc skalnych w krąg kolumn - tam _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
_ _ _ _ _ _ _ _ _ , dwieście i tysiąc nieraz woda.
Wapienny krajobraz w jaskini ukryty.

" ANDRZEJ"

I fraszka z Sz./18/60

GARDZI HERBATĄ ...

Gardzi herbatą, nie chce ponad to
Zup, _ _ _ _ _ _ _ .
_ _ _ _ _ _ za to skłonny zanadto
Jak na wiek młody.

"SIEŃKO"

I z Sz.7/69 palindrom Mariana Butryma

O PEWNYM AUTORZE ...

Sto zadań dziennie - proszę Was -
_ _ _ _ _ _ _ _ _ rozpaczy mas.
Aż wreszcie zmienił pracy tok:
układał dobre - raz na rok!

" MARIAN"

Opublikowano

W "Echozdaniach ..." Józefa Godzica zaprezentowana jest zabawa z tkającym katem.
Otóż ... AKT KAT TAK TKA ... jest prawidłowym palindromem.
Z wyjściowego układu słów można ułożyć jeszcze siedem palindromów :
AKT TAK KAT TKA , zamieniono miejscami środkowe wyrazy.
Po zamianie skrajnych otrzymamy:
TKA KAT TAK AKT, a po zamianie w tym układzie wyrazów środkowych ...
TKA TAK KAT AKT, a oto pozostałe palindromy:

KAT AKT TKA TAK
KAT TKA AKT TAK
TAK TKA AKT KAT
TAK AKT TKA KAT

Jak pisze autor ...
" Proszę zauważyć, że od tyłu mozna czytać w dwojaki sposób: litera po literze lub całymi słowami."
I co ciekawe, czytając słowami, obracamy się dalej w środowisku palindromowym.

Z tych czterech wyrazów można jeszcze ułożyć dodatkowo 16 zdań czterowyrazowych, które też będzie można czytać od tyłu, jednak nie
będą to już palindromy!

AKT KAT TKA TAK
AKT TAK TKA KAT
AKT TKA KAT TAK
AKT TKA TAK KAT
itp.

Opublikowano

PALINDROM z "MAMELUKIEM"

Daj kule mamelukowi,
A wśród palindromów wielu
Powstanie zwrot całkiem nowy:
Oto _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ .

"SWAN" ( SZ. 11/61)

RAZ KAT ...

Raz kat postanowił przekroczyć plany
Więc macha toporem i wciąż jest zdyszany
Aby rachunek mu się zgodził
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ karków głowy.

Zbigniew Golis (SZ. 8/79)

TURYSTA

Nęci go Bukareszt
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ .
Spędzi tam dni parę
razem z rodzicami.
Józef Dwojak ( SZ. 11/69)

WILCZE ZALOTY

Wilk strasznie się roztkliwił widząc jak wilczyca
Spogląda nań miłośnie w poświacie księżyca;
Więc pełen wzniosłych uczuć zawył w ciemnym borze.
Z tego widać, _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ wyć może!

Józef Staneta (SZ. 11/76)

WIELBICIELE

Pewna Filipa, ładna dziewczyna,
Miała w piwnicy gąsiorek wina.
Jacek i Karol jej wielbiciele,
Z wizytą przyszli do niej w niedzielę.
Ona dla obu chciała być miła,
Na stół gąsiorek więc postawiła.
Nim słońce zaszło, zanim dzień minął
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ ,
A potem, gdy z głów im się kurzyło ,
Obaj Filipie wyznali miłość.

Józef Staneta (K.SZ. 1977)

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

STULETNIA STAL

Wzniósł miecz antyczny z wyborowej stali.
Ciął w zbroję ostro, aż się ludzie dziwowali.
A gdy na cienkim ostrzu szczerba nie powstała,
Rzekł wskazując: _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ bez mała.

