Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Szczescie!/? (uwaga, nie dla wrazliwych i delikatnych!)


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szczescie to z rana pol basa,
do tego tlusta kielbasa.
W miare tez ciepla chalupa,
a obok naprana dupa.
(Od tylu musi byc brana,
bo deczko cos obrzygana.)
Solidny chalat na karku,
zero dracych mordy smarkow.
Na obiad z litr bimbru super,
znow zerznac by jaka dupe.
(Razem z kumplem, potem zmiana,
bo jest miedzy nami sztama).
Potem maly skok na miasto,
by frajera w ryja trzasnac.
Po krzakach powloczyc troche,
tam wydymac durna broche.
(Po cholere lazla w krzaki,
na pewno szukala draki).
Podwieczorek beka piwa,
bekniecie cud wydobywa.
Barmanke troche por...ac,
chociaz wstretna jak ropucha.
(Problem zaden, ja pierdziele,
dala zarcie na niedziele).
I znow powrot na meline,
pod smierdzaca dosc pierzyne.
Jeszcze na dobranoc szklana,
dupa znow chce byc bzykana.
(Ch... od tego ledwie zywy,
ale czlowiek jak szczesliwy!)

PS. Dosc obrzydliwe, ale czy niekiedy nie jest tak?

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Znowu ostro, ale znow zamierzone:-) Wiem ze moze nieco szokujace, ale coz...
Dla wyjaznienia: nie oparte to na osobistych doswiadczeniach, raczej takie teoretyczno-prowokacyjne poruszanie sie po niezbyt znanym terenie, okolicznosciach i w niezbyt znanej scenografii:-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...