Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


o, o, o właśnie. to miałam na myśli mówiąc "wykorzystywanie sytuacji".
a może w ramach kontrastu przypomnijmy sobie efekty drugiej światowej i to, jak zaskakująco mało pisze się na ten temat, choć sprawa jest o wiele większa i mamy pełną wolność słowa. ale nie, polacy oczywiście wolą się babrać w rozdmuchanej politycznie katastrofie i dają się wmanipulowywać w akcje pod krzyżem, pod palikotem, w centrum chaosu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


o, o, o właśnie. to miałam na myśli mówiąc "wykorzystywanie sytuacji".
a może w ramach kontrastu przypomnijmy sobie efekty drugiej światowej i to, jak zaskakująco mało pisze się na ten temat, choć sprawa jest o wiele większa i mamy pełną wolność słowa. ale nie, polacy oczywiście wolą się babrać w rozdmuchanej politycznie katastrofie i dają się wmanipulowywać w akcje pod krzyżem, pod palikotem, w centrum chaosu.


Przecież wiersz, to właśnie próba "przeniesienia" śmierci spod całodobowego, publicznego dzwonu Zygmunta, w sferę prywatności, zwyczajności, okrutnego banału, który dotyka każdego z nas...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zgoda, jest próbą, tylko że próbą nieudaną (tekst jest beznadziejny). a ponieważ takich właśnie beznadziejnych tekstów jest teraz w cholerę (boże, pisanie o smoleńsku/krzyżu jest już nawet trendi), to moja frustracja rośnie niewyobrażalnie. gdyby ten wiersz nie dotykał komercji, to bym się nie odezwała.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zgoda, jest próbą, tylko że próbą nieudaną (tekst jest beznadziejny). a ponieważ takich właśnie beznadziejnych tekstów jest teraz w cholerę (boże, pisanie o smoleńsku/krzyżu jest już nawet trendi), to moja frustracja rośnie niewyobrażalnie. gdyby ten wiersz nie dotykał komercji, to bym się nie odezwała.

Wiersz jest o katastrofie pod smoleńskiem - mówi o tym dokładnie tytuł wiersza , bez tego tytułu nie ma tego wiersza. Opis jakiejkolwiek jednostkowej śmierci w wierszu mówi o śmierci w ogóle która dotknie każdego z nas. Tu tylko tytuł każe się domyślac o co chodzi. Nie jest to przeniesienie hekatomby na poziom jednostki , kierunek jest odwrotny: od jednostki do
katastrofy. Co do trendu smoleńskiego to nie widzę go na orgu , raczej tutaj jest trend erotyczny a nie smoleński. A reakcje estetyczne i antynekrofilne na katastrofę są chore.
nie da się zamienić miejscami etyki z estetyką. Tu jest podstwowy problem zagubienia właściwej percepcji wydarzenia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




udało się pani zrobić wiersz. zwykle używanie kanwy 'zdarzeń' morduje wiersze już na wejściu, bo bez kontekstowej wiedzy, stają się nijakie i o niczym, natomiast tutaj, spokojnie nie znając 'zdarzenia' można wiersz przeczytać i rozumieć, a nawet uzyskać większą swobodę odczytu- bo jeśli stewardessa, i to wychodzenie z domu, i ten zwykły dzień, to mamy możliwość, że coś się wydarzy, ale też taką, że nic się nie wydarzy i bohaterka wróci do domu, jak zawsze
rośnie energia wiersza, rośnie niepokój, buduje się napięcie pomiędzy tymi obiektami codzienności, rzeczywistość rozłamuje się schroedingerowsko
bardzo fajny wiersz, prosty w słowie, nieprzegadany, przykładalny do świata.

Pozdrawiam :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A ja pozwolę sobie odnieść się

1. Proszę pokazać mi pisaka, który nie wykorzystuje sytuacji (swojej, cudzej, przyrodniczej, politycznej, artystycznej)

2. wiele osób używało kota, począwszy od Baby Jagi z domku na kurzej stopce, a na aaa kotki dwa skończywszy (nie mówiąc już o kotkach w sensie samic) ;) A tak porzucajac żart, rozumie zapewne Czarna wstążeczka - symbol, jako narzędzie poetyckie? a także istnienie swoistych artefaktów poetyckich?