"TEODOR" (Sz. 2/69)


W WYZWOLONEJ WARSZAWIE

Mimo śnieżno-wietrznych suit
do stolicy wraca szczęście;
pośród _ _ _ _ _ _ _ _ _ ruin;
Warszawiacy są już w mieście.

MARIAN BUTRYM (Sz. 2/69)


WESTCHNIENIE NA BALU

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ bal by trwał,
miałbym stuletni zabaw szał!

MARIAN BUTRYM (Sz. 2/69)


UTRAPIENIA MARYNARzA

Hen, w portowej tawernie zmierzch zapalił już światła,
ciepłem nęci _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ na złość wachta.

"KAWA" (Sz. 2/69)

SANITARIUSZKI

Każda na wycieczkę z apteczką iść chciała,
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ w apteczce nie miała.

"STAN" (Sz. 2/69)

PRZYDATNOŚĆ

Czym on hamuje? Łatwo odgadniecie!
Do tego _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ przecież.

"STAN" (Sz. 1/69)

Opublikowano

JESZCZE WAM MAŁO?

Okrągły stolik,przy ciele ciało,
seans się toczy; była już Bona
i Zygmunt Stary, jeszcze wam (_ _ _ _) ?
(_ _ _ _ _ _ _) zatem Napoleona.

Zbigniew Golis - Gliwice

(Rozrywka 23/84)

FIASKO


Że smutny bez " podbojów" świat,
( _ _ ) ( _ _ _ _ _ ) ( _ _ _ _ _ _ _ _ ) wsiadł.
Lecz wrócił jeszcze bardziej posmutniały,
dziewczęta na drodze uwieść się nie dały.

******

Dlaczego ta polana kopytami ( _ _ _ _ _ )?
(_ _ _ _ _ ) ( _ ) bachantkami pewnie tu zawitał.


******

Na wieczornych koncertach żab
stałym bywalcem był rak.
Aż plotkowały na ten temat kruki:
"( _ _ _ ) (_ _ _) ( _ _ _ _ _ _) chyba na koncerty kupił."


MARIAN BUTRYM (Szaradzista 16/84)


DZIWNI OGRODNICY

Jan trzyma na strychu bratki oraz tuje,
A ( _ _ _ _ _ _ ) ( _ _ _ _ _ _ _ _ ) ( _ ) piwnicy hoduje.

"ZYGA" (Sz. 4/84)

******

Codziennie z Werą do kina chodzi,
nie unikają żadnej rewii,
stąd rzadko zdarza się aby co dzień
poświęcał nauce wiele energii.
Przychodzi semestr, lenistwo znika,
Uczy sie dniami, nocami,
( _ ) ( _ _ _ _ ), (_ _ _ _ _ ) ( _ ) ( _ _ _ _ _ _ _ _ )
Czekają , aż zda egzamin.

"ZYGA" (Sz. 9/84)

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Z Kalendarza Szaradzisty 1964, palindrom
W. Engelsa (ur.26.XI.1916).

O ZABORCZYM FARAONIE

Pan Egiptu - Ramzes Wielki
Ochotę miał dziką
Mieć w swych rękach władzę wszelką
Nad całą Afryką.
W bitwach łatwo znaleźć koniec,
Więc spisał testament,
By Egipt po jego zgonie
Miał cele te same.
Nad krajem, gdzie nieostrożnie
Swe wojska wprowadzaL,
Absolutna muchy groźnej
Rozciąga się władza.
W tajemniczych tych rejonach
Nikt nie był bezpieczny.
Ukłuł owad faraona
By usnął snem wiecznym! ...
Tam gdzie prawa / _ _ _ _ _ _ _ _ _ /
/ _ _ / _ _ _ / - /_ _ _ / - /_ _ _ _ _ / / _ _ _ _ _ _ /
/ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ / / _ _ _ /? - / _ _ /! - Któż te
Zna dzieje? ... - Cóż, mam że
O historii testamentu
Snuć nową legendę?
- Nikt już o nim nie pamięta.
Ja zmyślać nie będę!

"MAGNEZJUSZ"

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...