tolekbanan Opublikowano 4 Listopada 2010 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Listopada 2010 w załamaniu pryzmatu gdzie noc się wypiętrza układałeś pragnienia w szufladach ukryte szeptem kłamałam gwiazdom tanie obietnice już przy setnym impulsie dotknęły się wnętrza wypełzaliśmy z koszul nylonowej władzy w ciszy sondując blizny pomiędzy plamami niepewnie zabłądziliśmy w sobie ustami w biel opadając najświętsi ze świętych nadzy nie szukam twoich dłoni i nie płaczę skrycie w latach splątanych mocno w przyczyny i skutki nie boisz się gdy wyjeżdżam własne przeżyć bycie choć wtedy łatwiej szczypią samotności smutki znam zagłębienie ramion gdzie zostaję biciem wiesz że jest miejsce w oczach gdzie nie będzie pustki
Anna_Para Opublikowano 5 Listopada 2010 Zgłoś Opublikowano 5 Listopada 2010 To byłby piękny sonet! Wiem, że nie czas i miejsce na takie rady, wybacz. Powyrównywałabym długości wersów. Poza tym - pięknie o miłości! Pierwsza strofka - doskonała. Byle przestawić: "szeptem gwiazdom kłamałam" - i będzie perfekt. Pozostałe strofy wymagają większej ilości zabiegów. Cieplutko, Para:)
tolekbanan Opublikowano 8 Listopada 2010 Autor Zgłoś Opublikowano 8 Listopada 2010 dzięki popracuję nad tym może:-)
cezary_dacyszyn Opublikowano 11 Listopada 2010 Zgłoś Opublikowano 11 Listopada 2010 nie będę parafrazował Pary :-) Zupełnie się zgadzam . Dla mnie - bez zarzutów całe sześć pierwszych wersów , reszta poetycko nie odstaje ale składniowo i owszem . Niemniej miło było przeczytać :-)
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się