3. - (nie odnoszę się bo dotyczy Pani poczucia

4. Zbiór prac codziennych i przedmiotów osobistych, nacechowanych różnymi uczuciami codziennymi boh lir. pokazują i rysują psychologię np to złożeni jakieś rajstopy i ukochany stanik. To sprawia, ze napięcie wiersza rośnie pomiędzy tymi fatałaszkami, codziennymi sprawkami, pozostawionymi samym sobie za drzwiami, moze na godzinę, moze na tydzień a może na zawsze

5. sądzę, ze poezja nie polega na wymyślaniu ozdoby, dzięki której czytacz A, B, czy C zapamiętają wiersz, jak po naznaczeniu markerem albo fiszce, bo zwyczajnie technicznie to niemozliwe, zważywszy na to, ze nasze skojarzenia i przedziały wrażliwości są bardzo różne i to co ktoś zobaczył po raz pierwszy i sie zachwycił, albo co mu zatrybiiło z jego własnym światem, nie oznacza, ze ktoś inny weźmie w taki sam sposób ;)
przypomina mi się piękna kwestia z 'łowcy androidów' - widziałem rzeczy o których wam ludziom się nie śniło


pzdr
:)
Opublikowano

poddaję się. za dużo osób, z którymi miałabym polemizować. uważam, że ten "wiersz" jest gównem, ale moje argumenty zostały obalone. i nie wiem, jak odeprzeć kontrargumenty.
sądzę po prostu, że wiersz nie przetrwa w dobrym znaczeniu, tzn. albo przetrwa jako coś z wymiary Harry'ego Pottera (wielu z Was wciąż pewnie uważa to za kawał sztuki), albo ulegnie zapomnieniu całkowitemu.
i tak sądzę, że tekst o zwyczajności dnia poprzedzającego katastrofę jest BANAŁEM GÓWNIANYM BANAŁEM wykorzystywanym na świecie co 4 minuty, a to znacznie obniża rzekome emocje, które podobno ma wywoływać. jestem wyznawczynią teorii, że lepiej milczeć, niż powtarzać. i dlatego wiersz pozbawiony oryginalności jest z góry skreślony; a kiedy jeszcze dotyczy "trendi sprawy", woła o pomstę - nieba albo Nerona albo karmy albo...
gratuluję Dziewuszko, mogłabyś być profesjonalnym politykiem czy prawnikiem (argumentacja na szóstkę z plusem). cytatu z filmu nie znałam; wyjątkowo poruszający cytat.

po namyśle poprawiam się: tekst wywołał we mnie trochę emocji - złość, frustrację, wrogość do Autorki.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dziękuję za uznanie. Pani argumenty m,nie po prostu nie przekonały i nie przekonują, bo w znacznej mierze opierają się na poczuciach, czy należałoby rzec uczuciach, które szanuję, ale nie podejmuję z nimi dysputy, bo ma Pani do nich prawo, jako i ja do swoich ale to nie znaczy, że mają "mojszą rację" ;)

i Pani Wstążeczko - wykorzystywanym na świecie to jest niemal każdy element i to na różne sposoby, a w kwestii pisaczej,
możliwe jest (to tylko czysta spekulacja, więc proszę się nie urażać ani nie dopasowywać), ze jeszcze za mało lektur, bo im więcej się czyta, tym bardziej okazuje się, że świat jest obracany z zachodu na wschód i de novo et de novo ;)

na Ps: bardzo niedobrze i raczej w niezgodzie z rozmowami o wierszach, jest czuć wrogość do autorki, ale moze dobre i to, zawsze to jakieś poruszenie przecież, kóre może być w przyszłości zaczynem do zgłębiania literatury, szukania odpowiedzi, choćby po to, by rację postawić na swoim albo i na Kancie ;))

