Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Droga ktora ide wcale nie jest gladka,
czasem idzie w gore, nieraz stromo spada.
Za kazdym zakretem czai sie zagadka,
czesto ide w ciszy, bywa ktos zagada...

Kaprysna pogoda w trakcie mej podrozy,
slonce sil dodaje, sloty spowalniaja.
Biegne sobie rzesko, a raz krok sie dluzy,
mile przemierzone nierowno mijaja...

Droga ktora ide czasem tez zawraca,
niekiedy zabladze, mysli najczarniejsze.
Choc trick podparzony bywa ze ja skraca,
trafiaja sie takze miejsca najpiekniejsze...

Podazam uparcie glodny i spragniony,
bywa ze po uczcie, spojony nektarem.
Smigam jak kozica, pelzne przemeczony,
calkiem przemarzniety, lub spalony zarem...

Droga ktora ide spotyka tez inne,
sciezki delikatne, takze autostrady.
Podstepne i grozne, nieraz wrecz niewinne,
kwiatow pelne, czasem ze szczelina zdrady...

Nieraz musze zwolnic, odpoczywac chwile,
czesto podspiewuje, czasem placze skrycie.
Przedzieram sie bywa, odgarniam badyle.
padam lecz powstaje, bo to moje... zycie!

St.101111/1
PS. To moj debiut tutaj. Wybaczcie brak polskich liter.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
    • @.KOBIETA.     dziękuję wszystkim

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      tak …spokój wewnętrzny bez czynników zewnętrznych ! Buziaczki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...