pozdo :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


sama mam do siebie pretensje, że na czytanie nie mam czasu, dlatego coraz częściej wykręcam się chorobą od szkoły, by mieć czas coś przeczytać. w tym tygodniu na przykład mam tak bardzo nadwyrężoną kostkę, że nie dałabym rady poruszać się po szkolnych korytarzach, ale na chodzenie do biblioteki (która jest o 147 kroków od mojego mieszkania) jak najbardziej mam siłę. i tak za krótko jeszcze żyję, żeby móc powiedzieć, że naprawdę jestem oczytana, to fizycznie niemożliwe.
wszystko zostało powiedziane - święta prawda, ale nie wolno się poddawać, tylko właśnie starać się oryginalnie. jest coś pociągającego w twórczości Dali'ego czy Grochowiaka, bo wciąż nie można do końca nazwać części ich surrealizmu, nie da się tego naśladować ani oni sami nie naśladują niczego, i takie rzeczy naprawdę poruszają sztukę, która ciągnie się naprawdę ślimaczo z perspektywy wielkiego wybuchu i tego, jak pojemny jest świat składający się z przypadkowych połączeń słów i absurdów. im więcej wymiarów, tym sztuka wydaje się bardziej ograniczona. i stara. i banalna. chyba nie dajemy z siebie wszystkiego - my wszyscy, którzy chcemy tworzyć, a przeważnie wychodzi to tak, jak wychodzi. naprawdę trzeba się namęczyć (albo mieć ogromnego farta), żeby napisać coś dobrego, niestety wystarczają nam rzeczy pozornie fajne, takie jak tamten wierszyk o nieszczęsnej stewardesie, od którego już tak odbiegł temat, że w międzyczasie można by wyciąć z tej dyskusji nową konstytucję; a pisząc rzeczy słabe pogarszamy sytuację Ślimaka Kultury. obniżamy poprzeczkę i to, co pojawi się na tym forum za dziesięć lat, będzie brzmiało jak "kocham cię kochaj mnie" i zostanie uznane za 1. przywołanie dawnych wielkich wierszy 2. modernistyczny sposób wyrażenia emocji 3. miliony pięknych słów między wierszami 4. krótką, treściwą, genialną miniaturkę. nie wiem, jak Wy, ale ja się nie zgadzam na taką przyszłość. co sobie myślą ci wszyscy, którzy pisali w okresie drugiej światowej: "nie o taką przyszłość walczyłem" bo to się odnosi także do sztuki. robi się coraz gorzej, lodowce się roztapiają, a Nobla przyznaje się za kolor skóry. gdyby reanimować Nerona, koleś terapią wstrząsową wyprostowałby wszystko, WSZYSTKO.
(przecież od tego są nastolatki, by się wydzierać wniebogłosy. szkoda, że we współczesnym świecie większość naszej przyszłości siedzi obojętnie zapatrzona w komercję magicznego pudełka zwanego mediami, pałaszując hamburgera. i nawet jeśli nastolatek nie ma racji, to jego krzyk powinien być impulsem dla dorosłego, który umiejętnie powinien go wykorzystać. może nawet mój bełkot komuś się kiedyś przyda, a może nawet krytykanctwo pozytywnie wpłynie na autora tekstu o stjułardessie)
Opublikowano

ach prosiłam, by się Czarna Wstążeczka nie przypasowywała do spekulacji, specjalnie objaśniłam, żeby się nie porównywać, no, ale cóż, prapało i przypasowała się jednak Wstążeczka.
Grochowiak czerpie z baroku garściami, angielscy metafizycy złapali swoimi umysłami mnóstwo świetnych 'konceptów'. czerpał też sporo, kiedy się przyjrzeć poezji fhącuskiej, dla przykładu idąc od Rimbauda k nam.
Zahaczę o 'jest coś pociągającego' - no widzi Wstążeczka, tu jest to, o czem mówiłam, nie trzeba zakładać, że wszystkie mózgi działają tak samo, ja np nie przepadam za malarstwem Dalego, a uwielbiam go jako człowieka, oszalałam kiedy przeczytałam dziennik geniusza i za geniusza go uważam, ale za geniusza w umyśle, natomiast mój argument estetyczny stroni od jego obrazów, bo nie znajduję w nich zaczepienia dla tego, czego szukam w malarstwie, jakkolwiek uznaję obiektywną wagę jego twórczości
ach, pogadałabym z Czarną wstążeczką o tym i owym, ale fizycznie, usty swemi materialnemi, bo straśnie nie lubię takich obszernych rozmów pisemnych :)
i oczywiscie, ze chciałoby sie czegoś absolutnie wystrzałowo genijalnie nowego, dyjamentów, i że tak powiem 'dług zaciągnięty perłami spłacać w rubinach', ale nie oznacza to, ze należy negować poezję, która nie zawiera sztuczki magicznej, tylko dlatego, ze jej nie ma. dobroć niektórych rzeczy tkwi w ich błysku i migotaniu, co nie umniejsza wcale wagi chlebowi jak dowiedziała sie pewna maria antonina, ale to juz inna histeria ;)

na tem kończę, dziękuję za rozmowę i pozdrawiam serdecznie z sobotniego lenistwa (a może i lenina, kto tam wie)
:))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...